Trwa ładowanie...
Afrykańska opowieść 5-6 lat Czytanie 13 min.

Mata pod baobabem i koza Pętelka

Amina i Kesi przygotowują matę na czuwanie pod baobabem, napotykając kozę i drobne przeszkody, dzięki którym uczą się cierpliwości, równowagi i współpracy.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Kobieta (Amina) o spokojnym, skupionym uśmiechu, ciepłej brązowej skórze i kolorowym turbanie, w bawełnianej sukni w geometryczne wzory, klęczy i naprawia słomianą matę cienką igłą i brązową nicią; za nią stoi mała dziewczynka (Kesi, ok. 6–8 lat) z dwiema warkocikami, w prostej kolorowej sukience, z zafascynowanym, niecierpliwym wyrazem twarzy, trzymająca ręce złożone; po prawej, nieco z tyłu, figlarna koza (Koza Pętelka), kremowa z brązowymi plamami i krótkimi rogami, trzyma kącik maty w pyszczku i patrzy na liście leżące na ziemi; miejsce: brzeg glinianej chaty, ocretowa ubita ziemia, suche trawy i kamyki, w tle wielki baobab i osada okrągłych szałasów, pomarańczowo-fioletowe niebo zachodu słońca; scena: cichy, ciepły moment po tym, jak koza pociągnęła matę, skupienie na rękach Aminy podczas naprawy, nasycone kolory i łagodne formy. zgłoś problem z tym obrazem

Część I: Drzewo, które słucha

W dalekiej Afryce, tam gdzie słońce jest jak złota misa, stała wioska zlepiona ciasno jak ziarenka w kolbie. Chaty były okrągłe, pachniały gliną i dymem, a pośrodku wioski rósł wielki baobab. Mówiono, że jego korona trzyma niebo na ramionach, a jego pień pamięta kroki pradziadków. Kiedy wiatr poruszał liśćmi, brzmiało to jak ciche: „Słucham, słucham”.

W tej wiosce mieszkała kobieta imieniem Amina. Nie była królową ani czarownicą. Była zwykła, skromna jak mały dzbanek, który jednak zawsze ma wodę dla spragnionego. Amina śmiała się cicho, pracowała cierpliwie i lubiła, gdy rzeczy były w równowadze: ani za dużo, ani za mało.

Pewnego popołudnia starszy wioski zwołał ludzi pod baobab.

— Dziś wieczorem będzie czuwanie — powiedział. — Będziemy śpiewać, słuchać opowieści i pamiętać tych, którzy byli przed nami.

Dzieci zaszeleściły jak trawa, a dorośli skinęli głowami.

Amina podeszła bliżej.

— Co mam zrobić, ojcze starszy? — zapytała.

— Potrzebna jest mata — odparł. — Duża, równa, miękka jak cień. Trzeba ją rozłożyć tutaj, pod drzewem, żeby każdy mógł usiąść blisko, ramię przy ramieniu.

Amina poczuła, jak zadanie siada jej na dłoniach, jak ptaszek, którego trzeba nie upuścić.

— Rozłożę matę — obiecała.

Kiedy wracała do domu, ziemia była ciepła, a powietrze pachniało mango. Na ścieżce spotkała małą dziewczynkę, Kesi, która niosła garnek na głowie tak prosto, jakby miała w nim księżyc.

— Amina! — zawołała Kesi. — To prawda, że dziś będzie czuwanie?

— Prawda — uśmiechnęła się Amina. — I potrzebujemy maty.

— Mogę pomóc? — zapytała dziewczynka, podskakując.

— Możesz. Ale pamiętaj: mata musi być równa. Równa jak spokojna woda.

Amina miała w chacie matę, którą sama kiedyś uplatała z trawy. Była dobra, mocna, ale przez ostatnią porę suchą leżała zwinięta, a jej rogi trochę się zagięły jak uszy starego zająca.

— Och — westchnęła Amina. — Muszę ją wyprostować, oczyścić, przynieść. Proste zadanie… a jednak jak ścieżka w buszu: czasem skręca.

Położyła matę na ziemi przed chatą. Przejechała dłonią po splocie. Trawa zaszumiała cichutko, jakby mówiła: „Pamiętam twoje palce”.

— Mata, mata — zaśpiewała Amina, bo w jej wiosce wiele rzeczy robiło się z rytmem. — Bądź równa, bądź łagodna, bądź gotowa na opowieści.

Kesi przyniosła miskę wody i kawałek liścia, który służył jak gąbka.

— Umyjemy ją! — zaproponowała.

— Tak, ale nie za dużo wody — ostrzegła Amina. — Za dużo zmiękczy i mata się rozpadnie. Za mało i zostanie kurz. Trzeba równowagi.

Kesi pokiwała głową bardzo poważnie, jak mały sędzia.

— Ani za dużo, ani za mało — powtórzyła.

Zabrały się do pracy. Woda błyszczała, kurz znikał, a mata zaczęła pachnieć świeżą trawą.

Wtedy, zupełnie niespodziewanie, zza płotu wyskoczyła koza sąsiada, Koza Pętelka, znana w całej wiosce z tego, że jej brzuch był jak bęben: zawsze gotów zagrać „jestem głodna”.

— Meeee! — zawołała koza i… chaps! złapała róg maty zębami.

— Hej! — krzyknęła Kesi.

— Zostaw! — zawołała Amina, ale koza pociągnęła matę tak mocno, że ta zwinęła się jak wąż i potoczyła w piasek.

Koza uciekła, podrygując wesoło, jakby właśnie wygrała konkurs.

Kesi tupnęła nogą.

— Ona wszystko psuje!

Amina jednak odetchnęła powoli.

— Gniew jest jak ogień. Jeśli jest za duży, spali dom. Jeśli jest za mały, nie ugotuje posiłku. Potrzebujemy równowagi — powiedziała i pogłaskała Kesi po głowie. — Dogonimy ją spokojnie. Mata nie może być rozerwana.

I tak ruszyły śladem kozy, a słońce patrzyło na nie jak jedno wielkie oko.

Część II: Ścieżka, która uczy

Koza Pętelka biegła przez wioskę, między chatami, które stały blisko siebie jak rodzina na zdjęciu. Amina i Kesi szły za nią. Nie pędziły. Szybki bieg mógłby rozgnieść kosz z bananami, potrącić dziecko, przewrócić garnek. Amina znała ten sekret: kiedy sprawa jest ważna, czasem trzeba iść spokojnie.

Na skrzyżowaniu ścieżek spotkały starego opowiadacza, griota, który siedział w cieniu i stroił korę, małą lutnię. Jego palce były jak ptaki, które nie mylą gałęzi.

— Dokąd idziecie, jakbyście goniły wiatr? — zapytał, uśmiechając się jednym kącikiem ust.

— Koza zabrała róg maty — odpowiedziała Amina. — Muszę rozłożyć ją na czuwanie pod baobabem.

Griot przytaknął.

— Mata jest jak serce wspólnoty. Na macie siedzą słowa. Bez maty słowa stoją i męczą się.

Kesi prychnęła.

— A koza jest jak… jak kłopot!

— Koza jest jak lekcja — zaśmiał się griot. — Powiedzcie mi, Amino, co zrobisz, gdy złapiesz kozę?

Amina zamyśliła się.

— Nie będę krzyczeć. Poproszę sąsiada. Naprawię róg maty. I sprawdzę, czy mata jest równa.

Griot uderzył delikatnie w struny.

— Dobrze. Pamiętaj: w opowieści, tak jak w życiu, równowaga jest jak cień drzewa. Chroni wszystkich, nie tylko jednego.

Ruszyły dalej. Koza skręciła ku studni. Tam stała kobieta z dzbanami, Nala, która nalewała wodę.

— Nalo! — zawołała Amina. — Widziałaś kozę?

— Owszem — odpowiedziała Nala. — Przebiegła tędy, a w zębach miała coś jak trawa spleciona w sen.

— To moja mata — westchnęła Amina.

Nala zmarszczyła brwi.

— Ta koza lubi brać. Ale kiedy się jej krzyczy, ucieka dalej. Kiedy się jej daje trochę liści, zatrzymuje się. Takie ma serce.

Amina spojrzała na Kesi.

— Słyszysz? Ani krzyk, ani cisza. Coś pośrodku.

Kesi kiwnęła głową.

— Coś pośrodku.

Nala podała im garść liści z drzewa moringa.

— Weźcie. To liście cierpliwości — zażartowała. — A może koza pomyśli, że to uczta.

Amina podziękowała. Szły dalej, aż dotarły do skraju małego pola prosa. Kłosy stały prosto, jakby uczyły się być dzielne. Proso szeptało, gdy wiatr przechodził między łodygami: „szszsz… szszsz…”.

I wtedy zobaczyły ją: Koza Pętelka stała przy ogrodzeniu, a róg maty wystawał jej z pyska jak chorągiewka. Koza żuła powoli i patrzyła na Aminę z miną: „A co mi zrobisz?”

Kesi już chciała krzyknąć, ale Amina położyła palec na ustach.

— Cicho, mała. Zrobimy to jak taniec, nie jak burza.

Amina podeszła wolno, wyciągnęła dłoń z liśćmi.

— Pętelko — powiedziała miękko. — Znam twoją sztuczkę. Chcesz coś do jedzenia, a nie chcesz oddać. Ale dziś wieczorem ludzie będą siedzieć razem. Potrzebują maty. Oddaj, a dostaniesz liście.

Koza zamrugała. Zrobiła krok w tył. Potem krok w przód.

— Mee? — zapytała, jakby negocjowała.

Kesi szepnęła:

— Ona rozumie?

— Zwierzęta rozumieją głos serca — odparła Amina.

Amina położyła liście na ziemi. Koza pochyliła się, powąchała i… puściła róg maty! Liście zniknęły w jej pysku, a mata opadła na ziemię, trochę zabrudzona, ale cała.

— Udało się! — ucieszyła się Kesi i aż klasnęła w dłonie.

— Udało się, bo nie przeważyłyśmy szali — powiedziała Amina. — Nie krzyczałyśmy, nie biłyśmy, nie uciekłyśmy. Znalazłyśmy środek.

Nagle jednak zauważyły, że róg maty jest wygięty i jeden splot poluzowany.

— O nie — jęknęła Kesi.

Amina uklękła.

— Spokojnie. Wszystko da się naprawić, jeśli ma się czas i dobre ręce.

Wyjęła z kieszeni cienki sznurek z włókna i igłę z kolca akacji, którą nosiła na takie małe potrzeby. Przeciągnęła sznurek przez splot, raz, drugi, trzeci.

— Słuchaj, mata — mruczała. — Bądź mocna. Bądź równa. Bądź domem dla słów.

Kesi patrzyła jak zaczarowana.

— To jak magia.

— To praca — uśmiechnęła się Amina. — Praca jest magią, która nie robi hałasu.

Kiedy skończyły, mata wyglądała prawie jak nowa. A słońce zaczynało zniżać się ku horyzontowi, jakby chciało usiąść i też posłuchać opowieści.

Część III: Czuwanie pod baobabem

Gdy wróciły do wioski, powietrze zrobiło się chłodniejsze, a niebo zaczęło mieszać kolory: pomarańcz, fiolet i odrobinę różu, jak w misce z przyprawami. Pod baobabem zbierali się ludzie. Dzieci szeptały, dorośli przynosili bębny, a starsze kobiety niosły tykwy i misy.

Amina rozwinęła matę u stóp drzewa. Rozłożyła ją starannie, wygładziła dłonią, docisnęła rogi kamykami, żeby wiatr nie robił psot.

— Równa? — zapytała Kesi.

Amina przyłożyła policzek do maty, jakby słuchała.

— Równa jak oddech, kiedy śpisz — odpowiedziała.

Starsi usiedli pierwsi. Potem matki z dziećmi, potem młodzież. Mata przyjęła ich wszystkich, jak ziemia przyjmuje kroki. Baobab rzucił cień, szeroki i łagodny, jak ramiona.

Griot wstał i uderzył w bębenek.

— Słuchajcie, słuchajcie — zawołał. — Dziś wieczorem opowieść jest jak ogień. Ogrzewa, ale nie parzy, gdy się go pilnuje.

Zaczął mówić o dawnym łowcy, który brał za dużo z lasu, aż las przestał śpiewać. Mówił o rzece, która nie chciała dzielić się wodą i stała się błotem. Dzieci słuchały z szeroko otwartymi oczami.

— A czego uczy nas las? — pytał griot.

— Żeby brać tyle, ile trzeba! — odpowiedziały dzieci.

— A czego uczy nas rzeka?

— Żeby dzielić się!

Amina siedziała na brzegu maty. Czuła, że jej serce jest spokojne. Zadanie, które miało być małe, okazało się drogą z zakrętem, ale ona przeszła ją bez upadku.

W pewnej chwili starszy wioski spojrzał na Aminę.

— Amino — powiedział głośno, żeby wszyscy słyszeli. — Dziś twoje ręce zrobiły miejsce dla naszych słów. Twoja mata jest jak most. Bez mostu każdy stoi sam.

Amina speszyła się trochę, bo nie lubiła, gdy chwalono ją głośno.

— To tylko mata — szepnęła.

Stary uśmiechnął się.

— Tylko mata? Nie. To znak. Znak, że myślisz o innych. A to jest duże.

Kesi szturchnęła Aminę łokciem.

— Widzisz? Jesteś ważna.

Amina pogłaskała ją po włosach.

— Każdy jest ważny, gdy pomaga utrzymać równowagę.

Noc zgęstniała. Gwiazdy wyszły na niebo jak małe nasiona światła. Bębny grały wolniej, a głosy stawały się cichsze. To był czas, kiedy ludzie pamiętali tych, którzy odeszli, ale też cieszyli się tymi, którzy są obok.

Wtedy starsze kobiety przyniosły miskę z prosem. Ziarna były drobne, żółte, i brzęczały cichutko, gdy się poruszały, jak deszcz na liściach. Obok stała czysta tykwa — kalabasa — okrągła jak mały księżyc.

Stary podniósł dłoń.

— W naszych stronach — powiedział — kończymy czuwanie gestem, który jest prosty, a mówi wiele. Ziarno jest małe, ale z wielu ziaren rośnie siła. Kto sieje, ten wierzy w jutro. Kto dzieli się ziarnem, ten dba o równowagę.

Poprosił Aminę, by podeszła.

Amina wstała, poprawiła chustę i podeszła do misy. Wzięła w dłoń garść prosa. Ziarna łaskotały ją w skórę, jakby mówiły: „Pamiętaj”.

Kesi wyszeptała:

— Wlej je pięknie.

Amina uśmiechnęła się.

— Wleję je spokojnie.

Amina nachyliła dłoń nad kalabasą. Proso popłynęło cienkim strumieniem, jak złota rzeka. Zaszeleściło, zadźwięczało, a potem ucichło. Garść prosa spoczęła w tykwie, gotowa na nowy dzień, na chleb, na zupę, na życie.

W ciszy słychać było tylko noc i oddechy ludzi. A potem griot zaśpiewał krótką pieśń:

— Ani za dużo, ani za mało,

ani sam, ani obcy.

Pod drzewem jest cień dla wszystkich,

na macie jest miejsce dla wszystkich.

Dzieci powtórzyły ostatnie słowa, bo lubiły powtarzać jak echo:

— Dla wszystkich… dla wszystkich…

Amina wróciła na matę i usiadła. Czuła się lekka, jakby w środku miała piórko. Wrócił do niej obraz kozy, która chciała tylko trochę smaku, i obraz jej własnych rąk, które zamiast krzyczeć, naprawiały splot.

Stary zakończył:

— Zapamiętajcie, mali i duzi: równowaga to nie stoi w miejscu. Równowaga tańczy. Raz krok w prawo, raz krok w lewo, ale zawsze tak, by nikt nie upadł.

Kesi oparła głowę na ramieniu Aminy.

— A jak będę zła? — szepnęła.

— To poszukaj środka — szepnęła Amina. — Oddychaj. Pomyśl, co jest potrzebne. Ani za dużo, ani za mało.

Baobab zaszumiał, jakby się zgadzał. Jego liście szeptały: „Słucham, słucham”, a gwiazdy mrugały, jakby liczyły ziarenka prosa w kalabasie.

I tak czuwanie skończyło się spokojnie. Ludzie wstali z maty bez pośpiechu, jakby nie chcieli zgnieść tego ciepła, które powstało między nimi. Amina zwinęła matę ostrożnie, dziękując w duchu za to, że dziś wybrała cierpliwość zamiast burzy.

Gdzieś w ciemności koza Pętelka zamuczała cicho, jakby mówiła:

— Mee… jutro też będzie dzień.

A jutro, jak w każdej dobrej opowieści, przyniosło nowe sprawy, nowe śmiechy i nowe okazje, by tańczyć równowagę — pod wielkim drzewem, które słucha.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Baobab
Wielkie drzewo z grubym pniem i dużymi korzeniami, często bardzo stare.
Korona
Górna część drzewa z liśćmi i gałęziami, jak jego „czapka”.
Pień
Gruba, stojąca część drzewa, po której wchodzi się do góry.
Czuwanie
Spotkanie wieczorem, gdy ludzie śpiewają i pamiętają przodków.
Równowaga
Stan, gdy wszystko jest w porządku i nic nie jest za dużo.
Griot
Opowiadacz historii, który śpiewa i gra, by przekazać opowieści.
Lutnię
Mały instrument z strunami, na którym gra się palcami.
Kolca akacji
Ostry element na gałęzi drzewa akacji, jak igła w przyrodzie.
Kalabasa
Duża, wydrążona tykwa, używana jako miska lub naczynie.
Proso
Małe, żółte ziarna, z których robi się jedzenie.
Splot
Sposób, w jaki przepleciono trawy, by zrobić matę lub kosz.
Róg maty
Koniec maty, część, którą można złapać lub która może się zgiąć.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Afrykańskie opowieści dla 5-6 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.