Trwa ładowanie...
Opowieść o podróży pod morzem 11-12 lat Czytanie 12 min.

Światło boi i tajemnica sieci widmo

Maja wraz z tatą, panią Olą i Bartkiem odkrywa pod wodą porzuconą skrzynkę zasilającą i sieć, w której zaplątane są morskie zwierzęta, i podejmuje się delikatnej akcji ratunkowej, ucząc się odwagi i współpracy.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dwunastoletnia dziewczynka, skupiona i odważna, z okrągłą twarzą i piegami, kasztanowymi włosami w końskim ogonie, w granatowym skafandrze nurkowym i rękawicach, trzyma mały nóż nurkowy i delikatnie przecina oczko siatki wokół małego konika morskiego; obok chłopiec Bartek (12 lat), z krótkimi brązowymi włosami, w turkusowym skafandrze, trzyma latarkę podwodną oświetlającą scenę; z lewej Pani Ola (~35 lat), biolog morska, spokojna i życzliwa, z blond warkoczem w khaki skafandrze, obserwuje i prowadzi, trzymając metalowe pudełko przymocowane do liny; w tle młody ośmiorniczka z bursztynowymi oczami przy skalnej szczelinie, mały srebrny krab oddala się w dół; miejsce: kolorowe dno morskie z falującymi zaroślami, teksturowanymi skałami i koralowcami, nad nimi duża unosząca się boja emitująca biało-niebieskie światło; główna sytuacja: podwodna akcja ratunkowa — dziewczynka uwalnia konika morskiego, reszta pomaga z opuszczeniem pudełka zasilającego przy boi; styl: nałożone wycinanki papierowe, widoczne brzegi i ziarniste tekstury, żywe kontrastowe kolory i miękkie cienie. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1

Maja miała jedenaście lat i słuch, jakiego zazdrościły jej mewy. Potrafiła usłyszeć, czy fale szepczą spokojnie, czy ostrzegają. Tego popołudnia morze brzmiało jak cicha piosenka, więc Maja włożyła piankę, zapięła pasek maski i pogładziła kieszeń kamizelki, gdzie miała mały notes w wodoodpornej okładce.

— Gotowa? — zapytał tata z łodzi, podając jej płetwy.

— Gotowa — odpowiedziała Maja. Nie mówiła głośno. Lubiła, gdy słowa są jak kamyczki: nie trzeba ich rzucać, wystarczy położyć.

Na łodzi była też pani Ola, biolog morska, i Bartek, sąsiad Majki, który miał dwanaście lat i zawsze udawał, że niczego się nie boi.

— Dzisiaj tylko rafa i boje — powiedziała pani Ola. — Musimy sprawdzić, czy sygnałowe światło w zatoce działa. W nocy ma być mgła.

Maja spojrzała na latarnię boi daleko na wodzie. Mrugała nierówno, jakby mrugała okiem, które coś boli.

— To nie wygląda dobrze — mruknęła Maja.

Bartek uśmiechnął się krzywo.

— Może po prostu zasnęła.

Maja zaśmiała się cicho. Humor Bartka był jak sól na frytkach: czasem przesadzał, ale zwykle poprawiał smak.

Zsunęli się do wody. Najpierw było chłodno, potem przyjemnie. Pod powierzchnią świat zmienił się w szkło i zielone światło. Maja zanurzyła twarz. Usłyszała nie tylko swój oddech, ale też kliknięcia krewetek i dalekie buczenie łodzi.

— Pamiętajcie, blisko siebie — powiedziała pani Ola przez fajkę, a słowa zadrżały jak bańki.

Maja skinęła. Płynęli w stronę boi, pod nimi falowały łąki trawy morskiej. Wśród nich przemykały srebrne rybki, jak żywe igły.

I wtedy Maja usłyszała coś dziwnego. Nie hałas. Raczej brak hałasu. Jakby ktoś przykrył fragment świata kocem.

Zatrzymała się i wskazała dłonią w dół.

— Co jest? — Bartek podpłynął, a jego oczy w masce zrobiły się wielkie.

Na dnie, w cieniu skały, coś błysnęło. Niebieskie, metaliczne. I nieruchome.

Rozdział 2

Maja zanurkowała głębiej. Woda ścisnęła jej uszy, więc wyrównała ciśnienie, jak ją uczono. Pod skałą leżała mała skrzynka, przywiązana do cienkiej liny. Na niej była naklejka: „BOJA — ZASILANIE”.

— Ojej — wydyszał Bartek w rurkę. — To część boi?

Pani Ola podpłynęła, obejrzała skrzynkę i poruszyła głową.

— Ktoś ją oderwał albo lina pękła. Bez tego zasilania światło może wariować.

Maja poczuła, jak w brzuchu rośnie jej mała, ostra kula niepokoju. Mgła w nocy, łodzie wracające do portu… nierówne światło to jak mylący znak na drodze.

— Trzeba ją podnieść — powiedziała pani Ola. — Ale ostrożnie. Może być ciężka.

Maja dotknęła liny. Była poszarpana, a w jednym miejscu oplątana w coś cienkiego jak pajęczyna. Siatka. Stara i prawie niewidoczna.

— Siatka widmo — szepnęła Maja, choć nikt nie usłyszał, tylko bańki.

W siatce tkwił krab. Ruszał szczypcami, ale bez sensu, jakby walczył z powietrzem. Dalej, przy skale, wplątała się mała ryba. Jej płetwa drżała.

Bartek zrobił minę, jakby połknął cytrynę.

— To paskudne.

Pani Ola podała Maji mały nożyk do sieci, który zawsze nosiła przy pasie.

— Ty masz spokojne ręce — powiedziała. — Pomożesz?

Maja wzięła nożyk. Serce biło jej szybciej, ale dłonie miała pewne. Przypomniała sobie, co mówiła babcia: „Jak się boisz, oddychaj wolniej. Strach lubi pośpiech”.

Zbliżyła się do kraba. Siatka była cienka, ale mocna. Maja przecięła jeden splot, potem drugi. Krab wysunął nogi i odskoczył, jakby nagle przypomniał sobie, że jest szybki.

— Uciekaj, twardzielu — pomyślała Maja.

Ryba była trudniejsza. Siatka trzymała ją przy samej płetwie.

— Bartek, przytrzymaj latarkę — wskazała.

Bartek posłuchał bez słowa. Światło oświetliło płetwę jak biały liść. Maja przecięła splot tuż obok, milimetr po milimetrze. Ryba szarpnęła się i zniknęła w trawie morskiej.

Maja poczuła ulgę, jakby ktoś otworzył okno w jej głowie.

Pani Ola pokazała gest: „Dobrze”.

Ale siatka wciąż oplatała skrzynkę zasilania.

— Najpierw uwolnimy skrzynkę — powiedziała pani Ola, gdy wynurzyli się na chwilę i zdjęli fajki z ust. — Potem przymocujemy ją z powrotem do boi. Jeśli się nie da, zabierzemy na łódź.

Maja spojrzała na boję. Nadal mrugała nierówno, jak niespokojne oko.

— Zrobimy to — powiedziała cicho. — Spokojnie.

Rozdział 3

Zeszli znowu pod wodę. Maja przyłożyła dłoń do skrzynki. Była ciężka, ale nie za ciężka, jeśli pracować razem.

Pani Ola zaczęła ciąć siatkę z drugiej strony, a Maja z przodu. Bartek trzymał linę, żeby nie uciekała w trawę.

Nagle siatka drgnęła. Nie od fali. Coś ją pociągnęło.

Maja odwróciła głowę i zobaczyła, jak z ciemniejszej szczeliny w skale wystaje macka ośmiornicy. Była jak miękka rękawiczka, ciekawa i szybka. Macka dotknęła siatki, potem skrzynki.

— Ośmiornica! — wypuścił bąble Bartek.

Ośmiornica wypłynęła powoli. Była nie duża, raczej młoda, z oczami jak dwa bursztyny. Nie wyglądała groźnie. Wyglądała… obrażona. Jakby to był jej kąt, jej skarb, jej porządek.

Maja pamiętała, że ośmiornice są mądre. I że nie lubią, gdy ktoś panikuje.

Zatrzymała się. Nie machała rękami. Nie szarpała siatki.

Z kieszeni kamizelki wyjęła mały błyszczący kapsel od butelki, który zabrała kiedyś z plaży, żeby go wyrzucić. Teraz błysnął w świetle. Maja wyciągnęła go w stronę ośmiornicy, ale nie za blisko.

Ośmiornica przybliżyła się. Macka dotknęła kapsla, potem go chwyciła. Zmieniła kolor na jaśniejszy, jakby była zadowolona z zabawki. Odwróciła się i odpłynęła do szczeliny, ściskając kapsel jak trofeum.

Bartek zrobił gest: „Serio?!”.

Maja wzruszyła ramionami. W masce jej uśmiech był tylko fałdką na policzku, ale wystarczyło.

Teraz mogli pracować. Siatka puściła. Skrzynka była wolna.

Pani Ola pokazała gest: „W górę”.

Podnieśli skrzynkę razem. Maja czuła, jak mięśnie w ramionach palą, ale nie przestawała oddychać równo. Skrzynka wypłynęła trochę, potem znów ciążyła. Woda pomagała, ale też stawiała opór.

Dopłynęli do liny boi. Była tam metalowa obejma, do której skrzynka powinna być przyczepiona.

— Trzeba ją zapiąć — powiedziała pani Ola, gdy na chwilę wynurzyli się i zaczerpnęli powietrza. — Maja, ty widzisz najlepiej detale. Znajdź zaczep.

Maja zanurkowała. Pod palcami poczuła zimny metal. Zaczep był, ale zardzewiały i krzywy. Nie chciał się domknąć.

Bartek próbował siłą, ale obejma tylko skrzypnęła.

— No weź! — parsknął, a woda zabrała jego złość w bąblach.

Maja przyjrzała się uważnie. Zobaczyła mały kamyk zaklinowany w zawiasie. Jak drzazga w palcu.

Wsunęła nożyk, delikatnie podważyła. Kamyk wyskoczył i potoczył się po linie.

— Teraz — wskazała Bartkowi.

Bartek zapiął obejmę. Klik! Dźwięk był krótki, ale dla Majki brzmiał jak zamknięcie drzwi w bezpiecznym domu.

Boja nad nimi mrugnęła. Raz. Drugi. Trzeci. Równo.

Maja poczuła, jak jej ostra kula niepokoju topnieje.

Rozdział 4

W drodze powrotnej pani Ola pokazała, że jeszcze nie koniec. Wskazała na kawałek rafy bliżej brzegu. Między koralowcami i kamieniami błysnęło coś jak srebrna wstążka.

To była ta sama siatka. Długi ogon. I w tym ogonie zaplątany był mały konik morski, cienki jak wykrzyknik.

Maja ścisnęła nożyk mocniej. Koniki morskie zawsze ją zachwycały. Wyglądały jak miniaturowe smoki, które nie umieją zionąć ogniem, więc zioną cierpliwością.

— Pomóc? — zapytała Bartek po wynurzeniu, już bez żartów.

— Tak. Ale spokojnie — odpowiedziała Maja. — Ty trzymasz siatkę, ja tnę. Pani Ola patrzy, czy nic nie zniszczymy.

Zeszli pod wodę. Maja zbliżyła twarz do konika. Jego ogonek był owinięty w przezroczysty żyłkowy węzeł. Maja widziała, jak szybko pracuje jego mała paszcza, jakby liczył oddechy.

— Już, już — szepnęła.

Bartek trzymał siatkę tak, żeby nie ciągnęła. Pani Ola osłaniała dłonią koralowiec, by przypadkiem go nie zahaczyć. Trójka ludzi i jeden konik morski, jak dziwna drużyna ratunkowa.

Maja przecięła żyłkę. Za pierwszym razem nie puściła. Za drugim pękła. Konik drgnął i przyczepił się ogonkiem do trawy morskiej, jakby od razu szukał czegoś stabilnego.

Bartek zrobił pod wodą ukłon, przesadnie elegancki. Maja parsknęła śmiechem, a jej bąble poszły w górę jak małe baloniki.

— Zobaczcie — powiedziała pani Ola po wynurzeniu. — Tak wygląda prawdziwa współpraca. Bez pośpiechu, bez szarpania.

Maja spojrzała w stronę boi. Światło mrugało już równo. Morze brzmiało znów jak cicha piosenka, tylko bogatsza, jakby dodało kilka nowych nut.

— A ośmiornica? — zapytał Bartek, gdy dopłynęli do łodzi. — Myślisz, że odda kapsel?

Maja wspięła się na burtę.

— Może. A może zrobi z niego łopatkę do piasku. Ośmiornice mają swoje pomysły.

Tata podał im ręczniki.

— Widzę, że boja działa — powiedział, patrząc na równe błyski. — Dobra robota.

Maja otworzyła notes i zapisała: „Siatka usunięta. Skrzynka przymocowana. Zwierzęta uwolnione”. Litery były trochę krzywe od mokrych palców, ale czytelne.

Rozdział 5

Wieczorem mgła rzeczywiście przyszła. Zawinęła zatokę w szary szal. Z brzegu prawie nie było widać wyspki, gdzie w dzień siadały kormorany.

Maja stała z tatą przy małej stacji sygnałowej. To był domek z oknem, radiem i tablicą z numerami kanałów. Pani Ola przyszła też, z kubkiem herbaty, a Bartek przyszedł, bo ciekawość była silniejsza niż kanapka.

W głośniku radia trzaskało.

„Sarnica” do brzegu, zgłaszamy wejście do zatoki, widoczność słaba — odezwał się męski głos.

Tata spojrzał na Maję.

— Sprawdzimy sygnał powitalny, gdy będą blisko. To ważne, żeby czuli się pewnie.

Na morzu, w mlecznej mgle, błyskało światło boi. Raz, dwa, trzy. Równo. Jak serce, które nie gubi rytmu.

— Działa — szepnęła Maja.

Głos w radiu znów się odezwał.

— Widzimy boję. Dziękujemy. Prosimy o sygnał wejścia.

Tata nacisnął przycisk, ale zawahał się.

— Maja, chcesz powiedzieć? To twoja misja.

Maja poczuła w gardle lekkie drżenie. Nie z lęku. Z ważności. Wzięła mikrofon. Pamiętała swój cel: ogłosić „misja wykonana” spokojnie. Nie jak bohaterka z filmu. Jak ktoś, kto wie, że spokój też jest odwagą.

Przyłożyła mikrofon do ust.

— Tu brzeg. Boja działa prawidłowo. Misja wykonana — powiedziała cicho i wyraźnie.

W stacji zrobiło się ciszej, jakby nawet radio słuchało.

Po chwili w głośniku zabrzmiała odpowiedź:

— Przyjęliśmy. Dziękujemy za pomoc. Wchodzimy.

Tata włączył sygnał powitalny: krótki, jasny dźwięk, który niósł się przez mgłę jak latarnia w dźwiękach. Z zewnątrz odpowiedziało mu inne, dalsze „bip” z łodzi „Sarnica”. Jak ktoś, kto macha ręką, choć go nie widać.

Maja wyszła na ganek. Mgła pachniała mokrą solą. W oddali, dzięki równej boi, świat nie był już zgubiony. Był po prostu miękko ukryty.

Bartek stanął obok.

— Wiesz… — zaczął i zmieszał się. — To było… naprawdę mądre z tym kapslem.

Maja wzruszyła ramionami.

— Czasem wystarczy pomyśleć, co ktoś inny chce dostać, a nie co my chcemy zabrać.

Pani Ola uśmiechnęła się.

— I czasem najdzielniejsze jest to, że nie robisz zamieszania — dodała.

Na wodzie rozległ się jeszcze jeden sygnał, tym razem bliższy. Potem w mgle pojawił się cień łodzi, powoli, bezpiecznie, jakby wpływała do domu.

Maja spojrzała na równe błyski boi i na spokojne fale.

Zatoka odpowiedziała cichym szumem. A sygnał powitalny znów zabrzmiał, jasny i pewny, witając tych, którzy wracali.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

BOJA — ZASILANIE
Naklejka mówiąca, że to część, która daje prąd do boi.
Kamizelki
Część uprzęży, kieszeń na sprzęt lub kamizelka ratunkowa noszona na wodzie.
Pianka
Specjalny skafander z grubego materiału, który ogrzewa w zimnej wodzie.
Fajkę
Rurka do oddychania używana przez nurków i pływaków pod wodą.
Trawy morskiej
Rośliny rosnące pod wodą, tworzące zielone łąki w morzu.
Pajęczyna
Delikatna sieć nitki podobna do tej, którą robi pająk.
Zardzewiały
Pokryty rdzą, czyli pomarańczowym, łuszczącym się nalotem metalu.
Obejma
Metalowa część, która zaciska i trzyma coś razem, jak klamra.
Zaczep
Mały element, na którym można coś zawiesić lub przypiąć.
Konik morski
Mała, dziwnie ukształtowana rybka wyglądająca jak miniaturowy koń.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

współpraca odwaga ratunek morze

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o podróżach pod morzem dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.