Trwa ładowanie...
fantazja kosmiczna 9-10 lat Czytanie 16 min.

Złote motyle Bramy Szóstej i zgubione wspomnienie

W ośrodku szkoleniowym portali Mikołaj Rudzki i młodzi uczniowie wyruszają odnaleźć zgubione wspomnienie‑klucz, które zakłóca działanie bram, stawiając czoła zagadkom i kosmicznym niebezpieczeństwom, ucząc się przy tym wytrwałości.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Mężczyzna ok. 45 lat z siwymi włosami, okrągłymi okularami i łagodnym uśmiechem trzyma świecący kamyk przy piersi i idzie powoli ku wielkim okrągłym drzwiom; obok stoi kobieta ok. 40 lat z włosami w koku, poruszona i zdecydowana, sięga ręką ku drzwiom w geście odzyskiwania pewności, ma ciemny mundur z pagonami; nastoletnia dziewczyna w warkoczach trzyma fiolkę z migoczącym pyłem po lewej stronie mężczyzny, a chłopak w kombinezonie szkoleniowym z otwartymi ustami stoi po prawej, patrząc na drzwi. Miejsce: duża hala kosmiczna z metalową podłogą, niebieskimi panelami, złotymi kablami i ogromnymi okrągłymi drzwiami zdobionymi runami i małymi złotymi światełkami; scena pokazuje chwilę, gdy drzwi iskrzą złotymi iskrami i potem uspokajają się, kamyk rozświetla się jako przywrócona pamięć — atmosfera spokojnego zwycięstwa, ciepłe kolory przeplatają się z kosmicznym błękitem, styl przypomina papierowy kolaż. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Cisza w Szkole Bram

W ośrodku szkoleniowym operatorów portali nigdy nie było naprawdę cicho. Nawet gdy korytarze pustoszały, w ścianach mruczały cewki, a podłoga delikatnie drżała, jakby budynek oddychał. Nad główną kopułą wisiała mapa gwiazd, żywa jak akwarium: gwiazdozbiory przesuwały się powoli, a między nimi migotały podpisy z nazwami światów.

Tymczasem doktor Mikołaj Rudzki — dorosły mężczyzna o spokojnych oczach i cierpliwych dłoniach — szedł bez pośpiechu do szklarni xenobiologicznej. Był specjalistą od życia obcych planet. Znał zapach pyłku z księżyca Fanyru, umiał odróżnić śpiewające mchy od mruczących grzybów i nigdy nie dotykał nieznanej rośliny bez pytania… a jeśli nie miał kogo zapytać, pytał mądrą ciszę.

W szklarni czekała na niego „kometa-koniczyna”, roślina o liściach lśniących jak szron. Gdy była zadowolona, świeciła na niebiesko, a gdy się dąsała — robiła się fioletowa i pachniała jak przypalone naleśniki.

— Dzień dobry, piękna podróżniczko — powiedział Mikołaj, nachylając się. — Potrzebuję rady.

Roślina drgnęła, a w powietrzu zabrzęczał cichy dźwięk, jakby ktoś potrząsnął szklanym dzwoneczkiem. Mikołaj uśmiechnął się. W tym ośrodku technologia lubiła się z magią tak naturalnie, jak herbata lubi miód.

Od kilku dni na poligonie portali działo się coś dziwnego. Bramy, które normalnie otwierały się jak okno w kosmosie — gładko i pewnie — zaczynały migać, dygotać i wyrzucać z siebie iskry przypominające złote motyle. Uczniowie operatorzy szeptali, że to „gwiezdny psikus”. Instruktorzy mówili: „To tylko usterka.” A Mikołaj czuł, że w tym migotaniu jest prośba… albo ostrzeżenie.

Wyszedł ze szklarni i skierował się do Sali Rady, gdzie stał stary, półprzezroczysty kryształ w kształcie kuli. Nazywano go Mądrością Węzła. Nie był komputerem, nie był też czarodziejem, ale lubił odpowiadać na pytania, jeśli były zadane z pokorą.

Mikołaj położył dłoń na chłodnej powierzchni.

— Mądrości Węzła — szepnął. — Co niepokoi nasze portale?

Kryształ zaiskrzył i w środku pojawiła się mglista mapa. Jeden punkt pulsował czerwienią.

— Węzeł pamięci… pęka — rozległ się głos, jakby z oddali. — Ktoś zgubił wspomnienie. Bramy szukają go… na oślep.

Mikołaj poczuł, jak robi mu się lekko w żołądku. Wspomnienie? Zgubione? W świecie, gdzie portale były węzłami między planetami, pamięć potrafiła działać jak klucz. Bez niej bramy mogły mylić drogę.

— Jak je odnaleźć? — zapytał.

— Nie siłą. Wytrwale. Krok po kroku. Idź tam, gdzie gwiezdny pył pachnie jak deszcz na rozgrzanym kamieniu.

To była wskazówka tak zagadkowa, że aż przyjemnie łaskotała w głowie. Mikołaj skinął powoli. W tej szkole uczono, że najlepsza technika bez mądrości jest jak statek bez mapy. A najlepsza mądrość bez wytrwałości — jak mapa bez latarni.

Rozdział 2: Próba w Migoczącej Bramie

Poligon portali znajdował się w największej hali. Stało tam sześć bram, każda w innej ramie: jedna z metalu, jedna z kamienia, jedna z drewna, a nawet jedna z kości nieznanego kosmicznego zwierza (instruktorzy twierdzili, że to legalne, ale uczniowie woleli nie dopytywać).

Najbardziej kapryśna była Brama Szósta — ta, która prowadziła do miejsc szkoleniowych na dalekich księżycach. Teraz migotała, plując złotymi motylami-iskrami.

Uczniowie stali w półokręgu. Jedni zaciskali pięści, inni żuli nerwowo końcówki rękawów. Instruktorka Rena, wysoka i surowa jak maszt, mówiła stanowczo:

— Operator nie panikuje. Operator oddycha. Operator liczy rytm.

Mikołaj podszedł do konsoli. Na ekranie skakały runy i liczby, jakby ktoś mieszał w nich łyżką.

— Pozwoli pani? — zapytał cicho.

Rena spojrzała na niego, a w jej oczach na moment pojawiła się ulga.

— Doktorze Rudzki, jeśli pan to uspokoi, obiecuję, że przestanę mówić „operator oddycha” przez cały tydzień.

— W takim razie muszę się postarać podwójnie — odparł Mikołaj, a kilku uczniów chichotnęło.

Położył na konsoli małą fiolkę z pyłkiem komety-koniczyny. To nie był zwykły pyłek: w świetle wyglądał jak miniaturowe gwiazdy, a jego magia lubiła odnajdywać ślady.

— Pokaż, czego szukasz — mruknął.

Pyłek uniósł się w powietrzu i zamiast opaść, zaczął wirować wokół Bramy Szóstej. Iskry-motyle uspokoiły się na chwilę, jakby ktoś pogłaskał je po skrzydłach.

Na ekranie pojawił się nowy komunikat: „BRAK KLUCZA PAMIĘCI. KIERUNEK: ARCHIWUM MÓRZ”.

— Archiwum Mórz? — powtórzyła Rena. — To stara nazwa stacji na orbicie planety Nereidy. Tam uczono kiedyś nawigacji po oceanach… i po wspomnieniach.

Mikołaj poczuł, że wskazówka Mądrości Węzła staje się jaśniejsza. Deszcz na rozgrzanym kamieniu… tak pachniały porty Nereidy, o ile pamiętał z dawnej wyprawy.

— Brama chce tam prowadzić, ale nie może — powiedział. — Potrzebuje wspomnienia, które zgubiono w drodze.

— Kto mógł zgubić wspomnienie? — spytał jeden z uczniów.

Mikołaj uniósł brwi.

— W tej szkole? Każdy z nas gubi czasem jakieś wspomnienie. Na przykład gdzie się położyło narzędzia. Albo… gdzie się zostawiło odwagę.

Zapadła cisza. Nie smutna, tylko ważna.

— Polecę do Archiwum Mórz — zdecydował Mikołaj. — Nie sam, bo tak jest mądrzej. Ale spokojnie. Bez pośpiechu. Wytrwale.

Rena kiwnęła głową.

— Dam panu małą ekipę i statek treningowy „Kret”. On jest brzydki, ale uparty. Jak idealny uczeń.

Złote motyle-iskry znów zatańczyły, jakby cieszyły się, że ktoś wreszcie zrozumiał, o co proszą.

Rozdział 3: Archiwum Mórz i Śpiewające Glony

„Kret” wyglądał, jakby ktoś zbudował go z garnka, latarki i dobrych chęci. Miał jednak silniki, które mruczały jak kot, i autopilota, który lubił opowiadać dowcipy z bardzo długą puentą.

Gdy statek wślizgnął się w przestrzeń przy Nereidzie, planeta pod nimi błyszczała jak wielka kropla niebieskiego szkła. Widać było burze przypominające wiry śmietany.

Stacja Archiwum Mórz unosiła się na orbicie jak pierścień z muszli. W środku pachniało solą i starym papierem. A między regałami pływały w powietrzu przezroczyste bańki — każda z nich była zapisaną falą wspomnienia.

Mikołaj wraz z dwojgiem uczniów, Mają i Tymkiem, szli korytarzem, słuchając odległego szumu. To nie były zwykłe morza. To było morze pamięci, które archiwum przechowywało w bezpiecznych bańkach.

— Doktorze — szepnęła Maja. — Czy to prawda, że wspomnienia mają smak?

— Czasem — odpowiedział Mikołaj. — Moje wspomnienie o pierwszej wyprawie smakuje jak gorąca bułka. A wspomnienie o zgubieniu notatek… jak zimna kasza.

Tymek parsknął śmiechem.

Dotarli do sali, gdzie w centrum stała misa z wodą. Nad nią wisiały świetliste glony w słoikach, a każdy słoik nucił cichutko inną melodię. To były śpiewające glony Nereidy — pomagały odnajdywać zgubione fragmenty, bo reagowały na emocje.

Mikołaj uklęknął przy misie.

— Szukamy klucza pamięci dla portali szkoleniowych — powiedział spokojnie. — Zgubiono go. Proszę o wskazówkę.

Glony zadrżały. Jedna melodia stała się głośniejsza, jakby ktoś podkręcił radio: brzmiała jak deszcz stukający o rozgrzany kamień.

— To to! — ucieszył się Tymek.

Melodia poprowadziła ich do magazynu, gdzie stały skrzynie z częściami do bram: pierścienie, rdzenie, przewody i… małe kamienie, każdy gładki jak rzeka.

W rogu leżał jeden kamień, który świecił słabo od środka, jakby połknął gwiazdę. Mikołaj podniósł go ostrożnie. Był ciepły.

— To galet pamięci? — zapytała Maja.

— Jeszcze nie — odparł Mikołaj. — To raczej… puste naczynie.

Z kamienia uniósł się szept. Nie słowa, raczej uczucie: ktoś kiedyś bardzo się starał, ćwiczył otwieranie bram do późna, aż w końcu zmęczenie zrobiło mu w głowie dziurę. Wspomnienie wypadło jak guzik z kieszeni.

— Kto to zgubił? — Tymek ściszył głos.

Mikołaj zamknął oczy i skupił się. Xenobiologia uczyła go słuchać najmniejszych sygnałów — od obcych roślin i od ludzi też.

— Jeden z naszych instruktorów… dawno temu był uczniem. I wtedy, przy pierwszej naprawdę trudnej próbie, zgubił wspomnienie o tym, że potrafi. Że da radę.

Maja przełknęła ślinę.

— To brzmi… smutno.

— Tylko dopóki się tego nie odnajdzie — odpowiedział Mikołaj. — A my jesteśmy tu po to, żeby szukać.

Wtedy jednak stacja zadrżała. Alarm zapiszczał, a bańki wspomnień zaczęły krążyć szybciej, jak spłoszone rybki.

Autopilot „Kreta” odezwał się w ich słuchawkach:

— Uwaga, uwaga! W pobliżu pojawił się pasożyt bramowy, znany też jako Wgryzacz Węzłów. Brzmi jak coś, co zjada skarpetki, ale proszę się nie śmiać, bo on zjada trasy!

Mikołaj wziął kamień i przycisnął go do piersi.

— Wytrwale — powiedział do siebie. — Krok po kroku.

Rozdział 4: Wgryzacz Węzłów i Próba Wytrwałości

Wgryzacz Węzłów nie miał zębów jak rekin. Miał coś gorszego: macki z czarnego światła, które wsuwały się w urządzenia i plątały im myśli. Wyglądał jak cień meduzy w kosmosie, a wokół niego skręcały się małe błyskawice.

Gdy wracali na „Kreta”, korytarze Archiwum Mórz zaczęły się wydłużać, jakby ktoś rozciągał je jak gumę. To była sztuczka wgryzacza: mylił drogę, mieszał znaki, podmienia łuki i drzwi.

— To nie ma sensu! — jęknął Tymek, patrząc na mapę. — Przecież przed chwilą tu był wyjściowy dok!

Mikołaj nie przyspieszył. Nie zaczął biec. Właśnie wtedy, gdy wszystko krzyczało „szybciej!”, on zrobił coś odwrotnego: zatrzymał się i wziął trzy równe oddechy.

— Jeśli biegniemy w panice, będziemy biegać dłużej — powiedział łagodnie. — Wgryzacz lubi pośpiech. Nakarmimy go spokojem.

Maja spojrzała na niego, jakby chciała zapytać: „Czy spokój naprawdę działa jak tarcza?” Ale potem skinęła głową i też przestała nerwowo stukać butem.

Mikołaj wyciągnął fiolkę z resztką pyłku komety-koniczyny i rozsypał go po podłodze. Pyłek nie poszedł w lewo ani w prawo, tylko uniósł się i ułożył w cienką linię, jak świetlista nić.

— To nasza ścieżka — powiedział. — Trzymajcie się jej. I jeśli zniknie, wracamy do ostatniego miejsca, gdzie była widoczna. Wytrwale. Bez wstydu.

Szli powoli, a wgryzacz syczał gdzieś w ścianach, próbując ich przestraszyć. Czasem gasły światła, czasem na chwilę pojawiał się fałszywy napis „WYJŚCIE”, prowadzący do schowka na mopy.

— On jest bardzo przebiegły — mruknęła Maja.

— I bardzo głodny — dodał Mikołaj. — Ale głód nie znosi cierpliwości.

Gdy dotarli do doku, „Kret” już odpalał silniki. Wgryzacz zawisł za oknem jak ciemna galareta, próbując przyssać się do pierścienia stacji. Wokół niego biegały złote iskry — te same motyle, które widzieli przy bramie w ośrodku. Teraz walczyły, próbując utrzymać szlak.

Mikołaj przyłożył ciepły kamień do panelu nawigacyjnego statku. Kamień zadrżał.

— Jeśli jesteś pusty — szepnął — napełnimy cię tym, co zgubiono. Ale nie w jeden moment. W kilku krokach.

Wgryzacz uderzył w stację, a korytarze znowu zawyły. „Kret” ruszył. Statek był brzydki, ale uparty — i teraz to było najważniejsze.

W przestrzeni kosmicznej wgryzacz próbował jeszcze raz, wbijając mackę w smugę za statkiem. Na moment ekran oszalał, a autopilot zaczął opowiadać dowcip o dwóch kometach i jednej latarni, który trwałby pewnie trzy godziny.

— Przepraszam — zapiszczał autopilot. — To stres!

Mikołaj nie wyłączył go gwałtownie. Po prostu przejął stery ręcznie, spokojnie, jakby prowadził rower po znanej ścieżce. Wyciągnął kamień i pozwolił mu „posłuchać” prawdziwego kursu.

Złote iskry-motyle otoczyły „Kreta” jak mały rojownik światła. Wgryzacz zawahał się. Jakby nie lubił blasku, który rodził się z wytrwałości.

— Trzymaj się — mruknął Mikołaj. — Jeszcze kawałek.

I kawałek po kawałku dotarli do domu.

Rozdział 5: Galet Pamięci i Brama, Która Znów Wie

W ośrodku szkoleniowym operatorów portali powietrze było ciężkie od napięcia. Brama Szósta migotała szybciej niż wcześniej, a złote motyle-iskry latały nerwowo, jakby szukały miejsca do lądowania.

Instruktorka Rena czekała przy konsoli. Gdy zobaczyła Mikołaja z kamieniem, uniosła brwi.

— Czy to on? Klucz?

— Prawie — powiedział Mikołaj. — To naczynie na klucz. Ale kluczem jest wspomnienie, które musimy odzyskać.

Rena zmrużyła oczy.

— Jakie wspomnienie?

Mikołaj spojrzał na nią uważnie. Czuł, że to trudny moment. Prawda bywa jak zimna woda: na początku szokuje, ale potem pomaga oddychać.

— Wspomnienie o tym, że potrafi pani otworzyć najtrudniejszą bramę — powiedział cicho. — Zgubiła je pani kiedyś, gdy była pani uczennicą.

Wokół zapadła cisza. Uczniowie przestali szeptać. Rena stała nieruchomo. Tylko brama bzyczała jak wielki neon.

— To niemożliwe — wymamrotała w końcu. — Zawsze byłam dobra.

Mikołaj nie zaprzeczył. Nie kłócił się. Wytrwałość bywa miękka, ale nie ustępuje.

— Była pani dobra — zgodził się. — I właśnie dlatego tak bolało, gdy raz nie wyszło. Czasem jedno potknięcie potrafi ukryć sto sukcesów.

Rena zacisnęła dłonie. Potem… powoli je rozluźniła. Spojrzała na Bramę Szóstą. Złote motyle-iskry krążyły wokół niej, jakby czekały.

— Pamiętam noc — powiedziała nagle, cicho. — Pierwsza próba skoku do poligonu Nereidy. Brama pękła mi w rękach. Wszyscy patrzyli. A ja… obiecałam sobie, że nigdy więcej nie pokażę strachu.

Jej głos zadrżał, ale nie uciekł. To było odważne.

Mikołaj podał jej kamień.

— Proszę to powiedzieć jeszcze raz — poprosił. — Ale dopowiedzmy koniec. Co było potem?

Rena zamknęła oczy. Oddychała równo, jak uczyła swoich uczniów. I po chwili powiedziała:

— Potem próbowałam znowu. I znowu. I w końcu… brama się otworzyła. Nie dlatego, że byłam idealna. Tylko dlatego, że nie przestałam.

Kamień w jej dłoniach rozbłysnął. Ciepło przeszło przez salę jak promień słońca. W środku kamienia pojawił się wir światła, a potem spokojny blask. Puste naczynie napełniło się wspomnieniem, które wróciło na swoje miejsce.

— Galet pamięci — szepnęła Maja, stojąca z boku. — Prawdziwy.

Mikołaj wziął kamień ostrożnie i wsunął go w szczelinę przy konsoli Bramy Szóstej. Złote motyle-iskry usiadły na ramie jak złoty pył, który wreszcie znalazł dom.

Brama przestała migać. Jej powierzchnia wygładziła się jak jezioro. W środku pojawił się widok: błękit Nereidy, stacja Archiwum Mórz i spokojna droga, już nie poplątana.

— Działa — powiedział Tymek z takim zachwytem, jakby zobaczył smoka na deskorolce.

Rena otarła oczy szybko, jakby odganiała pyłek.

— Dziękuję — powiedziała do Mikołaja, a potem do uczniów. — I… przepraszam. Czasem udawałam, że nigdy się nie boję. A to głupie. Lepiej bać się i próbować.

Mikołaj skinął głową.

— Dokładnie tak działa wytrwałość — odparł. — Nie jest brakiem strachu. Jest decyzją, że idziemy dalej mimo strachu.

Na koniec dnia galet pamięci został umieszczony w małej gablocie przy Sali Rady. Nie jako trofeum, tylko jako latarnia. Każdy uczeń mógł go dotknąć i poczuć ciepły szept: „Nie przestawaj.”

A gdy noc spłynęła na kopułę szkoły, mapa gwiazd nad ośrodkiem migotała spokojnie, jakby sama kosmiczna ciemność mrugała porozumiewawczo. Portale znów wiedziały, dokąd prowadzą — bo pamięć wróciła na swoje miejsce, zamknięta w gładkim, świecącym galecie.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Ośrodek szkoleniowy
Miejsce, gdzie uczą ludzi wykonywać specjalne prace lub zawody, z salami i nauczycielami.
Kopuła
Zaokrąglony dach lub sufit w kształcie półkuli, często nad dużą salą.
Szklarnia xenobiologiczna
Szczególne pomieszczenie do hodowania i badania obcych roślin i organizmów.
Pyłku
Bardzo drobne ziarenka z kwiatu lub rośliny, które unoszą się w powietrzu.
Portale
Specjalne przejścia lub drzwi, które łączą różne miejsca lub światy.
Węzeł pamięci
Miejsce lub punkt, w którym przechowywane są ważne wspomnienia lub informacje.
Wspomnienie
Obraz lub myśl o czymś, co wydarzyło się wcześniej, pamiętane w głowie.
Klucz
Tu: coś, co pozwala otworzyć przejście lub przypomnieć sobie zagubioną rzecz.
Wgryzacz Węzłów
Dziwna istota, która psuje lub miesza trasy i połączenia między miejscami.
Galet pamięci
Mały kamień lub naczynie, które przechowuje lub chroni ważne wspomnienie.
Autopilot
Urządzenie lub program, który sam steruje pojazdem bez potrzeby ciągłej obsługi.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Fantastyka kosmiczna dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.