Rozdział 1: Niezwykłe Znalezisko Fredzia
Fredzio był bardzo ciekawskim jeżem. Każdego ranka zjadał śniadanie złożone z trzech listków szczawiu i dwunastu jagódek, a potem ruszał na poszukiwanie przygód. I choć mieszkał w Lesie Zielonym pełnym innych zwierzaków, to właśnie on miał największy talent do wpadania w dziwaczne sytuacje.
Pewnego dnia Fredzio postanowił posprzątać swój domek, bo pod poduszką znalazł schowaną od zeszłego roku skarpetkę, w której zamiast jeżowych kolców był… kisiel truskawkowy. „Dziwne rzeczy się tu dzieją!” – mruknął, wytarł kisiel i ruszył na spacer, żeby przewietrzyć kolce.
Idąc ścieżką przez las, nagle potknął się o coś twardego. Spojrzał pod łapki i zobaczył… ogromny, różowy ogórek! Ale to nie był zwyczajny ogórek – miał na sobie okulary słoneczne i uśmiechał się szeroko. Fredzio przyjrzał mu się dokładnie i zerknął na małą karteczkę przyczepioną do ogórka. Było na niej napisane: „Jestem Ogórek do Zadań Specjalnych – potrząśnij mną trzy razy i zobacz, co się stanie!”
Fredzio był bardzo ciekawski, więc oczywiście potrząsnął ogórkiem raz, drugi i trzeci. W tej samej chwili ogórek zapiszczał głosem wiewiórki i wypuścił z siebie chmurę brokatowych bąbelków. Po chwili, obok Fredzia pojawił się niewielki, latający dywan – ale zamiast fruwać, dywan… podskakiwał jak piłka!
„O rety, dywan-skoczek!” – zaśmiał się Fredzio. „To na pewno będzie wesoły dzień!”
Rozdział 2: Skaczący Dywan i Deszcz Marchewek
Fredzio wskoczył na dywan, który natychmiast podskoczył tak wysoko, że jeż zobaczył czubek drzewa gruszkowego, na którym mieszkała Sowa Celestyna. Sowa właśnie czytała gazetę do góry nogami i nawet nie zauważyła, że pod jej oknem przelatuje jeż na podskakującym dywanie.
„Hej, Celestyno!” – zawołał Fredzio. – „Chcesz polecieć na moim nowym dywanie?”
Sowa spojrzała przez okulary, zamrugała trzy razy i powiedziała: „Ojejku, chyba mi się przewidziało! Chyba za dużo zjadłam orzeszków ziemnych na śniadanie!”
Fredzio roześmiał się i ruszył dalej, a dywan coraz szybciej i wyżej skakał. Nagle niebo zrobiło się pomarańczowe i zaczął padać… deszcz marchewek! Marchewki spadały powoli, robiąc „plask, plask, plask!” na liściach drzew.
Fredzio złapał jedną marchewkę w locie i podgryzł jej końcówkę. „Mmm, pyszna i chrupiąca!” – westchnął z zadowoleniem. Ale wtedy usłyszał dziwny głosik:
– Przepraszam! Czy mógłbyś oddać moją marchewkę?
Obok Fredzia na dywanie usiadł mały, niebieski królik z zielonymi uszami. Miał na sobie elegancki kapelusz i trzymał w łapkach miniaturową parasolkę.
– Skąd się wziąłeś na tym dywanie? – spytał zdziwiony Fredzio.
– To proste! Skaczące dywany są jak tramwaje – zabierają każdego, kto ma ochotę na przygodę! – odpowiedział królik. – A tak w ogóle, nazywam się Hipolit Marchewkowy.
– Cześć, Hipolicie! – ucieszył się Fredzio. – Może razem odkryjemy, skąd się wziął ten magiczny ogórek?
– Oczywiście! – zawołał Hipolit i urwał sobie malutką marchewkę z nieba. – Ale najpierw musimy znaleźć miejsce, gdzie rosną różowe ogórki i zielone króliki.
Dywan podskoczył jeszcze wyżej i poleciał w stronę Tęczowej Polany, zostawiając za sobą ślad brokatowych marchewek.
Rozdział 3: Spotkanie z Królem Sernika i Wielką Bitwą na Pianki
Tęczowa Polana była miejscem naprawdę niezwykłym: kwiaty śpiewały piosenki o czekoladzie, a trawa tańczyła w rytm melodii wygrywanej przez żuki na harmonijkach. Na środku polany stał ogromny tron zrobiony z… sernika! Na nim siedział Król Sernik Pierwszy – wielki miś w pelerynie z bitej śmietany.
– Kto śmie przeszkadzać Królowi Sernikowi w podwieczorku? – zagrzmiał miś, machając łyżką do tortu.
Fredzio podszedł nieśmiało i ukłonił się nisko, aż dywan zwinął się w rulon.
– Przepraszamy, królu, ale szukamy odpowiedzi na bardzo ważne pytania – powiedział Fredzio. – Skąd się biorą różowe ogórki i dlaczego padają marchewki z nieba?
Król Sernik podrapał się po uszach (z których wypadały mu rodzynki) i zamyślił.
– Hmmm, wydaje mi się, że ktoś przekręcił wskazówki Zegara Absurdu, który pilnuje, żeby w Lesie Zielonym wszystko było dokładnie tak dziwne, jak powinno! – powiedział poważnie. – Jeśli chcecie, mogę Wam pomóc, ale najpierw musicie pokonać mnie w Wielkiej Bitwie na Pianki!
Wokół tronu pojawiły się wielkie kosze pełne słodkich pianek w kolorach tęczy. Fredzio spojrzał na Hipolita, Hipolit spojrzał na Fredzia, po czym oboje chwycili po garści pianek i... zaczęła się bitwa! Pianki latały w powietrzu, miękko odbijając się od nosów, łapek i ogonków. Nawet Król Sernik dostał pianką w brzuszek i zachichotał tak głośno, że cała polana zaczęła się trząść.
Po kilku minutach wszyscy leżeli na trawie, cali oblepieni piankami, ale bardzo szczęśliwi.
– Okej, wygraliście! – roześmiał się Król Sernik. – Teraz możecie ruszyć do Zegara Absurdu. Ale uwaga! Strzeże go Strażnik Kanciasty – żółw, który mówi tylko zagadkami.
– Zagadki? Uwielbiam zagadki! – zawołał Hipolit.
– A ja uwielbiam pianki! – dodał Fredzio, zjadając jeszcze jedną na drogę.
Rozdział 4: Zegar Absurdu i Wielka Zmiana
Dywan podskoczył ostatni raz i zaniósł Fredzia oraz Hipolita pod wielki, złoty zegar stojący pośrodku lasu. Na wskazówkach wisiały kokardki, a zamiast cyfr były tam obrazki: skarpetka, truskawka, okrągły balon i... śmiejący się ogórek.
Obok zegara siedział Strażnik Kanciasty – żółw o kanciastym pancerzu i okularach przeciwsłonecznych.
– Aby przestawić zegar, musicie rozwiązać moją zagadkę! – powiedział żółw, chrupiąc kawałek czekolady.
– Dawaj! – zawołał Fredzio.
– Co to jest: skacze, lata, czasem śpiewa, a najczęściej robi coś, czego nikt się nie spodziewa? – zapytał żółw, podnosząc brew.
Fredzio i Hipolit spojrzeli na siebie i wybuchnęli śmiechem.
– To przygoda! – odpowiedzieli jednocześnie.
Żółw uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową. – A więc możecie przestawić wskazówki zegara!
Fredzio podszedł do zegara, chwycił za wskazówkę z ogórkiem i przekręcił ją dwa razy w lewo. Nagle wszystko wokół zaczęło wirować jak karuzela na festynie. Marchewki przestały padać z nieba, ogórek w okularach zatańczył polkę, a dywan-skoczek zamienił się w karuzelę z balonikami.
Na polanę przybiegły wszystkie zwierzęta z lasu, śmiejąc się i ciesząc. Sowa Celestyna przyniosła wielki kosz pierogów z jagodami, a Król Sernik częstował wszystkich sernikiem z piankami.
Fredzio spojrzał na Hipolita i powiedział:
– Wiesz, Hipolicie, to była najdziwniejsza przygoda w moim życiu!
Hipolit roześmiał się i pogłaskał Fredzia po kolcach.
– A najlepsze jest to, że teraz już wiem, że w naszym lesie wszystko jest możliwe!
Wszyscy zaczęli tańczyć wokół karuzeli, śpiewać piosenki i jeść pianki. A Fredzio pomyślał, że czasami warto potrząsnąć różowym ogórkiem, żeby w życiu wydarzyło się coś naprawdę śmiesznego.
I tak zakończyła się ta absurdalna przygoda – z wielkim uśmiechem na wszystkich pyszczkach, pełnymi brzuszkami i mnóstwem opowieści do snucia przez całą zimę.