Trwa ładowanie...
Opowieść przygodowa 11-12 lat Czytanie 17 min.

Srebrny dźwięk i most z mgły

Maja wyrusza w poszukiwaniu legendarnego Srebrnego Dźwięku, przemierzając zaczarowany las, most z mgły i Miasto Zegarów, i wraz z trzema nietypowymi towarzyszami uczy się, że siła tkwi we wspólnym brzmieniu oraz pokonywaniu własnych lęków.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Maja, 12 lat, z determinowanym i zachwyconym wyrazem twarzy, warkocz, niebieska wełniana kurtka, dłonie delikatnie na unoszącej się srebrnej harfie; Olek, ok. 12 lat, uważny i spokojny, rozczochrane brązowe włosy, zużyty plecak, trzymający błyszczącą metalową ostrze przy harfie po prawej stronie Mai; Brzozutek, mała istota z gałązek i liści, o żołędziowych oczach i figlarnym uśmiechu, dotykająca struny liściem po lewej stronie Mai na ziemi; Piórko, rudy wąsaty kot, jasne futro, półzamknięte zadowolone oczy, na piedestale przy harfie, ogon owinięty wokół struny; pomieszczenie to mroczna komora z gładkimi kamiennymi ścianami ozdobionymi kolorowymi „latarniami-dźwiękami” unoszącymi się jak świetliste nuty; harfa lśniąca, srebrne ażurowe zdobienia, przezroczyste struny emitujące srebrzystą poświatę, zawieszona nad ciemną kamienną posadzką; chwila magiczna — Maja wywołuje „Srebrny Dźwięk” dotykając harfy, towarzysze wspierają, miękkie światło i srebrne odbicia zalewają scenę, atmosfera zachwytu i wspólnego ciepła. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Dziewczynka i sen w butelce

Maja miała dwanaście lat i mieszkała na skraju miasteczka, tam gdzie latarnie kończyły swój żółty sznur, a zaczynał się las — ciemny jak atrament i pachnący żywicą. Nie miała rodzeństwa, a rówieśnicy byli jak stado wróbli: hałaśliwi, zawsze razem, i trudno było do nich dolecieć, kiedy samemu ma się cięższe skrzydła.

Maja często siadała na dachu szopy i patrzyła na niebo. Gwiazdy wydawały jej się oknami w odległych domach, gdzie ktoś może właśnie śmieje się przy herbacie. Ona nie miała w zwyczaju narzekać. Raczej zbierała marzenia, jak inni zbierają znaczki.

Największe marzenie Mai było proste i ogromne jednocześnie: chciała odnaleźć „Srebrny Dźwięk” — legendarną melodię, o której mówiła babcia. „Kto raz ją usłyszy, ten odnajdzie w sobie spokój, jakby ktoś wreszcie domknął drzwi, które od dawna skrzypią” — powtarzała. Babcia twierdziła, że Srebrny Dźwięk nie jest piosenką, tylko drogą.

Pewnego popołudnia Maja znalazła na strychu starą butelkę po lemoniadzie. W środku coś błysnęło: zwinięta kartka i maleńka łuska, lśniąca jak paznokieć księżyca. Na kartce, wyblakłym atramentem, ktoś napisał:

„Nie idź sama, choć jesteś samotna. Srebrny Dźwięk lubi chór.”

Maja prychnęła cicho.

— Chór? — mruknęła. — Ja nawet nie mam z kim fałszować.

Wtedy łuska poruszyła się, jakby oddychała. I w pokoju rozlało się ciche „ding”, jak kiedy dotyka się kryształu. Dźwięk nie brzmiał w uszach, tylko gdzieś pod żebrami.

Maja zsunęła się po drabinie, wcisnęła butelkę do plecaka, dorzuciła kompas, kawałek chleba i babciną chustkę. Zrobiła krok w stronę lasu. A las — jakby już na nią czekał — poruszył gałęziami i zaszeleścił:

„Wejdź.”

Rozdział 2: Most z mgły i trzech nieoczekiwanych towarzyszy

W lesie światło było zielone, jakby słońce przeszło przez liście i zapomniało, jak wygląda żółty. Maja szła ścieżką, która raz była wyraźna, a raz udawała, że jej nie ma. Kompas kręcił się jak zawstydzony bączek, ale łuska w butelce co jakiś czas dzwoniła, prowadząc ją miękkimi nutami.

Po godzinie marszu dotarła do polany, gdzie stał most. Nie z desek ani z kamienia — z mgły. Wyglądał jak szkic narysowany na powietrzu. Pod nim szemrała rzeka, czarna i szybka, a w jej nurcie wirowały białe listki piany jak kartki z niedokończonych opowieści.

Na początku mostu siedział kot. Wąsaty, rudy, z łapkami elegancko skrzyżowanymi.

— Hasło? — zapytał, jakby pilnował bramy pałacu.

— Ja… nie mam hasła — odparła Maja.

Kot zmrużył oczy.

— To fatalnie. Tu wszystko ma hasło. Nawet cisza.

Z krzaków wysunął się chłopak mniej więcej w jej wieku. Miał włosy w kolorze kasztanów i plecak tak wypchany, jakby nosił w nim pół biblioteki.

— On zawsze udaje strażnika — powiedział do Mai. — Wystarczy powiedzieć „proszę”.

— Proszę — powiedziała Maja, trochę zdziwiona, że to takie łatwe.

Kot westchnął teatralnie.

— No dobrze, skoro tak pięknie prosisz. Ale pamiętaj: most nie lubi samotnych kroków.

— Jestem Olek — przedstawił się chłopak. — Szukam Mapy, która sama się rysuje. A ty?

Maja zawahała się tylko chwilę.

— Szukam Srebrnego Dźwięku.

Z drugiej strony polany ktoś zahuczał:

— Srebrnego? O, to brzmi jak coś, co można zgubić, znaleźć i znowu zgubić! Idealnie!

Nad trawą kołysała się… mała istota zrobiona z patyków i liści. Miała oczy jak dwa żołędzie i śmiała się, aż drżały jej gałązki.

— Jestem Brzozutek — oznajmił. — Leśny zwiadowca, poeta i znawca kleszczy. Do usług!

Maja spojrzała na nich, potem na most z mgły. Nagle zrozumiała, że kartka z butelki nie kłamała. Samotność była jej zwyczajem, ale nie musiała być jej wyrokiem.

— Dobrze — powiedziała, poprawiając plecak. — To idziemy razem. Ale bez zgubienia mnie, jasne?

Kot przeciągnął się i wskoczył na przód.

— Nazywam się Piórko. I oczywiście, że cię nie zgubię. To ty spróbuj nie zgubić nas.

Weszli na most. Mgła pod stopami była sprężysta, jakby chodzili po chmurze, która wzięła się do pracy. Most zadrżał, ale wytrzymał, kiedy przeszli równo, krok w krok, jakby od dawna ćwiczyli wspólny rytm.

Rozdział 3: Miasto Zegarów, które zgubiło czas

Za mostem las rozsunął się jak zasłona i ukazało się miasto. Domy były wysokie i wąskie, z dachami jak kapelusze, a na każdym murze wisiały zegary: okrągłe, kwadratowe, w kształcie ryb, słońc i nawet jednego ziemniaka. Wszystkie tykały, ale każdy inaczej. Powietrze brzęczało od czasu, jakby ktoś wsypał do niego garść sprężyn.

Na placu stała fontanna, z której zamiast wody wypływały sekundniki. Spadały i znikały w kratce odpływu, a Maja miała wrażenie, że miasto płacze minutami.

— To Miasto Zegarów — szepnął Olek, wyciągając notes. — Czytałem o nim! Podobno kiedyś było najdokładniejsze na świecie, aż pewnego dnia… zgubiło czas.

— Jak można zgubić czas? — zapytał Brzozutek, drapiąc się patyczkiem po głowie. — Ja gubię liście, czasem godność, ale czas?

— Bardzo łatwo — odezwał się Piórko. — Wystarczy go ciągle ścigać.

Podszedł do nich staruszek w kamizelce obszytej wskazówkami.

— Podróżni! — zawołał. — Czy macie przy sobie jakąś… chwilę? Najlepiej spokojną.

— My mamy tylko drogę — odpowiedziała Maja.

Staruszek pokiwał głową, jakby to była cenna waluta.

— Dobrze, droga też może się przydać. Szukacie czegoś?

— Srebrnego Dźwięku — powiedziała Maja.

Staruszek aż przystanął.

— Ach. On przechodził tędy. Zostawił ślad, ale my nie umieliśmy go usłyszeć, bo każdy słuchał tylko własnego tykania. Jeśli chcecie iść dalej, musicie naprawić nasze Zegarowe Serce.

Zaprowadził ich do wieży na końcu ulicy. W środku, w ogromnej klatce z mosiądzu, wisiał mechanizm wielkości wozu. Zamiast serca miał pęknięty dzwon.

— To powinno bić równo — jęknął staruszek. — A pękło, bo każdy chciał być pierwszy.

Maja podeszła do dzwonu. Łuska w jej plecaku zadźwięczała cicho, jakby rozpoznawała krewniaka.

— Jak to naprawić? — spytała.

— Tylko wspólnym rytmem — odpowiedział staruszek. — Jeden nie da rady. Potrzeba kilku dłoni i jednego zamiaru.

Olek od razu wyciągnął z plecaka małą tubkę kleju i kawałek cienkiej blaszki.

— To nie jest zwykły klej — powiedział z dumą. — Nazywa się „Trzymaj-Się”. Działa tylko, jeśli ktoś naprawdę chce, żeby coś się trzymało.

Brzozutek przyniósł żywicę z pobliskiej sosny, pachnącą jak wakacje.

Piórko zeskoczył na dzwon, a jego ogon zatoczył krąg, jakby dyrygował.

— Raz, dwa, trzy… — zaczęła Maja i uderzyła delikatnie w dzwon, jak w drzwi. Olek przytrzymał blaszkę, Brzozutek nałożył żywicę, a Piórko… mruczał. Mruczenie było zaskakująco równe, jak metronom.

Dzwon drgnął. Pęknięcie zniknęło jak zmarszczka wygładzona uśmiechem. Mechanizm ruszył, a wszystkie zegary na mieście na chwilę zamilkły — i potem zaczęły tykać razem. Plac napełnił się spokojem, który miał smak ciepłego kakao.

Staruszek zdjął z szyi mały, srebrzysty kluczyk.

— To Klucz do Bramy Echa — powiedział, podając go Mai. — Tam, gdzie dźwięki nie giną. Srebrny Dźwięk lubi takie miejsca.

Maja poczuła, że w piersi robi jej się jaśniej. Nie dlatego, że dostała klucz, ale dlatego, że nie była w tym sama.

Rozdział 4: Pustynia Szeptów i burza w słoiku

Za Miastem Zegarów zaczynała się pustynia. Piasek nie był złoty, tylko szary, jak popiół po ognisku. A jednak unosiły się nad nim szeptane słowa, lekkie jak piórka. Gdy przechodzili, Maja słyszała urywki:

„Nie dasz rady…”

„Po co ci to…”

„Zawróć…”

— To Pustynia Szeptów — powiedział Olek, tym razem bez notatek. — Słowa, które ludzie w sobie chowają, wiatr tu wywiewa.

Brzozutek nadął policzki.

— Ja bym chętnie wywiał kilka własnych, ale nie teraz. Nie chcę, żeby ktoś je podniósł i zrobił z nich latawiec.

Szeptom towarzyszył cień. Nie jeden, ale wiele cieni, jakby każdy z nich miał własną wątpliwość. Cienie zaczęły zbliżać się do Mai, rozciągając palce z piasku.

— Maju — odezwał się Piórko, a jego głos zrobił się nagle poważny. — One próbują cię przekonać, że jesteś sama. A samotność, kiedy się jej uwierzy, robi się ciężka jak kamień.

Maja zacisnęła dłonie na paskach plecaka.

— Czasem… czuję się sama — przyznała, patrząc na wirujące drobinki. — Nawet kiedy stoję wśród ludzi. To jakby mój głos był w słoiku.

— To go odkręcimy — powiedział Olek.

— Tylko ostrożnie — dodał Brzozutek. — Burze też siedzą w słoikach.

Wtedy z piasku wynurzył się ogromny dzban — tak wielki, że mógłby pomieścić małą łódź. Na jego korku widniał napis: „STRACH. NIE OTWIERAĆ.”

— To chyba metafora — mruknął Brzozutek. — Ale bardzo konkretna.

Szepty zaczęły krzyczeć. Cienie chwyciły za korek, próbując go wyrwać.

— Jak go utrzymać? — zawołała Maja.

Olek rzucił się do dzbana i przycisnął korek obiema rękami.

— Sam nie dam rady! — sapnął.

Brzozutek przybiegł i owinął korek winoroślą, śmiejąc się nerwowo.

— Węzły to też poezja!

Piórko wskoczył na dzban i wbił pazury w glinę.

— Maju! Ty też!

Maja położyła dłonie na korku. Poczuła pod palcami drżenie — jak serce, które bije za szybko. W jej głowie też coś drżało: „Nie dasz rady”.

Wtedy przypomniała sobie most z mgły. Że przeszedł, bo szli razem.

— Nie jestem sama — powiedziała głośno, do szeptów i do siebie. — I nie muszę być pierwsza. Wystarczy, że będę obecna.

Łuska w plecaku zadźwięczała. Dźwięk był cienki, ale uparty. Jak nitka, która zszywa rozdarte miejsce.

Wspólnym ciężarem docisnęli korek. Cienie zaczęły się kruszyć, jakby ktoś polał je światłem. Szepty uciekły w piasek. Dzban uspokoił się i stał nieruchomo, jak zwykły dzban — choć nadal z ostrzeżeniem.

Odeszli, zmęczeni, ale jakby lżejsi. Maja zauważyła, że jej krok jest pewniejszy. W pustyni nie ucichły wszystkie szepty, ale te najgłośniejsze nie brzmiały już jak rozkaz. Raczej jak natrętna mucha, którą można odgonić.

Rozdział 5: Brama Echa i próba odwagi zbiorowej

Wieczorem dotarli do skalnej ściany, w której tkwiła Brama Echa. Była wysoka, gładka i czarna jak tafla jeziora w nocy. Nie miała klamki ani zamka — tylko wgłębienie w kształcie ucha.

Maja wyjęła srebrny kluczyk. Wsunęła go w szczelinę, której wcześniej nie widziała. Zamek kliknął, ale brama nie drgnęła.

— Co jest? — zirytował się Brzozutek. — Może trzeba pociągnąć? Albo poprosić?

Piórko powąchał bramę.

— Ta brama nie otwiera się na metal. Ona otwiera się na… głos.

Na skale pojawiły się słowa, jakby ktoś je wydrapał światłem:

„Wejdą ci, którzy potrafią brzmieć razem.”

— To jak chór z kartki — szepnęła Maja.

— Tylko że ja nie umiem śpiewać — powiedział Olek i skrzywił się tak, jakby właśnie połknął cytrynę.

— Ja też nie — dodała Maja. — Śpiewam jak czajnik, gdy się obrazi.

Brzozutek podniósł rękę.

— Ja umiem… liściem szeleścić.

Piórko prychnął.

— Ja umiem mruczeć. A to jest niedoceniana sztuka.

Maja popatrzyła na nich i nagle zrobiło jej się śmiesznie. Pustynia Szeptów chciała, żeby myślała o sobie jak o samotnej wyspie. A tu proszę: miała załogę — dziwną, ale prawdziwą.

— Dobra — powiedziała. — Nie musimy być idealni. Mamy być razem. Zróbmy dźwięk, który jest nasz.

Ustawili się przed bramą. Olek wystukał rytm na sprzączce plecaka: tuk-tuk, tuk. Brzozutek zaszeleścił liśćmi jak deszcz na parapecie. Piórko zaczął mruczeć nisko, jak bęben ukryty pod ziemią. Maja zamknęła oczy i dołożyła swój głos — nie śpiew, raczej prostą melodię, jaką nuci się, gdy idzie się w ciemności i chce się dodać sobie odwagi.

Na początku brzmiało to jak przypadkowa orkiestra na szkolnym korytarzu. Potem jednak dźwięki zaczęły się splatać. Rytm Olka przestał pędzić, liście Brzozutka przestały się spieszyć, mruczenie Piórka stało się mostem, a głos Mai — nicią, która wszystko wiązała.

Brama zadrżała. Z czarnej tafli wyłoniły się kręgi, jak na wodzie po kropli. I nagle, z cichym westchnieniem, brama rozsunęła się, wpuszczając ich do środka.

Weszli do korytarza, gdzie na ścianach wisiały dźwięki jak lampiony: śmiech, płacz, okrzyk radości, szept „kocham cię”, tupot butów, trzask gałęzi. Każdy dźwięk miał kolor. Maja aż przystanęła, oszołomiona.

— To… piękne — powiedziała.

— I trochę przerażające — dodał Olek. — Jakby świat miał pamięć w stereo.

Na końcu korytarza widniała komnata, a w niej — srebrna harfa. Nie stała na podłodze, tylko unosiła się tuż nad nią, jakby podtrzymywała ją własna melodia.

Rozdział 6: Srebrny Dźwięk i spokój, który nie milczy

Harfa była zrobiona z czegoś, co wyglądało jak światło splecione w metal. Struny miały barwę porannej mgły. A obok harfy leżała druga łuska — większa, jak mały medalion.

Maja podeszła ostrożnie. W głowie miała milion pytań, ale w sercu panowała cisza, nie ta pusta, tylko gotowa — jak kartka, która czeka na pierwsze zdanie.

— To pewnie ona — szepnął Olek. — Srebrny Dźwięk.

— Tylko… jak go usłyszeć? — zapytała Maja. — Czy mam zagrać? Przecież nie umiem.

Piórko usiadł obok harfy, jak przy kominku.

— Nie chodzi o umiejętność. Chodzi o odwagę, żeby dotknąć i nie udawać, że cię to nie rusza.

Brzozutek zbliżył się i położył patyczkową dłoń na ramieniu Mai.

— I o to, żebyś pamiętała, że jesteśmy tu. Razem.

Maja wzięła głęboki oddech. Wyjęła z plecaka butelkę i wysypała na dłoń maleńką łuskę. Błysnęła, jakby mrugnęła do większej.

— Może to brakujący kawałek — domyślił się Olek.

Maja położyła małą łuskę obok harfy. Obie łuski zadrżały i połączyły się, jak dwa fragmenty tego samego księżyca. Z ich połączenia wypłynęła nitka srebra i owinęła się wokół jednej ze strun.

— Teraz — powiedział cicho Piórko.

Maja dotknęła struny.

Dźwięk, który się pojawił, nie był głośny. Był jak światło, które słychać. Jakby ktoś otworzył okno w środku człowieka i wpuścił świeże powietrze. Maja poczuła nagle wszystkie swoje kroki: samotne na początku, potem wspólne na moście, ciężkie na pustyni i odważne przy bramie. Zobaczyła, że jej samotność nie była wadą, tylko pustą dłonią, która w końcu nauczyła się przyjmować inne dłonie.

Srebrny Dźwięk rozlał się po komnacie, a lampiony-dźwięki na ścianach uspokoiły się, jakby ktoś pogłaskał je po głowie. Olek przymknął oczy, Brzozutek przestał się wiercić, Piórko mruczał cicho, ale tym razem mruczenie było częścią melodii.

Maja zagrała jeszcze raz. I jeszcze. Nie po to, żeby być najlepsza. Po to, żeby być prawdziwa.

W pewnej chwili harfa sama zamilkła, jakby powiedziała: „Wystarczy.” A w Mai została cisza — ciepła, pewna, niepusta. Spokój, który nie milczy, tylko oddycha.

— I co teraz? — zapytał Olek, jakby bał się, że jeśli odezwie się za głośno, spłoszy to uczucie.

Maja uśmiechnęła się.

— Teraz wracamy. I pamiętamy, że odwaga to nie jest samotny skok z klifu. To jest wspólne trzymanie korka, kiedy strach chce się wylać.

Brama Echa wypuściła ich na świt. Świat wyglądał tak samo, a jednak inaczej, jakby ktoś podkręcił w nim ostrość. Kiedy doszli do granicy lasu, Brzozutek zatrzymał się.

— Ja nie idę dalej — powiedział. — Las mnie potrzebuje. Poza tym… ktoś musi pilnować, żeby metafory nie wchodziły ludziom do kieszeni bez pytania.

Olek zaśmiał się.

— Będę pisał o tym w notesie.

Piórko przeciągnął się.

— A ja? Ja idę tam, gdzie są ludzie, którzy myślą, że koty nic nie rozumieją.

Maja wróciła do domu z plecakiem lżejszym o butelkę, ale cięższym o coś ważnego: pewność, że może prosić, współdziałać i nie musi wszystkiego dźwigać sama.

Wieczorem usiadła na dachu szopy. Gwiazdy znów były oknami. Tym razem jednak Maja nie czuła, że stoi pod nimi sama. W środku, cicho jak srebrna nitka, brzmiał Srebrny Dźwięk — nie jako melodia z daleka, lecz jako przypomnienie:

Największa odwaga rośnie w drużynie, a najprawdziwszy spokój przychodzi wtedy, gdy przestajesz udowadniać, że niczego nie potrzebujesz.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Atrament
Czarne albo ciemne tusz używany do pisania na papierze.
żywica
Gęsta, lepka substancja z drzew, używana do klejenia lub ochrony drewna.
łuska
Mały, cienki kawałek, podobny do skórki lub płatka, błyszczący.
Metronom
Przyrząd, który daje stały rytm, pomaga utrzymać tempo muzyki.
Mechanizm
Zestaw połączonych części, które razem robią jakąś pracę.
Mosiądzu
Metal o żółtym kolorze, podobny do złota, używany w ozdobach i narzędziach.
Pęknięty
Coś z rozdarciem lub szczeliną, co działa gorzej niż wcześniej.
Trzymaj-Się
Nazwa specjalnego kleju w opowieści, który naprawdę trzyma elementy razem.
Komnata
Duże, często ozdobne pomieszczenie w zamku lub dużym domu.
Nitka
Bardzo cienki pasek materiału lub metalu, łączący lub przeszywający rzeczy.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Bajki przygodowe dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.