Poranek w sali pełnej słońca
Pani Marta wchodziła do klasy z torbą pełną kolorów i uśmiechem. W jej włosach zawsze tkwiła jedna niebieska spinka. Dzieci wiedziały, że gdy spinka wygląda zza jej włosów, zaczyna się dzień pełen zabaw i nauki.
Na dywanie było ciepło od słońca. Dzieci siadały w kręgu. Każde miało swoje miejsce: mała Ola z kocem w kratkę, Tomek z zielonym ołówkiem, Basia z marchewkową opaską. Rano zaczynali od powitania. Pani Marta mówiła: „Dzień dobry!”, a dzieci odpowiadały jednym głosem. To był taki rytuał, co go powtarzali codziennie. Rytuały pomagały dzieciom poczuć się bezpiecznie. Dzięki nim każdy wiedział, co będzie dalej.
Pani Marta rozłożyła kartki i kredki. „Dziś narysujemy swoją radość” — zaproponowała. Dzieci malowały słońca, koty, domy i balony. W klasie było cicho, tylko szept kolorów i czasem śmiech. Gdy nadszedł dzwonek na przerwę, dzieci wybiegły na podwórko z piłkami i skakankami. Pani Marta pożegnała ich i poszła do okna, żeby patrzeć, jak bawią się na świeżym powietrzu.
Na dworze biegały trzy grupy. Jedni skakali przez skakanki, inni bawili się w budowanie wież z gałązek. W rogu placu stała czerwona piłka. Była ulubioną piłką całej klasy. Najpierw bawił się nią Franek, potem Julka. Nagle przybiegł Maks i złapał piłkę. Julka poczuła, że jej ręce zrobiły się zimne. „To moja kolej!” — krzyknęła. Maks nie oddał. Sprawa robiła się coraz głośniejsza. Inne dzieci zebrały się wokół, bo każdy lubił wiedzieć, co się dzieje.
Pani Marta wyszła na podwórko, bo wiedziała, że czasem małe spory robią się głośne i trzeba je delikatnie rozwiązać. Nie spieszyła się. Jej kroki były spokojne, jakby niósł je wiatr.
Jak pani Marta uspokoiła podwórko
Pani Marta uklękła przy dzieciach i spojrzała im w oczy. Miała ciepły głos. „Słuchajcie,” powiedziała, „najpierw oddech”. Razem wzięli głęboki wdech i powolny wydech. Powtarzali to jeszcze dwa razy. Oddech pomógł im uspokoić bicie serca.
„Opowiedz mi, co się stało, Julka” — poprosiła pani Marta i podała Julce miękki głos. Julka powiedziała, że czekała, aż piłka wróci do niej. Maks wyjaśnił, że chciał sobie chwilę pograć, bo nikt go wcześniej nie zaprosił. Po chwili rozmowy wyszło na jaw, że oboje czuli się smutni i trochę sami.
Pani Marta uśmiechnęła się. „Każdy z nas chce się bawić” — rzekła. — „Ale czasem zapominamy, jak się dzielić.” Wyjęła z torby małą, żółtą kartkę. Na kartce narysowała zegar i napisała wielkie „1, 2, 3”. „Zrobimy umowę na trzy ruchy” — ogłosiła. — „Każdy ma prawo do trzech krótkich gier z piłką. Potem podamy piłkę komuś innemu.”
Dzieci nie znały zegara. Pani Marta pokazała im mały kolorowy stoper. „To się nazywa sprawiedliwy czas” — powiedziała. Pokazała, jak nacisnąć przycisk i jak liczyć do trzech. Dzieci zaczęły klaskać, bo to było proste i zabawne. Umowa dodała jasności. Wszyscy wiedzieli, co będzie dalej.
Po chwili do zabawy dołączyli inni. Pani Marta ustawiła proste zasady: mówić „Twoja kolej” i podawać piłkę. Pokazała też, że jeśli ktoś jest smutny, można poprosić o pomoc. „Nigdy nie wstydźcie się prosić” — mówiła. — „Nawet dorośli proszą czasem o pomoc.”
Kiedy przyszła pora, by podać piłkę dalej, piłka przypadkowo odbiła się i wpadła do małego kałuży. Dzieci westchnęły. Piłka była mokra. Ktoś zaproponował, żeby ją zostawić i rozpocząć inną zabawę. Ale Julka spojrzała na mokrą piłkę i powiedziała: „Może ją wysuszymy i znowu się pobawimy?” Pani Marta pokiwała głową z radością. To była chwila, gdy wszyscy zrozumieli, że można próbować i próbować, aż coś się uda.
Zabrali się do pracy. Dzieci przyniosły ścierki i ręczniki, a pani Marta suszyła piłkę, pocierając ją ciepłym uśmiechem. Wspólna praca sprawiła, że nikt nie czuł się osamotniony. Każdy miał małe zadanie. To były proste rzeczy: wytrzeć, policzyć, podać piłkę dalej. I gdy piłka znów była sucha, wszyscy klaskali, bo dali radę razem.
Powrót do klasy i wieczorny rytuał
Po przerwie wrócili do klasy. Pani Marta rozłożyła kocyk i zaprosiła dzieci na krąg. Czasami po przygodach na dworze dobrze jest usiąść cicho i pomyśleć. Dzieci podały sobie ręce i ułożyły z nich krąg. Pani Marta zapytała: „Czego nauczyliśmy się dzisiaj?” Tomek powiedział, że nauczył się czekać. Basia przytuliła opaskę i dodała, że dzielenie jest fajne. Julka i Maks spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się nieśmiało.
Pani Marta wzięła książkę z niską półki. To była historia o nauczycielce, która pomagała rozwiązywać spory, używając słów i oddechu. Czytała spokojnie, a dzieci słuchały, jakby słów było mało i trzeba było je pić łykami. W opowieści bohaterowie próbowali, nie poddawali się, i w końcu budowali wielki most ze słów i czynów. Pani Marta wskazała, że mosty mogą łączyć ludzi, tak jak most łączy brzegi rzeki.
Pod koniec dnia każde dziecko wykonało małą pracę: narysowało plakat „Jak się dzielić”. Narysowali ręce, zegar, piłkę i uśmiechy. Plakat zawisł nad tablicą. Będzie przypominał im o umowie: trzy ruchy, licznik, wypowiedzone słowa i prośba o pomoc, kiedy trzeba.
Przed pożegnaniem Pani Marta miała jeszcze jeden rytuał. Włączała delikatną melodię i zapalała małą lampkę. Dzieci kładły głowy na stolikach i zamykały oczy. Pani Marta mówiła cicho: „Pomyślcie o jednej rzeczy, której dziś spróbowaliście i nie poddaliście się.” Chwile milczenia wypełniły klasę. Potem każdy powiedział jedno słowo: „dzielenie”, „oddech”, „próba”, „uśmiech”.
„Jutro zrobimy kolejne zadanie” — powiedziała Pani Marta, gdy zapraszała dzieci do wyjścia. Jej głos był jak miękki kocyk. Dzieci wyszły z klasy trzymając się za ręce, bo czasem przyjaźń jest najprostszym sposobem, by rozwiązać problem.
W domu, gdy zapadała noc, mama Oli powiedziała jej, że Pani Marta nie tylko uczy liter i liczb. Uczy też, jak być razem. A Ola, zanim zamknęła oczy, pomyślała o plakacie i o trzypunktowym liczniku. Uśmiechnęła się i pomyślała, że jutro spróbuje być jeszcze bardziej wytrwała.
Pani Marta zgasła lampkę w klasie. Zostawiła na stole kredkę i prostą notatkę: „Dziękuję za wspólny dzień. Pamiętajcie — próbujcie, aż się uda.” Jej spinka błysnęła w półmroku, jak mała gwiazda. Potem wyszła, zostawiając za sobą ciepło śmiechu i dźwięk kroków dzieci, które już śniły o jutro.
I choć noc przykryła klasę miękkim kocem, wiedzieli, że następnego ranka znów usłyszą: „Dzień dobry!” — i będzie kolejna szansa, by uczyć się, bawić i próbować razem.