Roztańczony plac pełen kolorów
Plac z arkadami aż drżał od muzyki i śmiechu. Dookoła kręciły się barwne postacie, a kolorowe serpentyny wirowały w powietrzu jak małe tęcze. Franek i Kuba, dwaj przyjaciele z jednej ulicy, stali przy fontannie i patrzyli z zachwytem na ten karnawałowy wir. Franek mocno ściskał w dłoni pustą garść, którą postanowił wypełnić serpentynami. Oboje mieli na sobie kostiumy – Franek był kotem w ogromnych, futrzanych uszach, a Kuba – papugą z piórami w kolorach żółtym, czerwonym i niebieskim.
– Zbieramy serpentyny! – zawołał Franek. – Ale nie byle jakie. Muszą być najbarwniejsze na całym placu!
– I niech każda ma inną melodię! – dodał Kuba z powagą, po czym wybuchli śmiechem.
Polowanie na serpentyny
Muzyka grała coraz głośniej. Dzieci tańczyły, a dorośli kręcili się wśród straganów. Na każdym rogu czekały niespodzianki: klaun żonglujący pomarańczami, pani w sukni z balonów i zespół grający na cymbałkach. Franek i Kuba ruszyli w tłum.
Pierwszą serpentynę znaleźli na ramieniu pirata, który rozdawał lizaki. Była zielona, z brokatem, i lśniła w słońcu jak szmaragd. Franek wrzucił ją do swojej dłoni i poczuł, jak muzyka gra w jego sercu jeszcze głośniej.
Kuba wypatrzył kolejną – fioletową, wijącą się wokół nogi olbrzymiego misia-maskotki. Chłopcy musieli się nieźle nagimnastykować, by ją zdobyć, ale udało się! Ich garść powoli się zapełniała, a plac wciąż zachwycał kolejnymi kolorami.
Niespodzianka pod arkadami
Pod jedną z arkad czekała kolejna przygoda. Stary akordeonista w kapeluszu zaczarował tłum swoją melodią. Obok niego dziewczynka w stroju wróżki rozdawała miniaturowe serpentyny, które mieniły się złotem i srebrem.
Franek podszedł pierwszy. – Czy mogę jedną? – zapytał grzecznie.
– Oczywiście – odpowiedziała wróżka z uśmiechem. – Ale najpierw zatańcz z nami!
Chłopcy zaczęli tańczyć, podskakiwać i wirować razem z innymi. Ich ruchy były śmieszne i niezdarne, ale wszyscy wokół śmiali się i klaskali do rytmu akordeonu. Po krótkim tańcu wróżka wręczyła im po serpentynie i machnęła różdżką, a z góry posypały się konfetti.
Burza kolorów i dźwięków
Plac zamienił się w istną burzę barw. Z każdej strony dolatywały inne melodie: bębny dudniły jak serce, dzwonki brzmiały jak śmiech, a piszczałki świstały niczym wiatr wśród liści. Franek i Kuba zbierali serpentyny: niebieskie, pomarańczowe, w paski i w kropki. Każda miała swój śmiech, swoją nutę, swój blask.
W pewnym momencie podeszła do nich pani w masce kota i wręczyła im ostatnią, największą serpentynę. Była tęczowa i skrzyła się wszystkimi kolorami karnawału.
– To dla was – powiedziała tajemniczo. – Bo bawicie się najpiękniej!
Chłopcy spojrzeli na swoje dłonie – były pełne serpentyn, aż trudno je było utrzymać.
Światło lampionów
Słońce schowało się za dachami, ale na placu nie zrobiło się ciemno. Rozpalono setki lampionów, które unosiły się nad głowami jak świecące bańki. Każdy lampion miał inny kolor i wzór. Franek i Kuba usiedli na murku, zmęczeni, ale szczęśliwi.
– Zebraliśmy najpiękniejszą garść serpentyn na świecie! – zawołał Kuba.
– I zatańczyliśmy z wróżką! – dodał Franek.
Wszyscy wokół śmiali się, śpiewali i machali serpentynami. Nad placem rozbrzmiewała muzyka, a lampiony tworzyły magiczny, świetlisty horyzont.
Franek popatrzył na swoją pełną garść i poczuł, że nawet jeśli karnawał kiedyś się skończy, to kolorowe wspomnienia i radosna muzyka zostaną z nim na zawsze. Plac wciąż tętnił życiem, a każdy, kto tam był, wiedział, że magia karnawału nigdy nie gaśnie w sercu tych, którzy potrafią patrzeć z optymizmem na świat.