Trwa ładowanie...
Opowieść o fantastycznej istocie 7-8 lat Czytanie 14 min.

Ostatnia lśninka i taniec sprawiedliwości w bluszczowych ruinach

Mila wraz z przyjaciółmi — łagodnym ogrem, mglistą panią Koraliną i mieszkającymi w dolinie stworzeniami — strzegą ostatniej lśniącej iskierki, ucząc się przez taniec sprawiedliwości i dzielenia światła.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Duży ogr (Bąblor) o nieśmiałym uśmiechu, łagodny i wzruszony, bladzie zielona, piegowata skóra, duże okrągłe dłonie, druciane okulary, brązowe spodnie z małą dzwoneczkiem, delikatnie kładzie dłoń na kamieniu jakby chroniąc coś. Około ośmioletnia dziewczynka (Mila) z brązowymi włosami w krótkim koku, skoncentrowana i życzliwa, prosta musztardowa sukienka, lekko tańczy przed kamienną niszą z ramionami otwartymi ku świetlu. Kobieta (Pani Koralina) jako cienka srebrzysta mgiełka, spokojna i zachęcająca, w wieńcu z bluszczu, unosi się w tle kierując ruchem. Maleńkie złote świetlne ziarenko (Ostatnia Lśninka) w okrągłej kamiennej niszy emituje ciepły blask rozchodzący się promykami. Miejsce: porośnięte bluszczem ruiny z niebieskawymi kwiatkami, nierówne płyty, mchy, srebrzysta mgła między zawalonymi kolumnami. Główna scena: rytualny taniec dzielenia się światłem — Mila wykonuje cztery kroki przed niszą, ogr obserwuje ochronnie, mgiełka zachęca; złote pasma światła muskają twarze, tworząc ciepłą, uroczą i uroczystą atmosferę. Styl: kawaii minimal, zaokrąglone formy, łagodna paleta (zieleń liści, bladoniebieski, złoto, ziemisty brąz), proste kreskowane faktury, wyraziste urocze wyrazy, kompozycja skupiona na świetlistej niszy. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Ruiny w bluszczowej sukni

W dolinie, gdzie powietrze pachniało miętą i mokrym kamieniem, stały ruiny starej wieży. Jej ściany były popękane jak skorupka jajka, a mimo to wyglądały pięknie, bo cały mur otulał bluszcz. Liście miały kolor głębokiej zieleni, a między nimi migotały małe, niebieskawe kwiatki, jakby ktoś rozsypał gwiezdny pył.

W tych ruinach mieszkała Mila, dziewczynka o wesołych oczach i włosach związanych w krótki kucyk. Nie mieszkała tam zupełnie sama — towarzyszył jej szelest liści, ptasie gwizdy i… ostatnia lśniąca iskierka, którą Mila nazywała Ostatnią Lśninką.

Ostatnia Lśninka była jak maleńkie słońce schowane w muszli. Spoczywała w okrągłej wnęce w kamieniu, a kiedy Mila podchodziła, rozświetlała się mocniej, jakby chciała powiedzieć: „Cześć!”

„Dzień dobry, Lśninko,” szeptała Mila i kłaniała się teatralnie, bo uważała, że światło zasługuje na dobre maniery. „Obiecuję, że będę cię pilnować.”

Nie wiedziała jeszcze, że tego dnia jej obietnica stanie się naprawdę ważna.

Po południu w ruiny przyszedł ktoś nowy. Najpierw Mila usłyszała ciężkie kroki, a potem zobaczyła wielką sylwetkę, która próbowała przejść przez bramę porośniętą bluszczem. Bluszcz, jak to bluszcz, nie chciał ustąpić.

„Eee… przepraszam,” mruknął ktoś zza zielonej zasłony. „Czy to wejście jest… na pewno wejściem?”

Mila ostrożnie odsunęła liście. Przed nią stał ogr. Był ogromny, miał szerokie ramiona i uszy jak dwa grzybki. Ale jego oczy były zaskakująco łagodne, a na nosie miał okrągłe okulary, które wyglądały tak, jakby ktoś je zrobił z drutu i cierpliwości. Na pasku u spodni wisiał mały dzwoneczek. Dzwonił przy każdym kroku: dyń-dyń.

„Jest wejściem,” powiedziała Mila dzielnie, chociaż serce zrobiło jej szybki piruet. „Tylko bluszcz lubi robić żarty.”

Ogr podrapał się po głowie tak delikatnie, jakby bał się obudzić kamienie.

„Nazywam się Bąblor. Nie przyszedłem straszyć. Ja… ja szukam światła.”

Mila zmarszczyła brwi. „Światła? Jakiego?”

Bąblor wskazał na wnękę w ścianie. Ostatnia Lśninka zamigotała, jakby od razu wiedziała, że o nią chodzi.

„O, to,” westchnął ogr i uśmiechnął się nieśmiało. „To ostatnia lśniąca iskra tej doliny. Kiedyś było tu dużo światełek. Teraz została jedna.”

Mila stanęła przed wnęką, rozkładając ręce jak strażnik.

„To moja Lśninka. Ja ją chronię.”

Bąblor szybko uniósł dłonie. „Nie chcę zabierać! Tylko… niech mi wolno będzie popatrzeć. W mojej jaskini jest ciemno jak w kieszeni bez okruszków.”

Mila parsknęła śmiechem. „W kieszeni bez okruszków? To chyba najciemniejsze miejsce na świecie.”

Ogr też zachichotał, a dzwoneczek przy pasku zadzwonił, jakby się śmiał razem z nim.

„Skoro nie chcesz zabierać,” powiedziała Mila, „to możesz popatrzeć. Ale pamiętaj: sprawiedliwość jest ważna. Każdy ma prawo do światła, ale nikt nie ma prawa zabierać go innym.”

Bąblor przytaknął tak mocno, że okulary mu się przekrzywiły. „Sprawiedliwość. Rozumiem. Ogr może wyglądać na duży, ale serce ma zwykle… też duże.”

Ostatnia Lśninka zamrugała ciepło, a bluszcz zaszeleścił, jakby szeptał: „Zobaczymy, co z tego wyniknie.”

Rozdział 2: Nauczycielka tańca z mgły

Wieczorem ruiny stały się jeszcze bardziej zaczarowane. Między pęknięciami kamieni płynęła srebrna mgła, lekka jak piórko. Mila lubiła ją, bo w tej mgle każda rzecz wyglądała jak tajemnica, która wcale nie chce straszyć — tylko zaprasza do odkrycia.

Nagle mgła zwinęła się w kształt postaci. Nie była to straszna zjawa, tylko drobna dama, jakby ulepiona z porannej rosy. Na głowie miała wianek z liści bluszczu, a na ramionach płaszcz z błyszczących kropelek.

„Witaj, Milo,” powiedziała melodyjnym głosem. „Jestem Pani Koralina, Strażniczka Rytmu.”

Mila otworzyła usta ze zdumienia. „Skąd znasz moje imię?”

„Ruiny pamiętają,” odparła Pani Koralina. „A bluszcz podsłuchuje. Bardzo uprzejmie, ale podsłuchuje.”

Zza Mili wychylił się Bąblor. „Ja też podsłuchuję,” przyznał i szybko dodał: „Ale tylko trochę!”

„To dobrze,” zaśmiała się Pani Koralina. „Bo dziś zaczynamy naukę tańca rytualnego. To taniec, który chroni światło, kiedy jest go mało.”

Ostatnia Lśninka rozbłysła, a jej blask odbił się w okularach ogra.

Mila poczuła, jak w brzuchu rośnie jej radość, a jednocześnie odpowiedzialność. „Chcę się nauczyć! Chcę chronić Lśninkę.”

„Nie tylko ją,” powiedziała Pani Koralina. „To światło jest ostatnią lśniącą nutą tej doliny. Jeśli zgaśnie, kolory staną się bledsze, a śpiew ptaków cichszy. Ale spokojnie — nie mówimy o strachu. Mówimy o trosce i o sprawiedliwości.”

Bąblor przechylił głowę. „A ja mogę tańczyć? Mam duże stopy. Czasem przypadkiem witam się z podłogą.”

Mila chichotała. „Twoje stopy są jak dwa bochny chleba!”

„To dobrze,” mruknął ogr. „Chleb jest potrzebny.”

Pani Koralina klasnęła. Dźwięk był jak mały dzwonek z lodu, który nie jest zimny.

„Taniec składa się z czterech kroków,” wyjaśniła. „Krok Sprawiedliwy, Krok Odważny, Krok Uważny i Krok Wspólny. Każdy jest prosty, ale trzeba włożyć w niego serce.”

Mila stanęła na kamiennej posadzce. Bluszcz zwisał z murów jak zielone wstążki. Ostatnia Lśninka migotała w swojej wnęce, jak lampka nocna.

„Krok Sprawiedliwy,” mówiła Pani Koralina, „to krok, w którym pamiętasz o innych. Stawiasz stopę tak, by nikogo nie nadepnąć, nawet jeśli jest mały jak mrówka.”

Mila zrobiła krok. Potem drugi. Starała się być lekka.

Bąblor spróbował. Kamień pod nim lekko westchnął, ale nie pękł. Ogr spojrzał zdziwiony na swoje stopy. „O! Udało się! Mrówki mogą odetchnąć!”

„Krok Odważny,” ciągnęła Pani Koralina, „to krok naprzód, kiedy nie jesteś pewna. Ale idziesz, bo to dobre.”

Mila zrobiła krok naprzód. W jej głowie pojawiła się myśl: „Dam radę.”

„Krok Uważny,” mówiła dalej, „to obrót, w którym patrzysz, czy ktoś nie potrzebuje pomocy.”

Mila obróciła się powoli, jak wirujący listek. Zauważyła, że bluszcz ma kilka suchych gałązek, i delikatnie je odsunęła. Bąblor podczas obrotu prawie zahaczył o ścianę, ale w ostatniej chwili zatrzymał się i szepnął: „Przepraszam, ściano.”

„Krok Wspólny,” zakończyła Pani Koralina, „to ukłon. Taki, który mówi: nie jestem sama. Wspólnie chronimy to, co ważne.”

Mila ukłoniła się w stronę Lśninki. Bąblor ukłonił się tak nisko, że dzwoneczek zadzwonił: dyń-dyń. Nawet mgła zdawała się ukłonić.

„Pięknie,” powiedziała Pani Koralina. „A teraz pamiętajcie: rytuał działa najmocniej, gdy jest sprawiedliwy. Jeśli ktoś będzie chciał światła tylko dla siebie, taniec stanie się krzywy jak zbyt długo noszona czapka.”

Mila spojrzała na Lśninkę i poczuła, że jej pragnienie jest jasne jak poranek: ochronić ostatnią lśniącą iskierkę, ale też nie zamykać jej w samotności.

Rozdział 3: Kto ma prawo do blasku?

Następnego dnia do ruin przyszli mieszkańcy doliny: wiewiórka z ogonem jak pędzel, jeż z listkiem na głowie, a nawet stary kruk, który mówił „kra” tak, jakby recytował wiersz. Przyszły też dwie skrzaty — małe, okrągłe, w czapkach w kropki.

„Słyszeliśmy, że tu świeci,” powiedział pierwszy skrzat, poprawiając czapkę. „Chcemy wziąć trochę blasku do naszych lampionów.”

Mila poczuła, jak robi jej się gorąco w policzkach. „Nie można brać, ile się chce,” odparła. „To ostatnia Lśninka.”

Drugi skrzat fuknął. „Ale my mamy lampiony! Bez blasku będą… no… smutne.”

Jeż chrząknął. „A ja lubię czytać listki. W ciemności litery mi uciekają.”

Wiewiórka dodała: „A ja gubię orzechy. To niesprawiedliwe!”

Mila zawahała się. Chciała być sprawiedliwa, a nie tylko uparta. Ostatnia Lśninka migotała spokojnie, jakby mówiła: „Słuchaj ich.”

Bąblor wysunął się do przodu. Wyglądał jak wielka szafa, ale mówił łagodnie.

„Ja też chciałem tylko patrzeć,” przyznał. „Ciemność w jaskini jest… no, bardzo ciemna. Ale Milo ma rację. Nie można zabrać całego światła.”

Skrzat w kropkach skrzywił się. „To co mamy zrobić?”

Wtedy Pani Koralina pojawiła się w mgle, jakby była zawsze tuż obok, tylko czasem trzeba ją zauważyć.

„Sprawiedliwość to nie: każdy bierze po równo,” powiedziała. „Sprawiedliwość to: każdy dostaje to, czego potrzebuje, bez krzywdy dla innych.”

Mila podniosła głowę. „Mogę się podzielić światłem… inaczej.”

„Jak?” zapytał kruk, przechylając łeb.

Mila przypomniała sobie cztery kroki. W sercu zabrzmiał rytm, jak bębenek zrobiony z liścia.

„Zatańczę rytuał,” powiedziała. „Taniec nie zabierze Lśninki, tylko sprawi, że jej blask się rozleje na chwilę, jak ciepło z herbaty. Każdy będzie mógł napełnić oczy światłem, ale Lśninka zostanie na miejscu.”

Skrzaty popatrzyły na siebie. „To brzmi… uczciwie,” mruknął jeden.

„I brzmi jak zabawa,” dodała wiewiórka.

Mila stanęła na środku ruin. Bluszcz poruszał się jak zielona publiczność. Bąblor stanął obok, gotów do pomocy. Pani Koralina uniosła dłonie.

„Pamiętaj o rytmie serca,” szepnęła.

Mila zaczęła.

Krok Sprawiedliwy — lekko, tak by nawet mrówka czuła się bezpieczna.

Krok Odważny — naprzód, mimo że wszyscy patrzą.

Krok Uważny — obrót, by zauważyć każdego: jeża, skrzaty, kruka, wiewiórkę, a nawet ogra.

Krok Wspólny — ukłon, który zaprasza do bycia razem.

W tej chwili Ostatnia Lśninka rozbłysła jaśniej. Jej blask nie wyskoczył z wnęki jak uciekinier. Zamiast tego rozlał się po murach jak złota farba. Bluszcz zrobił się bardziej zielony, kwiatki bardziej niebieskie, a mgła bardziej srebrna.

Każdy wziął „trochę” — nie do kieszeni, nie do worka, tylko do oczu i do uśmiechu.

Jeż westchnął. „O, teraz widzę moje literki!”

Wiewiórka zakręciła się w kółko. „Orzechy, nadchodzę!”

Skrzaty podniosły lampiony. Nie zapaliły się jak ogień, ale w środku pojawiła się delikatna poświata, jak wspomnienie słońca.

„To działa!” zawołał skrzat. „A my niczego nie ukradliśmy!”

Bąblor zaklaskał ostrożnie, żeby nie zrobić wichury. „Brawo, Milo! Taniec jest lepszy niż zabieranie. I mniej ciężki na brzuch niż kamienie.”

Mila roześmiała się. „Kto je kamienie?”

Ogr spojrzał w bok. „Nikt… już nikt. Kiedyś próbowałem. Nie polecam.”

Wszyscy się roześmiali, nawet kruk zrobił „kra-kra” w bardzo wesoły sposób.

Światło powoli wróciło do Lśninki, spokojne i całe. Ruiny znów były sobą — piękne, zielone, pełne szeptów.

A Mila poczuła, że sprawiedliwość może być jak taniec: nie trzeba nikogo przepychać, żeby zrobić miejsce.

Rozdział 4: Strażnicy ostatniej lśninki

Od tamtego dnia ruiny pokryte bluszczem stały się miejscem spotkań. Nie było tam kłótni o to, kto ma więcej. Był rytuał, który przypominał wszystkim, że światło najlepiej świeci, gdy jest dzielone mądrze.

Mila ćwiczyła codziennie. Czasem tańczyła sama, a czasem z Bąblorem. Ogr nauczył się stawiać stopy tak delikatnie, że mrówki zaczęły go lubić. Jedna nawet przeszła mu po bucie jak po mostku.

„Popatrz,” szepnął Bąblor dumnie. „Jestem Most Ogr.”

„Mosty są bardzo potrzebne,” odpowiedziała Mila. „Łączą strony. Tak jak sprawiedliwość.”

Pani Koralina przychodziła wieczorami, gdy niebo robiło się granatowe. Siedziała na kamieniu, jakby to był tron z księżycowego światła, i słuchała rytmu kroków.

Pewnego razu skrzaty przyniosły małą tabliczkę z napisem: „Tu świeci uczciwie.” Przybiły ją do kawałka drewna i oparły o mur, tak żeby nikt nie musiał wchodzić z młotkiem w ruiny. Bluszcz i tak zaraz ozdobił tabliczkę listkami, jak ramką.

Jeż przyniósł miniaturową książeczkę. „To regulamin, powiedział poważnie, a potem puścił oko. „Regulamin jest prosty: najpierw pytasz, potem tańczysz, na końcu dziękujesz.”

Kruk dodał: „Kra, kra — i nie marudzisz.”

Mila patrzyła na nich i czuła ciepło większe niż sama Lśninka. Bo jej pragnienie ochrony ostatniej lśniącej iskry spełniało się w najlepszy sposób: nikt nie był wykluczony, a jednocześnie nikt nie był chciwy.

Pewnego spokojnego wieczoru Mila usiadła obok wnęki i szepnęła do Lśninki:

„Wiesz, myślałam, że chronić to znaczy zamknąć. A teraz wiem, że chronić to znaczy dbać, żeby było uczciwie.”

Lśninka zamigotała, jakby kiwała głową. Jej blask był miękki, jak kocyk.

Bąblor usiadł z drugiej strony. Kamień pod nim nie narzekał — chyba już go polubił.

„Milo,” powiedział ogr cicho, „dziękuję. W mojej jaskini nadal jest ciemno jak w kieszeni bez okruszków, ale ja już wiem, gdzie jest miejsce, w którym robi się jasno. I nie chodzi tylko o światło.”

Mila uśmiechnęła się szeroko. „Chodzi o serce?”

„Tak,” przyznał Bąblor. „I o taniec. I o to, że jak ktoś jest duży, to ma większą odpowiedzialność, a nie większe prawa.”

Pani Koralina pojawiła się jak delikatny wdech mgły. „To jest właśnie sens rytuału,” powiedziała. „Niech wasze kroki będą lekkie, ale wasza uczciwość — mocna.”

W ruinach zaszeleścił bluszcz, jakby klaskał. Noc była spokojna, a gwiazdy wyglądały jak rozsypane ziarenka cukru.

Mila wstała i wykonała jeszcze raz cztery kroki, powoli, kołysząco, jak kołysanka. Bąblor dołączył, ostrożny, uważny, z dzwoneczkiem, który dzwonił w rytmie: dyń-dyń.

A Ostatnia Lśninka świeciła dalej — chroniona nie przez zamek ani mur, lecz przez sprawiedliwy taniec i przyjaźń w bluszczowych ruinach.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Ruiny
Stare, zniszczone budynki lub ich resztki, gdzie nie mieszka już nikt
Popękane
Z przerwami i szczelinami, tak jak coś, co się złamało
Skorupka
Twarda zewnętrzna część, na przykład jajka lub muszli
Wnęce
Małe zagłębienie w ścianie lub w kamieniu
Sylwetka
Kształt osoby lub rzeczy, który widać na tle światła
Poświata
Delikatne, miękkie światło wokół czegoś
Rytuał
Ustalony sposób robienia czegoś, często ważny i powtarzany
Zwinęła
Zebrała się razem, skróciła się lub zrobiła mniejsza
Podsłuchuje
Słucha w ukryciu, gdy ktoś mówi, nie prosząc o pozwolenie
Sprawiedliwość
Postępowanie uczciwe wobec wszystkich, bez faworyzowania
Regulamin
Proste zasady, które mówią, jak się zachowywać w jakimś miejscu

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o fantastycznych stworzeniach dla 7-8 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.