Rozdział 1: Rozgardiasz w kuchni
Od rana w domu Kacpra panowało zamieszanie. Mama próbowała upiec szarlotkę, tata szukał zgubionych okularów, a młodsza siostra Wiki rozlała mleko na stół. Kacper, chłopiec energiczny i pełen pomysłów, obserwował to wszystko, siedząc na krześle z nogami podciągniętymi pod brodę.
— Wiki, czy musisz rozlewać to mleko zawsze wtedy, gdy mama piecze? — westchnął, ale w jego głosie nie było złości.
— To przez koci ogon! — tłumaczyła się Wiki, pokazując na kota Bazylego, który udawał niewiniątko.
Mama wycierała stół, mrucząc do siebie, a tata zaglądał pod kanapę w poszukiwaniu okularów. Wtedy Kacper wpadł na genialny pomysł. Wziął z szafy swoją specjalną, czerwoną pelerynę z napisem „Szef Drużyny” — zdobycz z zeszłorocznego pikniku rodzinnego. Gdy ją zakładał, czuł się jak prawdziwy dowódca, gotów na największe misje.
— Uwaga, uwaga! — zawołał teatralnie, stając na środku kuchni. — Od dziś przejmuję dowodzenie! Mam plan akcji specjalnej, który zakończy bałagan i poprawi wszystkim humor!
Rodzice spojrzeli na niego z rozbawieniem, a Wiki już zaczęła klaskać.
Rozdział 2: Tajemnicza peleryna i plan Kacpra
Kacper rozwinął swój plan na dużym, kolorowym arkuszu papieru. Narysował tam dom, stół, szafkę na buty oraz… ogromną, śmiejącą się buzię.
— Oto nasza misja! — ogłosił. — Musimy zrobić coś takiego, żeby rodzice się uśmiechnęli, a dom przestał być polem bitwy z bałaganem. Wiki, ty jesteś szefem śmiechu. Ja — szefem porządku. A tata… hmmm… szefem poszukiwań zgubionych rzeczy!
Wiki z dumą założyła opaskę z kwiatkiem, którą Kacper nazwał „odznaką radości”. Tata podniósł rękę jak na apelu harcerskim.
— Rozkaz, szefie drużyny! — zażartował.
Pierwsze zadanie: porządkowanie przedpokoju. Kacper gwizdnął, Wiki zaczęła śpiewać wymyśloną piosenkę o kapciach, a tata, klękając, wyciągnął spod szafki nie tylko okulary, ale też… starą skarpetkę, kulkę kurzu i plastikową żabkę.
— Kto zgubił żabkę? — spytał, machając nią przed Wiki.
— To moja! — pisnęła Wiki i zaczęła rechotać jak żabka, aż mama zaczęła się śmiać mimo zmęczenia.
Rozdział 3: Kocia katastrofa i śmiech bez końca
Bazyli, zauważając ogólną wesołość, postanowił również się zabawić. Wskoczył na stół i jednym szybkim ruchem łapy strącił miskę z jabłkami. Bum! Turlające się jabłka rozbiegły się po całej kuchni.
— Akcja ratunkowa! — zakrzyknął Kacper i ruszył w pogoń za jabłkami. Wiki śmiała się, ganiając jedno, które utknęło za szafką.
Mama złapała się za głowę i powiedziała:
— Może powinniśmy zatrudnić Bazylego jako szefa psot?
Tata, już z okularami na nosie, próbował podnieść jabłko, ale przypadkiem poślizgnął się na skarpetce i usiadł na podłodze z groźną miną, która po chwili zmieniła się w szeroki uśmiech.
— No dobrze, przegrywam z tą drużyną. Uznaję waszą przewagę śmiechu! — poddał się tata.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Bazyli zamruczał zadowolony pod stołem.
Rozdział 4: Wielka niespodzianka dla dorosłych
Kacper miał jeszcze jeden sekret, o którym nie powiedział nikomu. W swoim pokoju przygotował specjalny „Dziennik Misji Rodzinnych”, w którym notował wszystkie psikusy, akcje ratunkowe, a także momenty, gdy cała rodzina śmiała się razem. Postanowił, że dziś wieczorem wręczy go rodzicom jako niespodziankę.
Ale najpierw cała drużyna musiała przygotować śmieszny występ. Wiki wymyśliła układ taneczny z podskokami, tata grał na łyżkach, a mama robiła zabawne miny do rytmu. Kacper, z peleryną na plecach, prowadził wszystkich jak prawdziwy dyrygent śmiechu.
— Uwaga, uwaga! — zakomenderował. — Rozpoczynamy koncert kapci i śmiechu!
Rodzice śmiali się do łez, a nawet Bazyli dołączył, przewracając się na grzbiet i wyciągając łapy do góry.
Rozdział 5: Dziennik pełen radości
Wieczorem, gdy wszyscy już byli zmęczeni po dniu pełnym śmiechu i wygłupów, Kacper przyniósł Dziennik Misji Rodzinnych. Wręczył go rodzicom z poważną miną, ale z błyskiem w oku.
— To dla was, żebyście nie zapomnieli, jak fajnie jest czasem trochę się powygłupiać — powiedział.
Mama otworzyła dziennik i przeczytała pierwszą notatkę: „Dzień totalnego bałaganu zakończony wybuchem śmiechu. Stan drużyny: wyjątkowo szczęśliwy!”
Wszyscy usiedli razem na kanapie, przeglądając zapiski Kacpra. Tata, przytulając Wikę, powiedział:
— Chyba powinniśmy robić takie misje częściej, co wy na to?
— Tak! — zawołała Wiki. — A Bazyli może być szefem wszystkiego, co spada ze stołu!
Kacper uśmiechnął się szeroko, czując, że jego misja naprawdę się udała. Dziennik puchnął od nowych zapisów. Rodzina jeszcze długo wspominała ten dzień, a peleryna szefa drużyny czekała już na następną przygodę.
I tak, dzięki śmiechowi, nawet najbardziej zwariowany dzień zamienił się w rodzinne święto, które każdy chciał powtórzyć.