Początek
W Królestwie Dwóch Zegarów wszystko lśniło jak krople miodu w słońcu. Wysoka wieża miała dwa wielkie zegary. Jeden szeptał: „TIK…”, a drugi odpowiadał: „TAK…”. Lecz pewnego dnia zaczęły się kłócić. „TIK!” mówił pierwszy, „ja prowadzę poranek!”. „TAK!” wołał drugi, „ja prowadzę wieczór!”. I czas jakby pękł na pół: w jednym ogrodzie kwitły róże, a w drugim już spały tulipany.
Mała księżniczka Pola miała serce miękkie jak aksamitna poduszka. Jej największym marzeniem było pogodzić dwa czasy, żeby cały pałac oddychał jednym spokojnym rytmem.
Pola podeszła do zegarów i powiedziała cicho:
„Zegary, proszę. Nie kłóćcie się”.
„Nie umiemy!” westchnął Zegar-TIK.
„Nie potrafimy!” burknął Zegar-TAK.
Wtedy z sufitu zleciała Złota Ćma, jak maleńka latarnia. Szepnęła:
„W Sali Echo jest Srebrna Niteczka. Łączy to, co się rozeszło. Ale trzeba iść krok po kroku”.
Pola kiwnęła głową. „Będę próbować. Jeszcze i jeszcze”.
Środek
Księżniczka szła przez zaczarowany zamek. Korytarz był jak rzeka z marmuru, a dywany jak czerwone liście. Po drodze spotkała Rycerza z Puchu, miękkiego jak chmurka.
„Dokąd idziesz, Polu?” zapytał.
„Pogodzić dwa czasy”.
Rycerz uśmiechnął się. „To duże zadanie dla małej osoby. Ale małe kroki też są królewskie”.
Przy pierwszych drzwiach stał Klucznik-Kot. Miał wąsy jak dwa piórka.
„Drzwi są ciężkie” mruknął.
Pola pchnęła raz. Nie ruszyły.
Pchnęła drugi raz. Też nie.
„Spróbuję trzeci” powiedziała spokojnie.
Trzeci raz drzwi ustąpiły, jakby zrobiły ukłon.
W Sali Echo było jasno i cicho. Każde słowo wracało jak piłeczka. Na środku leżała Srebrna Niteczka, cienka jak promień księżyca.
Nagle usłyszała:
„TIK! TIK! TIK!” z lewej strony.
„TAK! TAK! TAK!” z prawej.
Echo mieszało wszystko i robiło bałagan w uszach.
Pola usiadła na podłodze. Położyła dłoń na sercu.
„Oddycham… raz… dwa…” szepnęła.
I powiedziała do Niteczki:
„Proszę, pokaż mi, jak łączyć”.
Niteczka zadrżała jak struna i ułożyła się w kształt małego mostu. Pola wzięła ją delikatnie, nie ciągnęła, nie szarpała.
„Krok po kroku” powtórzyła.
Wróciła do wieży. Zegar-TIK mrugał ze złości, Zegar-TAK prychał dumą.
Pola podniosła Niteczkę.
„Posłuchajcie mnie. Ty, TIK, jesteś jak poranna gwiazdka. A ty, TAK, jak wieczorna lampka. Gwiazdka i lampka świecą razem w jednym domu”.
„Nie da się” mruknęły oba.
Pola nie obraziła się. „Spróbuję”.
Zawiązała Niteczkę przy wskazówce TIK. Raz. Węzeł się poluzował.
„Spróbuję jeszcze raz” powiedziała miękko.
Drugi węzeł był lepszy.
„Jeszcze raz” szepnęła.
Trzeci węzeł trzymał jak przytulenie.
Koniec
Zegary ucichły na chwilę. Potem Zegar-TIK powiedział ciszej:
„Może ja nie muszę krzyczeć”.
Zegar-TAK odpowiedział:
„Może ja mogę słuchać”.
I stało się coś pięknego. „TIK… TAK… TIK… TAK…” popłynęło jak kołysanka. Poranek podał rękę wieczorowi. W ogrodach róże i tulipany śmiały się razem, a słońce i księżyc wyglądały jak dwie grzeczne chorągiewki na niebie.
Rycerz z Puchu uklęknął żartobliwie.
„Księżniczko Polu, twoja wytrwałość była jak mała korona. Nosi się ją w środku”.
Pola przytuliła Złotą Ćmę.
„Nie byłam szybka” powiedziała.
„Byłaś stała” odparła Ćma. „A stałość jest czarem”.
Wieczorem w pałacu wszyscy pili ciepłe mleko z miodem. Zegary mówiły już grzecznie, a czas płynął spokojnie jak łódka po stawie.
Pola zasnęła w swoim łóżeczku. Myślała jeszcze chwilę:
„Kiedy coś nie wychodzi, próbuję. Krok po kroku. Jeszcze i jeszcze”.
I uśmiechnęła się, bo w Królestwie Dwóch Zegarów znów panowała zgoda.