Rozdział 1: Atlas zabaw na szkolnym korytarzu
Kuba zawsze chodził z plecakiem zapiętym do końca, jakby w środku miał porządek całego świata. Miał też zeszyt w kratkę, który nazywał „Atlasem zabaw”. Nie był to prawdziwy atlas z mapami, tylko zbiór opisów gier dzieci z różnych krajów. Kuba lubił porównywać: co jest podobne, co inne i dlaczego.
Tego dnia na długiej przerwie spotkał się z trzema kolegami: Olkiem, Mikołajem i Jankiem. Wszyscy mieli około dziesięciu lat, wszyscy byli w tej samej klasie, ale każdy miał swój styl. Olek żartował nawet wtedy, gdy wiązał buty. Mikołaj lubił zadawać pytania, czasem po trzy naraz. Janek był spokojny i pamiętał, kto komu pożyczył długopis.
– Dzisiaj porównamy gry z różnych stron świata – powiedział Kuba i otworzył zeszyt. – Tylko potrzebuję waszej pomocy. Każdy niech przypomni sobie jakąś zabawę, którą zna z opowieści albo z internetu, ale taką, w którą naprawdę da się zagrać na podwórku.
– Ja znam „ciuciubabkę” z opowieści babci – rzucił Janek. – Zasady proste jak kanapka z masłem.
– A ja widziałem film, jak dzieci w Kenii skaczą w gumę, tylko że ich guma była zrobiona z połączonych kawałków materiału – powiedział Mikołaj. – To było sprytne.
Olek podrapał się po głowie.
– Ja znam grę z Anglii… „tag”! To prawie jak nasz berek. Tylko brzmi jak nazwa psa.
Kuba uśmiechnął się krótko, bo radość miał raczej cichą i uporządkowaną.
– Świetnie. Właśnie o to chodzi: zobaczyć, że dzieci w różnych miejscach lubią podobne rzeczy. Bieganie, śmiech, zasady, które są fair.
Kiedy notował, obok przechodziła pani bibliotekarka z wózkiem książek. Zatrzymała się.
– Kuba, w bibliotece mamy gazetkę szkolną. W przyszłym tygodniu robimy numer o ważnych sprawach na świecie. Może napiszesz coś o zabawach dzieci z różnych krajów?
Kuba poczuł, jak w głowie ustawia mu się plan.
– Mogę. Ale… chciałbym też wytłumaczyć coś, co ostatnio pojawia się w wiadomościach. O wojnie.
Koledzy od razu spoważnieli. Nawet Olek przestał się kręcić.
– Wojna to to, co widzimy w telewizji? – zapytał Mikołaj. – Ludzie się kłócą… i nie umieją przestać?
Kuba zamknął zeszyt, jakby robił w nim bezpieczne miejsce.
– Możemy o tym porozmawiać spokojnie. Bez straszenia. I tak, żeby było wiadomo, co my, dzieci, możemy zrobić w codziennym życiu.
Rozdział 2: Co to jest konflikt, a co wojna?
Po lekcjach chłopcy poszli do biblioteki. Między regałami było cicho, ale nie smutno. Pachniało papierem i klejem, jak w nowym zeszycie.
Usiedli przy stoliku. Kuba wyjął „Atlas zabaw”, a Mikołaj przyniósł książkę o krajach świata. Janek trzymał ołówek, bo zawsze był gotowy do notowania. Olek wziął zakładkę z kotem i udawał, że to jego „asystent”.
– Zacznijmy od słowa „konflikt” – powiedział Kuba. – To trudniejsze słowo na zwykłą sprzeczkę. Konflikt jest wtedy, gdy dwie strony chcą czegoś innego i nie potrafią się dogadać.
– Jak wtedy, gdy dwie osoby chcą być bramkarzem? – wtrącił Olek.
– Dokładnie – potwierdził Kuba. – Jeśli nie ma rozmowy i zasad, sprzeczka rośnie. A wojna to bardzo wielki konflikt między państwami albo grupami ludzi, w którym używa się przemocy.
Janek zmarszczył brwi.
– Ale dlaczego dorośli nie zrobią „papier-kamień-nożyce” i po sprawie?
Olek parsknął śmiechem.
– Wyobrażam to sobie: prezydenci z rękami za plecami!
Kuba też się uśmiechnął, ale zaraz wrócił do faktów.
– Gdyby to było takie proste… Wojna często zaczyna się od strachu, złych decyzji, chęci władzy albo braku zaufania. Czasem ludzie wierzą w nieprawdziwe rzeczy, bo ktoś im je powtarza. I wtedy zamiast rozmawiać, wybierają siłę.
Mikołaj przewrócił stronę w książce.
– A co z dziećmi? Przecież dzieci nie chcą wojny.
– Właśnie – powiedział Kuba spokojnie. – Dzieci najczęściej chcą normalnego dnia: szkoły, zabawy, kolacji. Dlatego, kiedy jest wojna, wiele rodzin musi uciekać do bezpieczniejszych miejsc. To trudne, ale możemy o tym mówić z szacunkiem i bez obrazów, które straszą.
Janek dopisał w notesie: „Wojna = duży konflikt + przemoc. Konflikt można zatrzymać rozmową”.
– Czyli… – Mikołaj spojrzał na Kubę – możemy opisać w gazetce, jak zatrzymuje się konflikty, zanim urosną?
– Tak – odpowiedział Kuba. – I pokażemy, że nawet w zabawach ważne są zasady i odpowiedzialność. Bo to mały trening do życia.
Rozdział 3: Gry z różnych krajów i jedna wspólna zasada
Następnego dnia spotkali się na boisku. Kuba przyniósł kredę i sznurek. Chciał, żeby wszystko było praktyczne, bo wtedy łatwiej zrozumieć.
– Zagramy w trzy gry – oznajmił. – Każda z innego miejsca. I w każdej sprawdzimy, co pomaga uniknąć kłótni.
Pierwsza była prosta: berek, czyli „tag”. Olek został berkiem, bo twierdził, że ma „certyfikat szybkich nóg”.
– Uwaga! Kto zostanie złapany, nie obraża się na życie! – zawołał i ruszył.
Po chwili Mikołaj zatrzymał się nagle.
– Kuba, Olek mnie dotknął, ale ja nie wiem, czy to było „na koszulkę” czy „na plecak”.
Olek już chciał zaprotestować, ale Kuba podniósł rękę.
– Stop. Zasada: sporne rzeczy sprawdzamy spokojnie. Olek, pokaż, jak dotknąłeś.
Olek pokazał, że dotknął plecaka.
– Plecak też się liczy? – zapytał.
– Ustalmy – powiedział Kuba. – W tej rundzie liczy się tylko dotyk ręką w ramię albo plecy, bez plecaka. To uczciwsze.
Mikołaj skinął głową. Olek wzruszył ramionami.
– Dobra. Czyli mój certyfikat ma wyjątki.
Druga gra była inspirowana skakaniem w gumę, tak jak Mikołaj widział na filmie. Zamiast gumy użyli sznurka. Janek trzymał jeden koniec, Olek drugi.
– To jest jak „most”, po którym skaczesz – tłumaczył Kuba. – Jeśli komuś nie wyjdzie, mówimy „spróbuj jeszcze raz”, a nie „ale jesteś słaby”.
Olek odchrząknął teatralnie.
– Proszę państwa, ogłaszam, że Janek skacze jak sprężyna!
Janek się zaczerwienił, ale widać było, że to miłe.
Trzecia zabawa była z „Atlasu”: prosta gra z kamykami, którą Kuba opisał na podstawie rozmowy z chłopakiem z innej klasy, który przeprowadził się z Grecji. Trzeba było ułożyć pięć małych kamyków i podrzucać jeden, zbierając pozostałe.
– Tu najbardziej liczy się cierpliwość – powiedział Kuba. – I to, żeby nie popychać czyjejś ręki.
Kiedy skończyli, Kuba usiadł na ławce i podsumował:
– W każdej grze jest wspólna zasada: szacunek i jasne reguły. Bez tego zaczyna się konflikt.
Mikołaj popatrzył na boisko, gdzie kilka młodszych dzieci kłóciło się o piłkę.
– Czyli wojna to jak kłótnia o piłkę, tylko… bardzo, bardzo większa?
– Tak, tylko konsekwencje są dużo poważniejsze – odpowiedział Kuba. – Dlatego tak ważne jest, by uczyć się dogadywać w małych sprawach. To część odpowiedzialności.
Janek dodał:
– A odpowiedzialność to też przyznać: „pomyliłem się”.
Olek westchnął.
– To najtrudniejsza gra ze wszystkich.
Rozdział 4: Pomysł na pomoc i rozmowę
W piątek pani wychowawczyni powiedziała klasie, że do szkoły dołączy nowy uczeń, którego rodzina przyjechała z miejsca, gdzie jest niebezpiecznie. Nie podała szczegółów, tylko dodała:
– Najważniejsze: bądźmy życzliwi i cierpliwi. Nowe miejsce jest trudne, nawet bez żadnych innych spraw.
Kuba od razu pomyślał o gazetce. Ale nie chciał pisać o kimś „jak o temacie”. Chciał, żeby było realnie: jak się zachować, co zrobić, żeby pomóc.
Na przerwie zebrał chłopaków.
– Zróbmy w klasie „dzień gier z całego świata” – zaproponował. – Pokażemy, że wspólna zabawa łączy. A w gazetce napiszemy prosty tekst: czym jest konflikt, jak pomaga rozmowa, i co każdy może zrobić.
Mikołaj uniósł palec.
– I dodajmy listę: „co mówić, a czego nie”. Na przykład: nie wypytywać o trudne rzeczy, jeśli ktoś nie chce. Lepiej zapytać: „chcesz z nami zagrać?”
Janek kiwnął głową.
– Możemy też przygotować pudełko z przyborami: ołówki, gumki, linijka. Żeby nowy nie musiał się stresować.
Olek popatrzył na nich uważnie.
– A ja mogę… nauczyć wszystkich tej wersji berka z zasadą „bez plecaka”. To będzie nasza wspólna umowa.
Kuba zapisał wszystko w zeszycie, równo, punkt po punkcie. Potem poszli do pani bibliotekarki i zapytali, czy mogą zrobić w bibliotece małą wystawkę: „Zabawy dzieci świata”. Pani zgodziła się i dała im kartki oraz kolorowe flamastry.
Wieczorem Kuba pisał tekst do gazetki. Krótkie zdania, spokojne słowa:
„Wojna to wielki konflikt, w którym ludzie nie potrafią rozwiązać sporu rozmową i używają przemocy. My nie mamy wpływu na decyzje dorosłych, ale mamy wpływ na nasze zachowanie. Możemy ćwiczyć rozmowę, uczciwe zasady i pomoc. Małe działania budują duże poczucie bezpieczeństwa”.
Na końcu dopisał:
„Odpowiedzialność to myśleć o innych, nawet gdy nikt nie patrzy”.
Rozdział 5: Odpowiedź, która została przyjęta
W poniedziałek nowy uczeń pojawił się w drzwiach klasy. Miał na imię Timur. Trzymał plecak blisko siebie i rozglądał się ostrożnie, jak ktoś, kto szuka znajomych znaków.
Pani wychowawczyni wskazała wolne miejsce obok Kuby.
– Usiądź tutaj, będzie ci łatwiej – powiedziała.
Kuba przesunął krzesło, żeby było wygodnie. Nie zasypał Timura pytaniami. Po prostu położył na ławce jedną zapasową gumkę i ołówek z pudełka, które przygotowali.
– Jeśli potrzebujesz, możesz użyć – powiedział cicho.
Na przerwie Olek podszedł pierwszy, ale tym razem bez głośnych żartów.
– Hej, gramy w berka. Zasady proste. Chcesz dołączyć?
Timur spojrzał na boisko, potem na chłopaków. Chwilę milczał, jakby sprawdzał, czy to zaproszenie jest prawdziwe.
– Tak… mogę spróbować – odpowiedział.
Mikołaj pokazał mu kredą narysowaną linię.
– Tu jest „baza”, tu „stop”. Jak jest spór, zatrzymujemy grę i ustalamy. Bez krzyków.
Janek dodał:
– I jak ktoś się pomyli, to nic. Każdy się uczy.
Zagrali. Timur na początku biegł ostrożnie, potem coraz pewniej. Kiedy Olek prawie go złapał, Timur zrobił sprytny zwrot i uciekł do bazy. Olek udawał, że upada z dramatycznym jękiem.
– O nie, zostałem pokonany przez mistrza zwrotów!
Timur zaśmiał się krótko, a potem jeszcze raz, już normalnie, jakby zrzucił z ramion ciężki plecak, chociaż plecak nadal miał na plecach.
Po lekcjach odbył się „dzień gier z całego świata” w bibliotece. Na tablicy wisiały opisy: berek/tag, skakanie przez sznurek, kamyki. Obok była krótka notatka o konflikcie i o tym, że rozmowa pomaga go zatrzymać. Na stoliku stało pudełko z przyborami i kartka: „Jeśli ktoś jest nowy – zaproś go do gry”.
Timur przeczytał wszystko powoli. Potem spojrzał na Kubę.
– To… jest dla mnie? – zapytał.
Kuba odpowiedział spokojnie, tak jak pisał w zeszycie, bez wielkich słów:
– Dla każdego, kto potrzebuje. Chcemy, żebyś czuł się tu bezpiecznie.
Timur skinął głową.
– Dziękuję. U nas też dzieci grały. Tylko czasem nie było kiedy. Fajnie… że tu można.
W drodze do domu Kuba pomyślał, że nie rozwiązał wojny. Nikt z nich jej nie rozwiąże sam. Ale zrobili coś prawdziwego: stworzyli miejsce, w którym konflikt nie musi rosnąć, bo jest rozmowa, zasady i pomoc.
A to była odpowiedź, którą Timur przyjął. I której oni sami też chcieli się trzymać następnego dnia, i jeszcze następnego.