Trwa ładowanie...
Opowieść o rodzicach 11-12 lat Czytanie 15 min.

Guzik, który uczy cierpliwości

Kuba wraz z przyjaciółmi prowadzi stoisko naprawcze na szkolnym kiermaszu i przez drobne zadania oraz domowe sytuacje odkrywa, że cierpliwość to umiejętność działania ze spokojem i dawania czasu ludziom i rzeczom.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Cztery postacie: chłopiec ok.12 lat, krótkie brązowe włosy, jasnoniebieski t-shirt i jeans, siedzi na środku i szyje dużą płócienną torbę igłą z białą nitką, obok prawej ręki czerwony minutnik; dziewczynka ok.11 lat (Zosia), kasztanowe włosy w kucyku, miętowa bluza, po lewej, układa kolorowe szpule nici na niskim stoliku i uśmiecha się do niego; dziewczynka ok.11 lat (Maja), rozpuszczone blond włosy, żółta kurtka, stoi za chłopcem, trzyma srebrną taśmę i stabilizuje torbę; chłopiec ok.12 lat (Olek), rozczochrane czarne włosy, czerwono-biały pasiasty t-shirt, po prawej, gestykuluje zachęcająco, u jego stóp mała skrzynka zszywek. Miejsce: jasna sala kiermaszu szkolnego z jasną podłogą, dużymi oknami i pastelowymi zasłonami, stoły z nakryciami w kropki, kolorowe plakaty „Naprawimy drobiazgi!”, pudełka z narzędziami i filiżanki herbaty w tle. Scena: wspólna naprawa na stoisku — chłopiec spokojnie szyje, przyjaciele pomagają i dopinguja; ciepła, pastelowa kolorystyka, prosty zaokrąglony styl, przyjazna atmosfera. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Pokój, w którym wszystko ma swoje miejsce

Kuba miał prawie dwanaście lat i pokój, który wyglądał jak z katalogu: łóżko równo zasłane, biurko czyste, ołówki w kubku ułożone kolorami. Nawet skarpetki nie miały odwagi leżeć gdzie popadnie.

A jednak w środku Kuby panował bałagan.

Siedział przy biurku i stukał długopisem w zeszyt. Na stronie widniało zadanie z polskiego: „Napisz, czym jest cierpliwość”.

— No właśnie… czym? — mruknął do siebie.

Z kuchni dobiegł głos mamy:

— Kuba, za pięć minut kolacja!

— Już… — odpowiedział, choć wcale nie był pewien, czy „już” znaczy dzisiaj, czy w przyszłym tygodniu.

W tym momencie zadzwonił domofon w telefonie: wiadomość od Zosi.

„Spotkanie u mnie? Mamy plan na jutro :)”

Kuba odpisał: „Przyjdę. Muszę ogarnąć zadanie o cierpliwości. Masz jakiś pomysł?”

Po chwili w drzwiach stanął tata, oparty o futrynę. Nie wszedł od razu, jakby sprawdzał, czy nie przeszkadza.

— Mogę? — zapytał spokojnie.

— Jasne — Kuba wzruszył ramionami. — Mam napisać o cierpliwości. A ja… nie wiem, co napisać. Wszyscy mówią: „bądź cierpliwy”, ale nikt nie tłumaczy, jak.

Tata usiadł na krześle obok, nie dotykając niczego na biurku, jakby nie chciał naruszyć porządku.

— Wiesz… cierpliwość to nie jest przycisk. To raczej mięsień. Ćwiczy się go w małych rzeczach.

Kuba prychnął cicho.

— Ja bym wolał instrukcję. Krok pierwszy, krok drugi.

Tata uśmiechnął się kątem ust.

— To jutro możesz potraktować jak instrukcję. Pomożesz mi rano z czymś ważnym. Tylko trzeba będzie… poczekać.

— Poczekać na co?

— Na efekt — odpowiedział tata i mrugnął. — I na kilka innych rzeczy.

Kuba spojrzał podejrzliwie.

— Brzmi jak pułapka.

— Brzmi jak życie — odparł tata łagodnie. — Kolacja.

Kuba zamknął zeszyt. W jego uporządkowanym pokoju zostało jedno słowo, które nie pasowało do reszty: „cierpliwość”.

Rozdział 2: Banda czterech i plan z haczykiem

Następnego dnia po lekcjach Kuba poszedł do Zosi. Zosia była z tych osób, które zawsze miały przy sobie gumki do włosów, zapasowy długopis i pomysł. Mieszkała piętro niżej, więc „wpaść” do niej było dosłowne.

W pokoju Zosi siedziała już Maja i Olek. Maja miała jedenaście lat, ale mówiła tak pewnie, jakby miała piętnaście i własny kalendarz pełen spotkań. Olek był prawie dwunastolatkiem, który potrafił rozśmieszyć nawet krzesło.

— Dobra, słuchajcie — zaczęła Zosia, rozkładając na dywanie kartkę. — Jutro szkolny kiermasz. Każda klasa ma stoisko. My robimy „kącik napraw i pomocy”. Szycie guzika, przypięcie urwanej zawieszki, takie rzeczy.

Olek wytrzeszczył oczy.

— My? Naprawy? Ja ostatnio przykleiłem sobie palce do… własnego palca.

— Dlatego to jest edukacyjne — skwitowała Maja.

Kuba usiadł obok nich i poczuł, że w tym planie jest coś kojącego. Konkret.

— Spoko, tylko… skąd weźmiemy rzeczy do naprawy?

Zosia uniosła brwi.

— Ludzie zawsze mają coś urwanego. To działa jak prawo natury. A poza tym… Kuba, twój tata mówił, że zna się na takich drobiazgach. Może pożyczy nam zestaw?

Kuba przypomniał sobie wczorajsze „poczekasz na efekt”.

— Mogę zapytać.

Olek oparł brodę na dłoniach.

— A ja mogę robić reklamę. Będę krzyczał: „Naprawimy ci życie w pięć minut!”

— Nie krzycz — powiedziały jednocześnie Zosia i Maja.

Olek udał, że zaszywa sobie usta.

— Dobrze, dobrze. Będę szeptał dramatycznie.

Kuba uśmiechnął się, ale w środku nadal coś go kłuło. Zrozumienie. Chciał je mieć od razu, jak odpowiedź w wyszukiwarce.

— Wiecie… — zaczął. — Mam napisać o cierpliwości. Może to też się jakoś przyda.

Maja popatrzyła na niego z powagą.

— Jeśli będziesz przyszywał guzik i będziesz się spieszył, to guzik odpadnie jeszcze szybciej. To prawie filozofia.

— Prawie — mruknął Olek. — Filozofia guzika.

Zosia uśmiechnęła się.

— No to jutro. Każdy przynosi coś: igły, nici, taśmę, zszywacz… i cierpliwość.

Kuba westchnął.

— A gdzie to się kupuje?

— U rodziców — powiedziała Zosia, tak jakby to było oczywiste. — Czasem dają na raty.

Kuba nie był pewien, czy to żart, czy prawda. Może jedno i drugie.

Rozdział 3: Rano, kiedy nic nie idzie szybko

W sobotę tata obudził Kubę wcześniej niż zwykle. Na korytarzu pachniało herbatą i świeżym pieczywem.

— Wstajesz, mistrzu cierpliwości? — zapytał tata półgłosem.

— Jeszcze nie jestem mistrzem — burknął Kuba, przecierając oczy.

W kuchni na stole stała mała doniczka z ziemią i paczuszka nasion.

— Co to? — Kuba usiadł i przyjrzał się.

Rzeżucha — odpowiedziała mama, nalewając herbaty. — Na parapet. Zobaczysz, szybko rośnie.

Tata pokręcił głową.

„Szybko” to i tak kilka dni. A Kuba chciał instrukcję cierpliwości. To zaczynamy od prostej rzeczy.

Kuba spojrzał na nasiona, takie niepozorne, jak okruszki.

— I co, mam patrzeć, aż wyrosną?

— Możesz też je podlewać i nie przeszkadzać im rosnąć — powiedziała mama. — To też jest robota.

Kuba uniósł brwi.

— Nie przeszkadzać to robota?

— Najtrudniejsza — zaśmiał się tata. — A teraz druga część zadania. Pomożesz mi przygotować zestaw dla waszego stoiska.

Wyjęli z szuflady pudełko po butach. Tata wkładał do niego nici, igły w małym etui, agrafki, mini nożyczki, kawałek taśmy naprawczej. Kuba podawał rzeczy, próbując robić to szybko i idealnie.

— O, i jeszcze to — tata podał mu mały zegarek kuchenny z minutnikiem.

Kuba spojrzał na niego jak na wroga.

— Po co?

— Żebyś zobaczył, że czas nie zawsze jest przeciwnikiem — odpowiedział tata. — Czasem pomaga.

W tym momencie zadzwonił telefon. Tata odebrał, a jego twarz spoważniała.

— Jasne… rozumiem. Dzięki, że mówisz. Będę.

Rozłączył się i odetchnął.

— Muszę na chwilę wyjść. Dziadek potrzebuje pomocy z zakupami. Wrócę przed kiermaszem, ale… może być później, niż planowałem.

Kuba poczuł, jak coś w nim się napina.

— Ale my mamy stoisko! Zestaw… i jeszcze rzeżucha… i ja miałem…

Tata położył mu dłoń na ramieniu.

— Wiem. I właśnie to jest ta część, której nikt nie lubi: kiedy plan jest dobry, a życie robi „klik” i przestawia go o kawałek. Dasz radę?

Kuba chciał powiedzieć „muszę”, ale zamiast tego powiedział:

— Postaram się.

Mama uśmiechnęła się do niego ciepło.

— To jest dobre słowo. „Postaram się” ma w środku cierpliwość.

Kuba patrzył, jak tata zakłada kurtkę. W głowie miał listę rzeczy do zrobienia, a obok niej wielki znak zapytania. Czy cierpliwość to po prostu… zgoda na to, że nie wszystko jest natychmiast?

Rozdział 4: Kiermasz i guzik, który uczył spokoju

Na szkolnym korytarzu było głośno jak w ulu. Zapach ciasta mieszał się z zapachem papieru i plasteliny. Ich stoisko wyglądało skromnie, ale porządnie: kartka z napisem „Naprawimy drobiazgi!”, pudełko z przyborami i mała miseczka na datki.

— Ktoś przyjdzie? — Olek kręcił się jak wiatraczek.

— Przyjdą — powiedziała Maja. — Ludzie kochają, jak im się coś ratuje.

Zosia rozłożyła nici jak tęczę.

— Kuba, ty ogarniasz guziki. Masz spokojne ręce.

Kuba chciał zaprotestować, bo w środku wcale nie czuł spokoju, ale w tym momencie podeszła pierwsza osoba: pani z sekretariatu z torbą, której urwało się ucho.

— Dacie radę? — zapytała z nadzieją.

Maja spojrzała na Kubę.

— Guziki i takie rzeczy to Kuba.

Kuba przełknął ślinę.

— Spróbuję.

Wziął torbę. Materiał był gruby, igła stawiała opór. Kuba zaczął szybko, bo bał się, że ktoś czeka, że nie wyjdzie, że się ośmieszy. Nici się splątały.

— O nie… — syknął.

Olek nachylił się i szepnął dramatycznie:

— Torba kontra Kuba. Starcie stulecia.

— Olek — Zosia szturchnęła go łokciem.

Kuba zacisnął zęby, ale wtedy przypomniał sobie zegarek-minutnik z pudełka. Wyjął go i nastawił na dwie minuty.

— Co robisz? — zdziwiła się pani z sekretariatu.

— Daję sobie czas — odpowiedział Kuba, sam zaskoczony, że to brzmi sensownie. — Jak się spieszę, to robię gorzej.

Przez dwie minuty rozplątywał nitkę powoli, prawie jakby to była łamigłówka. W końcu znów zaczął szyć, tym razem spokojniej. Szwy wyszły równe, mocne.

Pani uśmiechnęła się szeroko.

— O, trzyma! Dziękuję, młody człowieku.

Kuba poczuł w klatce piersiowej lekkie ciepło. Nie takie „wow!”, tylko ciche, jak koc.

Potem przyszła dziewczyna z siódmej klasy z urwanym breloczkiem, potem chłopak z pękniętą okładką zeszytu. Zosia była mistrzynią agrafek, Maja naprawiała wszystko taśmą tak sprytnie, że wyglądało jak nowe, a Olek… Olek okazał się świetny w rozmowie.

— Proszę się nie martwić, zeszyt przeżyje — mówił poważnym tonem, a potem dodawał: — Tak jak my wszyscy.

W połowie kiermaszu Kuba spojrzał na drzwi. Tata jeszcze nie przyszedł. W środku poczuł znajome ukłucie: „czemu tak długo?”.

Maja zauważyła jego spojrzenie.

— Martwisz się?

Kuba zawahał się.

— Trochę. Miał wrócić wcześniej.

Zosia ściszyła głos.

— Może pomaga dziadkowi. Dorośli też czasem muszą czekać.

Kuba pokiwał głową. I wtedy zrozumiał coś drobnego, ale ważnego: cierpliwość nie jest tylko siedzeniem i wzdychaniem. To też działanie bez paniki, kiedy nie masz pełnej kontroli.

Rozdział 5: Nasiona, które nie lubią pośpiechu

Po kiermaszu Kuba wrócił do domu zmęczony, ale w dobrym sensie. W jego pokoju nadal było równo i cicho, jakby czas płynął tu wolniej.

Na parapecie stała doniczka z rzeżuchą. Ziemia była wilgotna. Kuba nachylił się i zobaczył… nic. Same nasiona, jak wczoraj.

— No dalej — mruknął. — Chociaż jeden listek?

Zapukała mama i weszła, niosąc czyste pranie.

— I jak kiermasz?

— Fajnie — odpowiedział Kuba. — Naprawiliśmy mnóstwo rzeczy. Tylko… tata jeszcze nie wrócił.

Mama odłożyła pranie na krześle, usiadła na brzegu łóżka.

— Dziadek miał dziś trudniejszy dzień. Tata został z nim dłużej. Wiesz, czasem pomoc wygląda tak, że po prostu jesteś obok.

Kuba spojrzał na doniczkę.

— Czyli znowu… czekanie.

— Czekanie, ale nie puste — poprawiła mama. — Możesz się złościć, że to trwa. Albo możesz w tym czasie robić swoje, spokojnie.

Kuba przestawił doniczkę minimalnie, żeby miała więcej światła. Zrobił to ostrożnie, jakby trzymał coś kruchego.

— Nasiona też robią swoje — powiedział cicho.

— Dokładnie — mama pogładziła go po włosach. — Widzisz niuans.

— Niuans? — Kuba parsknął. — Brzmi jak słowo z podręcznika.

— To takie „prawie”, „nie do końca” — wyjaśniła mama. — Że coś nie jest tylko czarne albo białe. Cierpliwość nie zawsze jest miła. Czasem jest trudna, ale dobra.

Kuba usiadł przy biurku i otworzył zeszyt. Napisał: „Cierpliwość to umiejętność dawania czasu rzeczom i ludziom, nawet kiedy chciałoby się już.”

Zatrzymał się. Dodał: „I sobie też.”

Po chwili usłyszał klucz w zamku. Serce mu podskoczyło.

— Jestem! — zawołał tata z przedpokoju. Głos miał zmęczony, ale ciepły.

Kuba wybiegł, ale zatrzymał się w połowie korytarza, bo zobaczył, że tata trzyma w ręku siatkę z jabłkami i ma lekko opuszczone ramiona.

— Wszystko okej? — zapytał Kuba już ciszej.

Tata zdjął buty powoli.

— Tak. Po prostu… dziadek potrzebował więcej czasu. I ja też. Dzięki, że ogarnęliście stoisko.

Kuba poczuł, że może powiedzieć prawdę bez wyrzutu.

— Trochę się denerwowałem. Ale… dałem sobie czas. Jak z tą torbą.

Tata spojrzał na niego z czymś, co przypominało dumę, ale bez przesady.

— To jest duża rzecz, Kuba.

Kuba wzruszył ramionami, ale w środku zrobiło mu się lżej.

Rozdział 6: Cichy wieczór i ciepły koniec

Wieczorem w domu panował spokój. Tata kroił jabłka na talerzu, mama parzyła herbatę, a Kuba siedział na łóżku w swoim uporządkowanym pokoju, z zeszytem na kolanach. Z korytarza dobiegały przytłumione dźwięki, jak kołysanka dla domu.

Tata zapukał i wszedł z talerzykiem.

— Przyniosłem coś na „wzmocnienie cierpliwości”. Jabłka. Bez cukru, ale z sercem.

— Brzmi podejrzanie — Kuba uśmiechnął się.

Tata usiadł obok niego. Przez chwilę jedli w ciszy, takiej, która nie była niezręczna. Po prostu miękka.

— Napiszesz mi, co wymyśliłeś? — zapytał tata.

Kuba podał zeszyt. Tata przeczytał powoli, bez pośpiechu, jakby każde zdanie było ważne.

„Cierpliwość to umiejętność dawania czasu rzeczom i ludziom…” — powtórzył. — I sobie też. To najlepsze zdanie.

Kuba spojrzał w stronę parapetu.

— Rzeżucha nadal nie wyrosła.

— Jeszcze nie — powiedział tata. — Ale rośnie. Tylko pod ziemią też dzieją się rzeczy, których nie widać.

Kuba zamyślił się.

— Czyli czasem… brak efektu to nie brak pracy.

— Właśnie — tata położył rękę na jego plecach. — A ty dziś zrobiłeś dużo. Pomogłeś ludziom. I wytrzymałeś, kiedy ja wróciłem później.

Kuba poczuł, jak napięcie z całego dnia odpływa.

— W sumie… chciałem się wkurzyć. Ale potem pomyślałem, że ty pewnie też byś wolał być szybciej.

Tata kiwnął głową.

— Dziękuję, że mi zaufałeś.

Kuba oparł się o jego ramię. W pokoju było ciepło, jak pod kocem, nawet bez koca. Mama zajrzała do drzwi, uśmiechnęła się i zgasiła górne światło, zostawiając tylko lampkę.

— Dobranoc, chłopaki — szepnęła.

— Dobranoc — odpowiedzieli.

Kuba zamknął zeszyt i położył go na biurku równo, jak wszystko inne. Tylko w środku nie musiał już być idealny porządek. Wystarczyło, że był spokój.

Zanim zasnął, pomyślał o nasionach w ziemi i o tym, jak niektóre rzeczy dojrzewają po cichu. I że cierpliwość nie jest czekaniem na życie, tylko byciem w nim, nawet gdy trwa trochę dłużej, niż by się chciało.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Futrynę
Część drzwi z drewna lub metalu, wokół której jest framuga i po czym drzwi się otwierają.
Mięsień
Część ciała, która kurczy się, żeby coś poruszyć lub utrzymać siłę.
Etui
Małe pudełko lub futerał na przechowywanie drobnych rzeczy, jak igły czy zegarek.
Minutnik
Niewielkie urządzenie do odmierzania krótkiego czasu, zwykle w minutach.
Parapet
Płaska część pod oknem, na której można postawić doniczki lub książki.
Rzeżucha
Mała zielona roślina, którą sieje się w domu i szybko rośnie jako dodatek do jedzenia.
Niuans
Mała różnica lub szczegół, który zmienia znaczenie w sytuacji.
Przytłumione
Taki dźwięk, który jest cichy i mniej wyraźny niż normalnie.
Szturchnęła
Delikatnie pchnęła łokciem lub palcem, żeby kogoś do czegoś skłonić.
Ukłucie
Krótki, ostry ból lub uczucie, jakby coś cię ukłuło.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o rodzicach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.