Rozdział 1: Dziwny dzień w szkole
Olek miał dziewięć lat i nie znosił poniedziałków. Szczególnie takich, kiedy wszystko szło nie tak. Najpierw spadły mu płatki z mlekiem na podłogę, potem zgubił skarpetkę i przez to spóźnił się na autobus. W szkole, podczas lekcji matematyki, pani poprosiła go do tablicy. Olek czuł, jak w środku coś zaczyna się gotować. Serce biło mu szybciej, miał ochotę tupnąć nogą i powiedzieć wszystkim, że to niesprawiedliwe, że akurat jego wywołała.
„Olek, ile to siedem razy siedem?” zapytała pani Basia.
Gapił się na liczydło, ale myśli wirowały mu w głowie jak karuzela. Usłyszał chichoty za plecami i poczuł, że jeszcze chwila, a wybuchnie jak balon. Miał ochotę krzyknąć: „Czemu zawsze ja?!” Zamiast tego zacisnął pięści.
Po lekcji podszedł do niego przyjaciel, Kuba.
„Ej, Olek, wszystko gra?” spytał cicho.
Olek tylko wzruszył ramionami, ale w środku coś mocno go uwierało. To była złość – ta zła, gorąca i nieprzyjemna emocja. Ale jeszcze nie wiedział, co z nią zrobić.
Rozdział 2: Spotkanie przy wielkiej tablicy
Po lekcjach Olek został jeszcze chwilę w świetlicy. W rogu stała wielka, zielona tablica do rysowania kredą. Była tak duża, że można było na niej namalować cały świat. Olek usiadł na podłodze i patrzył na czystą powierzchnię, która aż prosiła się o jakieś szalone rysunki.
Obok niego usiadła pani Kasia, wychowawczyni ze świetlicy. Miała czerwone okulary i zawsze pachniała wanilią.
„Cześć, Olek. Coś taki markotny?” zapytała łagodnym głosem.
Chłopiec najpierw milczał, ale potem westchnął i powiedział:
„Jestem… no, zły. Wszystko dziś mnie denerwuje.”
Pani Kasia uśmiechnęła się ciepło. „Każdy czasem się złości, nawet dorośli. Znasz jakiś sposób na złość?”
Olek pokręcił głową.
„Możesz mi coś pokazać?” spytała.
Olek wziął białą kredę i narysował na tablicy ogromną burzę – chmury, błyskawice i wirujące liście. Rysował coraz szybciej, mocniej dociskając kredę. Chmury były grube, a błyskawice krzywe, jakby poruszały się w rytm jego serca.
„Czuję się tak jak ta burza w środku,” mruknął.
Pani Kasia pokiwała głową. „Pięknie to pokazałeś. Wiesz, czasem można wypuścić złość przez ruch albo rysowanie. A jak się teraz czujesz?”
Olek spojrzał na swoje dzieło. Poczuł, że burza w brzuchu jakby trochę ucichła.
Rozdział 3: Wielka burza i mały Olek
Następnego dnia złość wróciła do Olka, kiedy kolega zniszczył mu budowlę z klocków. Chłopiec poczuł, jak fala gorąca przepływa przez jego ciało. Miał ochotę popchnąć kolegę, ale przypomniał sobie o tablicy.
Szybko pobiegł do świetlicy. Po drodze potrącił krzesło, ale nie zwrócił na to uwagi. Wziął do ręki kredę i zaczął rysować. Tym razem narysował siebie na małej wyspie pośrodku rozszalałego oceanu. Fale były duże, a on stał spokojnie na brzegu. Gdy skończył, przyglądał się rysunkowi i pomyślał, że złość jest trochę jak sztorm na morzu – silna i czasem niebezpieczna, ale można ją przetrwać.
Wtedy do sali wszedł Kuba i popatrzył na rysunek.
„Ale ekstra fale! To ty tam na brzegu?” zapytał.
Olek skinął głową.
„A dlaczego nie rzucasz się do wody?” zaśmiał się Kuba.
Olek pokiwał palcem. „Bo tak jest bezpieczniej. Lepiej poczekać, aż burza minie.”
Kuba zamyślił się i usiadł obok. „A ja, jak jestem zły, zaczynam biegać dookoła domu. Pani mówi, że ruch pomaga wypuścić złość.”
Olek spojrzał na niego z zainteresowaniem.
Rozdział 4: Bieg po podwórku
Po powrocie do domu Olek postanowił wypróbować radę Kuby. Kiedy mama poprosiła go o sprzątanie pokoju, a on miał ochotę tupnąć nogą, zamiast tego wybiegł na podwórko i zaczął biegać dookoła dużego drzewa. Z każdym okrążeniem czuł, że jego złość zamienia się w energię, którą może zużyć na bieganie.
„Co robisz, Olek?” zapytała mama z okna.
„Biegam, bo jestem trochę zły! Ale już mniej!” odkrzyknął, uśmiechając się lekko.
Po kilku minutach usiadł na trawie, zmęczony, ale spokojniejszy. Złość jakby się rozpłynęła, a w brzuchu zrobiło się ciepło, jakby ktoś zapalił tam małą lampkę.
Mama przyszła do niego i pogłaskała go po głowie.
„Wiesz, Olek, bardzo mądrze zrobiłeś. Każdy czasem się złości, ale dobrze szukać sposobów, żeby tę złość oswoić.”
Olek przytulił się do mamy, czując się lekki jak piórko.
Rozdział 5: Ostatnia lekcja przy tablicy
Kilka dni później pani Basia poprosiła Olka do tablicy jeszcze raz. Tym razem chłopiec poczuł, jak złość lekko szarpie go za rękaw, ale nie pozwolił jej przejąć kontroli. Wziął głęboki oddech i wyobraził sobie, że jego myśli są jak fale na morzu – można je uspokoić.
Napisał wynik na tablicy i usłyszał: „Brawo, Olek!”
Choć ręce mu trochę drżały, uśmiechnął się szeroko. Po lekcji poszedł do świetlicy, gdzie stała znajoma wielka tablica. Tym razem narysował słoneczny dzień, a pod słońcem dzieci bawiące się razem. To była jego nowa opowieść – o tym, że nawet po największej burzy przychodzi spokój.
Siadł na podłodze i poczuł w brzuchu przyjemne ciepło. Złość była już tylko wspomnieniem, a on wiedział, że teraz potrafi ją okiełznać – wystarczy kreda, trochę ruchu i chwila dla siebie.
Wiedział, że każda emocja, nawet złość, może nauczyć czegoś ważnego, jeśli tylko da się jej szansę.