Rozdział 1: Nowy zeszyt i równo zapięty plecak
Maja miała osiem lat i lubiła, kiedy rzeczy są na swoim miejscu. Wieczorem ułożyła strój na krześle: koszulkę, spódnicę i skarpetki w parę. Potem wzięła plecak i sprawdziła go jeszcze raz, chociaż sprawdzała już trzy razy. Piórnik był zamknięty, kredki poukładane od najjaśniejszej do najciemniejszej, a w kieszeni bocznej stała butelka z wodą, jak żołnierz na warcie.
Rano zapach tostów mieszał się z zapachem świeżo ostruganej temperówki. Maja zjadła śniadanie powoli, żeby nie pobrudzić bluzki. W brzuchu czuła lekkie łaskotanie, jakby tam mieszkało małe stadko motyli. To był pierwszy dzień szkoły po wakacjach.
Na korytarzu szkolnym było jasno i gwarno. Dzieci mijały się, machały do siebie, a buty skrzypiały na podłodze. Maja zobaczyła swoją wychowawczynię, panią Olę, która miała kolorową chustę i uśmiech, jakby w kieszeni trzymała promienie słońca.
W klasie stały stoliki ustawione w wyspy, czyli w małe grupy. Nie były w rzędach jak w pociągu, tylko jak małe wysepki na mapie. Maja od razu policzyła: jedna, druga, trzecia… Cztery wyspy. Przy każdej po cztery krzesła. Lubiła taki porządek, bo każdy miał swoje miejsce, a jednocześnie można było pracować razem.
Usiadła przy wyspie blisko okna. Na parapecie stał kwiatek, a liście aż się świeciły. Maja położyła zeszyt równo do krawędzi stolika. Potem wzięła ołówek i położyła go równolegle do linijki. Poczuła, że motyle w brzuchu trochę się uspokajają.
Pani Ola opowiadała o planie dnia i o tym, że w tym roku będą się uczyć nie tylko liczb i liter, ale też dobrych szkolnych zwyczajów. Maja słuchała uważnie, bo „zwyczaje” brzmiały jak coś, co można poukładać w głowie jak klocki.
W przerwie dzieci zaczęły szeptać o boisku. Ktoś wspomniał o nowej zjeżdżalni i o huśtawkach. Maja poczuła ciekawość. Lubiła plac zabaw, ale lubiła też, kiedy wiadomo, co wolno, a czego nie. A na zjeżdżalni i huśtawce czasem robił się taki tłok, że zasady były potrzebne jak pasy na przejściu dla pieszych.
Rozdział 2: Wyspy w klasie i zadanie z uśmiechem
Po przerwie pani Ola poprosiła, żeby dzieci wróciły na swoje wyspy. Maja wróciła pierwsza, odsunęła krzesło cicho i usiadła prosto. Na tablicy pojawił się temat: „Jak dbamy o wspólną przestrzeń”.
Pani Ola rozdała kartki z rysunkiem placu zabaw. Na kartce była zjeżdżalnia, huśtawka, piaskownica i ławka. Zadanie polegało na tym, żeby w grupach dopisać zasady, które pomagają wszystkim bawić się bez kłótni. Maja lubiła grupowe zadania, jeśli każdy robił swoją część.
Na jej wyspie siedzieli: Kuba, który wiecznie miał rozczochrane włosy, Zosia, która śmiała się cicho, i Antek, który lubił mówić szybko, jakby gonił własne słowa.
„To ja narysuję strzałki!” powiedział Antek i już chwycił flamaster.
Maja nie powiedziała wiele, tylko wskazała palcem miejsce obok zjeżdżalni, gdzie można było dopisać reguły. W głowie miała listę jak w notesie: poczekaj na swoją kolej, nie pchaj, zjeżdżaj na siedząco, trzymaj się poręczy przy schodkach.
Zosia zaproponowała, żeby dodać: „Mówimy proszę” i „Dziękuję”, kiedy ktoś ustąpi miejsca. Kuba z kolei wymyślił zasadę: „Nie jemy kanapki na huśtawce, bo okruszki lecą wszędzie”. Wszyscy się zaśmiali, nawet Maja, bo wyobraziła sobie bułkę, która próbuje się huśtać.
Maja napisała starannie: „Na schodkach idziemy jeden za drugim”. Potem dopisała: „Zjeżdżamy, gdy dół jest wolny”. Jej litery były równe jak płot.
Pani Ola chodziła między wyspami i patrzyła na pomysły. Kiedy stanęła przy Majowej grupie, skinęła głową z uznaniem. Powiedziała, że zasady to nie zakazy, tylko pomocne wskazówki, żeby każdy czuł się dobrze. Maja bardzo lubiła takie zdania, bo były proste i prawdziwe.
Na koniec dzieci przykleiły kartki na dużym plakacie. Plakat miał zostać w klasie, żeby przypominał o dobrych nawykach. Maja pomyślała, że to jak mapa skarbów, tylko skarbem jest spokojna zabawa.
Rozdział 3: Zjeżdżalnia, huśtawka i krótkie zamieszanie
Drugiego dnia szkoły słońce świeciło od rana, a niebo było tak niebieskie, jakby ktoś je umył. Po lekcjach nadeszła długa przerwa na dworze. Dzieci wybiegły na boisko, a Maja wyszła trochę wolniej, bo zapięła kurtkę do samej góry i poprawiła gumkę we włosach.
Nowa zjeżdżalnia lśniła i wyglądała zachęcająco. Obok stały huśtawki. Przy zjeżdżalni już ustawiła się kolejka, ale nie wszyscy wiedzieli, gdzie jest początek. Dwoje dzieci stanęło z boku schodków, jakby chciało wejść „na skróty”.
Maja poczuła w sobie to łaskotanie, ale tym razem nie było to zdenerwowanie, tylko chęć, żeby było fair. Podeszła bliżej i zobaczyła, że Zosia stoi w kolejce i patrzy trochę niepewnie.
Maja powiedziała spokojnie: „Kolejka jest tutaj, przy pierwszym stopniu”. Nie krzyczała. Po prostu wskazała miejsce, jak na rysunku z kartki. Dzieci spojrzały i jedno z nich cofnęło się do kolejki. Drugie chwilę się wahało, ale kiedy Kuba z uśmiechem dodał: „Proszę, chodź do nas, będzie szybciej, jak wszyscy tak samo”, to też stanęło grzecznie.
Na zjeżdżalni Maja pamiętała o zasadzie: zjeżdżamy dopiero, gdy na dole jest wolno. Kiedy przyszła jej kolej, spojrzała w dół. Tam Antek zbierał czapkę, która mu spadła. Maja usiadła i poczekała sekundę. Ta sekunda była jak mały, spokojny oddech. Gdy Antek odszedł, Maja zjechała. Wiatr musnął jej policzki, a ona wylądowała miękko na piasku.
Pod huśtawkami zrobiło się jednak małe zamieszanie. Dwie osoby chciały huśtać się na tej samej huśtawce, bo „ta jest najlepsza”. Słowo „najlepsza” latało w powietrzu jak piłka, którą ktoś podrzuca.
Maja nie lubiła kłótni. Pomyślała o plakacie z zasadami. Podeszła i powiedziała: „Możemy się zmieniać. Na przykład po dziesięciu machnięciach”. Kuba dodał: „Albo ustawmy kolejkę, jak do zjeżdżalni”. Zosia uśmiechnęła się i powiedziała cicho: „Proszę, ja mogę liczyć”.
Dzieci przestały się przekomarzać. Ktoś powiedział „dziękuję”, ktoś inny „okej”. Maja poczuła ciepło w klatce piersiowej, takie jak wtedy, gdy w domu zapala się lampkę przy łóżku. Huśtawka skrzypnęła wesoło, a Zosia liczyła: jeden, dwa, trzy… jak metronom.
Kiedy Maja w końcu usiadła na huśtawce, złapała mocno łańcuchy i pamiętała, żeby nie zeskakiwać w biegu. Huśtała się, patrząc na niebo. Wszystko było proste: jeśli każdy myśli także o innych, zabawa trwa dłużej.
Rozdział 4: Plan dnia, który wszystko układa
Po powrocie do klasy dzieci usiadły znowu przy swoich wyspach. Maja wytarła ręce chusteczką i ułożyła rzeczy na ławce. Pani Ola przyniosła kolorowe karteczki i powiedziała, że teraz zrobią prosty plan dnia, żeby każdy wiedział, co po czym następuje.
Na tablicy pojawiły się hasła: „lekcje”, „przerwa”, „świetlica”, „obiad”, „czas na dwór”, „czytanie”. Pani Ola tłumaczyła, że plan nie jest po to, żeby stresować, tylko żeby pomagał pamiętać i uspokajał głowę.
Maja dostała swoją kartkę z planem. Były tam rysunki: mały zegar przy lekcjach, kanapka przy przerwie, talerz przy obiedzie, książka przy czytaniu. Maja od razu zrozumiała, jak to działa. To było jak układanie klocków w odpowiedniej kolejności.
W domu, po kolacji, Maja powiesiła plan na tablicy korkowej nad biurkiem. Ustawiła budzik, przygotowała ubranie i spakowała plecak. Tym razem sprawdziła go tylko dwa razy, bo czuła się pewniej.
Kiedy położyła się do łóżka, przypomniała sobie zjeżdżalnię i huśtawkę. Nie było żadnej wielkiej przygody jak w bajce o smokach, ale była prawdziwa, szkolna przygoda: nauczyć się zasad, być uprzejmym i pomagać innym. To wystarczyło, żeby dzień stał się dobry.
Maja pomyślała, że zasady są jak poręcz przy schodkach: można się ich trzymać, gdy nogi jeszcze nie są pewne. A gdy wszyscy mówią „proszę” i „dziękuję”, szkoła robi się trochę jaśniejsza.
Zamknęła oczy. Motyle w brzuchu już nie latały w kółko. Usiadły spokojnie, jakby też zrozumiały plan dnia. Jutro miało swoje miejsce, a Maja też miała swoje miejsce — na swojej wyspie w klasie i wśród kolegów na placu zabaw.