Rozdział 1: Tajemniczy klient w deszczowym mieście
Krople deszczu bębniły w dachy kamienic, a ulice pełne były refleksów kolorowych lamp gazowych. W samym sercu miasta, tuż obok starego parku, znajdowało się biuro detektywistyczne „Trzej Czarodzieje i Jedno Biurko”. Było to miejsce bardzo wyjątkowe. Nikt nie był tam zaskoczony, gdy przez okno wpadał skrzat z ogonem jeża, albo kiedy sowa w okularach zamawiała czekoladę na wynos.
Właśnie tego wieczoru, kiedy miasto pachniało mokrym brukiem i karmelem z pobliskiej cukierni, trójka chłopców – Leon, Kacper i Tymek – siedziała nad mapą magicznych tuneli podziemnych. Leon, najstarszy z nich, miał zawsze nieco potargane włosy i nosił okulary, przez które wszystko wydawało się bardziej tajemnicze. Kacper był niższy, bardzo szybki i mówił tak szybko, że nawet magiczne żaby nie nadążały z rechotaniem. Tymek natomiast był cichy, ale jego pomysły były najdziwniejsze i najgenialniejsze.
Nagle do biura wszedł ktoś wyjątkowy. Była to dziewczynka w żółtym płaszczu, z niebieskim parasolem, który sam się zamykał i otwierał. Miała na głowie czapkę z uszami lisa.
– Szukam detektywów! – zawołała, a jej głos zabrzmiał jak dzwoneczki.
Chłopcy spojrzeli na siebie. Klient! Ostatni raz mieli takiego tydzień temu, kiedy smok szukał zaginionej skarpetki.
– My jesteśmy detektywami! – powiedział Leon, poprawiając okulary. – Czym możemy służyć?
– Coś dziwnego dzieje się w Parku Szelestnych Liści – wyjaśniła dziewczynka. – Co noc znika tam światło wszystkich latarni, a po ścieżkach krąży cień, który śmieje się i zostawia ślady łap... Ale nie takich zwykłych, tylko świecących!
Kacper aż podskoczył z ekscytacji.
– Brzmi jak robota dla nas! – zawołał.
Tymek już wyjmował z szuflady szkło powiększające, które pokazywało rzeczy niewidzialne, a Leon zanotował wszystko w swoim notesie.
– O której to się dzieje? – spytał poważnie.
– Zawsze tuż po zmierzchu, kiedy lampy zaczynają świecić na zielono – odpowiedziała dziewczynka.
Chłopcy spojrzeli na siebie z uśmiechem. Nie mogli się już doczekać, by wyruszyć na kolejną przygodę w magicznym mieście!
Rozdział 2: Wędrówka przez zaczarowany park
Gdy słońce schowało się za chmurami, chłopcy ubrali swoje detektywistyczne płaszcze i założyli kapelusze z odblaskowymi piórkami. Dziewczynka przedstawiła się jako Lila i poprowadziła ich przez ulice, aż dotarli do Parku Szelestnych Liści.
Park wyglądał zwyczajnie, ale tylko z daleka. Z bliska można było zobaczyć, że liście na drzewach były fioletowe i szeleściły nawet, gdy nie było wiatru. Na ławkach siedziały koty z ogonami zamieniającymi się w mgłę, a nad trawnikiem unosiły się świetliste motyle.
– Przypomnijcie mi, czemu zawsze nasze sprawy są takie... świecące – mruknął Kacper, wyjmując z kieszeni latarkę z magicznym światłem.
– Bo zwykłych spraw nikt nie chce – odpowiedział Tymek. – A poza tym, im dziwniejsze, tym lepsze!
Zbliżali się właśnie do starej fontanny, kiedy nagle wszystkie latarnie zgasły jednocześnie. Park zatonął w ciemnościach, a tylko motyle i liście dawały trochę blasku.
Leon otworzył notes i zanotował: „zgaśnięcie latarni – godzina 19:07”. Kacper zaczął się rozglądać, a Tymek wyciągnął szkło powiększające.
Wtedy usłyszeli chichot. Taki, jakby ktoś miał chatkę zrobioną z dzwonków i pierników i właśnie wlazł do środka.
Z cienia wyłonił się stworek. Był wielki na pół metra, miał futro w paski i oczy jak dwa księżyce. Na jego łapkach świeciły się maleńkie lampki.
– Ojej, to chyba on! – szepnęła Lila.
– Dobry wieczór! – zawołał Leon odważnie. – Jesteśmy detektywami. Kim jesteś i dlaczego gasisz światła?
Stworek popatrzył na nich, zamrugał i... kichnął, aż mu się lampki na łapach rozjaśniły.
– Nazywam się Błyskotek! – przedstawił się. – I wcale nie gaszę latarni na złość. Po prostu... mam straszliwą alergię na zielone światło!
Chłopcy spojrzeli po sobie. Kacper aż parsknął śmiechem.
– To dlatego się śmiejesz i zostawiasz ślady? – spytał Tymek.
Błyskotek kiwnął głową.
– Każde zielone światło sprawia, że muszę uciekać, a kiedy biegnę, moje łapki świecą. I wtedy latarnie gasną, bo nie lubią konkurencji!
Lila podrapała się po czapce z uszami.
– To wszystko wyjaśnia – stwierdziła.
Leon zanotował: „Błyskotek – alergia na zielone światło. Winny nieumyślnie”.
Rozdział 3: Pomysłowy plan detektywów
Siedli wszyscy razem na ławce, a Błyskotek usiadł obok i zwinął się w kłębek. Chłopcy zaczęli szukać rozwiązania.
– Może zmienimy kolor światła w latarniach? – zaproponował Kacper. – Na przykład na fioletowy albo niebieski!
– Albo damy Błyskotkowi okulary przeciwsłoneczne! – dodał Tymek.
Leon podrapał się po głowie.
– Znam kogoś, kto może nam pomóc – powiedział. – Magiczny latarnik, pan Kandelabr! Mieszka dwie ulice dalej, nad sklepem z lodami cytrynowymi!
Nie tracąc czasu, wyprawili się do pana Kandelabra. Po drodze minęli kota, który śpiewał jazz i żółwia wożącego na grzbiecie miniaturową bibliotekę.
Pan Kandelabr był bardzo elegancki, miał połyskujący cylinder i brodę, która świeciła w ciemności. Powitali go uprzejmie, a Leon szybko wyjaśnił sprawę.
– Hm... To bardzo nietypowy problem – zamyślił się pan Kandelabr. – Ale dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych!
Wyjął z szuflady specjalny klucz i kilka fiolków z kolorowymi eliksirami.
– Możemy dodać do lamp kropelkę eliksiru Fioletowego Blasku. Latarnie będą świecić na fioletowo, a Błyskotek nie będzie musiał uciekać – wyjaśnił.
Detektywi z Błyskotkiem i Lilą pomogli roznieść eliksir po wszystkich latarniach w parku. Kacper wchodził na drabinę, Tymek podawał fiolki, a Leon sprawdzał, czy blask jest odpowiedni. Lila pilnowała, by żadna sowa nie porwała fiolki przez pomyłkę.
Po godzinie cała alejka świeciła się pięknym, fioletowym światłem. Błyskotek odetchnął z ulgą i przestał kichać. Zadowolony zatańczył wokół fontanny, zostawiając za sobą ślady świetlnych łapek.
– Udało się! – zawołał Kacper.
– Park już nie gaśnie – dodał Tymek.
– I Błyskotek może tu mieszkać! – ucieszyła się Lila.
Rozdział 4: Powrót bohaterów i nowa sprawa
Następnego ranka w mieście wszyscy mówili o magicznym, fioletowym świetle w Parku Szelestnych Liści. Koty mruczały głośniej, a motyle wyglądały jeszcze piękniej. Błyskotek został oficjalnym opiekunem fontanny, a detektywi zyskali sławę jako ci, którzy rozwiązują nawet najbardziej świecące zagadki.
W biurze „Trzej Czarodzieje i Jedno Biurko” Leon, Kacper i Tymek świętowali sukces. Lila przyniosła im babeczki z kremem o smaku malinowym, a Błyskotek zostawił im ślady łapek na oknie – na szczęście świecące, a nie brudzące!
– Ależ to była przygoda – westchnął Leon, spoglądając na mapę tuneli. – Ciekawe, jaka będzie nasza następna sprawa?
Nagle pod drzwiami rozległo się pukanie. Tymek uchylił drzwi i zobaczył... krasnoludka z brodą do ziemi i listem w ręku.
– Dzień dobry, mam do was ważną sprawę! – powiedział krasnoludek.
Detektywi popatrzyli na siebie, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Wiedzieli już, że w tym mieście magicznych zagadek nigdy nie zabraknie, a każdy dzień przynosi nowe, niesamowite przygody – zwłaszcza, gdy jest się detektywem od spraw nadzwyczajnych!