Trwa ładowanie...
Opowieść o ekologii 11-12 lat Czytanie 15 min.

Tajemnica szumiących trzcin: małe gesty, wielka ochrona

Troje przyjaciół odwiedza chronione mokradła, spotyka strażniczkę, uczy się, jak dbać o przyrodę, i tworzy plakat zachęcający do prostych, codziennych gestów na rzecz środowiska.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są cztery postacie: chłopiec ok. 11 lat, krótkie brązowe włosy, jasnoniebieski T-shirt, trzyma mały notes i długopis, stoi po lewej, skupiony na scenie; chłopiec ok. 11 lat, rozczochrane blond włosy, zielony T-shirt, lornetka na szyi, na środkowym-lewym, wskazuje delikatnie na trzcinę; chłopiec ok. 11 lat, kasztanowe włosy, szara bluza, trzyma metalowy kanister i pojemnik wielokrotnego użytku, po prawej, uśmiechnięty; kobieta ok. 40 lat, kurtka khaki i czapka, identyfikator, trzyma szczypce do śmieci i mały worek, przy tablicy informacyjnej, w pozie dydaktycznej, uśmiechnięta lecz skupiona. Miejsce: wąska drewniana kładka między wysokimi, cienkimi trzcinami nad ciemną wodą z kręgami glonów, wilgotna trawa, kilka grzybieni i niebiesko-zielone refleksy, w tle pnie drzew i duża drewniana tablica z tekstem i piktogramami, miękkie popołudniowe światło. Sytuacja: trzej chłopcy słuchają strażniczki terenu, która pokazuje trzcinę i tłumaczy, scena spokojna i dydaktyczna, kobieta zbiera drobne śmieci (prawie pusty worek); kompozycja przypomina papierowe wycinanki z prostymi kształtami, płaskimi kolorami, papierową fakturą, łagodnymi cieniami i ciepłą, pełną szacunku dla przyrody atmosferą. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Plakat, który miał mówić za nich

Trzech jedenastolatków siedziało na dywanie u Kuby, między tornistrami a pudełkiem kredek. Za oknem powoli gasło popołudnie, a w kuchni pachniało herbatą z malinami.

— Potrzebujemy hasła — mruknął Kuba, skubiąc róg kartki. — Takiego, co nie brzmi jak nudna lekcja.

„Ratuj Ziemię!” jest oklepane — stwierdził Olek i skrzywił się tak, jakby ugryzł cytrynę.

Bartek, najspokojniejszy z nich, podniósł głowę znad zeszytu. Miał w sobie tę miękką cierpliwość, dzięki której w klasie potrafił dogadać się z każdym, nawet z Tymkiem, który zawsze się spóźniał i mówił za głośno.

— A może coś prostszego? — zaproponował. — Coś, co da się zrobić jutro, a nie „kiedyś”.

Kuba westchnął.

— Pani od przyrody chce, żebyśmy przygotowali plakat o ekologii. I żeby to było… realistyczne. Nie rakiety na Marsa, tylko nasze podwórko.

Olek uderzył palcem w stół, jakby właśnie wpadł na pomysł.

— To zróbmy plakat o mokradłach! Wiesz, tych… jak to się nazywa… bagna, trzcinowiska. Wczoraj widziałem film, że to są „płuca” i zatrzymują wodę.

— Tylko skąd my weźmiemy mokradła? — Kuba parsknął śmiechem. — Z kałuży pod blokiem?

Bartek się uśmiechnął.

— W sobotę tata mówił o chronionej strefie mokradeł za miastem. „Dolina Szumiących Trzcin”. Jest ścieżka i tablice. Podobno można spotkać strażników.

Olek wyprostował się, jakby dostał niewidzialny medal.

— To tam! Zrobimy zdjęcia, zbierzemy pomysły na proste gesty. A na plakacie dodamy: „Dziękujmy tym, którzy chronią przyrodę”.

Kuba przestał skubać kartkę. W jego oczach zapaliła się ciekawość.

— Dobra. Tylko bez wielkiej akcji jak w filmie. Idziemy, uczymy się, wracamy. I robimy plakat, który nie będzie straszył, tylko zachęcał.

Bartek przytaknął.

— Sobota. Plecaki, woda w bidonach, kanapki bez folii, w pudełkach. Sobri… jak to mówi moja mama… radość z prostych rzeczy.

Olek mrugnął.

— Sobri-what?

— Sobriety joy… — Kuba próbował powtórzyć i wybuchnął śmiechem. — Dobra, po polsku: skromnie, ale fajnie.

I w tej chwili ich plakat jeszcze nie istniał, ale już zaczynał się w nich układać jak mapa: od domu, przez ścieżkę wśród trzcin, aż do małych gestów, które naprawdę można zrobić.

Rozdział 2: Wyprawa z bidonem i pudełkiem po lodach

W sobotę rano powietrze było świeże i trochę wilgotne, jakby ktoś wypłukał niebo. Chłopcy spotkali się na przystanku: Kuba z aparatem w telefonie i notesem, Olek z lornetką po dziadku, Bartek z plecakiem, w którym brzęczały metalowe sztućce.

— Po co ci widelec? — zdziwił się Kuba.

— Żeby nie brać jednorazowych — odpowiedział Bartek, jakby to było oczywiste. — I mam pudełko po lodach. Umyte. Na kanapki.

Olek spojrzał na niego z uznaniem.

— Ty to masz patenty.

Autobus wypluł ich na skraju lasu. Dalej prowadziła drewniana kładka, a obok stała tablica: „Obszar chroniony. Prosimy nie schodzić ze ścieżki. Tu mieszkają rośliny i zwierzęta, które łatwo spłoszyć”.

— Jakby to było czyjeś mieszkanie — powiedział cicho Kuba.

— Bo jest — odparł Bartek. — Tylko bez drzwi.

Ruszyli. Pod stopami deski lekko sprężynowały, a wokół rosły trzciny wysokie jak oni. Szelest liści brzmiał jak szept. Woda między kępami traw połyskiwała, czasem mignęła w niej czarna kreska — może kijanka, może coś większego.

— Patrzcie! — Olek przyłożył lornetkę do oczu. — Czajka? A może… nie, to chyba łyska. Ta z białym czołem!

Kuba podniósł telefon, ale zamiast robić zdjęcie od razu, zatrzymał się.

— Ej, nie podchodźmy za blisko. Tablica mówi, że to łatwo spłoszyć.

Olek opuścił lornetkę i wzruszył ramionami, ale bez złośliwości.

— Dobra. Masz rację. Niech ma spokój.

Bartek uśmiechnął się do Kuby.

— Fajnie, że myślisz też o tym, co czuje ktoś inny. Nawet jak to „ktoś” ma pióra.

Kuba poczuł ciepło w policzkach. Lubił, kiedy ktoś mówił do niego w taki spokojny sposób, bez docinek. Tolerancja — to słowo brzmiało poważnie, ale w praktyce oznaczało: „zostaw miejsce dla innych”.

Po chwili usłyszeli chlupot i krótkie „plask!”. Coś wskoczyło do wody.

— Żaba! — szepnął Olek, jakby byli w muzeum.

Dalej tablice opowiadały o mokradłach: że magazynują wodę, filtrują ją, są domem dla ptaków i owadów. Że nie są „brudnym bagnem”, tylko delikatnym światem, który działa jak gąbka.

— Czyli jak mokra gąbka w kuchni — podsumował Kuba. — Tylko lepsza, bo nie śmierdzi.

— Moja gąbka nie śmierdzi — obruszył się Bartek.

— Bo pewnie ją wymieniasz — Olek zachichotał. — Ekologicznie.

Wszyscy roześmiali się cicho, żeby nie zrobić hałasu. Śmiech rozlał się między trzcinami jak miękka fala.

Rozdział 3: Strażniczka trzcin i lekcja wdzięczności

Na zakręcie kładki spotkali kobietę w zielonej kurtce. Miała czapkę z daszkiem i przypiętą plakietkę. W ręku trzymała mały worek na śmieci i chwytak.

— Dzień dobry — powiedziała. — Spacerujecie?

— Tak — odpowiedział Bartek pierwszy. — Robimy plakat do szkoły o ekologii.

Kobieta uśmiechnęła się tak, jakby to było coś ważnego.

— Super. Jestem pani Anka, strażniczka tego obszaru. Pilnuję, żeby ludzie nie schodzili ze ścieżek i nie zostawiali śmieci. Czasem też tłumaczę, dlaczego to miejsce jest wyjątkowe.

Olek od razu wypalił:

— A naprawdę tu ktoś śmieci? Przecież to… no, ładne.

Pani Anka wzruszyła ramionami.

— Czasem ktoś zostawi butelkę, papier po batonie. Nie zawsze ze złości. Czasem z roztargnienia. A natura nie ma rąk, żeby posprzątać.

Kuba popatrzył na worek w jej dłoni. Był prawie pusty, ale sam fakt, że ktoś chodzi tu i zbiera cudze śmieci, zrobił na nim wrażenie.

— To… dziękujemy — powiedział nagle. Trochę się speszył, bo zabrzmiało to poważnie. — Że pani tu pilnuje.

Pani Anka uniosła brwi, jakby miłe słowo było dla niej drobnym prezentem.

— Dziękuję. Rzadko ktoś o tym pamięta.

Bartek skinął głową.

— My chcemy o tym napisać na plakacie. Żeby ludzie wiedzieli, że są osoby, które chronią przyrodę. I żeby im dziękować.

— Możecie też dziękować prostymi gestami — dodała. — Na przykład: nie hałasować, nie karmić ptaków chlebem, zabierać śmieci, korzystać z bidonów. I nie zrywać roślin. Nawet jeśli wyglądają jak „tylko trawa”.

Olek przełknął ślinę.

— A jak ktoś nie wie? To znaczy… ja kiedyś chciałem zerwać trzciny, bo wyglądały jak miecze.

Pani Anka nie zganiła go, tylko przyklękła, by być na ich wysokości.

— Ważne, że teraz już wiesz. W przyrodzie najfajniejsze jest to, że można się uczyć całe życie. Bez wstydu.

Kuba poczuł ulgę. Lubił takie podejście: bez wyśmiewania, bez „jak mogłeś”. Tylko: „ok, idziemy dalej”.

— Czy możemy zrobić pani zdjęcie? — zapytał Bartek. — Do plakatu? Tylko jeśli pani chce.

Pani Anka roześmiała się cicho.

— Może na koniec, przy tablicy informacyjnej. Ale najpierw pokażę wam coś. Tylko spokojnie.

Poprowadziła ich kawałek dalej, gdzie woda była ciemniejsza, a trzciny gęstsze.

— Widzicie te małe bąbelki? — wskazała. — To gazy z dna. Tu pracuje cały „podziemny” świat: bakterie, rośliny, korzenie. Mokradło oczyszcza wodę, zanim popłynie dalej.

Olek zrobił wielkie oczy.

— Czyli to takie… naturalne oczyszczalnie?

— Dokładnie — przytaknęła. — I dlatego warto je chronić.

Chłopcy stali przez chwilę w ciszy. Słyszeli ptaki, brzęczenie owadów i własny oddech. To było jak tajemnica, ale zupełnie prawdziwa.

Rozdział 4: Małe gesty, które nie bolą

Na ławce przy końcu ścieżki usiedli, żeby zjeść kanapki. Wiatr pachniał wodą i miętą, jakby gdzieś w pobliżu rosło zioło.

Kuba wyjął kanapkę zawiniętą w materiałową serwetkę.

— Mama mówi, że folia jest wygodna, ale serwetka też. Tylko trzeba pamiętać, żeby ją wyprać.

Bartek podał chłopakom metalowe sztućce, choć kanapki ich nie potrzebowały.

— To bardziej symbol — powiedział z uśmiechem. — Ale jak będziemy jeść sałatkę w szkole, to się przyda.

Olek otworzył swój plecak i wyciągnął batonika. Przez chwilę patrzył na błyszczący papierek, jakby prowadził z nim negocjacje.

— Dobra, nie zgubię. — Wsunął papierek do kieszeni. — Kiedyś mi wypadł i dopiero potem zobaczyłem, że wiatr go pcha. A ja biegłem za nim jak za uciekającym wężem.

Kuba prychnął.

— Ekologiczny wąż.

— Wąż z czekolady — dodał Bartek.

Zjedli w spokoju, popijając wodą z bidonów. Potem Kuba wyjął notes.

— Zapiszmy konkretne rzeczy na plakat. Takie, które da się zrobić.

Bartek dyktował, a Kuba notował, skreślając i poprawiając:

1) „Bierz bidon i pudełko wielorazowe.”

2) „Nie śmieć — nawet mały papierek to problem.”

3) „Nie hałasuj w miejscach, gdzie mieszkają zwierzęta.”

4) „Nie karm dzikich ptaków chlebem.”

5) „Nie zrywaj roślin — podziwiaj, nie zabieraj.”

6) „Podziękuj osobom, które chronią przyrodę.”

Olek dorzucił:

— I jeszcze: „Napraw zamiast wyrzucać”. Mój tata skleił mi bidon, bo tylko korek pękł.

— To pasuje do tej… radosnej skromności — Bartek szukał słowa. — Do tego, że nie trzeba mieć miliona nowych rzeczy, żeby było fajnie.

Kuba podniósł wzrok znad notesu.

— W sumie… to jest miłe. Jak człowiek ma mniej gratów, to szybciej znajduje skarpetki.

— To jest argument, który przekona nawet moją babcię — zaśmiał się Olek.

W tym momencie obok ławki przeszła rodzina z małą dziewczynką. Dziewczynka zaczęła biec w stronę trzcin.

— Ola, nie schodź! — zawołała mama.

Bartek wstał i spokojnie, bez pouczania, wskazał tabliczkę.

— Tam jest ścieżka, będzie bezpieczniej — powiedział łagodnie.

Mama uśmiechnęła się wdzięcznie.

— Dziękuję.

Kuba mrugnął do chłopaków.

— Widzicie? Da się pomóc, nie będąc policjantem.

Olek szepnął:

— Bartek, ty masz tryb „dyplomata”.

— A ty masz tryb „lornetka” — odszepnął Bartek.

Kuba miał tryb „notatnik”. I nagle czuł, że te trzy tryby naprawdę mogą zadziałać razem.

Rozdział 5: Plakat rośnie jak trzcina

W poniedziałek po lekcjach spotkali się w szkolnej bibliotece. Pani bibliotekarka pozwoliła im rozłożyć materiały na dużym stole, pod warunkiem że nie użyją brokatu.

— Brokat potem znajduje się w książkach — powiedziała surowo. — A książki nie lubią brokatu.

— Ziemia też nie — mruknął Olek, a Kuba prawie parsknął.

Wyjęli karton. Bartek rozłożył zdjęcia wydrukowane w małym formacie: trzciny, kładka, tablica „Obszar chroniony”, i jedno, na którym pani Anka stała z chwytakiem, uśmiechnięta, ale skupiona.

— To zdjęcie jest najlepsze — powiedział Kuba. — Widać, że to prawdziwa robota, nie pozowanie.

Bartek popatrzył na fotografię z lekkim szacunkiem.

— Musimy napisać: „Dziękujemy, pani Anko”.

Olek dodał:

— I „Dziękujemy wszystkim, którzy sprzątają, pilnują i tłumaczą”. Jak strażnicy, leśnicy, wolontariusze.

Kuba zaczął rysować u dołu plakatową „mapę prostych gestów”: mały bidon jak rakieta, pudełko po lodach jak skarb, znak ciszy obok ptaka, i strzałkę do kosza.

— Nie przesadzaj z rakietą — zaśmiał się Bartek. — Miałeś nie robić Marsa.

— To tylko bidon-astronauta — bronił się Kuba. — Leci do szkoły.

Olek dopisał hasło dużymi literami: „MOKRADŁA TO NIE BŁOTO — TO DOM I FILTR”.

— Brzmi trochę jak rap — ocenił Kuba.

— To dobrze. Ludzie zapamiętają — odparł Olek, dumny jak autor hitu.

Bartek pilnował, żeby tekst był czytelny i konkretny.

— Żadnych straszaków — przypomniał. — Zamiast „jeśli nie zrobisz, będzie katastrofa” napiszmy „jeśli zrobisz, pomożesz”.

Kuba zamyślił się i napisał na środku:

„Małe gesty. Wielki spokój dla przyrody.”

Olek przechylił głowę.

— Ładne. Trochę jak przed snem.

— O to chodzi — powiedział Bartek cicho. — Żeby człowiek zasypiał z myślą: „mogę coś dobrego zrobić jutro”.

Kiedy skończyli, plakat wyglądał jak okno do trzcin: zielone pasy, niebieska woda, proste ikonki i zdjęcie pani Anki. Nie był krzykliwy. Był prawdziwy.

Rozdział 6: Zdjęcie przed plakatem

W piątek pani od przyrody ustawiła plakaty na korytarzu. Jedne miały rysunki wielkich fabryk, inne kolorowe globusy. Plakat chłopaków wyróżniał się spokojem: jakby ktoś przyniósł kawałek mokradła do szkoły, ale bez wody na podłodze.

— Wasz jest… taki konkretny — powiedziała nauczycielka, czytając punkty. — I bardzo podoba mi się wdzięczność. Rzadko o niej pamiętamy.

Kuba poczuł lekkie ukłucie dumy, ale też coś miękkiego w środku — jak ciepły koc.

— To dzięki pani strażniczce — powiedział. — Pokazała nam, że ochrona przyrody to nie tylko hasła.

Po lekcjach chłopcy stanęli przed swoim plakatem. Bartek ustawił telefon na półce z gazetkami, opierając go o piórnik.

— Gotowi? — zapytał.

Olek zrobił poważną minę, jak do legitymacji, ale Kuba szturchnął go w ramię.

— Ej, uśmiech. To ma być nadzieja, nie policyjne zdjęcie.

Olek rozciągnął usta w szeroki uśmiech.

— Nadzieja aktywowana.

Bartek nacisnął przycisk. Migawka kliknęła cicho.

Na zdjęciu byli we trzech: Kuba z notesem w ręku, Olek z lornetką przewieszoną przez szyję, Bartek z bidonem. Za nimi plakat, a na nim słowa o małych gestach i podziękowanie dla tych, którzy chronią naturę.

Kuba spojrzał na ekran.

— Wyglądamy jak drużyna od… spokoju.

— Od mądrego spokoju — poprawił Bartek.

Olek kiwnął głową.

— I od mokradeł.

Zebrali się do wyjścia. Na korytarzu ktoś czytał ich plakat na głos, ktoś inny wskazywał ikonki. A chłopcy szli powoli, bez pośpiechu, jakby każdy krok był prostym gestem: nie za wielkim, nie za małym — w sam raz.

Kuba zatrzymał się jeszcze na chwilę i spojrzał na plakat raz ostatni.

— Wiecie co? — powiedział cicho. — Następnym razem, jak zobaczę kogoś sprzątającego park, to mu podziękuję. Nie tylko w myślach.

Bartek przytaknął.

— A ja wezmę dodatkowy worek na śmieci na spacer. Taki mały, do kieszeni.

Olek uśmiechnął się, poprawiając lornetkę.

— A ja… nie będę gonił „ekologicznych węży”. Po prostu będę pilnował papierków.

Wyszli ze szkoły w chłodne, czyste popołudnie. Nad drzewami przesuwały się jasne chmury, a w ich głowach szumiały trzciny. Jak kołysanka, która mówiła prosto: można żyć skromniej, a radośniej — i zostawić po sobie trochę więcej porządku niż hałasu.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Mokradła
Tereny zabagnione z wodą i roślinami, ważne dla zwierząt i oczyszczania wody.
Trzcinowiska
Miejsca porośnięte trzcinami, gdzie żyją ptaki i owady.
Obszar chroniony
Miejsce pod ochroną, gdzie trzeba dbać o przyrodę i nie niszczyć.
Strażniczka
Osoba, która pilnuje terenu chronionego i sprząta śmieci.
Oczyszczalnie
Miejsca lub procesy, które oczyszczają wodę z zanieczyszczeń.
Filtrują
Przepuszczać coś przez warstwę, żeby oczyścić lub zatrzymać brud.
Roztargnienia
Stan, gdy ktoś zapomina lub nie zwraca uwagi na rzeczy.
Kładka
Wąska drewniana droga nad wodą lub bagnem, po której się chodzi.
Kijanka
Młoda żaba, która mieszka w wodzie zanim stanie się żabą dorosłą.
Czajka
Ptak wodny o długich nogach i charakterystycznym głosie.
łyska
Ptak wodny, czarny z białą plamą na czole, pływa po stawach.
Bidon
Butelka na napój wielokrotnego użytku, którą można zabrać ze sobą.
Wolontariusze
Ludzie, którzy pomagają za darmo, np. sprzątają przyrodę.
Magazynują
Przechowywać coś na później, na przykład wodę w mokradle.
Ikonki
Małe proste obrazki, które pokazują znaczenie bez słów.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

przyjaźń współpraca szkoła misja tolerancja

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o ekologii dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.