Trwa ładowanie...
Zabawna opowieść o kumplach 5-6 lat Czytanie 14 min.

Wielkie zdjęcie w ogrodzie i kichająca konewka Krysia

Dwie dziewczynki i mieszkańcy ogrodu przygotowują wspólne zdjęcie; podczas zabawnych przygód uczą się słuchać siebie i dbać o innych.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Jest 6 postaci: Hania, 5 lat, brązowe włosy w kitkach, w jasnoniebieskiej sukience w groszki, stoi z lewej przed dużą pomarańczową dynią trzymając okrągły aparat na niskim stołku; Zosia, 5 lat, blond włosy, żółte kalosze w kropki, stoi z prawej robiąc zabawną minę i unosząc ręce jak skrzydła; Pan Mirek, ok. 40 lat, ogrodnik z siwymi włosami w zielnych ogrodniczkach i kapeluszu, stoi za dynią trzymając duży czerwony konewkę; Konewka Krysia, antropomorficzna czerwona konewka z małym dzióbkiem, obok pana Mirka, kropla wody gotowa do spadnięcia; Królik Pędzelek, mały biały królik z długimi uszami, siedzi między Hanią a Zosią i trzyma liść mięty jak flagę; Jeż, brunatny kolczasty jeżyk, przed dynią lekko na lewo z kroplą wody na nosie. Miejsce: słoneczny ogród społeczny z dużą pomarańczową dynią w centrum, zadbanymi grządkami warzyw, kępami mięty, drewnianą skrzynką z narzędziami w tle i jasną ziemną ścieżką z kolorowymi kamykami. Sytuacja: radosna scena grupowa przy portrecie zbiorowym — wszyscy ustawieni wokół dyni, aparat na stołku gotowy do zdjęcia, krople wody w powietrzu, przesadzone zabawne miny (minka Zosi, zaskoczenie jeża, spokojny uśmiech ogrodnika), żywe kolory, proste kształty i wyraźne kontury w płaskim, dziecięcym stylu. zgłoś problem z tym obrazem

Początek: Aparat, ogród i wielka misja

Wspólny ogród pachniał miętą i mokrą ziemią. Kropelki wody błyszczały na liściach jak maleńkie szkiełka. W samym środku ścieżki stała Hania, pięcioletnia marzycielka, i trzymała aparat fotograficzny taty. Aparat był prawie tak duży jak jej uśmiech.

Obok niej skakała Zosia, też pięcioletnia, w żółtych kaloszach w kropki. Kalosze robiły: „klap, klap”, nawet gdy Zosia stała w miejscu, bo ona zawsze trochę podskakiwała.

– Dzisiaj robimy zdjęcie grupowe! – ogłosiła Hania bardzo poważnie, jakby prowadziła ważną naradę. – Takie… super zdjęcie. Żeby każdy był na nim. I żeby było śmiesznie.

– Śmiesznie to ja umiem! – Zosia zrobiła minę rybki: usta w kółko. – Ooooo!

– Nie teraz, rybko. Na zdjęciu. – Hania zachichotała. – Najpierw zbieramy ekipę.

Wspólny ogród miał wielu mieszkańców. Były grządki z marchewką, zioła, krzaczek malin, wielka konewka, skrzynka z narzędziami i… Pan Ogrodnik Mirek, który mówił spokojnie i zawsze miał kieszenie pełne nasion.

Hania podeszła do Pana Mirka.

– Panie Mirku, może pan być na zdjęciu? – zapytała grzecznie.

Pan Mirek przestał podlewać i spojrzał uważnie.

– Mogę. Ale najpierw powiedz, Haniu, gdzie ma stanąć Pan Mirek? – zapytał.

Hania aż się wyprostowała.

– Tu, przy wielkiej dyni. Bo dynia jest jak… jak piłka dla olbrzyma!

– Dobra dynia, rozumiem. – Pan Mirek skinął głową, jakby dynia była szefem.

Zosia pobiegła do grządki z truskawkami, gdzie siedział Królik Pędzelek. To był królik sąsiadów, który czasem przychodził „tylko popatrzeć”, a kończyło się na tym, że „tylko spróbuje listka”.

– Pędzelku! Będzie zdjęcie! – zawołała Zosia.

Królik poruszył nosem. Wyglądał, jakby wąchał cały świat naraz.

– Chrum? – powiedział królik, bo nie znał słowa „zdjęcie”.

– To takie… klik! I wszyscy są razem. – Zosia zrobiła palcem „pstryk”.

Królik usiadł prosto, jak mały profesor. Potem spróbował usiąść jeszcze prościej. I jeszcze.

– Ojej, on się ćwiczy! – śmiała się Zosia. – On chce wyjść ładnie!

Hania wróciła do Zosi i szepnęła:

– Musimy też zaprosić kogoś bardzo ważnego.

– Kogo? – Zosia otworzyła oczy.

Hania wskazała na wielką, czerwoną konewkę.

– Konewkę Krysię. Bez niej nie ma ogrodu.

Zosia podeszła do konewki i pogłaskała ją po boku.

– Krysiu, proszę, stań do zdjęcia.

Konewka milczała, ale w środku chlupnęło. To brzmiało prawie jak: „Okej”.

– Słyszałam, że powiedziała „chlup-tak”! – stwierdziła Zosia.

– Ja też! – Hania przytaknęła. – Dobra. Teraz ustawiamy wszystkich. I słuchamy się nawzajem, bo inaczej aparat zrobi „blurrr”.

– Blurrr? – Zosia zrobiła minę poważną jak Pan Mirek.

– Tak. Jak ktoś się kręci. – Hania pokazała rękami wir. – Wtedy na zdjęciu jest… naleśnik zamiast twarzy.

– Ja nie chcę naleśnika zamiast twarzy! – Zosia złapała się za policzki. – Chcę twarz.

– To słuchamy! – Hania podniosła aparat jak królewski berło.

I wtedy wydarzył się pierwszy mały zwrot akcji, bo z krzaczka malin wyskoczył… jeż.

– Dzień dobry – mruknął jeż, jakby mówił „dzień dobry” codziennie do malin.

Zosia aż pisnęła z radości.

– Jeżu! Też na zdjęcie!

Jeż spojrzał na aparat i na dzieci. Chwilę stał, a potem bardzo, bardzo powoli kiwnął głową.

– Tylko bez łaskotania – ostrzegł.

– Bez łaskotania! – obie obiecały, chociaż Zosia już miała w palcach chichot.

Środek: Ustawianie i wielkie „klik!”… które nie chciało kliknąć

Wspólny ogród zamienił się w scenę. Hania ustawiła wszystkich przy dyni: Pana Mirka, konewkę Krysię, królika Pędzelka i jeża. Zosia stanęła z boku, gotowa do śmiechu, ale też gotowa do słuchania. Hania podeszła do małego stołka, żeby postawić aparat.

– Dobra, plan jest taki – powiedziała Hania. – Ja ustawiam aparat na stołku. Potem włączam samowyzwalacz. Potem biegnę do was. Wszyscy mówimy „ogóóóórek!” i robimy minę. Potem „klik!”. Potem oglądamy. Proste.

– Proste jak marchewka! – Zosia przytaknęła.

– Marchewka jest czasem krzywa – zauważył Pan Mirek.

– To proste jak prosty ogórek! – poprawiła się Zosia.

Hania wcisnęła przycisk na aparacie. Aparat mrugnął małym czerwonym światełkiem.

– Uwaga, biegnę! – Hania ruszyła, ale… nie ruszyła daleko, bo w tej samej chwili królik Pędzelek stwierdził, że stołek wygląda smacznie. Może był z drewna, a drewno to prawie marchewka? Królik podszedł i zaczepił stołek ząbkami.

Stołek zrobił: „hop”.

Aparat zrobił: „ojoj”.

Hania zrobiła: „Aaaaa!”

Zosia złapała aparat w ostatniej chwili, jakby łapała bańkę mydlaną.

– Uratowane! – zawołała.

– Pędzelku! – Hania mówiła spokojnie, ale jej brwi podskoczyły wysoko. – Stołek nie jest do jedzenia.

Królik poruszył uszami, jakby mówił: „A skąd miałem wiedzieć?”

– On nie wiedział. – Zosia pochyliła się do królika. – Trzeba mu powiedzieć jasno. Pędzelku, słuchaj: stołek nie. Listek tak.

Królik popatrzył na listek mięty.

– Chrup – powiedział, jakby zgadzał się na zasady.

Jeż prychnął cicho.

– Widzicie? Słuchanie działa – mruknął.

Hania ustawiła stołek dalej od królika, a bliżej dyni.

– Teraz stołek jest pod ochroną dyni – oświadczyła.

– Dynia ochroni wszystko! – Zosia przybiła dyni w powietrzu „piątkę”, ale nie dotknęła jej, bo Hania powiedziała, że dynie lubią delikatnie.

Druga próba. Hania ustawiła aparat. Włączyła samowyzwalacz. Światełko mrugało: raz, dwa, raz, dwa.

– Biegnę! – Hania pobiegła do grupy.

Wszyscy ustawili się ładnie. Pan Mirek z konewką obok. Jeż pod dynią, bo cień mu pasował. Królik między Zosią a Hanią, bo tak było „w środku”, a środek jest ważny. Zosia podniosła ręce jak skrzydła.

– Ogóóóórek! – krzyknęli.

I wtedy konewka Krysia… kichnęła.

Tak, konewka. Kichnęła wodą.

– Apsik-chlup! – prysnęło.

Kropelki wody poleciały jak małe deszczowe konfetti. Jedna kropelka trafiła jeża w nos.

Jeż zrobił: „A-psik!”

Królik zrobił podskok jak piłeczka.

Pan Mirek zamrugał.

Zosia roześmiała się tak, że jej kalosze aż zadzwoniły o kamyki.

A aparat… zrobił zdjęcie dokładnie wtedy, gdy wszyscy mieli miny: „Ooooo!”, „Apsik!” i „Hop!”.

– Klik! – powiedział aparat, zadowolony z siebie.

Hania spojrzała na wszystkich.

– To było… nie takie, jak planowałam.

– Ale było super! – Zosia trzymała się za brzuch. – Konewka zrobiła psikus!

– Konewka nie robi psikusów – powiedział Pan Mirek. – Konewka po prostu ma wodę w nosie.

– Konewka ma nos? – zapytała Hania, patrząc na dziobek.

– Ten dzióbek to taki nos do lania – wyjaśnił Pan Mirek. – Jak się zatka, to… apsik.

Jeż podniósł łapkę.

– Mogę coś powiedzieć? – zapytał cicho.

– Tak! – powiedziały dziewczynki jednocześnie i od razu się zatrzymały.

– Jedna po drugiej – dodała Hania szybko. – Zosiu, ty pierwsza.

– Tak, Jeżu, mów – powiedziała Zosia, już spokojniej.

Jeż skinął.

– Jak robicie zdjęcie, to najpierw posłuchajcie konewki. Ona lubi być potrząśnięta delikatnie, żeby nie kichała.

Zosia patrzyła na konewkę z szacunkiem.

– Krysia, czy ty lubisz delikatnie? – zapytała.

Konewka znów chlupnęła, ale tym razem cichutko.

– Powiedziała „chlup-tak, delikatnie” – przetłumaczyła Zosia.

Hania westchnęła z ulgą.

– Dobra, robimy trzecie podejście. Tym razem słuchamy: królika, jeża i konewki.

– I dyni! – dodała Zosia.

– Dynia milczy, ale może też słucha – odparła Hania.

Ustawili się znowu. Pan Mirek potrząsnął konewką bardzo ostrożnie. Konewka nie kichnęła. Królik dostał listek mięty, żeby nie myślał o stołku. Jeż dostał miejsce w cieniu. Zosia dostała zadanie.

– Zosiu, ty mówisz „stop” jeśli ktoś się rusza – poprosiła Hania.

Zosia przyłożyła palec do ust jak prawdziwa kierowniczka zdjęcia.

– Stop jest moim super-słowem – szepnęła.

Hania ustawiła aparat, włączyła samowyzwalacz i pobiegła. Mruganie: raz, dwa, raz, dwa.

Wszyscy stali. I prawie było idealnie.

Prawie, bo nagle przez ścieżkę przeszła gąsienica. Mała, zielona, w paski. Szedłaby sobie spokojnie, ale Zosia ją zobaczyła i… jej stopy zaczęły tańczyć z emocji.

– Oooo, idzie pociąg z listka! – szepnęła Zosia.

– Zosiu, nie ruszaj się – szepnęła Hania.

Zosia próbowała się nie ruszać, ale jej kalosz chciał powiedzieć „klap”.

– Stop! – szepnęła Zosia do samej siebie i zamroziła się jak lód w malinowym soku.

Gąsienica przeszła. Królik patrzył, jeż patrzył, Pan Mirek patrzył, konewka… chyba też patrzyła.

– Ogóóóórek! – powiedzieli cicho, bo nie chcieli wystraszyć gąsienicy.

– Klik! – zrobił aparat.

Tym razem nikt nie kichnął. Nikt nie skoczył. Nawet Zosia nie tańczyła.

Zosia wypuściła powietrze.

– Udało się! Ja byłam nieruchoma jak… jak patyk! – szepnęła dumna.

– Jak patyk, który słucha – dodała Hania.

Koniec: Zdjęcie, śmiech i spokojny ogród

Hania podniosła aparat i wszyscy zebrali się wokół niej tak blisko, że pachnieli miętą, ziemią i trochę dynią. Hania przewinęła zdjęcia. Najpierw było to pierwsze, z uciekającym stołkiem – na nim widać było tylko kawałek dyni i ucho królika.

– To zdjęcie dyni z uchem! – Zosia chichotała. – Dynia ma ucho!

Pan Mirek zaśmiał się cicho.

– Dynia słyszy, gdy się o niej mówi.

Drugie zdjęcie było jeszcze lepsze. Wszyscy mieli miny „Apsik!”. Jeż miał najzabawniejszą, bo jego nos był w kroplach, a on wyglądał, jakby właśnie wymyślił dowcip.

– To jest zdjęcie „Konewka Kicha” – ogłosiła Zosia.

– Konewka Krysia, nie Kicha – poprawiła Hania łagodnie. – Ona nie chciała.

Zosia skinęła głową.

– Racja. To jest zdjęcie „Konewka mówi: przepraszam”.

Konewka cichutko chlupnęła, jakby rzeczywiście mówiła: „Przepraszam, ale to było śmieszne”.

Wszyscy popatrzyli na trzecie zdjęcie. Było idealne. Hania i Zosia uśmiechały się szeroko. Pan Mirek stał spokojnie, jak drzewo. Jeż wyglądał dzielnie i miło. Królik siedział grzecznie, z listkiem mięty jak małą flagą. A w tle, jeśli dobrze się przyjrzeć, była gąsienica, która akurat wchodziła na listek.

– Ojej! Ona też jest na zdjęciu! – Zosia aż podskoczyła, ale już po zdjęciu, więc można było.

– To nasza tajna gościni – powiedziała Hania. – Zdjęcie grupowe z niespodzianką.

Jeż uśmiechnął się po jeżowemu, czyli prawie wcale, ale jednak.

– Najlepsze zdjęcia są takie, gdzie wszyscy słuchają i nikt nikogo nie pogania – powiedział.

Hania spojrzała na Zosię.

– Zosiu, dziękuję, że mówiłaś „stop”. Ja czasem tak się spieszę, że zapominam oddychać.

Zosia spojrzała na Hanię.

– A ja dziękuję, że mi powiedziałaś, kiedy nie robić rybki. Bo ja bym zrobiła rybkę na każdym zdjęciu.

– Możesz zrobić rybkę na jednym – zgodziła się Hania. – Następnym razem zrobimy „Zdjęcie Rybki”.

– I „Zdjęcie Marchewki”! – dodała Zosia.

– I „Zdjęcie Dyni z Uchem” – mruknął Pan Mirek, udając powagę.

Wszyscy znów wybuchnęli śmiechem. Śmiech był lekki, jak piórko, i poleciał nad grządki. Nawet maliny jakby były trochę weselsze.

Potem Pan Mirek zaproponował przerwę.

– Wspólny ogród lubi, gdy po śmiechu robi się spokojniej – powiedział. – Usiądźmy na kocu. Wypijemy wodę. Posłuchamy, jak rośnie mięta. Bo mięta… naprawdę rośnie po cichu.

Dziewczynki usiadły na kocu w cieniu dyni. Konewka stała obok, już bardzo grzeczna i niekichająca. Królik chrupał listek. Jeż zwinął się trochę, bo tak mu było wygodnie. W oddali brzęczała pszczoła, jak mały silniczek.

– Haniu? – szepnęła Zosia.

– Mhm?

– Słyszę ogród.

Hania przymknęła oczy.

– Ja też. Słyszę, jak liść mówi „szu”. I jak woda mówi „kap”. I jak my mówimy „hihi”, a potem „cisza”.

Zosia położyła dłoń na kocu.

– I słyszę, że jesteśmy razem – powiedziała.

Hania uśmiechnęła się miękko.

– To najlepsze zdjęcie, nawet bez aparatu.

Zosia popatrzyła na aparat, który teraz leżał spokojnie obok.

– Aparat też słucha? – zapytała.

Pan Mirek odpowiedział szeptem, jakby nie chciał przestraszyć ciszy.

– Jak go dobrze trzymasz, to tak. Słucha twoich rąk.

Zosia spojrzała na swoje dłonie.

– To ja będę trzymać delikatnie. Bo delikatnie to jest… mądrze.

Hania kiwnęła głową.

– A jak ktoś kichnie, to nic. Wtedy robimy „Zdjęcie Apsik” i też jest fajnie.

Jeż mruknął zadowolony.

– Byle bez łaskotania.

– Bez łaskotania! – szepnęły dziewczynki i znów zachichotały, ale cichutko, tak żeby ogród mógł dalej mówić swoim szeptem.

Słońce powoli przesuwało się po liściach. Śmiech ucichł jak fala, która wraca do morza. Zostało ciepło, spokój i to uczucie, że każdy został wysłuchany: królik, jeż, konewka, a nawet gąsienica w paski.

A na aparacie czekało zdjęcie, na którym cała paczka wyglądała dokładnie tak, jak się czuli: razem, śmiesznie i dobrze.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Marzycielka
Dziewczynka, która lubi dużo wymyślać i myśleć o przygodach.
Naradę
Spotkanie, gdzie ludzie rozmawiają, planują i wymieniają pomysły.
Samowyzwalacz
Funkcja w aparacie, która odlicza czas i robi zdjęcie sama.
Chlupnęło
Dźwięk i ruch wody, gdy coś w nią wpadło lub się poruszyło.
Mrugnął
Szybkie zamknięcie i otwarcie jednego oka albo świecące światło.
Delikatnie
Robić coś bardzo ostrożnie, lekko i bez szarpania.
Przerwę
Krótki czas odpoczynku, kiedy się siada i odpoczywa.
A-psik!
Dźwięk kichnięcia w zabawny sposób, jak w tej opowieści.
Konfetti
Małe kolorowe kawałki papieru, które lecą jak mały deszcz.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści zabawne o kumplach dla 5-6 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.