Trwa ładowanie...
Opowieść o chorobie 11-12 lat Czytanie 15 min.

Mapa małych zwycięstw Mai

Maja, zmuszona do leżenia z powodu choroby, uczy się odpoczynku i nabiera siły dzięki trosce rodziny, przyjaciółce Zosi oraz drobnym rytuałom i małym zwycięstwom.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dwunastoletnia dziewczynka o okrągłej twarzy i drobnych piegach, jasnej skórze i rumianych policzkach, włosy kasztanowe związane w nieco rozczochraną kucyk, siedzi w łóżku wśród kołder w gwiazdki, trzyma otwarty notes na kolanach i delikatnie się uśmiecha, zapisując „małe zwycięstwa”. Po prawej na brzegu łóżka siedzi jej matka (~35 lat), długie brązowe włosy, miękki uśmiech, w kremowym wełnianym swetrze, podaje parującą filiżankę herbaty. Przy drzwiach stoi ojciec (~38 lat) w koszuli w kratę i okularach, trzyma tacy z termometrem i pudełkiem chusteczek, w postawie czujnej i uspokajającej. Przy otwartym oknie, częściowo wchodząc do pokoju, stoi przyjaciółka Zosia (~12 lat), podszeptuje, trzyma mały notes i ołówek, ma figlarne i współczujące wyrazy twarzy. Pokój jest przytulny, o miękkich fakturach, ściany w pastelowym błękicie, przy łóżku mała drewniana półka z książkami, pluszakiem i rozrzuconymi puzzlami oraz notatkami na stoliku; przez otwarte okno wpada deszcz, porusza się zasłonka w kropki; ciepłe, przytłumione światło lampki nocnej. Główna scena: spokojna, czuła chwila — chora dziewczynka odpoczywa, lecz bierze udział, rodzina czuwa i pociesza. Na obrazie nakładka drobnych białych doodli: filiżanki, serca, chusteczki, małe gwiazdki i strzałki oznaczające „małe kroki”, w dziecięcym, cienkim, organicznym stylu. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Koc, termometr i „gimnastyka w łóżku”

Maja miała dwanaście lat i zwykle wszędzie było jej pełno. Potrafiła w jednej chwili przejść z „siedzę spokojnie” do „zawiązuję buty w biegu” i jeszcze dorzucić trzy obroty krzesłem, zanim ktoś zdążył powiedzieć: „Uważaj”.

Tym razem jednak jej energia utknęła jakby w korku.

— Czuję się jak naleśnik, który ktoś zostawił na patelni za długo — mruknęła, przykładając czoło do chłodnej strony poduszki.

Mama usiadła na brzegu łóżka i włączyła lampkę nocną. Światło było miękkie, jakby też nie chciało hałasować.

— Naleśnik to jeszcze nie diagnoza — powiedziała łagodnie. — Zobaczymy termometr. Oddychaj spokojnie.

Termometr zapiszczał. Maja spojrzała na wynik i prychnęła.

— Trzydzieści osiem i coś… Czyli oficjalnie: nie jestem robotem.

— Oficjalnie: twoje ciało pracuje. A ty masz teraz najważniejsze zadanie świata — odpoczywać — oznajmiła mama z miną, jakby wręczała Mai medal.

— Odpoczywać? Ja? — Maja uniosła brwi. — To brzmi podejrzanie.

— Dasz radę. Jesteś bardzo… — mama zawiesiła głos.

— …sprężysta? — podpowiedziała Maja, bo wszyscy w domu mówili, że jest „gibka” i „elastyczna” nie tylko na wf-ie, ale w ogóle: w pomysłach, w planach, w wymówkach.

— Dokładnie. Sprężysta. A sprężyste rzeczy czasem muszą poleżeć, żeby wrócić do kształtu.

W drzwiach pojawił się tata z kubkiem herbaty z miodem i cytryną. Udawał poważnego kelnera.

— Herbata dla pani Mai. W pakiecie: dwa żarty i jedna poduszka gratis.

— A żarty są ciepłe? — Maja uśmiechnęła się jednym kącikiem ust.

— Zależy, czy włączysz ogrzewanie w śmiechu — odparł tata.

Maja oparła się o poduszki. Leżenie było dziwne: jej nogi aż same chciały iść, a głowa mówiła: „nie, dziś nie”.

— Dobra — westchnęła. — Będę odpoczywać. Ale mogę robić „gimnastykę w łóżku”.

— Jaką? — zapytała mama, czujna jak kot przy kanapce.

— Na przykład… ruszać palcami u stóp. To jest sport ekstremalny — oświadczyła Maja.

Tata zaśmiał się cicho.

— Zapiszę cię na mistrzostwa świata w poruszaniu palcem. Tylko nie przemęczaj się.

Maja napiła się herbaty. Ciepło spłynęło do brzucha jak mały kominek.

— A jeśli będę się nudzić? — zapytała.

— Nuda to też sygnał, że twoja głowa chce biegać, kiedy ciało naprawia siebie — powiedziała mama. — Wymyślimy coś spokojnego.

Maja popatrzyła na półkę z książkami, na swój zeszyt, na lampkę. Nagle pomyślała, że ten dzień może być inny. Nie gorszy. Po prostu wolniejszy.

Rozdział 2: Plan „Szeptana Przygoda”

Po południu Maja leżała, owinięta w koc w gwiazdki. Za oknem wiał wiatr, który wyglądał, jakby próbował przestawić drzewa w inne miejsce. Maja czuła się trochę lepiej, ale nadal jakby jej baterie były ustawione na „oszczędzanie energii”.

Do pokoju zajrzała Zosia, najlepsza koleżanka z klasy, z plecakiem i miną, która mówiła: „Przyniosłam misję”.

— Mama pozwoliła mi wejść tylko na chwilę — szepnęła, jakby wchodziła do biblioteki. — Jak się masz?

— Jak królewna na grochu, tylko groch to temperatura — odparła Maja.

Zosia parsknęła cichutko.

— Wszyscy w klasie pytali, czy żyjesz. Bartek powiedział, że pewnie uciekłaś na tajną planetę, bo nie chciało ci się pisać kartkówki.

— Kuszące — przyznała Maja. — Ale ja naprawdę jestem tutaj. Uwięziona w łóżku.

Zosia usiadła na krześle, wyjęła z plecaka notes i długopis.

— To słuchaj. Skoro jesteś uwięziona, to ja mam plan: „Szeptana Przygoda”. Ty leżysz, ja opowiadam, a ty wybierasz, co bohater robi dalej. Jak gra, tylko bez komputera.

— Czy w tej grze można pokonać potwora o imieniu „Katar”? — zapytała Maja.

— Oczywiście. Katar to potwór śliski i wredny, ale ma słabą stronę: chusteczki i ciepłą herbatę.

Maja roześmiała się i od razu kaszlnęła.

— Okej, nie rozśmieszaj mnie za mocno, bo moje gardło protestuje.

— Dobra, będę rozśmieszać ostrożnie. Jak łaskotanie piórkiem — obiecała Zosia.

Zosia zaczęła opowiadać o dziewczynce, która odkryła, że w zwykłym mieszkaniu jest tajny „szlak spokojnych rzeczy”: miękki koc, kubek, okno, w którym można liczyć krople deszczu, i półka z książkami, która skrzypi jak statek.

— I ta dziewczynka ma misję — ciągnęła Zosia. — Musi znaleźć „Wielką Cierpliwość”. To jest rzecz, która pomaga, kiedy trzeba leżeć i zdrowieć.

— Gdzie ją znajdzie? — zapytała Maja, wciągając powietrze nosem ostrożnie, jakby nie chciała znowu obudzić potwora Kataru.

— Ty wybierasz — Zosia podała jej notes. — Pod łóżkiem, w szufladzie czy… w rozmowie?

Maja spojrzała na notes. Litery lekko jej pływały, ale w przyjemny sposób.

— W rozmowie — zdecydowała. — Bo jak leżysz, to rozmowa może przyjść do ciebie.

Zosia przytaknęła.

— W takim razie Wielka Cierpliwość wygląda jak… ktoś, kto mówi: „To normalne, że dziś nie masz siły. Odpoczynek to nie lenistwo”.

Maja przestała się wiercić.

— To brzmi mądrze — szepnęła.

— Bo jest mądre. I jeszcze jedno: Wielka Cierpliwość nie krzyczy. Ona mówi spokojnie. Tak jak… przed snem.

Za drzwiami mama dała znak, że czas wizyty minął. Zosia wstała.

— Zostawiam ci notes. Możesz w nim zapisywać „małe zwycięstwa”. Na przykład: „wypiłam herbatę”, „przespałam godzinę”, „nie pokłóciłam się z termometrem”.

— Termometr zawsze zaczyna — mruknęła Maja.

Zosia uśmiechnęła się i wyszła. Maja została z notesem na kołdrze. Poczuła, że nawet chorowanie może mieć plan. A plan, choć cichy, dawał odrobinę odwagi.

Rozdział 3: Dzień, który płynie wolniej

Następnego dnia Maja obudziła się wcześnie. W mieszkaniu panowała taka cisza, że słychać było kapanie wody w łazience. Maja przeturlała się na bok. Zwykle robiła to szybko, jak przewrót na materacu. Teraz zrobiła to powoli, jakby była w zwolnionym tempie.

— Dzień dobry, świecie — powiedziała do poduszki. — Dziś też leżymy?

Mama weszła z talerzykiem i termometrem.

— Dziś też. Ale mamy postęp. Czoło już nie jest takie gorące.

Maja spojrzała na talerzyk.

— Tost? To mały sukces.

— I jabłko. Pokrojone, żeby było łatwiej.

Maja zjadła kilka kawałków. Smak jabłka był soczysty i konkretny, jakby mówił: „Spokojnie, damy radę”.

Po śniadaniu tata przyniósł pudełko z puzzlami.

— Uwaga, zadanie dla pacjentki: ułożyć obrazek. Bez skakania po ścianach.

— A mogę skakać po myślach? — zapytała Maja.

— Skakanie po myślach dozwolone. Tylko bez ryzykownych akrobacji — odparł tata i rozsypał puzzle na stoliku przy łóżku.

Maja zaczęła sortować elementy: niebo, drzewa, kawałki domku. Jej palce były sprawne, a głowa miała przyjemną robotę. Co jakiś czas robiła przerwy, bo ciało przypominało: „Halo, ja tu pracuję nad odpornością”.

W południe zadzwoniła wychowawczyni.

— Maju, jak się czujesz? — zapytała przez telefon.

— Jakbym miała w środku małą ekipę remontową — odpowiedziała Maja. — Trochę hałasują, ale chyba naprawiają.

— Piękne porównanie — roześmiała się nauczycielka. — Klasa trzyma kciuki. A ja przypominam: nie musisz nadrabiać wszystkiego od razu. Zdrowie jest pierwsze.

Kiedy rozmowa się skończyła, Maja zapisała w notesie: „Pani powiedziała, że nie muszę gonić. Ulga — 1 punkt”.

Po południu zrobiła się senna. Zosia miała rację: dzień płynął wolniej, ale w tym tempie było coś bezpiecznego. Maja zamknęła oczy i wyobraziła sobie, że jej organizm to miasto. Wszędzie jeżdżą małe ambulansy z białych krwinek, ktoś sprząta, ktoś naprawia, ktoś stawia tabliczkę „Tu jest stan zapalny, proszę przejść spokojnie”.

— Dobra robota, ekipo — wyszeptała do samej siebie.

Zasnęła na chwilę. Kiedy się obudziła, było już ciemniej, a tata czytał w kuchni gazetę. Mama siedziała przy stole i pisała wiadomość. Wszystko było zwyczajne. A jednak Maja poczuła, że w tej zwyczajności jest siła.

Rozdział 4: Wyprawa do Krainy Wody i Powietrza

Trzeciego dnia Maja poczuła się na tyle dobrze, że zapragnęła wstać. Nie na długo. Tak po prostu: udowodnić nogom, że nadal ją lubią.

— Mogę przejść do łazienki sama? — zapytała, stawiając stopy na podłodze.

Podłoga była chłodna i od razu ją otrzeźwiła.

— Powoli, jak żółw na wakacjach — powiedziała mama, idąc obok.

Maja szła ostrożnie. Jej ciało było nadal sprężyste, tylko sprężyna jakby miała na sobie koc i nie chciała podskakiwać. W łazience umyła twarz. Woda pachniała mydłem i świeżością.

— To jest moja wyprawa — oznajmiła, patrząc na siebie w lustrze. — Kraina Wody i Powietrza. Misja: oddychać i nie udawać bohatera filmu akcji.

— Bohaterowie też odpoczywają — przypomniała mama. — Tylko zwykle nie pokazują tego w zwiastunach.

Maja uśmiechnęła się.

Wróciła do łóżka i usiadła, oparta o poduszki. Oddychała głęboko, tak jak nauczyła ją kiedyś trenerka od rozciągania: wdech nosem, wydech ustami, spokojnie.

— To pomaga? — zapytała mama.

— Trochę. Czuję się jak balon, który ktoś napełnia powoli, bez szarpania.

Po południu tata zaproponował „kinowy seans z przerwami”.

— Oglądamy jeden odcinek, potem przerwa na picie wody i odpoczynek. Żadnego maratonu — powiedział stanowczo, a potem dodał ciszej: — Nawet jeśli ja mam ochotę.

Maja uniosła palec.

— Tata, to ty masz problem z maratonami, nie ja.

— Ojej, zostałem zdemaskowany przez pacjentkę — westchnął dramatycznie.

Śmiali się cicho, żeby nie męczyć gardła Mai. W przerwach Maja piła wodę małymi łykami. Zauważyła, że to działa jak małe przyciski „reset” dla ciała.

Wieczorem Zosia wysłała wiadomość: „Jak tam potwór Katar?”.

Maja odpisała: „Słabszy. Chyba boi się mojej herbaty i puzzli”.

Zosia: „Puzzle to broń masowego skupienia”.

Maja dopisała w notesie: „Małe zwycięstwo: przeszłam do łazienki. I nie zemdlałam jak księżniczka w dramacie”.

Pod spodem dodała jeszcze: „Oddychanie pomaga. Woda pomaga. Odpoczynek też jest pracą”.

Kiedy zgasiła lampkę, poczuła coś nowego: cierpliwość. Nie wielką jak góra, raczej małą jak kamyk w kieszeni. Ale kamyk był prawdziwy.

Rozdział 5: Powrót sił i rozmowa o nadziei

Czwartego dnia rano Maja obudziła się i przez chwilę czekała na znajome „ciężkie” uczucie w głowie. Nie przyszło. Zamiast tego była lekkość, jak po dobrze przespanej nocy.

— Mamo? — zawołała.

Mama zajrzała do pokoju.

— Widzę po twoich oczach, że coś się zmieniło.

— Chyba mój wewnętrzny remont prawie skończony — powiedziała Maja. — Mam ochotę na… normalność.

Mama dotknęła jej czoła.

— Temperatura już prawie idealna. Ale nadal: spokojnie. Dzisiaj regeneracja plus małe kroki.

Maja przewróciła oczami, ale bez złości.

— Dobrze, dobrze. Małe kroki. Czyli mogę usiąść przy biurku na dziesięć minut?

— Możesz. I potem wracasz do odpoczynku.

Maja usiadła przy biurku. Zeszyty wyglądały, jakby czekały na nią w kolejce. Otworzyła jeden, przeczytała temat lekcji i… zamknęła.

— Nie muszę teraz robić wszystkiego — powiedziała na głos, jakby to było zaklęcie.

W południe przyszła babcia z domowym rosołem. Zapach był tak znajomy, że Maja aż się rozczuliła, choć próbowała udawać twardą.

— Jak moja dzielna dziewczynka? — zapytała babcia.

— Dzielna, ale nie w trybie „superbohater”. Raczej w trybie „mądra” — odparła Maja.

Babcia kiwnęła głową, dumna.

— Największa odwaga to czasem leżeć i pozwolić, żeby inni się tobą zajęli.

Maja jadła rosół powoli. Każda łyżka była jak ciepły koc od środka.

Po obiedzie tata usiadł na łóżku i zapytał:

— Wiesz, co mi się podoba w tobie?

— Że nie zjadłam całego słoika miodu? — zgadła Maja.

— To też. Ale najbardziej to, że umiesz być sprężysta. Nie tylko, że się wyginasz na wf-ie, ale że potrafisz zmieniać plan, kiedy życie mówi: „Stop”.

Maja spojrzała na swoje dłonie.

— Na początku myślałam, że odpoczynek to kara — przyznała. — A teraz… to trochę jak instrukcja obsługi. Ciało mówi: „Hej, muszę na chwilę wolniej”.

— I ty posłuchałaś — powiedziała mama z progu. — To jest mądrość.

Wieczorem Maja dostała wiadomości od kilku osób z klasy: krótkie „Zdrowiej!”, mem z kotem w kocu, i jedno poważniejsze: „Dobrze, że odpoczywasz”.

Maja poczuła ciepło w środku, inne niż od herbaty.

— Nadzieja jest jak latarka — powiedziała cicho. — Nie robi słońca, ale pomaga iść przez ciemniejszy moment.

Mama pogłaskała ją po włosach.

— Pięknie powiedziane. Teraz latarka śpi.

Rozdział 6: Cicha wdzięczność

Piątego dnia Maja wstała już na tyle pewnie, że mogła przejść do salonu i usiąść na kanapie. Nie biegała. Nie skakała. Ale w środku czuła, jakby ktoś przykręcił jej z powrotem śrubki na właściwe miejsce.

Na stoliku leżał jej notes. Otworzyła go i przejrzała zapiski: „wypiłam herbatę”, „przespałam godzinę”, „przeszłam do łazienki”, „oddychanie pomaga”. Małe zwycięstwa wyglądały razem jak mapa.

Zosia zadzwoniła.

— Halo, pacjentko! Jak tam?

— Już prawie nie pacjentka — odpowiedziała Maja. — Nadal odpoczywam, ale czuję się jak człowiek, nie jak naleśnik.

— Naleśnik wrócił do formy! — ucieszyła się Zosia. — Widzisz? Wielka Cierpliwość działa.

— Działa. I wiesz co? — Maja zawahała się. — Chyba nauczyłam się, że nie muszę udawać, że wszystko jest okej, kiedy nie jest. Mogę powiedzieć: „Jest mi słabo” i to nie znaczy, że przegrywam.

— To znaczy, że jesteś szczera — odparła Zosia. — I że dbasz o siebie.

Po rozmowie Maja usiadła przy oknie. Na zewnątrz było jasno, a wiatr w końcu przestał się popisywać. Ludzie szli chodnikiem z torbami, ktoś wyprowadzał psa, ktoś jechał na rowerze. Zwykły dzień, który teraz wydawał się trochę bardziej wartościowy.

W pokoju pachniało rosołem i czystą pościelą. Mama w kuchni cicho stukała łyżką o kubek. Tata przestawiał książki na półce, udając, że robi to „bardzo profesjonalnie”. Maja poczuła, że jej serce robi się miękkie, jak koc po praniu.

Nie musiała mówić wielkich słów. Nie musiała robić uroczystych przemówień. Po prostu siedziała i oddychała, spokojnie i równo.

W ciszy pomyślała: „Dziękuję”. Za herbatę, za żarty, za to, że ktoś pokroił jabłko. Za to, że mogła leżeć, kiedy ciało prosiło o przerwę. Za to, że nadzieja nie zniknęła, tylko czekała, aż będzie jej łatwiej ją poczuć.

Za oknem przesunęła się chmura i słońce na chwilę rozjaśniło parapet. Maja uśmiechnęła się do tej jasnej plamy, jak do sekretnego znaku.

Potem przymknęła oczy, trzymając w dłoni swój notes — mapę małych zwycięstw — i odpoczęła jeszcze chwilę, już bez strachu, z cichą wdzięcznością.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Diagnoza
Ocena stanu zdrowia lub przyczyny choroby, zwykle przez lekarza.
Termometr
Przyrząd do mierzenia temperatury ciała.
Gimnastyka
Zestaw prostych ćwiczeń, które poruszają ciało i rozciągają mięśnie.
Sprężysta
Coś, co łatwo wraca do poprzedniego kształtu po naciśnięciu.
Owinięta
Zawinięta lub przykryta czymś miękkim, na przykład kocem.
Wielka Cierpliwość
Obrazowe określenie spokoju i wytrwałości potrzebnej podczas choroby.
Ambulansy
Pojazdy ratunkowe lub tu: małe samochody w wyobraźni białych krwinek.
Stan zapalny
Miejsce w ciele, które jest czerwone, gorące i boli z powodu choroby.
Regeneracja
Proces, gdy ciało naprawia się i wraca do zdrowia.
Odpornością
Zdolność ciała do obrony przed chorobami.
Latarka
Małe przenośne światło, które pomaga widzieć w ciemności.
Szlak spokojnych rzeczy
Miejsce w opowieści z rzeczami, które pomagają się uspokoić i odpocząć.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o chorobie dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.