Trwa ładowanie...
Opowieść o neurodywersyfikacji 11-12 lat Czytanie 11 min.

Maja i most zgody: historia dziewczynki z autyzmem

Trzy prawie jedenastoletnie przyjaciółki — Maja, Lena i Zosia — tworzą kooperacyjną grę na szkolny festyn, ucząc się wzajemnego zrozumienia, jasnych zasad i sposobów radzenia sobie z trudnymi sytuacjami.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są trzy dziewczynki około 11 lat: po lewej dziewczyna o gładkich brązowych włosach związanych nisko, jasna karnacja, cienkie okrągłe okulary, siedzi i trzyma małą mapę, wskazując linijką w dół; na środku dziewczyna o blond włosach w wysokim kucyku, opalona, piegi, stoi na małym pomarańczowym plocie, trzyma kolorową piłeczkę i uśmiecha się energicznie; po prawej dziewczyna o kasztanowych włosach do linii szczęki, śniada, pochylona ku pozostałym, z notesem i ołówkiem, zapisuje notatki i spogląda na zegarek. Miejsce: szkolny plac zabaw w dzień, trawa z białymi oznaczeniami, kolorowe przeszkody (czerwone i niebieskie obręcze, pomarańczowe pachołki, naciągnięte żółte liny), pastelowe banderole powiewające na wietrze, mały stół z pudełkami i ręcznie malowanym szyldem „Most zgody”. Sytuacja: dziewczynki organizują kooperacyjne zadanie — przeprawiają małe kolorowe piłeczki przez tor, koordynując się; scena dynamiczna, przyjazna, z wyraźnymi gestami, skupionymi lecz spokojnymi twarzami, miękkim porannym światłem, nasyconymi kolorami i wyraźnymi kontrastami dla czytelnego, ciepłego efektu. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Trzy prawie jedenastolatki

W poniedziałek rano Maja powiedziała wprost: „Mam autyzm” — tak samo spokojnie, jakby mówiła, że ma kanapkę z serem. Miała prawie jedenaście lat i lubiła, kiedy rzeczy są jasne: plan lekcji w zeszycie, równo ułożone kredki, ciche miejsce w bibliotece. Gdy w klasie robiło się głośno, dźwięki zlepiały się w jeden wielki hałas, jak mikser na najwyższych obrotach. Wtedy Maja wkładała do kieszeni małe zatyczki do uszu i oddychała wolniej, licząc w myślach: raz, dwa, trzy.

Obok niej szła Lena, też prawie jedenastoletnia, z włosami związanymi w wysokiego kucyka. Lena była jak iskra: szybko się śmiała i szybko wpadała na pomysły.

— Dzisiaj mamy próbę do szkolnego festynu! — oznajmiła. — Będą gry, konkursy i… podobno wielka planszówka na boisku!

Z drugiej strony dreptała Zosia, odrobinę starsza, już po jedenastych urodzinach, spokojna jak niedzielny poranek. Zosia zawsze nosiła przy sobie mały notes.

— Zapiszę, co trzeba wziąć na festyn — mruknęła. — Taśma, markery, kostki… i coś do liczenia punktów.

Maja popatrzyła na nie uważnie. Lubiła Lenę za jej energię, a Zosię za to, że mówiła wolno i konkretnie. To było bezpieczne.

— Ja mogę zrobić listę zasad — powiedziała Maja. — Tylko… dobrze, żeby były jasne.

— Jasne zasady? To jak instrukcja do klocków! — Lena klasnęła w dłonie. — Super!

Rozdział 2: Hałas jak burza i małe strategie

Na korytarzu szkolnym dzwonek zabrzmiał ostro. Kilka osób krzyknęło „hej!”, ktoś upuścił piórnik, metalowe długopisy zadzwoniły o podłogę. Maja poczuła, jak w brzuchu robi jej się ciasno.

— Maju, chcesz iść ze mną po wodę? — zapytała Zosia cicho, zauważając jej minę.

Maja skinęła głową. W drodze do dystrybutora wody było spokojniej. Zosia nie zasypywała jej pytaniami, tylko szła obok.

— Jak jest za głośno, to możesz mi dać znak — powiedziała. — Na przykład dotknąć bransoletki.

Maja dotknęła swojej cienkiej, zielonej bransoletki. To był dobry pomysł: prosty i dyskretny.

— Mogę też… użyć zatyczek — dodała.

— Pewnie! — Lena dołączyła do nich przy dystrybutorze. — A ja mogę mówić ciszej. Tylko przypomnij mi, bo czasem gadam jak radio.

Maja parsknęła śmiechem.

— Radio też ma pokrętło głośności.

W klasie pani od wychowawczej ogłosiła:

— Na festynie każda klasa przygotuje kooperacyjną grę. To znaczy: nie rywalizujemy przeciwko sobie, tylko pracujemy razem.

— To brzmi jak misja! — szepnęła Lena.

Maja wyobraziła sobie misję z jasnymi etapami. To jej pasowało. Kiedy wszystko miało kolejność, świat przestawał wirować.

Rozdział 3: Pomysł na grę i pierwsza zgrzytliwa chwila

Po lekcjach dziewczyny usiadły w bibliotece przy oknie. Na zewnątrz padał drobny deszcz, a krople stukały o parapet jak spokojny metronom.

— Wymyślmy grę, w której każdy jest potrzebny — zaczęła Zosia, otwierając notes. — Może „Most zgody”? Trzeba przenieść piłeczki przez przeszkody, ale tylko wtedy, gdy wszyscy się dogadają.

Lena podsunęła piórnik Majce.

— Ty masz oko do szczegółów. Narysujesz plan?

Maja poczuła przyjemne ciepło. Lubiła rysować schematy: strzałki, pola, zasady w punktach. Zaczęła szkicować boisko, a potem tor z obręczy, pachołków i sznurków.

— Tu może być „strefa ciszy” — powiedziała. — Każdy może tam wejść na minutę, jeśli potrzebuje.

Lena uniosła brwi.

— Na festynie? W środku zabawy?

— Właśnie wtedy najbardziej — odparła Maja. — To jak pit stop w wyścigu. Bez niego samochód nie dojedzie.

Zosia przytaknęła.

— To mądre. I sprawiedliwe.

Nagle obok przeszła grupa chłopaków z równoległej klasy. Jeden z nich zerknął na rysunek.

— Co to, gra dla przedszkola? — prychnął.

Maja zesztywniała. W głowie pojawił się szum, jakby ktoś podkręcił głośność świata.

Lena otworzyła usta, gotowa do kłótni, ale Zosia położyła jej dłoń na rękawie.

— Spokojnie — powiedziała i zwróciła się do chłopaka. — To gra kooperacyjna. Wyobraź sobie, że trzeba wygrać z czasem, a nie z ludźmi. Dasz radę to sobie wyobrazić?

Chłopak mruknął coś pod nosem i odszedł.

Maja wypuściła powietrze.

— Dzięki… Nie lubię takich komentarzy.

— Nikt nie lubi — Lena wzruszyła ramionami. — Ale wiesz co? Ten most będzie tak fajny, że sam będzie chciał przejść.

Rozdział 4: Próba na sali i „mózg jak latarnia”

Następnego dnia miały próbę w sali gimnastycznej. Piłki odbijały się od podłogi, ktoś gwizdnął, ktoś śmiał się za głośno. Maja poczuła, że jej ciało napina się jak sprężyna.

— Bransoletka? — szepnęła Zosia.

Maja dotknęła bransoletki. Zosia kiwnęła głową i bez wielkich słów poprowadziła ją do kąta sali, gdzie stała ławka.

— Tu jest ciszej — powiedziała.

Lena przyniosła trzy pachołki i ułożyła je jak miniaturową ścieżkę.

— Dobra, testujemy „Most zgody” w wersji kieszonkowej! — ogłosiła. — Maju, ty mówisz zasady.

Maja lubiła moment, kiedy to ona trzymała mapę. Jej myśli działały wtedy jak latarnia morska: oświetlały kolejne kroki, żeby nikt nie uderzył w skały chaosu.

— Zasada pierwsza — zaczęła. — Mówimy po kolei. Zasada druga: każdy ma swoją rolę. Zasada trzecia: jeśli ktoś potrzebuje przerwy, robi ją bez tłumaczenia.

— Brzmi jak plan ratunkowy dla drużyny — zaśmiała się Lena. — Ja biorę rolę „kuriera piłeczki”!

Zosia dopisała coś w notesie.

— A ja będę liczyć czas i punkty. Maju, ty możesz być „nawigatorem”.

Próba nie poszła idealnie. Lena kilka razy zapomniała, że ma mówić ciszej, a Maja raz przerwała jej w pół zdania, bo chciała poprawić szczegół. Lena zmarszczyła nos.

— Ej, daj mi dokończyć.

Maja poczuła ukłucie wstydu.

— Przepraszam. Czasem… jak widzę błąd, to mi się zapala alarm.

Zosia uśmiechnęła się krótko.

— To alarm, który nas chroni. Tylko ustawimy go tak, żeby nie ogłuszał. Może umówimy się na hasło „stop-klatka”? Wtedy zatrzymujemy się na trzy sekundy i dopiero mówimy.

— Stop-klatka! — Lena zasalutowała teatralnie. — Jak w filmie.

Maja spróbowała. Kiedy znów chciała wejść w słowo, powiedziała cicho:

Stop-klatka.

Wszystkie trzy zamarły na sekundę, a potem wybuchły śmiechem, bo Lena stała z piłeczką na czubku pachołka jak bocian na jednej nodze.

Rozdział 5: Festyn, plan i małe cuda

W dzień festynu szkoła pachniała watą cukrową i świeżo skoszoną trawą. Na boisku rozstawiono stoliki, kolorowe wstążki i wielkie kartony z napisami. Ktoś puszczał muzykę, ale nie za głośno. Pani od wychowawczej przypięła dziewczynom plakietkę: „Organizatorki gry kooperacyjnej”.

Maja miała w kieszeni zatyczki, w drugiej kieszeni kartkę z zasadami, a w głowie plan. To pomagało.

Pierwsi uczestnicy podeszli niepewnie: dwie dziewczynki z czwartej klasy i jeden chłopak z piątej.

— Na czym to polega? — zapytał chłopak.

Lena zrobiła minę przewodnika po dżungli.

— Musicie przenieść „iskry przyjaźni” — pokazała kolorowe piłeczki — przez most przeszkód. Ale uwaga: każdy może dotykać tylko jednego elementu mostu. Bez dogadania się ani rusz!

Zosia dodała spokojnie:

— Jest też strefa ciszy, jeśli ktoś potrzebuje.

Maja wskazała pierwszą przeszkodę i powiedziała krótko:

— Najpierw wybierzcie role. Potem ruszacie. Mówicie po kolei.

Dzieci zaczęły. Jedna dziewczynka była tak podekscytowana, że mówiła jednocześnie z innymi. Maja poczuła, jak w niej rośnie napięcie. Wtedy Lena mrugnęła do niej i szepnęła:

— Stop-klatka?

Maja skinęła głową.

— Stop-klatka — powiedziała głośniej, ale łagodnie.

Dzieci zatrzymały się zaskoczone.

— O co chodzi? — zapytała dziewczynka.

— To nasz trik — wyjaśniła Zosia. — Trzy sekundy ciszy i wracamy do rozmowy po kolei.

Zadziałało. Po trzech sekundach dzieci zaczęły mówić spokojniej, jakby ktoś przyciszył radio w głowie.

W połowie gry pojawił się ten sam chłopak, który wcześniej drwił w bibliotece. Stał z boku, udając, że tylko patrzy.

Lena podeszła do niego bez wrogości.

— Chcesz spróbować? Potrzebujemy kogoś z dobrym refleksem do obręczy.

Chłopak wzruszył ramionami.

— Mogę. Ale jak to jest… kooperacyjne, to nikt nie przegrywa?

Maja spojrzała na niego uważnie.

— Przegrywa się tylko wtedy, gdy nie słucha się innych — powiedziała. — A wygrywa, gdy każdy dołoży coś swojego.

Chłopak drgnął, jakby to było nowe.

— Okej. To spróbuję.

Rozdział 6: Wspólna wygrana

Ostatnia runda była najtrudniejsza: trzeba było przenieść trzy piłeczki naraz przez „wąwóz”, używając dwóch sznurków i jednej obręczy. Zosia liczyła czas, Lena pilnowała tempa, a Maja prowadziła jak nawigator, krok po kroku.

— Teraz obręcz w lewo, spokojnie — mówiła. — Ty trzymasz sznurek wyżej. Dobrze. I… stop-klatka, oddychamy.

Chłopak, który wcześniej żartował, nagle powiedział:

— Ja mogę stanąć bliżej, bo mam dłuższe ręce. Wtedy wam będzie łatwiej.

— Super — Lena uśmiechnęła się szeroko. — Dzięki!

Piłeczki przetoczyły się przez obręcz i wpadły do pudełka z napisem „META”. Zosia zatrzymała stoper.

— Udało się! I to szybciej niż poprzednia grupa.

Dzieci klasnęły, ktoś krzyknął „jeszcze raz!”. Maja poczuła w środku lekkość, jakby ktoś otworzył okno w duszny dzień.

Lena szturchnęła ją łokciem.

— Widzisz? Twoja latarnia działa.

Maja uśmiechnęła się nieśmiało.

— Nie zawsze jest łatwo. Czasem świat jest za głośny, a ja za bardzo chcę, żeby było równo.

Zosia zamknęła notes.

— A my czasem za szybko pędzimy. Dlatego jesteśmy drużyną. Ty świecisz na drogę, Lena dodaje odwagi, ja pilnuję porządku.

Chłopak podrapał się po głowie.

— Ta wasza… latarnia… jest spoko. Dzięki, że mnie wpuściłyście.

Maja kiwnęła głową.

— Dzięki, że słuchałeś.

Na koniec festynu pani od wychowawczej podsumowała:

— Najlepsza gra to nie ta, w której ktoś jest najszybszy, tylko ta, w której wszyscy czują się bezpiecznie i potrzebni.

Maja spojrzała na Lenę i Zosię. Czuła, że znalazła prawdziwe przyjaciółki — nie pomimo tego, jaka jest, tylko także dzięki temu, że jej latarnia pomaga im wszystkim iść razem. A kiedy sprzątali boisko, śmiali się z Leną, że „stop-klatka” powinna być też na lekcjach matematyki, zwłaszcza przy ułamkach.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Autyzm
Stan, w którym mózg inaczej przetwarza dźwięki i informacje, potrzebuje rutyny i wsparcia.
Kooperacyjną
Opisuje coś, co polega na współpracy i działaniu razem, a nie na rywalizacji.
Strefa ciszy
Miejsce, gdzie jest bardzo cicho, żeby odpocząć i uspokoić myśli.
Pit stop
Krótka przerwa w trakcie zadania, żeby szybko odpocząć lub naprawić coś.
Stop-klatka
Krótka przerwa na trzy sekundy, żeby się zatrzymać i przemyśleć działanie.
Nawigatorem
Osoba, która kieruje drużyną i mówi kolejność kroków do wykonania.
Stoper
Urządzenie lub osoba mierząca czas, na przykład podczas zawodów.
Refleksem
Szybka reakcja ciała lub rąk w odpowiedzi na nagłą sytuację.
Obręczy
Okrągły przedmiot, przez który można przełożyć piłkę lub przeskoczyć.
META
Miejsce, gdzie kończy się zadanie lub wyścig; cel, do którego dążymy.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

przyjaźń współpraca empatia szkoła misja akceptacja

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o neurodywersyfikacji (ADHD, HPI, DYS, autyzm...) dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.