Trwa ładowanie...
Zabawna opowieść na dobranoc 11-12 lat Czytanie 13 min.

Serowe kulki i borsuk, który układał głowę jak ptak

Borsuk Borys i leśni przyjaciele odkrywają tajemnicze, toczące się kule sera, które wywołują zamieszanie na ścieżce. Razem uczą się współpracy, spokoju i tego, że czasem warto odpuścić, by poradzić sobie z niespodziankami.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Borys, pulchny i łagodny borsuk, siedzi na tylnych łapach ze skośną głową i dyskretnym uśmiechem; Mela, mała mysz-kucharka w czapce z liścia, z ulgą popycha dużą bladoróżową kulę sera do pustej kłody obok Borysa; Szelma, żwawa rudej wiewiórka, skacze po patykach trzymając żołędzia jak trofeum; Jeremiasz, krępy jeż z liśćmi w kolcach, niepewnie blokuje ser grzbietem przy wejściu do dziupli; Sabina, sowa o kremowo-brązowym upierzeniu, siedzi na niskiej gałęzi z półotwartymi skrzydłami, czujna i ochronna. Scena: nocna polana z mchem i liśćmi, przewrócona pusta kłoda jako rampa, jasny księżyc rzucający miękkie cienie i migoczące świetliki; główna sytuacja: kule żółtego sera toczą się powoli po ścieżce, zwierzęta tworzą spokojny, radosny łańcuch, by wprowadzić je do kłody — czuła, zabawna i kojąca atmosfera w stylu pop art z wyraźnymi konturami i kontrastowymi kolorami. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Głowa jak ptak

W lesie zwanym Szeptanym Zaułkiem panował wieczór, który wyglądał jak koc z miękkich cieni. Na brzegu polany mieszkał borsuk o imieniu Borys. Był spokojny jak kamyk w kieszeni i miał pewien talent: gdy tylko robiło się późno, umiał ułożyć głowę „jak ptak”.

To znaczy: lekko na bok, broda w piórka wyobraźni, a jedno ucho w trybie czuwania, jakby było małą anteną od radia. Borys twierdził, że ptaki mają najlepszą technikę zasypiania, bo potrafią drzemać nawet na jednej nodze i jeszcze wyglądać elegancko.

— Patrzcie i uczcie się — mruknął do siebie, poprawiając poduszkę z mchu. — Teraz: szyja miękko… głowa na skrzydełko… a myśli do kieszeni.

Wtedy rozległo się „PSTRYK!” i do nory wpadł promień księżyca jak spóźniony listonosz. A zaraz za nim wparowała wiewiórka Szelma, cała w gałązkach i entuzjazmie.

— Borys! Ratunku! — wysapała. — W lesie dzieją się rzeczy… okrągłe!

Borys nawet nie podniósł głowy. Utrzymał ptasi przechył, tylko jedno oko mu się otworzyło jak klapka od pudełka.

— Okrągłe…? — wymruczał. — Mów szybciej, bo zaraz zasnę i będę odpowiadał przez sen.

— Ktoś poukładał na ścieżce wielkie, idealne kulki z… sera! — Szelma zrobiła minę, jakby sama nie wierzyła w to zdanie. — I wszyscy się ślizgają. Jeż wjechał w krzak, a sowa udaje, że to część planu.

Borys westchnął. Z jednej strony: sen. Z drugiej: ser na ścieżce. Ser był jak magnes na kłopoty.

— Dobrze — powiedział, podnosząc się powoli, jakby wstawał z ciepłej zupy. — Ale spokojnie. Zobaczymy, co jest okrągłe i dlaczego.

Rozdział 2: Serowe kule i jeż w roli wózka

Na ścieżce faktycznie leżały kulki. Dziesięć, może dwanaście. Błyszczały w księżycu jak żółte planety. Obok stał jeż Jeremiasz, próbując z godnością odkleić się od krzaka.

— To nie była moja wina — oznajmił, chociaż nikt go nie oskarżał. — Ścieżka nagle zrobiła się… śliska. Jakby ktoś ją posmarował uśmiechem.

Sowa Sabina siedziała na niskiej gałęzi i udawała, że to wszystko jest całkiem normalne.

— W moich statystykach — powiedziała poważnie — ser na ścieżce pojawia się średnio raz na… nigdy.

Szelma podbiegła do kulki i powąchała.

— Pachnie jak urodziny myszki — stwierdziła.

Borys przyklęknął przy jednej z kul. Dotknął jej łapą. Była miękka, ale sprężysta.

— Ser, który chce być piłką — mruknął. — To już brzmi jak kłopot z poczuciem humoru.

Wtedy zza paproci wysunęła się myszka o imieniu Mela, w czapeczce kucharskiej z liścia.

— To moje! — zawołała. — Nie ruszać! To… eksperyment.

— Eksperyment? — Jeremiasz wciąż miał na kolcach listek. — Mój kręgosłup też był eksperymentem?

Mela zrobiła się czerwona jak poziomka.

— Chciałam zrobić ser do kanapek, ale wyszły kule. A potem… potoczyły się same. I… no… las mi się trochę… zaokrąglił.

Sowa chrząknęła.

— Kto wypuścił kule, ten je zbiera — ogłosiła tonem, jakby ustanawiała prawo grawitacji.

Mela spojrzała błagalnie na Borysa.

— Pomóż mi. Proszę. Ja się tak stresuję, że ser robi mi się jeszcze bardziej okrągły.

Borys spojrzał na księżyc. Wolałby już układać głowę jak ptak. Ale to była dobra chwila, żeby poćwiczyć coś innego: odpuszczanie.

— Spokojnie — powiedział. — Zbierzemy je. Tylko bez paniki. Panika ma śliskie łapy.

Rozdział 3: Plan, który udaje, że jest planem

Zwierzęta zebrały się jak mała narada pod wielkim dębem. Ktoś przyniósł szyszkę jako „wskaźnik do mapy”, chociaż mapy nie było.

— Potrzebujemy strategii — oznajmiła Sabina. — Strategia to takie słowo, które sprawia, że czujesz się mądrzejszy, nawet jeśli stoisz w miejscu.

— Ja mogę być hamulcem! — zaproponował Jeremiasz. — Mam kolce.

— Ty już byłeś hamulcem — zauważyła Szelma. — Tylko że hamowałeś krzakiem.

Mela podniosła łapki.

— Mogę zrobić z nich zupę serową?

— Zupy nie da się dogonić — powiedział Borys. — Kule trzeba zatrzymać, zanim znajdą sobie nowe hobby. Może zechcą się turlać aż do rzeki.

Szelma podskoczyła.

— A jeśli zrobimy tor przeszkód! Z patyków, liści, wszystkiego! Kule wpadną do… do czegoś.

— Do czegoś — powtórzyła Sabina, zadowolona. — To brzmi jak naczynie o pojemności „proszę się nie pytać”.

Borys rozejrzał się. Zauważył starą, przewróconą wydrążoną kłodę. Leżała obok ścieżki, jakby ktoś położył ją tam specjalnie, żeby kiedyś się przydała.

— Do kłody — powiedział. — Zrobimy łagodną rampę z mchu. Kule się stoczą, wpadną do środka i… będą siedzieć cicho, jak grzeczne planety.

— A jeśli kłoda zacznie się toczyć? — zapytała Mela cienkim głosem.

Borys uśmiechnął się pod wąsem.

— Wtedy powiemy jej, że to nie jej rola. Kłody są od leżenia.

Zaczęli działać. Szelma przynosiła patyki z prędkością plotki. Jeremiasz pchał mech, udając buldożer. Sabina dyrygowała, chociaż dyrygowanie polegało głównie na mówieniu „hmm” i „tak właśnie myślałam”.

Borys, spokojny jak zawsze, ustawiał wszystko tak, żeby było łagodne, miękkie i niegroźne. I ciągle pamiętał: żadnych gwałtownych ruchów. Wieczór ma swój rytm.

— Dobra — szepnął. — Teraz delikatnie. Jedna kula na raz.

Mela podtoczyła pierwszą kulę. Wszyscy wstrzymali oddech, jakby oglądali przedstawienie.

Kula ruszyła. Toczyła się powoli, z godnością. Wpadła do kłody: „BUM… puf”.

— Udało się! — pisnęła Mela.

Wtedy druga kula, jakby zazdrosna, ruszyła sama. Potem trzecia. Nagle ścieżka zamieniła się w serową paradę.

— One mają ambicje! — krzyknął Jeremiasz i stanął na baczność, gotowy hamować cokolwiek, nawet własną dumę.

Rozdział 4: Wielkie turlanie i małe odpuszczanie

Kulki zaczęły się toczyć szybciej, jakby wzięły udział w zawodach „Kto pierwszy do kłody”. Jedna odbiła się od kamyka, druga od liścia, trzecia zrobiła zgrabny skręt, jakby trenowała na lodowisku.

Szelma śmiała się tak, że aż spadł jej żołądź z futra.

— To najlepszy wieczór! — zawołała. — Ser jest jak komedia: jak się zacznie, to się toczy!

Mela już się nie śmiała. Biegała w tę i z powrotem, próbując kierować kulami jak pasterz stado bardzo okrągłych owiec.

— Nie! Tam nie! — wołała do jednej. — Prosto! Prościutko!

Sabina uniosła skrzydło.

— Informuję, że kula nie zna słowa „prosto” — oznajmiła. — Kula zna tylko „tocz się” i „o, patyk”.

Jedna z kul zjechała z rampy bokiem i zaczęła zmierzać w stronę Borysa. Borsuk stał spokojnie, po czym zrobił coś zaskakującego: nie rzucił się, nie krzyknął, nie spanikował. Ułożył głowę lekko na bok… jak ptak.

Jakby mówił kulce: „Nie przeszkadzaj, ja jestem w trybie wieczornym”.

Kulka zwolniła. Naprawdę. Jakby nagle przypomniała sobie, że nie musi być bohaterką filmu akcji. Delikatnie stuknęła Borysa w łapę, odbiła się i powoli doturlała do kłody.

Mela aż przysiadła z wrażenia.

— Jak ty to zrobiłeś?

Borys wzruszył ramionami.

— Czasem, jak przestajesz gonić, rzeczy same znajdują drogę. Zwłaszcza okrągłe.

Jeremiasz podrapał się kolcem po brodzie.

— Czyli mam przestać się spinać?

— Możesz spróbować — odparł Borys. — Najwyżej się rozluźnisz.

Ostatnie kule wpadły do kłody z miękkim „puf-puf”, jak popcorn, który nie chce nikogo przestraszyć. Ścieżka znów była zwyczajna: trochę liści, trochę ziemi, trochę ciszy.

Mela otarła czoło.

— Myślałam, że to katastrofa.

— To była… kulastrowa niespodzianka — poprawiła Szelma.

Sabina skinęła głową.

— W moich statystykach to i tak najlepsza katastrofa.

Borys poczuł, że sen stoi już obok i trzyma mu miejsce. Miękko, cierpliwie.

— Dobrze — powiedział. — Teraz czas, żeby wszystko przestało się toczyć. Nawet myśli.

Rozdział 5: Herbatka z liścia i rozmowa o „nic nie muszę”

W norze Borysa pachniało mchem i spokojem. Mela przyniosła kubeczki z żołędziowych miseczek i zaparzyła herbatkę z liścia malin. Szelma mieszała patyczkiem, jakby liczyła bąbelki. Jeremiasz siedział ostrożnie, żeby nie wbić się w własne emocje.

— Przepraszam — powiedziała Mela, patrząc w herbatę, jakby tam były odpowiedzi. — Chciałam, żeby wszystko wyszło idealnie.

Borys upił łyk. Był ciepły, ale nie gorący. Taki, który mówi: „jest dobrze”.

— Idealnie to jest wtedy, kiedy można się z tego śmiać — odparł. — A my się śmialiśmy. Nikt nie zginął. Krzak Jeremiasza tylko dostał nową historię do opowiadania.

Jeremiasz prychnął.

— Krzak się teraz przechwala, że mnie zatrzymał.

Sabina poprawiła pióra.

— A ty? Czego się nauczyłaś? — zapytała Melę.

Mela zamyśliła się.

— Że jak coś się toczy nie tak, to mogę… przestać próbować łapać wszystko naraz. Zamiast tego… zrobić rampę. I odetchnąć.

— Brawo — powiedziała Szelma. — Rampa do oddechu!

Borys uśmiechnął się. W powiekach miał już ciężarki z waty.

— A ja — dodał cicho — przypomniałem sobie, że moja głowa naprawdę umie być jak ptak. Lekka. Na bok. I nie musi dźwigać całego lasu.

Na chwilę zapadła cisza. Taka, w której słychać, jak noc układa się do snu. Nawet Sabina mówiła ciszej, jakby jej słowa miały poduszeczki.

— My też pójdziemy spać — szepnęła Mela.

— Ja już prawie śpię w pionie — pochwalił się Jeremiasz. — To się liczy?

— Liczy się każde odpuszczenie — mruknął Borys, a jego zdania zaczęły się wydłużać, łagodnie, jak ścieżka, która prowadzi w głąb snu.

Rozdział 6: Spacer we śnie

Borys pożegnał przyjaciół. Gdy w norze zrobiło się cicho, położył się na mchu, poprawił poduszkę i znów ułożył głowę jak ptak: lekko na bok, miękko, jakby szyja była z ciepłej gumy do żucia, tylko bez żucia.

Myśli próbowały jeszcze podskakiwać: „A co jeśli ser jutro znów będzie okrągły?” „A co jeśli kłoda zacznie karierę jako bęben?” Ale Borys delikatnie je pogłaskał, jak niesforne szczeniaki.

— Ciii — szepnął. — Jutro to jutro. Teraz jest teraz.

Noc przybliżyła się i zgasiła mu w głowie ostatnią lampkę.

I wtedy zaczęło się to, co zawsze zaczyna się, gdy odpuszcza się wystarczająco mocno: sen otworzył drzwi.

Borys znalazł się na polanie, ale nie tej zwykłej. Ta była zrobiona z aksamitnej trawy, która szeptała pod łapami: „nic nie musisz”. Księżyc wisiał niżej, jak latarnia na długim sznurku. A obok Borysa szły jego kule serowe, grzeczne i powolne, każda z małą czapeczką, jakby były turystami.

— Dokąd idziemy? — zapytał Borys, nie zdziwiony wcale. W snach borsuki mają prawo nie być zdziwione.

Największa kula odchrząknęła bardzo poważnie.

— Na spacer — oznajmiła głosem, który brzmiał jak puszyste „mmm”. — Bo wreszcie nikt nas nie popycha.

Borys roześmiał się tak cicho, że śmiech był jak kołysanka.

Szli ścieżką z gwiezdnych okruszków. Sowa Sabina przefrunęła nad nimi, ale zamiast wykładu statystycznego rzuciła tylko:

— Prawdopodobieństwo spokoju: wysokie.

Jeremiasz dreptał z boku, bez krzaków, za to z liściem na głowie jak beretem.

— Patrzcie, umiem nie hamować! — powiedział dumnie.

Szelma podskakiwała, ale w zwolnionym tempie, jakby ktoś ściszył jej sprężynkę.

Mela niosła w dłoniach mały rondel, z którego unosił się zapach malinowej herbaty i śmiechu.

Borys czuł, że w tym spacerze nie ma celu, a jednak wszystko jest na miejscu. Każdy krok był miękki. Każdy oddech był prosty. Nawet księżyc wyglądał, jakby też ułożył głowę na bok.

— Wiesz co, lesie? — wymamrotał Borys do snu. — Dzisiaj odpuszczam.

Sen nie odpowiedział słowami. Odpowiedział ciszą, która była ciepła, i ścieżką, która prowadziła dalej, spokojnie, bez pośpiechu, aż Borys poczuł, że idzie już prawie nie łapami, tylko samym spokojem… i że to jest najlepszy spacer, jaki można odbyć przed długim, dobrym snem.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Talent
Umiejętność, w której ktoś jest bardzo dobry i łatwo mu wykonywać zadania.
Drzemać
Krótko spać lub odpoczywać z zamkniętymi oczami w ciągu dnia lub wieczorem.
Trybie czuwania
Stan, kiedy ktoś jest uważny i gotowy reagować, mimo że wygląda spokojnie.
Entuzjazmie
Silne, radosne podekscytowanie czymś lub chęć działania.
Sprężysta
Coś, co po naciśnięciu wraca do poprzedniego kształtu lub jest elastyczne.
Dyrygowała
Prowadziła innych, dawała polecenia, żeby robili coś razem.
Strategia
Plan działania, który pomaga osiągnąć cel krok po kroku.
Rampa
Pochyła konstrukcja, po której coś może się stoczyć lub wjechać.
Ambicje
Chęć osiągnięcia czegoś ważnego lub bycia lepszym w czymś.
Katastrofa
Duży kłopot lub poważne zdarzenie, które powoduje zamieszanie.
Eksperyment
Próba lub test, żeby sprawdzić, jak coś działa lub co się stanie.
Statystykach
Zestawienia liczb i danych, które pokazują jak często coś się zdarza.
Odpuszczenie
świadome przestanie trzymać się problemu lub przymusu, relaksowanie się.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

współpraca pomoc zagadka niespodzianka wiewiórka jeż

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Śmieszne opowieści do snu dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.