1. Nowy dzień w leśnej szkole
Mały wilczek szedł leśną ścieżką, niosąc swój zielony plecak. Jego futerko połyskiwało w porannym słońcu, a oczy błyszczały ciekawością. Miał na imię Gwilherm, co nie było łatwe do wymówienia nawet dla sowy nauczycielki.
Gwilherm bardzo lubił swoje imię. Było wyjątkowe, tak jak on. Jego mama powtarzała mu, że każde imię jest jak piękny liść na drzewie – inne, ale razem tworzą wspaniały las. Gwilherm uwielbiał tę myśl.
Kiedy dotarł do leśnej szkoły, zobaczył, że na polanie zebrały się już wszystkie zwierzęta. Był tam miś Miśko, jeżyk Julek, lisiczka Lila i sarenka Zosia. Cała grupa rozmawiała, śmiała się i biegała wokół starych dębów.
Gwilherm podszedł do nich z uśmiechem. – Cześć wszystkim! – zawołał.
Miśko spojrzał na niego i próbował powiedzieć: – Cześć… Gw… Gwilh… – ale się zająknął.
Lisiczka Lila zachichotała cicho, a jeżyk Julek zapytał: – A jak właściwie się wymawia twoje imię?
Gwilherm nie obraził się. Uśmiechnął się szeroko i powiedział spokojnie: – Mówcie: „Gwi-lherm”. To jakby mówić „gwiazda” i „herbatka” razem, tylko trochę szybciej!
Wszyscy spróbowali: – Gwi-lherm! – i nagle brzmiało to bardzo miło.
2. Tajemniczy dźwięk
Po lekcjach zwierzęta bawiły się w chowanego. Gwilherm schował się za krzakiem malin. Nagle usłyszał dziwny dźwięk: „Plask, plask, plask!”
Wyjrzał ostrożnie zza krzaka i zobaczył sarenkę Zosię, która próbowała przejść przez mały strumyk. Jej nóżki były cienkie i śliskie od wody, a ona sama wyglądała na zmartwioną.
Gwilherm podszedł do niej powoli, żeby jej nie przestraszyć. – Potrzebujesz pomocy, Zosiu? – zapytał.
Zosia spojrzała na niego z wdzięcznością. – Trochę się boję, że się przewrócę… – szepnęła.
– Nie martw się! – odparł Gwilherm. – Każdy czasem się boi. Ja też, kiedy pierwszy raz mówiłem swoje imię na głos przed wszystkimi.
Wilczek podał Zosi łapkę. Razem przeszli przez strumyk, śmiejąc się i chlapiąc wodą. Po drugiej stronie czekały już inne zwierzęta.
3. Niespodzianka na polanie
Po południu sowa nauczycielka ogłosiła, że dziś będą robić leśny plakat o różnorodności w lesie. Każdy miał narysować siebie i dodać coś, co czyni go wyjątkowym.
Miśko narysował swoje wielkie łapy, bo umie nimi mocno przytulać. Lila narysowała swój rudy ogon, który kręci się jak wstążka. Julek narysował kolce, bo są ostre, ale pod nimi kryje się miękkie serce.
A Gwilherm? Narysował swoje imię wielkimi, kolorowymi literami, a wokół wpisał: „Jestem Gwilherm. Moje imię jest trudne, ale bardzo je lubię. Dzięki niemu jestem sobą!”
Kiedy plakat był gotowy, wszyscy usiedli razem i podziwiali swoje rysunki. Sowa nauczycielka była bardzo dumna. – Jesteście jak różne liście na jednym drzewie – powiedziała. – Każdy z was jest inny, ale razem tworzycie piękny, silny las.
4. Dłoń w łapę
Na koniec dnia, kiedy słońce zaczęło się chować za koronami drzew, zwierzęta pożegnały się, ściskając sobie łapki i dłonie.
Miśko podszedł do wilczka i uśmiechnął się szeroko. – Gwi-lherm – powiedział bardzo wyraźnie, a potem podał mu ogromną, misiową łapę. – Dziękuję, że nam pokazałeś, jak ważne są nasze różnice.
Gwilherm uścisnął łapę Misia z dumą. Był szczęśliwy, że mógł być sobą i że inni to docenili.
W drodze do domu powtarzał sobie w myślach: „Każdy z nas jest wyjątkowy. Nasze różnice to nasza siła.” Czuł się lekki i radosny, jakby szedł po miękkim mchu, a wokół niego tańczyły promienie słońca.
Tego wieczoru Gwilherm zasnął z uśmiechem, pewien, że w lesie, tak jak w życiu, warto być sobą i cieszyć się tym, że każdy jest trochę inny.