Trwa ładowanie...
Opowieść o szefie kuchni 5-6 lat Czytanie 9 min.

Zupa dyniowa pana Leona i jeżyk spod ławki

Pan Leon przygotowuje zupę dyniową na festyn, starannie waży składniki, uczy dzieci porządku i punktualności, a po drodze spotyka małego jeża.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Mężczyzna szef kuchni, uśmiechnięty i spokojny, w dużym białym fartuchu poplamionym pomarańczową zupą i miękkiej toczce, trzyma błyszczącą drewnianą chochlę i nalewa gładką pomarańczową zupę do małej białej miseczki; z lewej stoi zdumiony chłopiec z potarganymi włosami trzymający łyżeczkę, w tle po prawej pracująca ochotniczka w zielonej bluzie podając miski; na pierwszym planie nieduży brązowy jeż obwąchuje rozsypany przy nim woreczek przypraw; miejsce to słoneczny park pod dużym czerwono-beżowym namiotem z drewnianymi stołami, parujący metalowy kocioł na palenisku i rozsypane jesienne liście; scena pokazuje nalewanie gorącej zupy, biały dymek pary, ustawioną kolejkę dorosłych i dzieci, ciepłą atmosferę i żywe kolory z grubymi fakturami farby akrylowej. zgłoś problem z tym obrazem

1. Poranek w kuchni pana Leona

W kuchni pana Leona pachniało ciepłym chlebem i masłem. Światło wpadało przez okno jak złoty miód. Pan Leon był szefem kuchni. Miał biały fartuch, czapkę jak małą chmurę i uśmiech, który robił się jeszcze większy, gdy ktoś był głodny.

Lubił ludzi. Lubił mówić „dzień dobry”, „proszę” i „dziękuję”. Lubił też porządek, bo w kuchni porządek to spokój. A spokój to dobre jedzenie.

Na ścianie tykał zegar. Tik-tak, tik-tak. Pan Leon spojrzał na niego i klasnął cicho w dłonie.

Dziś miał ugotować zupę dyniową na festyn w parku. Dzieci miały dostać małe miseczki, a dorośli duże. Wszystko musiało być gotowe na czas, zanim słońce stanie wysoko.

Pan Leon miał swój miękki refren, który nucił, gdy pracował:

„Cieplutko mieszać, spokojnie kroić,

na czas być gotowym, smak ma się rozzłocić.”

Najpierw spakował koszyk. Włożył łyżkę jak wiosło, fartuch zapasowy i małe słoiczki z przyprawami. Potem wyjął wagę kuchenną, taką z dużą tarczą.

Waga jest ważna – mruknął do siebie. – W kuchni miarka i waga to przyjaciele.

Wtedy ktoś zapukał. To był sąsiad, pan Romek, który ciągle gubił czapki.

– Leonie, idziesz do parku? – zapytał.

– Tak, ale najpierw rynek. Muszę zważyć składniki. I muszę być punktualny – odpowiedział pan Leon. – Punktualność to taka niewidzialna przyprawa. Bez niej wszystko robi się nerwowe.

Zegar znów tyknął.

Tik-tak. Tik-tak.

Pan Leon wyszedł, a jego kroki brzmiały jak spokojne bębenki: tup, tup, tup.

2. Waga, dynia i mały mini-zwrot

Na rynku było kolorowo. Pomarańczowe marchewki leżały jak kredki. Jabłka błyszczały jak czerwone policzki. A dynie… dynie wyglądały jak okrągłe słońca, które ktoś położył na straganie.

Pan Leon przywitał sprzedawczynię.

– Dzień dobry, pani Haniu. Poproszę dynię, marchew, cebulę i imbir. Zupa ma być gładka jak kocyk – powiedział.

Pani Hania podała mu wielką dynię.

– Ta jest słodka i dojrzała. Pachnie jesienią – mrugnęła.

Pan Leon postawił wagę na ladzie. Ustawił dynię, a wskazówka ruszyła i zatrzymała się.

– Cztery kilo – powiedział. – Idealnie. Do tego dwie marchewki… nie, trzy. Dla smaku i koloru.

Dziecko obok patrzyło szeroko otwartymi oczami.

– Po co ważyć? – zapytało cicho.

Pan Leon pochylił się, żeby być na jego wysokości.

– Żeby zupa zawsze smakowała tak samo dobrze. Gdy wiem, ile mam dyni, wiem też, ile wody dodać. I ile soli. W kuchni szef kuchni liczy i waży, bo dba o brzuszki wszystkich – wyjaśnił spokojnie.

Wziął cebulę, małą i błyszczącą.

– Cebula daje zapach. Taki, co łaskocze nos i mówi: „idzie obiad” – dodał i znów zanucił:

„Cieplutko mieszać, spokojnie kroić,

na czas być gotowym, smak ma się rozzłocić.”

Gdy już wszystko było w koszyku, pan Leon ruszył w stronę parku. Po drodze gwizdał wiatr, a liście tańczyły pod butami jak suche ciasteczka.

Przy wejściu do parku stała ławka. Zielona, lekko porysowana, ale przyjazna. Pan Leon postawił koszyk obok i usiadł na chwilę, żeby poprawić sznurki. Ławka była chłodna w dotyku, a słońce grzało mu policzek.

Nagle usłyszał ciche „plum!”.

Z kieszeni fartucha wypadła mała torebka z imbirem i potoczyła się pod ławkę.

– Oho! – szepnął pan Leon. – Bez imbiru zupa będzie mniej wesoła.

Schylił się. Pod ławką było trochę piasku i jeden zgubiony guzik. A obok… mały jeż. Kula z igiełek, jak szczoteczka do włosów, tylko żywa. Jeż trzymał nos przy torebce, jakby ją wąchał.

Pan Leon nie krzyknął. Nie pogonił. Był szanował każdego.

– Dzień dobry, jeżyku. To tylko imbir. Pachnie ostro, ale nie gryzie – powiedział łagodnie.

Jeż prychnął, jakby chciał powiedzieć: „Aha!” i cofnął się o krok.

Pan Leon powoli wyjął torebkę i uśmiechnął się.

– Dziękuję, że pilnowałeś – szepnął.

Wstał i spojrzał na zegarek.

– Ojej. Czas leci jak łyżka po talerzu. Muszę być na czas.

Zebrał koszyk i ruszył szybciej, ale nadal spokojnie. Bo szef kuchni ma szybkie ręce, a serce spokojne.

3. Kuchnia w parku i zapach, który tuli

W parku stał mały namiot kuchenny. Garnek był wielki jak bęben. Obok stały stoliki, a na nich czyste miseczki. Pan Leon przywitał wolontariuszy.

– Dzień dobry! Dziękuję, że jesteście punktualnie. Dzięki temu wszyscy zjedzą bez czekania – powiedział.

Wszyscy poczuli się ważni. Bo punktualność to też szacunek.

Pan Leon umył ręce. To było pierwsze kuchenne prawo.

Potem zaczął kroić. Dynia miała twardą skórkę, ale w środku była miękka i wilgotna. Pan Leon opowiadał, co robi, żeby dzieci słuchały i uczyły się bez wysiłku.

– Widzicie? Najpierw kroję warzywa na kawałki podobnej wielkości. Wtedy gotują się równo. Równo znaczy: nikt nie jest za twardy i nikt nie jest za miękki – tłumaczył.

Cebula syknęła na desce, gdy nóż przesuwał się po niej: szsz, szsz. Zapach zrobił się słodkawy i trochę łzawy.

– Cebula czasem szczypie w oczy, ale robi serce zupy – powiedział pan Leon i mrugnął.

Marchewki były gładkie. Imbir był chropowaty.

– Imbir jest jak mały ogień, ale taki grzeczny. Daje ciepło w brzuchu – wyjaśnił.

Wrzucił wszystko do garnka. Dodał odrobinę oleju i mieszał wielką łyżką.

„Cieplutko mieszać, spokojnie kroić,

na czas być gotowym, smak ma się rozzłocić.”

Potem dolał wodę. Nie za dużo, nie za mało.

Wyjął wagę jeszcze raz i zważył sól i przyprawy w małej miseczce.

– Przyprawy to jak muzyka. Gdy jest ich za dużo, robi się hałas. Gdy jest za mało, jest cicho i smutno. A my chcemy wesołą piosenkę – powiedział.

Dzieci śmiały się, bo wyobraziły sobie sól grającą na trąbce.

Zupa bulgotała: bul-bul, bul-bul. Para unosiła się i pachniała dynią, marchewką i ciepłem. Pan Leon przykrył garnek i ustawił minutnik.

– Teraz czekamy. Szef kuchni potrafi działać szybko, ale też potrafi cierpliwie czekać. I zawsze pilnuje czasu – dodał.

Minutnik tykał jak mały zegar. A pan Leon w tym czasie posprzątał stanowisko.

– Czystość to też część pracy kucharza. Łatwiej wtedy znaleźć rzeczy i mniej się stresuje – mówił.

Gdy zupa była gotowa, pan Leon zmiksował ją na gładko. Zrobiła się aksamitna, jak miękki koc. Spróbował łyżeczką.

– Mmm. Smak jest ciepły. Zapach jest miły. Zupa jest gotowa na czas – powiedział i odetchnął.

Podszedł do ławki w pobliżu, tej samej zielonej. Ustawił na niej koszyk z pieczywem.

– Ławka też pomaga. Jest jak mały pomocnik – zaśmiał się.

Festyn ruszył. Ludzie podchodzili, a pan Leon nalewał zupę. Był uprzejmy i spokojny.

– Proszę. Smacznego. Uważaj, gorące. – Jego głos brzmiał miękko jak para z garnka.

4. Cichy wieczór i zasłużona drzemka

Gdy słońce zaczęło schodzić niżej, miseczki były puste, a na twarzach zostały pomarańczowe uśmiechy. Pan Leon czuł w nogach miłe zmęczenie. Takie, które mówi: „zrobiłeś dobrą robotę”.

Wszyscy podziękowali mu głośno. Nawet pan Romek, który znalazł dziś swoją czapkę.

– Leon, twoja zupa była jak przytulenie – powiedział.

Pan Leon schował wagę do torby.

– Waga pomogła. Zegar pomógł. A wy pomogliście najbardziej – odpowiedział.

Na chwilę podszedł do ławki. Usiadł. Drewno było już cieplejsze, jakby nasączyło się słońcem.

Pod ławką coś zaszeleściło. To jeż. Przyszedł znów, powąchał powietrze i kichnął cichutko, bo imbir wciąż pachniał.

– Dobranoc, jeżyku – szepnął pan Leon. – Dziś wszystko było na czas.

Wrócił do domu, umył ręce i twarz. Założył miękkie skarpety. W kuchni było cicho, tylko zegar mruczał: tik-tak, tik-tak. Pan Leon położył się na kanapie, a w powietrzu nadal unosił się zapach dyni i przypraw.

Zamknął oczy i pomyślał o tym, jak ważne jest być punktualnym, dbać o porządek i szanować ludzi. Pomyślał też, że gotowanie to troska, która ma smak.

I wtedy, z uśmiechem, zrobił sobie zasłużoną drzemkę.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Fartuch
Specjalny ubranie do gotowania, które chroni ubranie przed brudem.
Refren
Krótka część piosenki, którą ktoś często powtarza.
Miarka
Narzędzie do mierzenia ilości jedzenia lub płynów.
Waga
Przyrząd, który pokazuje, ile coś waży.
Punktualność
Zdolność bycia dokładnie na czas, bez spóźniania się.
Punktualny
Ktoś, kto przychodzi dokładnie na czas.
Imbir
Korzeń o ostrym smaku, dodaje zupom ciepła i zapachu.
Aksamitna
Miękka i gładka w dotyku, jak przyjemny kocyk.
Przyprawy
Składniki, które dodajemy do jedzenia, by miało smak.
Bulgotała
Dźwięk, który robi gotująca się zupa lub woda.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

park zwierzę kuchnia jeż

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o Szefach kuchni dla 5-6 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.