Trwa ładowanie...
Opowieść o niepełnosprawności 9-10 lat Czytanie 7 min.

Tyk-Tyk i drzewo przyjaźni

Zosia, dziewięcioletnia dziewczynka z aparatem na nogach o imieniu Tyk-Tyk, uczy się prosić o pomoc i nawiązuje przyjaźń z Julią podczas szkolnych zabaw i wycieczki do parku.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dziesięcioletnia Zosia z uśmiechniętą, skupioną twarzą i błyszczącymi oczami, rude włosy w dwóch krótkich warkoczach, w praktycznych spodniach i lekko lśniącym metalowym aparacie na obu nogach (Tyk-Tyk), stoi na asfalcie dziedzińca, trzyma koniec dużej skakanki i liczy na głos; około dziewięcioletnia Julia o ciekawym, życzliwym wyrazie twarzy, brązowe włosy w warkoczu, siedzi lub kuca obok, podaje pudełko kredek z podziwem; około dziesięcioletni Bartek z figlarną, przyjazną twarzą i krótkimi włosami kręci skakanką, lekko z przodu, gotów dopingować; miejsce: słoneczny szkolny dziedziniec z kolorowymi oznaczeniami gry w klasy, ławką i huśtawkami w tle, rozmyte sylwetki innych dzieci, ciepłe popołudniowe światło; scena: wspólna radość i wsparcie — Zosia, mimo aparatu, bierze udział w zabawie, dzieci otaczają ją troską, atmosfera pełna żywych kolorów, widoczne detale metalu Tyk-Tyk i tekstury asfaltu. zgłoś problem z tym obrazem

Rozpoczęcie dnia

Zosia obudziła się, gdy słońce dopiero zaczynało rysować złote pasy na zasłonach. Usiadła na łóżku, wzięła swoją niebieską opaskę z gwiazdką i powoli przeciągnęła się. Lubiła poranki, bo wtedy wszystko wydawało się możliwe.

"Gotowa?" zapytała mama, stając w drzwiach z miseczką jogurtu.

"Tak," odpowiedziała Zosia i uśmiechnęła się szeroko. Miała dziewięć lat, rude włosy spięte w dwa krótkie warkocze i metalowy aparacik na nogach, który pomagał jej chodzić. Aparat nie był tajemnicą — Zosia nazywała go Tyk-Tyk i często rozmawiała z nim po cichu. Wiedziała, co potrafi: pomagać stawiać kroki, trzymać równowagę i pokazywać, że jej nogi są bardzo dzielne.

W kuchni tata robił kanapki, a brat oglądał komiks. Zosia włożyła Tyk-Tyka i poczuła znane, przyjemne uczucie stabilności. Jednak czasem zdarzało się, że aparat ciągnął ją inaczej niż chciała. Wtedy musiała myśleć o każdym kroku.

"Nie martw się, Zosiu. Dzisiaj ktoś nowy w klasie — może poznasz koleżankę?" zasugerowała mama.

Zosia zamrugała. Nowe zawsze oznaczało trochę stresu, ale też przygody. "Może być fajnie" — powiedziała i wyszła z domu.

Na szkolnym podwórku

Podwórko było już pełne dzieci. Piłka przelatywała z rąk do rąk, śmiechy mieszały się z dzwonkiem, a pan od świetlicy pisał coś na tablicy. Zosia czuła lekkie mrowienie w brzuchu, takie, które mówiło: teraz muszę być odważna.

"Zosia!" zawołał Bartek. "Chodź z nami do skakanki!"

Zosia spojrzała na chodnik i na plac zabaw. Skakanka oznaczała szybkie ruchy i dużo biegania — nie zawsze najłatwiejsze z Tyk-Tykiem. Uśmiechnęła się i odpowiedziała szczerze: "Nie umiem jeszcze skakać tak szybko, ale mogę trzymać linę i liczyć do trzech."

Bartek kiwnął głową i podał jej koniec skakanki. "Super, licz!"

Zosia stanęła obok i zaczęła: "Raz, dwa, trzy..." Dzieci kręciły liną, a ona z radością słuchała ich głosów, czuła rytm i swoje miejsce w zabawie. Kiedy linę zatrzymano, Bartek podbiegł i przytulił ją lekko. "Dzięki, Zosiu. Było bez ciebie trochę nudniej."

W międzyczasie do szkoły weszła nowa dziewczynka z warkoczami i dużym uśmiechem. Miała w ręku pudełko z kredkami.

"Cześć, jestem Julia," powiedziała, siadając obok Zosi. "Widzę, że masz fajny aparat. Co to robi?"

Zosia uśmiechnęła się i odpowiedziała spokojnie: "Nazywam go Tyk-Tyk. Pomaga mi chodzić. Czasem wolniej biegam, czasem muszę uważać na nierówności. Ale lubię biegać, tylko inaczej."

Julia spojrzała uważnie. "A możesz mi pokazać, jak się z nim skacze?" — zapytała z ciekawością, a nie z litością.

Zosia zaśmiała się cicho. "Najpierw trzymamy linę, potem liczymy. Jeśli chcesz, po przerwie możemy iść na plac z gładką nawierzchnią i pobiegać razem."

I tak zaczęła się nowa przyjaźń, powolna jak kroki Zosi, ale pełna zaufania.

Wycieczka do parku

Na lekcji przyrody pani Ania zapowiedziała wyjście do parku. Dzieci miały przynieść lupy, zeszyty i dobry humor. Zosia wiedziała, że park ma ścieżki żwirowe i placyk z miękką nawierzchnią — i to właśnie tam planowała iść, gdy tylko pani spyta.

"Zosia, czy dasz radę iść całą drogę?" zapytał cicho wychowawca.

Zosia wzięła głęboki oddech. Lubiła być szczera. "Tak, panie Marku. Mogę iść, ale proszę, byśmy szli wolnym tempem i wybierali ścieżki, które nie są pełne kamieni."

W drodze Julia trzymała jej plecak, Bartek opowiadał dowcipy, a reszta klasy obserwowała ptaki. Co jakiś czas Zosia zwalniała, rozglądała się i przyglądała mchu przy drzewach. Czuła, jak nogi pracują razem z Tyk-Tykiem — to była współpraca, nie wyścig.

Na środku parku zrobiła się niewielka przeszkoda: rozkopana ścieżka. Dzieci zaczęły omijać ją szerokim łukiem, ale to wydłużało drogę. Nagle Julia zaproponowała: "Może pomożemy Zosi przejść krótszą ścieżką? Pomaszerujemy obok niej i będziemy trzymać jej plecak, jeśli będzie ciężko."

Zosia poczuła ciepło w sercu. "Dziękuję, ale nie chcę, żebyście rezygnowali z zabawy. Mogę sama, jeśli ktoś będzie blisko na wypadek potrzeby."

Bartek zbliżył się i powiedział: "Będę blisko. Razem damy radę."

Przeszli ostrożnie, kroczek po kroczku, śmiejąc się z ptasich odgłosów. Zosia była uważna, ale też radosna. Na łące rozłożyli koce, rysowali liście i dzielili się kanapkami. Julia położyła przy Zosi kredki. "Narysujmy drzewo naszej przyjaźni" — zaproponowała.

Zosia narysowała duże drzewo z grubym pniem i kilkoma nieidealnymi liśćmi. "Moje liście czasem opadają wolniej," powiedziała półżartem. "Ale drzewo nadal stoi."

Powrót do domu — spojrzenie zaufania

Po powrocie do domu Zosia myła ręce i usiadła przy oknie z kubkiem ciepłej herbaty. Tego dnia wydarzyło się wiele małych rzeczy: rozmowy, pomocne gesty, chwile, w których musiała być uważna. Wszystko to razem tworzyło obraz zwykłego, pięknego dnia.

Mama usiadła obok i zapytała: "Jak było w parku?"

"Było super," odpowiedziała Zosia. "Czasem musiałam uważać na kamienie, czasem coś mnie wytrąciło, ale mówiłam, co jest trudne. I dostałam pomoc, kiedy jej potrzebowałam. A Julia… jest fajna."

Mama przytuliła ją mocno. "Jesteś dzielna, Zosiu. I bardzo mądra. Wiesz, że twoja szczerość pomaga innym zrozumieć, jak być obok ciebie."

Zosia pomyślała o Tyk-Tyku, o drzewie z kredki i o tym, jak dzieci liczyły razem podczas skakanki. Uśmiechnęła się i powiedziała do rodziców: "Lubię, gdy mówię, co jest trudne. Wtedy nie muszę udawać. I lubię, gdy ktoś pyta: ‚Czy chcesz pomocy?', a nie robi za mnie wszystkiego."

Tata spojrzał na nią z czułością. "To ważne, kochanie. Twoje słowa pokazują, że jesteś silna. Nie dlatego, że nie potrzebujesz pomocy, ale dlatego, że umiesz poprosić."

Gdy przygotowywała się do snu, Zosia przypomniała sobie wszystkie drobne postępy: krok, który był pewniejszy, moment, gdy nie bała się poprosić, i śmiech Julii. Leżąc pod kocem, zamknęła oczy i wypowiedziała zdanie, które często sobie powtarzała: "Jestem więcej niż mój aparat. Jestem Zosia, która lubi rysować drzewa i opowiadać dowcipy."

Na koniec wyszeptała do Tyk-Tyka: "Dziękuję, że ze mną współpracujesz. Jutro zrobimy kolejne kroczki." I poczuła, że świat jest bezpieczny, bo ma wokół siebie ludzi, którzy widzą jej moc i szanują jej trudności. To uczucie pewności było najpiękniejszą kołysanką.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Przeciągnęła się
Gdy ktoś rozciąga ciało po obudzeniu, robi długi ruch ramionami i plecami.
Metalowy aparat
Urządzenie z metalu, które pomaga komuś chodzić lub trzymać nogi prosto.
Stabilności
Stan, gdy coś jest pewne i nie chwieje się łatwo.
Nierówności
Miejsca na ziemi, gdzie powierzchnia jest chropowata albo pełna wypukłości.
Wychowawca
Nauczyciel opiekujący się klasą podczas zajęć i wyjść.
Lupy
Małe przyrządy ze szkłem, które powiększają drobne rzeczy do oglądania.
Nawierzchnią
Powierzchnia drogi lub placu, po której się chodzi lub jeździ.
Przeszkoda
Coś, co stoi na drodze i utrudnia przejście.
Rozkopana
Miejsce, które ktoś wcześniej wykopał, więc jest tam dużo ziemi i dziur.
Współpraca
Gdy ludzie pomagają sobie nawzajem, by osiągnąć cel razem.
Szczerość
Mówienie prawdy i otwarte wyrażanie swoich uczuć.
Mrowienie
Dziwne, lekkie czucie w ciele, jakby coś delikatnie chodziło po skórze.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o niepełnosprawności dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.