Trwa ładowanie...
Wielki zły wilk 5-6 lat Czytanie 10 min.

Sowie „hu-hu” i wilk w przebraniu

Kłębek, mały króliczek, wędruje przez nocny las z koszyczkiem dla babci i spotyka zwodnicze głosy, które próbują go zmylić. Dzięki radom mamy i mądrej sowie uczy się rozróżniać prawdziwe sygnały i postępować ostrożnie.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Główny bohater to mały biały pluszowy króliczek antropomorficzny, odważny lecz nieco drżący, z okrągłymi błyszczącymi oczami i długimi miękkimi uszami, trzymający mały pomarańczowy koszyk w kratkę z butelką soku z marchwi, stojący na leśnej ścieżce. Postaci drugoplanowe: matka‑króliczka — szary królik o miękkim futrze, opiekuńczy i spokojny, stoi tuż za maluchem z łapką na jego ramieniu; Apol — mały brązowy jeż o zaokrąglonych kolcach, mądry i zdeterminowany, idzie lekko przed i po lewej, węszy nosem; stara sowa o kremowym upierzeniu i żółtych przenikliwych oczach siedzi na gałązce nad ścieżką i obserwuje. W tle zasugerowany jest duży zły wilk w cieniu między krzakami — ciemna sylwetka z błyszczącymi oczami i cienkim uśmiechem, odsunięta, by tworzyć napięcie bez dosłownego zagrożenia. Miejsce: nocna leśna ścieżka z liśćmi na ziemi, czerwonymi muchomorami przy brzegu, teksturowanymi pniami drzew, świetlistą polaną w oddali i unoszącymi się żółtymi świetlikami. Sytuacja: króliczek waha się po usłyszeniu „hu‑hu”, sowa obserwuje go jak przewodnik, matka i jeż towarzyszą mu, cień wilka kryje się za krzakami — ciepła kompozycja, łagodne kolory (tony ziemi, zielenie, akcenty pomarańczy i żółci), zaokrąglone formy, lekko napięta, ale pocieszająca atmosfera. zgłoś problem z tym obrazem

Część I: Ścieżka jak wstążka

W lesie, gdzie drzewa stały jak ciemne wieże, mieszkał królik o miękkich uszach i spokojnym sercu. Nazywał się Kłębek, bo wyglądał jak mała, biała chmurka, która spadła na mech.

Pewnego wieczoru babcia Kłębka zachorowała. Mama zapakowała do koszyczka marchewkowy sok i ciepłą bułkę.

— Idź prosto ścieżką — powiedziała, poprawiając mu szalik. — Nie skręcaj. I pamiętaj: jeśli usłyszysz pohukiwanie sowy, to znak, że masz zawrócić i wrócić do domu.

— Dlaczego? — zapytał Kłębek, mrugając.

— Bo sowa widzi to, czego my nie widzimy — odpowiedziała mama cicho. — Jej „hu-hu” jest jak lampka w ciemności.

Kłębek przytulił koszyczek.

— Będę ostrożny.

Las był jak wielki koc z cieni. Ścieżka wiła się jak wstążka, raz w prawo, raz w lewo. Kłębek szedł, a liście szeptały pod łapkami: szszsz… szszsz… Jakby las opowiadał sen.

Nagle z gęstwiny dobiegł głos.

— Kłębuszku! Kłębuszku! To ja, mama!

Królik stanął. Serce zrobiło mu małe „bum”. Głos brzmiał prawie jak mamy, tylko jakby grubszy, jakby przykryty kocem.

— Mamo? — szepnął.

Z krzaków wysunęła się wielka głowa. Oczy błyszczały jak dwa mokre kamienie. Pysk uśmiechał się zbyt szeroko.

To był wilk. Wielki zły wilk. Ciemny jak noc bez księżyca.

— Ach, mój słodki króliczku — zamruczał, a jego głos próbował być miękki jak futerko. — Dokąd tak późno?

Kłębek cofnął się o krok.

— Do babci… — powiedział, bo był grzeczny, choć strach łaskotał go w brzuch.

— Do babci? — Wilk poruszył nosem. — To daleko. A ty taki malutki. Może skręcisz tu, na skrót? Zobacz, jakie piękne grzybki! Jak parasolki dla wróżek.

Kłębek spojrzał. Faktycznie, grzybki świeciły czerwienią jak kropki na policzkach. Ale przypomniał sobie mamę.

— Mam iść prosto.

— Oczywiście, oczywiście — zaśmiał się wilk. — Tylko że… — zniżył głos — słyszałem, że babcia lubi kwiaty. A tam, o! — wskazał łapą — rosną białe jak mleko.

Kłębek zawahał się. Chciał ucieszyć babcię. Ale wtedy w ciszy lasu coś zaszumiało wysoko.

„Hu… hu…”

Królik zamarł. To było krótkie, jak puknięcie w okno.

— Sowa… — szepnął.

Wilk drgnął. Przez chwilę jego uśmiech pękł jak cienki lód.

— To tylko wiatr — mruknął szybko. — Idź, idź.

Kłębek przycisnął koszyczek do piersi. Jeśli „hu-hu” było znakiem, to znak mówił: wracaj.

— Przepraszam — powiedział grzecznie. — Muszę… zawrócić.

Odwrócił się i pobiegł. Ścieżka była teraz jak długa linia ratunku. Za plecami usłyszał:

— Kłębuszku! Poczekaj! To ja, mama!

Ale królik już wiedział, że w lesie głosy mogą być maskami.

Część II: Głosy jak przebrania

Kłębek biegł, aż płuca miał jak dwa małe miechy. Kiedy dotarł do domu, mama stała w progu z lampką.

— Dlaczego wróciłeś? — zapytała, a w jej głosie była troska i duma jednocześnie.

— Usłyszałem „hu-hu” — odpowiedział Kłębek. — I wilk mówił jak ty.

Mama przyklękła i przytuliła go.

— Dobrze zrobiłeś. Jutro pójdziemy razem.

Ale babcia potrzebowała lekarstwa dziś. Mama posłała więc po sąsiada, starego jeża Apollego, który znał leśne ścieżki jak własne kolce.

— Pójdziemy we troje — zdecydowała. — Ty, ja i Apol.

Noc zrobiła się głębsza, jakby ktoś dolał do niej atramentu. Kłębek trzymał mamę za łapkę, a Apol szedł z przodu, powoli, lecz pewnie.

— W lesie trzeba słuchać nie tylko uszami — mruknął jeż. — Trzeba słuchać sercem.

Szli prosto ścieżką. Drzewa stały nieruchomo, jak strażnicy. Czasem gałąź skrzypnęła, a wtedy Kłębek myślał: „To tylko gałąź. To tylko gałąź.”

Nagle z lewej strony odezwał się cieniutki głosik:

— Kłębuszku… to ja, babcia…

Królik poczuł, jak futerko na karku staje dęba.

— Babciu? — wyszeptał, ale zaraz ugryzł się w język. Przecież babcia była w swoim domku, daleko.

Apol zatrzymał się i uniósł ryjek.

— To nie jest babcia — powiedział twardo. — To wilk, który ubiera głosy jak płaszcz.

— Och, nie bądźcie tacy podejrzliwi — odezwał się ten sam głos, teraz trochę grubszy. — Jestem mamą Kłębka. Zgubiłam się. Pomóżcie…

Mama ścisnęła łapkę Kłębka.

— Jestem tutaj — powiedziała głośno. — Wilku, nie oszukasz nas.

W krzakach poruszyła się ciemność. Usłyszeli ciężki oddech, jakby ktoś dmuchał w pustą butelkę.

— Sprytni… — warknął wilk już swoim prawdziwym głosem. — Ale strach i tak was dopadnie.

Zrobiło się cicho. Cicho jak w pudełku.

I wtedy, wysoko, z czubka sosny, popłynęło wyraźne:

„Huu-huu!”

Apol uniósł łapę.

— Stójcie — szepnął. — Sowa ostrzega. To znaczy: nie idźcie tą stroną.

Mama spojrzała na prawą stronę ścieżki. Tam leżał przewrócony pień, jak most.

— Tędy — powiedziała. — Przejdziemy przy pniu, bliżej potoku. Wilk nie lubi wody.

Kłębek poczuł, że jego strach jest jak mały kamyk. Jest, ale można go trzymać i iść dalej.

Kiedy zeszli ku potokowi, usłyszeli chlupot. Woda była czarna, ale mówiła miękko: „plum, plum”. Kłębek widział w niej gwiazdy jak rozsypane ziarenka maku.

Z drugiej strony krzaków znów zabrzmiał głos, tym razem jak dziecięcy:

— Kłębuszku! Pobaw się ze mną!

Królik aż przystanął. To brzmiało jak jego kolega z polany, Wiewiórek.

— To nie Wiewiórek — szepnęła mama. — To przynęta.

Kłębek kiwnął głową.

— Wiem — powiedział cicho, choć w środku drżał. — Głosy to mogą być przebrania.

Szli dalej, powtarzając jak zaklęcie:

— Prosto. Razem. Słuchamy sowy.

Część III: Domek, który umie słuchać

W końcu, między drzewami, zamigotało okno babcinego domku. Światło było jak ciepły miód w szklance. Kłębek odetchnął.

Ale gdy podeszli bliżej, zobaczyli coś dziwnego. Drzwi były lekko uchylone, jakby ktoś je polizał nocą i zostawił ślad.

Apol położył kolczastą łapę na progu.

— Cicho — szepnął. — Najpierw słuchamy.

W środku było słychać szuranie. I nagle głos babci, bardzo przekonujący:

— Wejdź, Kłębuszku, już na ciebie czekam.

Kłębek spojrzał na mamę. Jej oczy były spokojne, ale czujne.

— Babciu — zawołała mama. — Powiedz nam, jaka jest twoja ulubiona kołysanka.

Zapadła pauza. Długa jak ogon komety.

— Eee… ta o… o marchewce — odpowiedział głos.

Mama pokręciła głową.

— Moja mama zawsze śpiewała o srebrnym księżycu nad studnią — powiedziała. — Wilku, nie znasz tego.

W środku coś warknęło. Drzwi otworzyły się szerzej i w cieniu stanął wilk. Na głowie miał babciną czapkę, która wyglądała na nim jak mały parasol na górze góry.

— Ach! — syknął. — Tak blisko!

Kłębek cofnął się, ale nie uciekł. Wziął głęboki oddech, jak go uczyła mama, gdy bał się burzy.

— Nie wejdziesz do babci — powiedział, a jego głos był cienki, lecz prosty.

Wilk zmrużył oczy.

— A co mi zrobisz, chmurko?

I wtedy rozległo się głośne, pewne:

„HUU-HUU!”

Sowa przysiadła na płocie. Jej oczy świeciły jak dwie latarenki. Za nią, z sąsiednich domków, wybiegli leśni sąsiedzi: borsuk z kijem, lisica z latarką, nawet dzik, który tupał jak bęben.

— Wilku! — zawołał borsuk. — Dosyć straszenia!

Wilk spojrzał na nich, potem na potok, który szemrał niedaleko. Zrozumiał, że dziś nie jest panem tej nocy.

Warknął, odwrócił się i uciekł w ciemność, a ciemność połknęła go jak kieszeń.

Apol ostrożnie wszedł do środka. W kącie, za stołem, siedziała babcia, związana szalikiem, ale cała i zdrowa, tylko przestraszona.

— Och, moje dziecko — wyszeptała, gdy Kłębek do niej podbiegł. — Myślałam, że już po mnie.

Mama rozwiązała węzeł, a Kłębek podał babci koszyczek. Babcia wypiła łyk soku i od razu jej policzki zrobiły się mniej blade.

Wszyscy usiedli przy piecu. Ogień mruczał jak kot. Kłębek słuchał, jak babcia oddycha spokojniej, i czuł, że w środku robi mu się jasno.

A potem babcia zaśpiewała cichutko kołysankę o srebrnym księżycu nad studnią. Słowa były jak miękka kołdra.

Kłębek przymknął oczy.

Część IV: Morał jak mała latarenka

Gdy wracali do domu, noc była już łagodniejsza. Kłębek szedł między mamą a Apolem. Sowa odprowadzała ich z góry, czasem tylko cichutko:

„Hu… hu…”

— Widzisz — powiedziała mama. — Odwaga to nie brak strachu. Odwaga to mądry krok, gdy strach puka do serca.

Apol chrząknął.

— I pamiętaj, Kłębku: nie każdy głos jest prawdą. Prawda nie musi krzyczeć. Prawda jest jak domowe światło — stałe, ciepłe, cierpliwe.

Kłębek spojrzał na ścieżkę, która teraz wyglądała mniej groźnie, jakby znała ich stopy.

— Ja też mam znak — powiedział. — „Hu-hu” to jak latarenka w głowie. Kiedy je słyszę, przestaję się spieszyć i zaczynam myśleć.

Mama uśmiechnęła się.

— Właśnie.

Kiedy dotarli do domu, Kłębek położył się do łóżka. Słyszał wiatr za oknem, ale już nie brzmiał jak wilk. Brzmiał jak kołysanie gałęzi.

Zanim zasnął, pomyślał: „W lesie są cienie, ale są też znaki. A gdy słuchasz mądrze i nie idziesz sam, strach robi się mniejszy.”

I wtedy, daleko, jakby z samego nieba, sowa wyszeptała jeszcze jedno, spokojne:

„Huu-huu…”

Kłębek uśmiechnął się przez sen i zasnął bezpiecznie.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Pohukiwanie sowy,
Dźwięk, który wydaje sowa: dźwięk „hu-hu”, żebym był uważał.
Gęstwina
Gęste, splecione krzaki i gałęzie w lesie, gdzie trudno przejść.
Pysk
Przednia część twarzy zwierzęcia z nosem i ustami.
Przebrania
Ubrania albo sposób, żeby wyglądać jak ktoś inny, by oszukać.
Przynęta
Coś, co kusi i ma sprawić, że ktoś podejdzie blisko.
Zaklęcie
Słowa powtarzane jak tajemna formuła, żeby pamiętać lub się uspokoić.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Wielki zły wilk dla 5-6 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.