Rozdział 1: Pomysł wśród chmur
Zosia siedziała na parapecie swojego pokoju, patrząc przez okno na podwórko pełne zieleni. Dookoła rozgrały się promienie słońca i śmiech dzieci niósł się aż pod same chmury. Dziewczynka westchnęła cicho. Od rana nie mogła przestać myśleć o jednym – jak bardzo chciałaby być przygotowana na każdą przygodę!
– Gdyby tak mieć idealną trzoskę! – mruknęła. – Taką, która pomieści wszystko, co może się przydać prawdziwej odkrywczyni...
W tej samej chwili jej młodszy brat Staś zajrzał przez drzwi.
– Zosiu, idziesz na podwórko? – spytał z nadzieją.
– Za chwilę! – odpowiedziała z uśmiechem. – Najpierw muszę coś przygotować. Coś bardzo ważnego.
Staś przyglądał się jej z zaciekawieniem, ale Zosia już planowała, co powinna znaleźć się w jej wyjątkowej trzosce. Ołówek? Kompas? Plaster? Czekoladowe ciasteczko? Jej myśli pędziły szybciej niż hulajnoga sąsiada.
Rozdział 2: Polowanie na skarby
Kiedy wybiła dziesiąta, Zosia postanowiła działać. Ubierając wygodne spodnie i sportowe buty, wybiegła z domu, niosąc pusty worek na zakupy mamy. Pierwsza misja – polowanie na rzeczy niezbędne.
Na podwórku czekał już Staś, z szerokim uśmiechem i czapką na bakier.
– Co właściwie robimy? – pytał.
– Szukamy skarbów! – szepnęła z błyskiem w oku. – Tylko nie takich, co błyszczą, ale takich, co mogą pomóc w każdej przygodzie.
Brat pokiwał głową. Ruszyli razem, szperając pod ławkami, podchodząc do starej komórki na narzędzia i zaglądając do skrzynki na listy.
Zosia znalazła małe lusterko połamane na pół, trochę kolorowych gumek recepturek i opakowanie po batoniku (puste, niestety). Staś wygrzebał sprężynkę i kawałek sznurka. Razem zanieśli swoje trofea do kuchennego stołu.
Mama, widząc ich zdobycz, zachichotała.
– Może jeszcze coś się przyda z szuflady na różności? – podpowiedziała.
Tam dzieciaki znalazły stary gwizdek i rolkę taśmy klejącej. Być może niektóre rzeczy wyglądały dziwnie, ale przecież każdy odkrywca wie, że najważniejsze to umieć wykorzystać to, co się ma!
Rozdział 3: Planowanie wyprawy
Zosia starannie ułożyła wszystkie skarby na łóżku. Przyglądała się im z poważną miną, a Staś pomagał, dodając własne pomysły.
– Plasterek, gdyby ktoś się przewrócił – powiedziała, sięgając po apteczkę.
– Muszelka na szczęście! – dodał Staś i podał jej malutką muszelkę, którą od kilku dni trzymał w kieszeni.
Zosia zapisała na karteczce: „Plaster – na otarcia. Gumka – do robienia procy. Gwizdek – gdyby się zgubić. Lusterko – by dać znak z daleka. Taśma – do napraw. Sznuerek – do wszystkiego!”
Brakowało tylko jednego – wody! Przecież każda wyprawa wymaga, by mieć czym ugasić pragnienie. Dziewczynka nalała do butelki świeżej wody z kranu i ostrożnie włożyła ją do woreczka. Przygotowania były prawie zakończone.
– Czy to już trzoska idealnej odkrywczyni? – zapytał Staś z powagą.
– Prawie! – zaśmiała się Zosia. – Teraz musimy ją przetestować.
Rozdział 4: Próba odwagi w ogrodzie
Podwórko wyglądało zwyczajnie, ale w głowie Zosi przemieniało się w dżunglę pełną tajemniczych przejść. Wielki krzak bzu stał się groźnym lasem, a stara huśtawka zawieszona na lipie – mostem nad przepaścią.
Zosia i Staś ruszyli na wyprawę. Po drodze Staś potknął się o korzeń i lekko zadrapał kolano. Zosia wyjęła plasterek i przykleiła bratu na ranę.
– Gotowe, odkrywco! Teraz możemy iść dalej! – powiedziała z dumą.
Stanęli pod rozłożystym bzem. Musieli przejść pod nisko zwisającymi gałęziami, tak by nie zrzucić ukrytych wśród liści ptasich piórek. Gdy zawiał wiatr, Staś o mało nie stracił czapki. Na szczęście Zosia użyła sznurka i przewiązała mu ją pod brodą.
Po chwili natknęli się na pajęczynę rozpiętą między dwiema gałęziami. Stasiek zadrżał, ale Zosia wydobyła lusterko i ostrożnie odbiła w nim promień słońca. Pajęczyna zadrgała, a pajączek szybko uciekł.
– Uratowałaś mnie! – westchnął Staś.
– Każdy odkrywca wie, kiedy użyć sprytu, a kiedy odwagi – odparła Zosia, a jej oczy lśniły jak dwa iskierki.
Rozdział 5: Tajemniczy znak i nagroda
W samym środku podwórka dzieci zauważyły coś niezwykłego. Na ziemi, pod starym wiaderkiem, leżał mały, niebieski kamyk – taki, jakiego nigdy wcześniej nie widziały. Zosia przyjrzała się mu z ciekawością.
– Myślisz, że to magiczny kamień? – zapytał Staś.
– Spróbujmy! – odpowiedziała, rozwijając taśmę klejącą i przyczepiając kamyk do uchwytu trzoski.
Nagle zza płotu dobiegł dźwięk – to Kicia, sąsiedzka kotka, zaklinowała się w krzakach. Zosia bez wahania wyjęła gumkę recepturkę i z jej pomocą oraz patykiem zrobiła mały procę. Wystrzeliła w górę kawałek papierka – kotka przestraszyła się i zeskoczyła na bezpieczną stronę!
Dzieci roześmiały się i sprawdziły, czy wszystko w trzosce przetrwało próbę. Każdy przedmiot okazał się potrzebny. Nawet pusta butelka przydała się, by napoić Kicię odrobiną wody.
Zmęczone przygodami, Zosia i Staś wrócili na schody przed domem. Patrzyli, jak słońce powoli kryje się za drzewami.
– To była najlepsza wyprawa! – westchnął Staś, a Zosia tylko się uśmiechnęła.
W końcu wyjęła swoją butelkę wody. Usiedli razem, czując chłodny wiatr na policzkach. Podzieliła się wodą z bratem i przyjaciółką Kicią.
– Najlepsze przygody są te, które tworzymy sami – szepnęła.
A potem wypili łyk świeżej, chłodnej wody, śmiejąc się i rozmawiając, jakby przeżyli prawdziwą wielką wyprawę.