Rozdział 1. Nowy dzień na farmie miejskiej
Wczesnym rankiem, kiedy słońce ledwo zaczęło muskać dachy bloków, na miejskiej farmie wśród warzywnych grządek i pachnących ziół obudził się Klemens. Klemens był króliczkiem o miękkim, szarym futerku i bardzo bystrych oczach. Mieszkał z rodziną w norce pod szklarnią, a jeszcze bardziej kochał biegać po całej farmie i odkrywać nowe rzeczy.
— Klemens, nie zapomnij o śniadaniu! — zawołała mama, widząc, jak syn już szykuje się do wyjścia.
— Jasne, mamo! — odpowiedział, chrupiąc marchewkę. — Dziś ważny dzień, obiecałem pomóc przy warsztatach!
Na farmie miały odbyć się zajęcia dla zwierzęcych uczniów z różnych stron miasta. Tematem było: „Jak tłumaczyć proste polecenia?”. Każdy miał się nauczyć, jak przekazywać wiadomości jasno i zrozumiale, nawet jeśli ktoś mówi inaczej lub inaczej myśli.
Klemens był podekscytowany, ale i trochę zaniepokojony. Wiedział, że przyjdą nowe zwierzaki, w tym kilka, które dopiero niedawno zamieszkały w okolicy.
Przy wejściu do szklarni zebrała się grupka: wesoła kura Zosia, energiczny jeżyk Filip, nieśmiała wiewiórka Pola i głośny kogut Maurycy.
— Słyszeliście? — szepnęła Zosia. — Dziś mamy pracować w parach z kimś, kogo nie znamy!
Wszyscy zaczęli się rozglądać, niektórzy z niepokojem, inni z zaciekawieniem. Wtem do grupy dołączyła sowa prowadząca warsztaty — pani Melania.
— Dzień dobry, kochani! — zawołała ciepło. — Dziś nauczymy się, jak być dobrym tłumaczem i jak współpracować mimo różnic.
Klemens poczuł, że serce bije mu szybciej. Był ciekaw, z kim będzie w parze.
Rozdział 2. Nowy kolega i pierwsze zadanie
Gdy pani Melania zaczęła dzielić zwierzaki w pary, wszyscy wyczekiwali, kto z kim wyląduje. Klemens trafił do pary z kimś, kogo jeszcze nie znał — z młodym żółwiem o imieniu Aziz. Aziz był nowy na farmie, przyjechał z daleka i mówił trochę inaczej niż reszta. Jego polski był czasem zabawnie „łamiący”, ale za to był zawsze uśmiechnięty i bardzo uprzejmy.
— Cześć, jestem Klemens — powiedział króliczek, podając łapkę.
— Cześć, ja... Aziz — odpowiedział żółw, trochę nieśmiało, ale z szerokim uśmiechem.
Pani Melania rozdała kartki z poleceniami. Na kartce Klemensa i Aziza było napisane: „Wytłumacz, jak posadzić marchewkę, tak żeby każdy zrozumiał”.
— To łatwe — mruknął Filip z innej pary. — Po prostu mówisz i już.
Klemens jednak wiedział, że nie dla wszystkich to takie proste. Spojrzał na Aziza i zapytał:
— Chcesz, żebym wytłumaczył powoli?
— Tak, proszę — odpowiedział żółw.
Klemens wziął głęboki oddech i zaczął:
— Najpierw bierzesz nasionko marchewki. Potem robisz małą dziurkę w ziemi, wkładasz nasionko i przykrywasz ziemią. Na koniec podlewasz wodą.
Aziz uważnie słuchał, po czym poprosił:
— Możesz pokazać? Ja lepiej patrzę.
Klemens uśmiechnął się, wyciągnął łapkę i powoli zaczął pokazywać każdy krok, prosząc Aziza, by powtarzał. Po kilku minutach żółw samodzielnie zasadził swoje pierwsze nasionko.
— Brawo, Aziz! — zawołała Pola, która obserwowała z boku.
Aziz się zarumienił, ale w oczach miał błysk dumy.
Rozdział 3. Efekt grupy i własne zdanie
Po krótkiej przerwie pani Melania zaprosiła wszystkich do wspólnej gry. Zadaniem było wymyślić hasło, które najlepiej opisze farmę. Grupa Maurycego natychmiast zaproponowała: „Farma dla wszystkich, co są tacy jak my!”
— Nie za bardzo mi się to podoba — szepnęła Pola do Klemensa. — Przecież nie wszyscy są tacy sami.
Klemens też miał wątpliwości, ale widział, że większość kiwa głowami.
— Może... może spróbujemy coś innego? — zaproponował cicho Aziz.
Maurycy skrzywił się.
— Po co zmieniać? Tak jest łatwiej!
Wszyscy spojrzeli na Klemensa, bo wiedzieli, że zawsze mówi, co myśli.
— Ja myślę, że farmę powinniśmy opisać tak, żeby każdy się tu czuł mile widziany — powiedział Klemens stanowczo. — Nawet jeśli ktoś mówi inaczej, je coś innego albo wygląda inaczej.
W grupie zapanowała cisza. Zosia podniosła głowę.
— To może: „Farma dla wszystkich, bo różnorodność jest fajna!”?
Aziz uśmiechnął się szeroko.
— Tak, to bardzo dobre!
Maurycy wzruszył ramionami, ale nie protestował. W końcu decyzję podjęto wspólnie, a Klemens poczuł dumę, że nie uległ presji grupy.
Rozdział 4. Wspólne gotowanie – menu dla każdego
Po południu farmę wypełniły zapachy — nadszedł czas na przygotowanie wspólnego posiłku. Każda para miała zaproponować danie do wspólnego menu. Pani Melania przypomniała:
— Pamiętajcie, żeby każde zwierzę mogło coś zjeść, niezależnie od tego, skąd pochodzi i co lubi.
Klemens i Aziz usiedli razem.
— Ja lubię marchewki i sałatę — powiedział Klemens.
— U mnie w domu jemy dużo warzyw, ale nie wszystko, co wy — dodał Aziz. — Na przykład nie jem cebuli.
Klemens pomyślał chwilę.
— Może zrobimy sałatkę z marchewką, ogórkiem i słonecznikiem? Bez cebuli, za to z oliwą i cytryną.
Aziz się rozpromienił.
— Super! Ale... może dodamy trochę przypraw, które ja znam? — zaproponował, wyciągając z plecaka mały słoiczek.
— Jasne, chętnie spróbuję! — odpowiedział Klemens.
W innych grupach bywało trudniej. Maurycy upierał się przy jajecznicy na boczku, ale kaczka Hania delikatnie przypomniała, że nie wszyscy jedzą mięso. Po kilku próbach wspólnie wymyślili wegetariańską jajecznicę z ziołami.
Wkrótce na stole pojawiły się rozmaite potrawy — każda inna, każda zrobiona tak, by nie wykluczać żadnego zwierzaka. Klemens z dumą patrzył, jak Aziz opowiada o swoich przyprawach, a wszyscy słuchają z ciekawością.
— Każdy może tu znaleźć coś dla siebie — powiedziała Pola, próbując sałatki Klemensa i Aziza.
Rozdział 5. Stereotypy do kosza
Po posiłku pani Melania rozstawiła na środku sali dużą, kolorową skrzynię. Na wieczku widniał napis: „Pudełko na stereotypy”. Każdy miał powiedzieć na głos jedno zdanie, które kiedyś usłyszał, a które było krzywdzące lub nieprawdziwe. Potem wrzucał je do skrzyni, by już nigdy nie wracało.
— Króliki są tchórzliwe — powiedział Klemens, wrzucając kartkę.
— Żółwie są powolne i nie rozumieją — dodał Aziz, chowając swoją kartkę.
— Kury są głupie — powiedziała Zosia.
Kiedy już wszyscy wyrzucili swoje stereotypy, pani Melania zamknęła skrzynię na klucz.
— Zostawiamy to za sobą — powiedziała. — Każdy z nas jest inny i to jest największa siła naszej farmy.
Klemens poczuł się lekko, jakby zrzucił ciężki plecak. Aziz spojrzał na niego z wdzięcznością.
Rozdział 6. Nowe przyjaźnie, nowe słowa
Zajęcia dobiegły końca. Zwierzaki zbierały się do wyjścia, ale Klemens i Aziz nie spieszyli się. Siedzieli na trawie, dzieląc się resztką sałatki.
— Dzięki, że byłeś cierpliwy — powiedział Aziz. — Nie zawsze rozumiem od razu.
— Ja też się nauczyłem czegoś nowego — odpowiedział Klemens. — Że czasem wystarczy zapytać, pokazać lub posłuchać. Nawet jeśli mówimy trochę inaczej, możemy się dogadać.
Przysiadła się do nich Pola.
— Fajnie było dzisiaj. Chyba powinniśmy częściej tak robić — stwierdziła.
— Tak! — zgodzili się obaj.
W oddali słychać było śmiechy, a na farmie zapanował spokój. Pani Melania spojrzała na nich z uśmiechem.
— Najważniejsze to umieć rozmawiać i słuchać — powiedziała cicho.
Rozdział 7. Wieczorna refleksja
Kiedy słońce chowało się za blokami, Klemens wracał do domu. Myślał o tym, jak bardzo się obawiał dnia, a jak dobrze się skończył. W domu mama czekała z ciepłą kolacją.
— Jak było? — zapytała.
— Dobrze. Nauczyłem się, że różnorodność to nie przeszkoda, tylko coś, co warto odkrywać. I że czasem trzeba być odważnym, żeby powiedzieć, co się myśli, nawet jeśli inni sądzą inaczej.
Mama pogłaskała go po głowie.
— To piękna nauka, Klemens.
Klemens uśmiechnął się i pomyślał, że każdy dzień może być początkiem czegoś nowego, jeśli tylko jest się otwartym na innych.
A na farmie miejskiej, gdzie króliczek, żółw i ich przyjaciele spotykali się codziennie, różnorodność była już nie tylko słowem, ale codzienną radością wspólnego bycia i działania.