Trwa ładowanie...
Opowieść o odkrywcy 9-10 lat Czytanie 15 min.

Atlas wiatrów Maksa i wieża, która słucha wiatru

Maks i jego osiołek Pędzelek wspinają się do tajemniczej wieży, by stworzyć Atlas Wiatrów, ucząc się słuchać różnych wiatrów i pokonywać próby, które wystawiają ich odwagę i wytrwałość.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dwunastoletni Maks, okrągła twarz z piegami, brązowe rozczochrane włosy, spokojny zachwycony wyraz, ma na sobie beżową kamizelkę z dwunastoma kieszeniami; trzyma duży otwarty atlas z grubego papieru, podnosi głowę, a wiatr podwiewa kartki. Po lewej stoi osiołek Pędzelek, niski i krępy, szare umaszczenie z ogonem jak pędzelek, łypiący lojalnie i ciekawie, nos przy nodze chłopca. Czarny kruk prześlizguje się w tle, siada na prawej balustradzie, kracząc „kra”. Scena rozgrywa się na dachu starej ciemnej kamiennej wieży — szeroki okrągły taras z postrzępioną balustradą, pęknięciami i mchem, u środka wyryta wielka róża wiatrów; po ziemi wirować mapy i biały pył kredy. Za Maksem stoi stary żelazny maszt z wieżyczką i wiatrowskaz z drewna i metalu, ich poszarpane chorągwie łopoczą; niskie chmury w błękitno‑szaro‑złotym lavisie przepuszczają promień słońca na atlas. Wiatr rysuje smugi kurzu na kartkach, odkrywając mapy widoczne przez małą mosiężną lupkę na brzegu, a Maks uśmiecha się, gotowy je zapisać. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Wieża, która słucha wiatru

Maks Nowak miał dwanaście kieszeni w kamizelce i w każdej coś szeleściło: ołówek, gumka, mała lupa, kilka kartek w kratkę i kompas, który uparcie pokazywał północ, nawet gdy Maks kręcił nim jak bąkiem. Był badaczem z natury i z wyboru. Zawsze notował, mierzył i dopytywał, a kiedy inni mówili: „Eee, to tylko wiatr”, on odpowiadał: „Właśnie! Tylko wiatr… a może aż wiatr.”

Tego poranka szedł kamienistą ścieżką na wzgórze, gdzie stała stara wieża strażnicza. Kamienie wieży były ciemne jak herbata zbyt długo parzona, a okna wyglądały jak oczy, które widziały więcej, niż chciałyby opowiadać.

Maks miał zadanie: zebrać Atlas Wiatrów. Nie taki, co pokazuje rzeki i góry, tylko taki, który opisuje niewidzialne drogi powietrza: skąd wieje, jak śpiewa, co przynosi i czego unika. W kieszeni niósł list od Gildii Kartografów Pogody, zapisany starannym pismem:

„Wieża na Wzgórzu Szeptów. W jej wnętrzu znajdują się wskazówki. Zbierz nazwy wiatrów i ich znaki. Bądź cierpliwy.”

Na dole ścieżki stał osiołek z sakwą. Nazywał się Pędzelek, bo miał ogon jak pędzel do farb i lubił nim machać, gdy się denerwował.

„No dalej, Pędzelku,” powiedział Maks. „To nie wyprawa na księżyc, tylko do wieży.”

Osiołek prychnął tak, jakby chciał powiedzieć: „A co, jeśli w wieży mieszka księżyc?”

Gdy zbliżyli się do wejścia, wiatr przesunął się po trawie jak dłoń po futrze kota. Zaskrzypiały stare drzwi. W środku pachniało chłodnym kamieniem, kurzem i czymś jeszcze… jakby mokrym drewnem po burzy.

Maks zapalił latarenkę. Światło zatańczyło po ścianach, odsłaniając wyryte znaki: strzałki, spirale i małe rysunki chmur.

„To musi być język wiatrów,” mruknął.

Na posadzce leżała mosiężna płytka z napisem: „Jeśli chcesz atlasu, naucz się słuchać.”

„Słuchać wiatru? Proszę bardzo. Słucham,” powiedział Maks głośno.

W odpowiedzi coś zaszumiało wysoko, w ciemnym szybie schodów.

Pędzelek zrobił krok w tył. Maks też poczuł, jak serce podskakuje mu jak piłka. Ale przypomniał sobie, po co tu jest. Otworzył notes, położył ołówek na pierwszej stronie i ruszył w górę, stopień po stopniu, uważając na śliski kamień.

Rozdział 2: Schody, które próbują zawrócić

Schody w wieży były kręte jak wstążka, którą ktoś zawiązał w supeł. Co kilka stopni w murze były wąskie szczeliny. Przez nie wpadał wiatr — raz chłodny, raz ciepły — i dmuchał prosto w ucho, jakby chciał szepnąć sekret.

„Nie pędź,” wyszeptał wiatr. A może to Maks tylko tak usłyszał.

Pędzelek nie był fanem sekretów. Zatrzymał się i tupnął.

„Nie martw się,” powiedział Maks, choć sam miał ochotę zrobić to samo. „Gdyby schody były groźne, ktoś by postawił tabliczkę.”

W tej samej chwili zobaczył na ścianie wyrytą tabliczkę: „Uwaga: schody bywają uparte.”

„No pięknie,” westchnął.

Po kilku zakrętach stało się coś dziwnego. Maks był pewien, że przeszedł już trzy okna i dwie spiralne strzałki. A jednak znów minął to samo pęknięcie w murze w kształcie błyskawicy.

„My krążymy,” powiedział na głos.

Wiatr zapiszczał w szczelinie, jakby się śmiał. Pędzelek machnął ogonem i spojrzał na Maksa z miną: „Mówiłem.”

Maks usiadł na stopniu i odetchnął. „Dobrze. Jeśli schody chcą mnie zawrócić, to ja je przechytrzę.”

Wyjął kompas. Igła drżała, jakby też dostała zawrotu głowy. Potem wyjął kawałek kredy i zaznaczył na ścianie mały znak: kółko z kreską.

„Zobaczymy, czy wrócimy tu znowu.”

Ruszyli dalej. Trzy zakręty później… znak był przed nimi.

„Aha!” Maks uśmiechnął się, choć uśmiech wyszedł trochę nerwowy. „Czyli schody robią pętlę.”

Przyłożył ucho do ściany. Zimny kamień mruczał cicho. Gdzieś za nim wiatr szumiał inaczej, jakby po drugiej stronie była pustka, nie schody.

Maks przypomniał sobie zdanie z płytki: „naucz się słuchać.” Zamknął oczy. Nie słuchał kroków, tylko szumu. Jeden szum był cienki jak gwizdek. Drugi był głęboki jak dmuchnięcie w butelkę. Ten głęboki dochodził z lewej strony, tuż przy zakręcie.

„Tam jest coś,” powiedział. „Pędzelku, stój tu.”

Osiołek stanął i wciągnął powietrze, jakby próbował sprawdzić, czy w tym „czymś” nie ma marchewki.

Maks przesunął dłonią po kamieniach. Jeden był cieplejszy. Nacisnął. Kamień lekko ustąpił, jak przycisk.

Z trzaskiem otworzyła się wąska klapka w ścianie. Za nią była wnęka, a w niej metalowa rurka z małym, skrzydełkowatym wskaźnikiem.

„Wiatrowskaz kieszonkowy!” Maks aż sapnął z zachwytu. „Ktoś go tu schował.”

Na rurce widniał napis: „Wiatr Pętlik — lubi kręcić w kółko. Nie idź za nim, idź za dźwiękiem.”

Maks szybko zanotował: „Wiatr Pętlik: szumi cienko, kręci schody w pętlę.” Pierwszy wpis do Atlasu Wiatrów!

Gdy tylko to zapisał, schody jakby odpuściły. Kolejny zakręt nie prowadził do znaku kredy. Prowadził wyżej.

„Widzisz?” powiedział Maks do Pędzelka. „Czasem trzeba się zatrzymać, żeby iść dalej.”

Pędzelek parsknął, ale tym razem brzmiało to bardziej jak: „No, no.”

Rozdział 3: Sala Map i zagadka bez atramentu

Na szczycie schodów drzwi były ciężkie i obite żelazem. Maks pchnął je ramieniem. Zaskrzypiały i wpuściły go do okrągłej sali. Było tu jaśniej — przez wielkie okna wpadało popołudniowe światło. W powietrzu unosił się zapach starego papieru i… soli.

Pośrodku stał stół, a na nim leżała gruba księga, tak duża, że wyglądała jak poduszka dla olbrzyma. Na okładce była wytłoczona róża wiatrów.

Maks podszedł ostrożnie. Pędzelek wsunął pysk do sali i zaraz go cofnął, jakby uznał, że książki są podejrzanie ciche.

Maks otworzył księgę. Strony były prawie puste. Tylko na jednej widniał napis: „Atlas Wiatrów powstaje, gdy wiatr zostawi ślad.”

„Ale jak?” Maks zmarszczył brwi. „Nie mam atramentu z wiatru.”

Wiatr poruszył zasłoną i rozrzucił po stole kilka drobinek kurzu. Kurz zatańczył w promieniu słońca jak miniaturowe gwiazdy.

„Ślad,” powtórzył Maks. „Może… chodzi o kurz? Albo pyłek?”

Na ścianie wisiały stare narzędzia: pióro, pędzel, cienka rurka i mały woreczek z czymś jasnym. Maks otworzył woreczek i zobaczył drobny, biały proszek.

„Pył kredowy,” mruknął. „Jak do rysowania na tablicy.”

Zrobił prosty eksperyment. Posypał trochę pyłu na pustą stronę i dmuchnął lekko. Pył ruszył się i ułożył w delikatne smugi. Potem z okna wpadł nagły podmuch i pył zaczął rysować wirujące wzory — jakby ktoś niewidzialną ręką szkicował mapę.

„Działa!” Maks zaśmiał się, a potem od razu spoważniał, bo podmuch był silniejszy. Księga niemal zamknęła się z hukiem.

„Spokojnie, spokojnie,” powiedział. „Ja tylko dokumentuję.”

W tym momencie z wnętrza stołu wysunęła się cienka szufladka. Sama. Jakby stół też chciał wtrącić swoje zdanie. W szufladce leżała mała, okrągła płytka z wyrytym symbolem fali i napisem: „Bryz — wiatr, który pamięta morze. Przynosi sól i odwagę.”

„Bryz,” przeczytał Maks. „To dlatego pachnie solą.”

Za oknem, choć do morza było daleko, powietrze rzeczywiście zrobiło się świeże, a na ustach Maksa pojawił się słony smak. Pędzelek kichnął tak głośno, że echo odbiło się od murów.

„Na zdrowie,” powiedział Maks. „To wiatr Bryz cię łaskocze.”

Zanotował drugi wpis: „Bryz: pachnie solą, rysuje fale w pyle, dodaje odwagi.” Kiedy pisał, zauważył jeszcze coś: pył na stronie ułożył się w strzałkę, która wskazywała na okno od północnej strony.

Maks podszedł do okna. Na parapecie leżał metalowy klucz, a obok niego karteczka: „Nie każdy wiatr chce być złapany. Niektóre trzeba wypuścić.”

„Klucz do czego?” Maks obejrzał go pod światło. Był chłodny i ciężki, z małą dziurką w kształcie spirali.

W sali, przy samym murze, stały niskie drzwi, prawie niewidoczne. Zamek miał spiralną dziurkę.

„No to mamy ciąg dalszy,” szepnął Maks i spojrzał na Pędzelka. „Gotowy?”

Osiołek odpowiedział spojrzeniem, które mówiło: „Ja? Ja jestem osłem. Z definicji idę, gdzie mnie prowadzą. Ale licz na mnie, człowieku.”

Rozdział 4: Komnata Gwizdu i próba odwagi

Za niskimi drzwiami była wąska komnata, a raczej tunel prowadzący do okrągłej przestrzeni. W środku stał wysoki, pusty filar z otworami jak w flecie. Kiedy Maks zrobił krok, filar zagwizdał. Nieładnie. Tak, jak czajnik, który jest z siebie dumny, że umie piszczeć.

„Au!” Maks zatkał uszy. „Co to było?”

Wiatr w komnacie nie szumiał. On gwizdał, śmigał, skakał po ścianach i uderzał o filar, robiąc coraz głośniejsze dźwięki. Pędzelek przysiadł na tylnych nogach, jakby chciał zniknąć w kamieniu.

Na ścianie był napis: „Gwizdon — strażnik wieży. Kto się boi, temu miesza w głowie.”

Maks poczuł, że gwizd wchodzi mu do myśli. Nagle przypomniał sobie wszystkie sytuacje, kiedy coś mu nie wyszło: krzywo narysowana mapa, zgubiony ołówek, pomylone strony w notatkach. Gwizd brzmiał jak: „Nie dasz rady! Zawróć!”

„Nie,” powiedział Maks stanowczo, choć gardło mu ścisnęło. „Ja tu jestem po atlas. A ty, Gwizdonie, możesz sobie gwizdać.”

Ale trzeba było przejść przez komnatę do kolejnych drzwi. A wiatr szarpał latarenkę, zginał płomień i próbował zdmuchnąć światło.

Maks uklęknął przy Pędzelku. „Słuchaj, przyjacielu. Musimy iść powoli. Jeśli będziemy biec, potkniemy się. Jeśli się zatrzymamy, wiatr będzie krzyczał jeszcze głośniej. Idziemy krok po kroku. Ja liczę kroki, ty patrz pod nogi.”

Pędzelek spojrzał na niego, potem na filar, potem znów na niego. I… zrobił mały krok do przodu. Tylko jeden, ale jakże dzielny.

„Brawo,” szepnął Maks. „Pierwszy krok to połowa odwagi.”

Maks wyjął z kieszeni sznurek i przywiązał latarenkę do pasa, żeby mieć wolne ręce. Potem wziął głęboki oddech, jak uczył go kiedyś starszy meteorolog: „Oddychaj, jakbyś wąchał zupę, nie jakbyś gasił świeczkę.”

Gwizdon zaszalał. Filar piszczał, a powietrze popychało ich na boki. Maks policzył: „Jeden… dwa… trzy…” i stawiał stopy pewnie, czując pod podeszwami nierówności kamienia.

W połowie drogi wiatr zrobił nagły skok i zdmuchnął płomień latarenki. Zrobiło się ciemno jak w kieszeni.

Pędzelek zarżał cicho.

Maks zatrzymał się. Serce waliło mu jak młotek w warsztacie.

„Dobrze,” powiedział do siebie, choć nic nie widział. „To jest ten moment, kiedy człowiek chce się cofnąć. A ja… ja zapalę światło jeszcze raz.”

Wyjął krzesiwo. Gwizd próbował mu je wyrwać, ale Maks zasłonił dłonie własnym ciałem i plecami do wiatru. Pstryk. Iskra. Pstryk. Druga. W końcu płomień zapalił się na nowo, mały, ale uparty.

„Widzisz?” Maks uśmiechnął się w ciemności. „Upór też jest rodzajem latarni.”

Gdy dotarli do drzwi, gwizd nagle ucichł, jakby ktoś zakręcił kurek. Na ziemi, obok progu, leżała kolejna płytka: symbol strzałki i nuty.

Maks przeczytał: „Gwizdon — wiatr, co testuje serca. Najbardziej boi się spokoju.”

Zanotował: „Gwizdon: gwiżdże, miesza myśli, słabnie, gdy idziesz spokojnie.” Trzeci wpis.

Pędzelek potrząsnął grzywą, jakby chciał strząsnąć z siebie cały gwizd. Maks pogłaskał go po szyi.

„Dobra robota, Pędzelku. Jesteś… bardzo profesjonalnym osłem wyprawowym.”

Osiołek parsknął tak, jakby odpowiadał: „Wiem.”

Rozdział 5: Dach, gdzie rodzi się Atlas Wiatrów

Ostatnie schody prowadziły na dach wieży. Gdy Maks otworzył właz, uderzył ich wiatr prawdziwy, szeroki i wolny. Nie jak w tunelach, nie jak w komnatach. Ten wiatr miał przestrzeń.

Niebo było ogromne. Chmury przesuwały się powoli, jak statki. W oddali widać było pola, las i błyszczącą wstęgę rzeki.

Na dachu stała kamienna platforma z wyrytym kręgiem. W jego środku tkwił stary wiatrowskaz. A obok — metalowa skrzynka z zamkiem.

Maks uklęknął przy zamku. Pasował do niego klucz z parapetu. Przekręcił. Klik.

W skrzynce leżały cienkie, puste karty z twardego papieru i niewielka, okrągła soczewka w mosiężnej oprawie. Na oprawie był napis: „Oko Wiatru — pokaże to, co wiatr już narysował.”

Maks przyłożył soczewkę do kart. I wtedy zobaczył coś niesamowitego: na pozornie pustych stronach były blade, prawie niewidzialne ślady, jak oddech na szybie. Linie i wiry układały się w mapy.

„Wiatr zostawia ślad wszędzie,” szepnął. „Trzeba tylko umieć go zauważyć.”

Na platformie leżał woreczek z pyłem kredowym. Maks posypał nim jedną z kart, a potem ustawił ją w kręgu. Wiatr porwał pył i narysował na stronie spiralę, która nagle przecięła się dwoma prostymi liniami — jak znak skrzyżowania dróg.

Nad ich głowami przeleciał kruk i krzyknął „kra!”, jakby komentował: „Dobre!”

Pędzelek spojrzał na kruka z miną: „Nie wtrącaj się, ptaku.”

Maks obracał się powoli, badając kierunki. Czuł na twarzy różne podmuchy: jeden suchy i ciepły, drugi chłodny i cierpki. W pewnym miejscu wiatr pachniał żywicą, jak świeżo przecięta gałązka.

Na balustradzie zobaczył ostatnią płytkę, przywiązaną sznurkiem, żeby nie odleciała. Był na niej symbol sosny.

„Żywik — wiatr leśny. Uczy wytrwałości. Wraca, nawet gdy go odpędzisz.”

Maks zaśmiał się cicho. „To brzmi jak ja, kiedy ktoś mówi: ‘Zostaw to, nie warto'.”

Zanotował czwarty wpis i dodał zdanie od siebie: „Wytrwałość: wracać do zadania, nawet gdy jest trudno.”

Potem ułożył wszystkie zebrane informacje na kartach. Użył soczewki, żeby uwidocznić ślady, i pyłu, żeby je wzmocnić. Każdy wiatr miał swoją stronę: Pętlik z kręceniem schodów, Bryz z falą i solą, Gwizdon z nutą i próbą spokoju, Żywik z zapachem lasu i powrotami.

Kiedy kończył, chmury rozsunęły się, a promień słońca padł wprost na Atlas. Strony zadrżały, jakby żyły. Na okładce róża wiatrów zabłysła.

„Maks,” wyszeptał wiatr — tym razem łagodnie. „Słyszałeś.”

Maks zamknął atlas i przytulił go na chwilę, jak skarb. Potem spojrzał na Pędzelka.

„Wracamy?”

Osiołek zrobił krok ku włazowi, ale zatrzymał się i odwrócił łeb w stronę horyzontu. Wiatr poruszył mu grzywą jak fryzurę bohatera.

„Tak,” powiedział Maks. „Jeszcze nie raz. To dopiero początek.”

Schodzili w dół już bez pętli i gwizdów. Wieża była cicha, jakby zadowolona, że ktoś ją zrozumiał. Gdy wyszli na zewnątrz, wiatr musnął policzek Maksa i jakby dodał: „Nie przestawaj.”

Maks poprawił kamizelkę z dwunastoma kieszeniami.

„Nie przestanę,” odpowiedział i ruszył ścieżką w dół, niosąc Atlas Wiatrów, w którym każda strona była dowodem, że odwaga nie zawsze krzyczy — czasem po prostu idzie dalej.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Kamizelce
Krótka, bezrękawowa część ubrania z kieszeniami do noszenia rzeczy
Kompas
Małe narzędzie z igłą, które pokazuje stronę północy
Wieża strażnicza
Wysoki budynek używany dawniej do obserwacji i pilnowania okolicy
Mosiężna płytka
Mały, metalowy kawałek zrobiony z mosiądzu, często z napisem
Wnęka
Małe, zagłębione miejsce w ścianie lub meblu
Wskaźnikiem
Część przyrządu, która pokazuje kierunek albo wartość
Wiatrowskaz kieszonkowy!
Mały przyrząd do pokazywania lub wyczuwania kierunku wiatru
Pył kredowy
Drobny biały proszek zrobiony z kredy, używany do rysowania
Krzesiwo
Narzędzie do wytwarzania iskry i zapalania ognia
Soczewkę
Przezroczysta szklana część, która skupia obraz, tu użyta do patrzenia na ślady

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o odkrywcach dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.