Trwa ładowanie...
Opowieść o różnorodności 11-12 lat Czytanie 17 min. Dostępne w opowieści audio

Razem brzmi piękniej

Nela i Olek postanawiają stworzyć „Pudełko Dźwięków”, aby pokazać różnorodność dźwięków w swoim osiedlu, łącząc swoje talenty i przyciągając uwagę kolegów z klasy. W trakcie przygotowań odkrywają, jak ważne jest słuchanie i akceptowanie różnic między sobą.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Jest czterech dzieci: Nela, 12-letnia dziewczynka z długimi brązowymi włosami i błyszczącymi oczami, ubrana w kolorowy t-shirt i dżinsowe szorty, trzyma szkicownik i rysuje w żywych kolorach; Olek, 12-letni chłopiec z rozczochranymi blond włosami i okrągłymi okularami, w zielonym t-shircie i czarnych spodniach, z uśmiechem obsługujący mały głośnik; Lena, 12-letnia dziewczynka z krótkimi, kręconymi czarnymi włosami, w lekkiej sukience w kwiaty, pokazująca znaki języka migowego z uśmiechem; Borys, 12-letni chłopiec z brązowymi włosami i czapką, w czerwonym t-shircie i dżinsach, grający na gitarze, siedząc na małej skrzynce z skoncentrowanym wyrazem twarzy. Dzieci znajdują się w jasnej klasie, ozdobionej kolorowymi plakatami przedstawiającymi instrumenty muzyczne i mapy świata. Stoły ustawione w okrąg, na środku rozłożona kolorowa mapa ich dzielnicy z rysunkami przedstawiającymi różne dźwięki i kolory. Kolorowe poduszki rozsiane wokół, tworząc ciepłą i przyjazną atmosferę. Dzieci przygotowują projekt o różnorodności, wyrażając swoją kreatywność poprzez rysunek, muzykę i język migowy, wymieniając się pomysłami, śmiejąc się i radośnie współpracując, ilustrując harmonię i piękno swoich różnic. zgłoś problem z tym obrazem

Wersja audio jest dostępna za darmo dla tej opowieści:

Czas trwania opowieści audio: 19:20

Pobierz pliki MP3

Poranek w kolorach

Nela zawsze budziła się chwilkę przed budzikiem, jakby poranek miał dla niej sekretny sygnał. Gdy zza okna zaczynał skrzypieć tramwaj, w jej głowie zapalały się srebrne nitki. Czajnik syczał bladoniebiesko, a kroki mamy po korytarzu były kremowe, ciepłe jak świeżo upieczone bułki.

— Wstawaj, śpiochu — mama uśmiechnęła się, zawiązując włosy gumką, która zaskrzypiała w Nelinym świecie na miodowo.

— Już, już — mruknęła Nela. Lubiła ten moment: wstać i popatrzeć na kolory poranka. Dźwięki malowały je same.

W drodze do szkoły minęła Oleka, który stał przy stojaku na rowery i walczył z łańcuchem.

— Siema! — zawołał. — Łańcuch mi chrupie. Jak to słyszysz?

— Na ciemnozielono, jak liść, gdy go zgniatasz w dłoni — Nela zaśmiała się. Olek już wiedział, że Nela słyszy trochę inaczej. Nie pytał, czy to dziwne. Dla niego było to po prostu Nela.

Łańcuch w końcu dał się przekonać, a oni wjechali na szkolne podwórko. W klasie 6b pani wychowawczyni taplała się w stercie kolorowych kartek i karteczek samoprzylepnych.

— Dzień dobry, drużyno! Mam dla was wiadomość: za tydzień Tydzień Różnorodności. Nasza klasa przygotowuje coś o byciu razem. Coś waszego, prawdziwego. Może wystawę? Może nagranie? Decydujecie!

W klasie zawrzało jak czajnik. Ktoś krzyknął o konkursie talentów, ktoś o wystawie fotografii, ktoś inny o grze karcianej.

Olek szturchnął Nelę łokciem.

— A gdyby tak... pokazać, jakie dźwięki ma nasze osiedle? I jakie kolory? — szepnął.

Nela poczuła, jak w jej głowie zapala się pomysł. Nie jaskrawy, tylko spokojny, ale pewny, jak wieczorne światła w oknach.

— Zrobimy Pudełko Dźwięków. Zebrane przez nas. I... ja mogę je namalować — powiedziała na głos, zanim zdążyła się speszyć.

— O, to brzmi oryginalnie — pani uniosła brwi. — Sprawdźmy, czy reszta da się porwać.

Nela zobaczyła kilka zaciekawionych oczu i parę wzruszonych ramion. To wystarczyło. Nie muszą wszyscy od razu. Najpierw iskra.

Pudełko dźwięków

Popołudnie było miękkie i słoneczne. Olek przyszedł z plecakiem wypchanym kablami i starą małą głośniczką. Nela miała telefon i szkicownik. Razem zeszli na podwórko.

— Plan jest taki — Olek rozłożył ręce. — Łapiemy dźwięki z osiedla. Bez wciskania nosa ludziom w życie. Grzecznie pytamy, nagrywamy po kilka sekund, podpisujemy. Potem zrobimy z tego coś, co można odsłuchać.

— A ja? — Nela uniosła szkicownik. — Naszkicuję, jak brzmią. Na mój sposób.

Pierwszy był tramwaj. Zapiszczał hamulcami, a Nela pociągnęła srebrną kreskę, cienką i lekko drżącą.

— Dzień dobry, panie Michale! — zawołała do dozorcy, który zamiatał przystanek. — Czy możemy nagrać pana miotłę?

— Miotłę? — parsknął śmiechem. — A co ona ma do sztuki?

— Wszystko — odparła poważnie Nela. — Jest rytm, jest szum. A jak pan zamiata, to jest jak... — zamyśliła się — jak delikatna szarość z drobinkami połysku.

Pan Michał popatrzył na nią przez chwilę, a potem skinął.

— Zamiatajcie, artyści.

Potem było szczekanie psa pani Zosi z parteru. Rudzik szczekał na mandarynkowo. Ktoś gwizdał z okna melodię z radia — lekko miętowo. Po drodze minęli pana z Ukrainy, który rozmawiał przez telefon. Jego głos był jasnosłoneczny, z ciepłymi plamkami, jak nagietki.

— Możemy nagrać chwilę? — spytał Olek, pokazując telefon.

— Da, koniec rozmowy, proszę — uśmiechnął się mężczyzna i powiedział coś miękko do słuchawki. W ich Pudełku Dźwięków zamieszkała kolejna próbka.

Wspięli się też na piąte piętro do Hani z sąsiedniej klatki. Hania używała aparatów słuchowych i mówiła cicho.

— Robicie coś do szkoły? — zapytała, gdy weszli.

— Zbieramy dźwięki z osiedla. Chcemy pokazać, że są różne i że razem to piękna mieszanka — powiedziała Nela.

— To ja wam pożyczę coś fajnego — Hania zniknęła na moment i wróciła z małym pudełkiem. — To głośnik, który przekazuje drżenia. Kładziesz rękę i czujesz bas, nawet jak nie słyszysz dobrze. Włączcie coś! — Położyła dłoń, gdy Olek puścił nagranie tramwaju, i się uśmiechnęła. — Czuję srebrne mrówki.

Nela zapiszczała ze śmiechu.

— U mnie też są srebrne! Tylko świecą.

Wracając, złapali jeszcze czajnik gotujący się w kuchni pani Adeli, śmiech maluchów z placu zabaw i ciche skrzypienie starej huśtawki. Każdy dźwięk Nela zapisywała kreską, kropką albo plamą koloru. Każdy miał swoje miejsce, jak puzzle.

— Wiesz — powiedział Olek, gdy usiedli na ławce — zawsze myślałem, że dźwięk to tylko... dźwięk. A ty mi cały czas przypominasz, że on ma twarz.

— Dla mnie ma. I kolory. Nic na to nie poradzę — uśmiechnęła się Nela, trochę nieśmiało. — Czasem się boję mówić o tym głośno. Ludzie różnie reagują.

— Cóż — Olek wzruszył ramionami. — A ja pękam dumą, że mam przyjaciółkę z tęczą w uszach.

Spór o ciszę i hałas

Następnego dnia w klasie 6b na tablicy kredowej kreda zatańczyła białe linie. Nela i Olek rozłożyli szkicownik, telefon i głośniczek. Pani usiadła na brzegu biurka i skinęła.

— No, artyści. Pokażcie.

Najpierw puścili tramwaj, potem czajnik, potem szczekanie Rudzika. Z głośnika popłynęły też kroki na klatce, miętowy gwizd i kawałek rozmowy po ukraińsku. Nela do każdego dopisała po cichu kolor. Niektórzy koledzy przytakiwali. Ktoś się zaśmiał, ktoś zamruczał.

— Eee, to trochę... zwyczajne — mruknął Borys, który zawsze słuchał metalu. — Ja bym puścił gitarę, żeby było czadowo!

— A ja bym puściła ciszę — wtrąciła Lena. — Żeby odpocząć.

Cisza jako dźwięk? — prychnął ktoś z tyłu.

— Tak — Lena wzruszyła ramionami. — Cisza też jest czymś. Nauczyłam się tego od mojej babci.

Atmosfera zgęstniała jak mleko na budyń. Jedni chcieli głośno, drudzy cicho. Ktoś zaproponował rap, ktoś inny rżenie konia z wycieczki na wieś. Ktoś powiedział: „Nie lubię tych obcych języków, nic nie rozumiem”. W klasie zatrzeszczały spojrzenia.

Nela poczuła, jak w jej głowie przestają grać kolory, a zaczynają migać ostrzegawczo, jak na przejściu. Nie lubiła, gdy ktoś mówił „nie lubię” o czymś, czego nie próbował zrozumieć.

— Słuchajcie — przerwała. — Każdy z nas jest trochę inną melodią. Możemy się przekrzykiwać albo znaleźć sposób, żeby to razem zabrzmiało. Tak, by kto chce ciszy, znalazł ciszę, a kto lubi hałas, znalazł hałas. I... — wzięła wdech — mogę opowiedzieć wam, jak ja to widzę. Jeśli chcecie.

— Jasne — mruknął ktoś, a pani kiwnęła zachęcająco.

— U mnie dźwięki mają kolory. Serio. Tak po prostu mam. Tramwaj jest srebrny, czajnik bladoniebieski, głos pani Hani z warzywniaka jest słoneczny. Gitary Borysa byłyby pewnie ogniste, pomarańczowo-czerwone, a cisza Leny... tak, cisza też ma kolor. Jest przezroczysta jak szkło, ale jak się przyjrzysz, widzisz w niej wszystko. Możemy zrobić tak, żeby każdy dostał kawałek swojego koloru. I nikt na tym nie straci.

W klasie zapadła ta przezroczysta cisza. A potem jakby ktoś odkręcił kurek.

— To zróbmy strefy! — krzyknął Olek. — W naszej sali na Tydzień Różnorodności ustawimy trzy stanowiska. Głośne, spokojne i „dotykowe”, dla tych, co wolą poczuć drżenie. Mamy głośnik od Hani!

— I podpiszemy wszystko również w języku migowym — dodała Lena, która chodziła na kółko teatralne i znała kilka znaków. — Pokażemy, że słuchanie ma różne drogi.

— I w kilku językach — dorzucił cicho Sasza, który siedział od września w ich klasie. — Mogę napisać po ukraińsku.

Borys pokręcił wąsem (miał tylko dwanaście lat, ale potrafił tak się naburmuszyć, że wyglądał jak wąsaty kot).

— A ja przyniosę gitarę. Ale nie będę grał na full. Obiecuję.

Nela poczuła, jak ostrzegawcze światła w jej głowie gasną. Zamiast nich wróciły miękkie barwy. Można było oddychać.

Mapa kolorów głosu

Przez następne dni klasa 6b pracowała jak mała orkiestra. Ktoś mierzył taśmą, ktoś wycinał napisy, ktoś sprawdzał gniazdka. Olek przyniósł karton po telewizorze i zrobił z niego tablicę, do której można było przyczepić słuchawki. Nela malowała mapę osiedla, ale nie taką zwykłą. Zamiast ulic były na niej pasma kolorów: srebrne nitki tramwajów, miętowe gwizdy, miodowe kroki mamy, mandarynkowe szczeknięcia Rudzika. Nad wszystkim świeciła przezroczysta plama ciszy Leny, w której odbijały się drobiazgi.

— Piękne — powiedziała pani, przyglądając się mapie. — Gdyby dźwięk mógł tańczyć, wyglądałby tak.

— Może i tańczy — mruknął Olek. — Tylko nie zawsze patrzymy.

Ustawili „strefę głośną” przy oknie, żeby dźwięk mógł się wywietrzyć. Była tam gitara Borysa, plastikowe rurki w różnych tonach i pudełka po płatkach, z których zrobili bębenki. Obok leżały zatyczki do uszu, „na wszelki wypadek” — to był pomysł Neli i Borysa razem.

„Strefa spokojna” była przy biblioteczce. Słuchawki z nagraniami tramwaju, czajnika, kroków i gwizdu, ale cicho, jakby ktoś szeptał. Obok poduszki i kartki z pytaniami: „Jak brzmi twój poranek? Jaką barwę ma śmiech twojego przyjaciela?”

„Strefa dotykowa” miała głośnik Hani. Kładło się dłoń na płaskiej powierzchni i czuło drobne drgania. Olek zamocował do głośnika balon, który poruszał się przy basach. Lena przygotowała małe rysunkowe instrukcje w języku migowym: „słuchać”, „ciszej”, „dziękuję”, „proszę”.

— To będzie działać — powiedziała Nela cicho.

— Będzie — przytaknął Olek. — Bo to jest od nas dla nas. I dla wszystkich.

Wieczorem Nela siadła w domu i napisała krótką notatkę, którą przyczepią przy wejściu: „Tu każdy słucha po swojemu. Można głośno, można cicho. Można uszami, można dłońmi. Można mówić, można migać. Najważniejsze — razem i z ciekawością.”

Dzień Różnorodności

Szkoła od rana pachniała naleśnikami z kuchni i klejem w sztyfcie. Na korytarzach rozłożyły się stoiska. Klasa 6a miała wystawę kapeluszy z różnych krajów. 6c nagrała słuchowisko o babciach i dziadkach. 6b otworzyła „Słuchalnię”.

— Zapraszamy! — Olek krzyknął tak, że jego głos zamigotał jak konfetti.

Przyszli uczniowie, nauczyciele, rodzice i sąsiedzi. Pan Michał przytrzymał drzwi i wsłuchał się w miotłę. Hania położyła dłoń na głośniku i zamknęła oczy. Jej uśmiech był spokojny i długi. Borys zagrał krótką, miękką melodię, nie tak ognistą jak zwykle. Wpasowała się jak obłok.

— O, ja też tak czuję w klatce piersiowej! — powiedział chłopiec z pierwszej klasy, dotykając balonowego membranu.

Nela stała przy mapie i opowiadała. Nie musiała mówić naukowo. Mówiła, że dla niej dźwięk ma kolor, a kolor ma smak powietrza. Że śmiech koleżanki z ławki jest cytrynowy, ale nie kwaśny, tylko świeży. Że gdy ktoś mówi niechętnie, jego barwy gasną. I że czasem najlepiej jest przytrzymać słowo na języku i posłuchać, co mówią inni.

Podszedł do nich dyrektor. Zazwyczaj miał minę jak beton, dziś uśmiechał się kołysząco, jak gałąź.

— To jest mądre — powiedział. — I potrzebne. Dobre, że przypominacie, że cisza też jest gościem.

Zatrzymała się też pani Adela z czajnikiem.

— A czy mój czajnik wyszedł smaczny? — zażartowała.

— Bladoniebieski, idealny na herbatę z cytryną — odparła Nela.

— To weźcie! — pani Adela postawiła na stole termos w kratkę. — Dla drużyny Słuchalni.

Na chwilę zrobiło się tłoczno. Ktoś włączył niechcący głośniej gitarę, ktoś potknął się o kabel. Nela poczuła mrowienie w głowie. Kolory zaczęły się mieszać za bardzo. Olek szybko ściszył pokrętło, a Lena pokazała znak: „spokojnie”.

— Dzięki — szepnęła Nela, a jej oddech wrócił do zwykłego rytmu.

Na końcu przyszedł Sasza z mamą. Mama mówiła cicho, po ukraińsku, a on tłumaczył. Położyła dłoń na głośniku i się wzruszyła.

— Ona mówi, że czuje dom — powiedział Sasza. — Bo tramwaje u nas brzmiały podobnie.

— Dom czasem mieszka w drżeniu — powiedziała Nela i nie wiedziała, skąd wzięły się te słowa, ale były prawdziwe.

Małe trudności, duże odkrycia

Po południu, gdy tłum przerzedził się jak deszcz pod parasolem, do Słuchalni zajrzał chłopiec, którego Nela widywała na boisku. Był z klasy 5d i miał czapkę z daszkiem, którego nigdy nie zdejmował.

— Hej — powiedział. — Kto to rysował? — Wskazał mapę.

— Ja — odpowiedziała Nela.

— A te kolory to co? — spytał bez zaczepki, raczej z ciekawością.

— Tak słyszę. Dźwięki. W kolorach.

— Serio? — chwila ciszy. — Wiesz, ja mam dysleksję. Litery uciekają mi z miejsca. Nudzi mnie czytanie. Ale jak są kolory i kształty, to jakoś zostają w głowie. Mogę posłuchać twojego tramwaju?

Podała mu słuchawki. Przyglądał się srebrnym nitkom na mapie i kiwał głową.

— To jest jak... korytarze. Mogę wreszcie zapamiętać, gdzie co jest. Fajne.

Nela poczuła radość, cichą, ale szeroką.

— To weź sobie mini mapkę — podała mu mniejszą wersję, którą skserowali. — I tramwaj do kieszeni.

Później pojawiła się pani od muzyki. Zazwyczaj poważna, teraz miała wzrok błyszczący.

— Nela, Olek, kochani, czy wiecie, co zrobiliście? — spytała. — Daliście nam narzędzie. Możemy słuchać na różne sposoby. Powiem wam jedno zdanie Beethovena — zatrzymała się i uśmiechnęła. — „Najważniejsze jest czuć.” I wy to zrobiliście.

Nela poczuła, że robi się ciepło, ale nie takie, co parzy. Raczej jak koc w zimny wieczór.

Po wszystkim zostali we czwórkę: Nela, Olek, Lena i Borys. Zwijali kable, zbierali zatyczki, prostowali zagięte rogi kartek.

— Wiesz — zaczął Borys, drapiąc się po głowie — myślałem, że cisza to nuda. A dziś... to była moja przerwa. Dzięki, Lena.

— A ja myślałam, że gitara to tylko hałas — odparła Lena. — A dziś... była miła. Jak... jak pieczenie jabłek.

— A ja myślałam, że mój sposób słyszenia tylko mnie obchodzi — dodała Nela. — A dziś... był mostem.

— No i wyszło na to, że jesteśmy orkiestrą — podsumował Olek. — Każdy gra po swojemu, ale umiemy słuchać innych. Co teraz?

Obietnica

Wieczorem Nela siedziała na łóżku z kubkiem herbaty. Zza okna wróciły srebrne nitki tramwaju, ciepłe kroki mamy, miętowy gwizd sąsiada. Koc na kolanach był ciężki i puchaty, jak chmura, która postanowiła przysiąść. W pokoju pachniało kartonem i farbą, ale też czymś nowym: wspólnym śmiechem, półszeptem, odwagą.

Wyjęła notes i zapisała krótkie zdania, żeby nie uciekły.

— Dziś nauczyłam się, że różnice nie gryzą. Czasem łaskoczą. Że cisza jest potrzebna tak samo jak gitary. Że drżenie w dłoni może być mostem bez słów. Że język to nie tylko polski, ukraiński czy migowy, ale też sposób, w jaki patrzymy i słuchamy. Że kiedy opowiadam o swoich kolorach, inni nie muszą mieć takich samych, żeby mnie rozumieć. Wystarczy, że uwierzą, iż każdy z nas nosi w sobie coś niewidzialnego i ważnego.

Zapukał sms od Oleka: „Było super. Jutro odwieziemy głośnik Hani. A potem… co wymyślamy dalej?”

Nela od razu odpisała: „Coś, co znowu nas zbliży. Bo to nam wychodzi.”

Uśmiechnęła się. Zasnęło jej się lekko, jakby kołysała ją łagodna pieśń, przezroczysta i barwna jednocześnie.

A rano, zanim tramwaj znowu przeciął powietrze srebrną nicią, pomyślała i powiedziała na głos, pół do siebie, pół do świata:

— Obiecuję słuchać różnie i zawsze szukać miejsca dla każdego. Obiecuję pytać, zanim ocenię. Obiecuję, że w mojej drużynie jest zatyczka do uszu dla zmęczonych i miejsce dla gitary, i dla ciszy, i dla tych, którzy słuchają dłońmi. Bo razem brzmi piękniej.

I tak sobie obiecywali: Nela i Olek, a potem Lena, Borys, Hania i Sasza. Obiecywali, że będą szukać koloru w każdym głosie i miejsca dla każdej melodii. Że gdy ktoś powie „to nie moje”, odpowiedzą „to nasze”. Że będą rozlewać radość jak farbę, nie po to, by coś zakryć, tylko by nasze różnice mogły obok siebie błyszczeć.

A co najważniejsze — obiecywali, że zawsze będą włączać innych. Bo tego dnia nauczyli się, że radość, która jest wspólna, jest jaśniejsza od każdej samotnej iskry. I że świat, nawet ten zwyczajny, osiedlowy, potrafi zamienić się w mapę brzmień i barw, jeśli tylko patrzysz i słuchasz razem.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Srebrne nitki
Dźwięki tramwaju, które brzmią jak szelest lub szept.
Przekrzykiwać
Mówić głośniej niż inni, aby być słyszanym.
Przezroczysta
Coś, co można zobaczyć przez, jak szkło.
Drżenie
Delikatne wibracje lub ruchy, na przykład dźwięku.
Melodia
Szereg dźwięków, które tworzą przyjemny utwór muzyczny.
Cisza
Brak dźwięków, spokój, kiedy nic nie słychać.
Głośnik
Urządzenie, które wydaje dźwięki, żeby je usłyszeć.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub) Pobierz pliki MP3

Do przeczytania następnie w Opowieści o różnorodności dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.