Trwa ładowanie...
Opowieść o separacji i rozwodzie 11-12 lat Czytanie 15 min.

Dwa domy i piątkowe kakao

Maja, rozdzielana między rodzicami po ich rozstaniu, znajduje wsparcie w przyjaciółkach i razem z nimi oraz rodzicami tworzy „mapę tygodnia” i hasło bezpieczeństwa, które pomagają jej radzić sobie z tęsknotą i zmianami.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dwoje postaci: dziewczynka ok. 12 lat, kasztanowe półdługie włosy z lekką grzywką, brązowe oczy, zużyty niebieski sweter i dżinsy, siedzi na krawędzi kanapy po prawej, w lewej ręce złożona mała karteczka, patrzy na miskę kakao z półuśmiechem; mężczyzna (ojciec) ok. 40 lat, łagodne rysy z zmarszczkami, kilkudniowy zarost, beżowa casualowa marynarka, stoi po lewej przy niskim stoliku, miesza kakao dużą drewnianą łyżką, pochylony ku córce w geście pocieszenia. Miejsce: jasny, prosty salon w nowym mieszkaniu — jasne zasłony wpuszczające wieczorne światło, krótki szary dywan, regały z kilkoma książkami i rośliną doniczkową, porozrzucane kolorowe kubki, drewniana podłoga. Sytuacja: intymna, ciepła scena ojca i córki przygotowujących kakao, delikatny ruch łyżki, lekka para nad miską, spokojne, ciepłe barwy i miękkie oświetlenie z okna i lampy tworzą atmosferę bezpieczeństwa. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Kartka w kieszeni

Maja miała prawie dwanaście lat i kieszeń w bluzie, która od tygodni była jak sejf. W tej kieszeni leżała złożona na czworo kartka. Papier był już miękki od ciągłego dotykania, jakby uczył się jej palców.

Wieczorem w jej pokoju było cicho. Nie takie „fajne” cicho, tylko takie, które słychać. Z kuchni dobiegało stukanie łyżeczki o kubek, a z drugiego pokoju szum pralki. Maja usiadła na łóżku i wyjęła kartkę.

To była krótka notatka od mamy, napisana w dniu, kiedy tata wyniósł część rzeczy do nowego mieszkania:

„Maju, nic z tego nie jest twoją winą. Nadal jesteś kochana tak samo. Masz prawo tęsknić, złościć się i pytać. Zawsze możesz do mnie przyjść. I do taty też. Jesteśmy twoimi rodzicami na zawsze.”

Maja przeczytała to szeptem, jak zaklęcie. Zawsze przychodziło jej do głowy to samo pytanie: skoro „na zawsze”, to czemu nie razem? Zaraz potem pojawiała się druga myśl, równie uparta: a jeśli gdybym była mniej marudna, mniej głośna, mniej… ja?

W drzwiach stanęła mama z koszem prania.

— Skarpetki znikają jak w filmie sensacyjnym — powiedziała, próbując się uśmiechnąć.

Maja kiwnęła głową i szybko schowała kartkę.

— Coś czytasz? — zapytała mama łagodnie.

— Tylko… nic — mruknęła Maja. „Nic” było wygodne. „Nic” nie wymagało wyjaśnień.

Następnego dnia w szkole Maja spotkała swoją paczkę: Lenę, Igę i Zosię. Prawie wszystkie miały po dwanaście lat, tylko Zosia jeszcze „prawie-prawie”, bo urodziny dopiero za miesiąc, co nie przeszkadzało jej zachowywać się jak najstarsza.

— Majka, idziesz dziś na boisko po lekcjach? — zapytała Lena, odgarniając włosy spod czapki.

— Nie wiem… — Maja wzruszyła ramionami.

— To my wiemy — wtrąciła Iga. — Idziesz. Masz minę, jakbyś połknęła chmurę.

Zosia spojrzała uważnie.

— A jak chmura siedzi w brzuchu, to najlepiej ją rozruszać. Chodź.

Maja chciała powiedzieć „nie”, ale zamiast tego powiedziała:

— Dobra.

Rozdział 2: Plan w czterech głowach

Na boisku pachniało mokrą trawą. Dziewczyny usiadły na ławce, a Iga wyjęła z plecaka pudełko z kanapkami.

— Moja mama mówi, że jak człowiek je, to trudniej mu dramatyzować — oznajmiła i podała Majce jedną. — Proszę, terapia z serem.

Maja uśmiechnęła się pierwszy raz tego dnia.

— Dzięki.

Lena kopnęła kamyk.

— Moja ciotka jest po rozwodzie. Mówi, że na początku jest jak przeprowadzka w środku serca. Wszystko stoi w pudłach i nie wiesz, gdzie jest kubek.

Zosia przytaknęła.

— A potem układasz rzeczy po nowemu. Tylko to trwa.

Maja patrzyła na swoje buty.

— U mnie to… tata ma nowe mieszkanie. W weekendy mam być u niego. A w tygodniu u mamy. I ja… ja się boję, że jak będę się dobrze bawić u taty, to mama pomyśli, że jej nie kocham. A jak będę się dobrze bawić u mamy, to tata…

Iga prychnęła cicho.

— To jest jakby ktoś kazał ci wybrać, czy bardziej lubisz oddychać nosem czy ustami. Bez sensu. Oba są twoje.

— Łatwo ci mówić — mruknęła Maja, ale czuła, że w gardle robi się mniej ciasno.

Zosia oparła się o oparcie ławki, jakby miała wygłosić przemówienie.

— Dobra, to plan. Robimy „mapę tygodnia” dla Majki. Taką, żeby było jasno. I dodajemy rzeczy, które są zawsze stałe. Żebyś miała swoje latarnie.

Lena klasnęła w dłonie.

— Tak! Na przykład: w poniedziałek po szkole zawsze dzwonisz do taty, choćby na pięć minut. We wtorek zawsze pakujesz torbę spokojnie, a nie na ostatnią sekundę.

Iga uniosła palec.

— I obowiązkowo: w każdy piątek wieczorem gorąca czekolada. Niezależnie od adresu.

Maja parsknęła.

— Skąd mam wziąć gorącą czekoladę u taty, jak on ma w kuchni tylko… oliwki?

— To nauczymy go robić czekoladę — stwierdziła Iga z powagą, jakby chodziło o ratowanie świata.

Zosia dodała:

— I jeszcze jedna ważna rzecz: hasło bezpieczeństwa. Jak będziesz się czuła źle u któregoś z rodziców, mówisz ustalone zdanie, na przykład: „Potrzebuję chwili ciszy”. I wtedy dorośli wiedzą, że to nie kaprys, tylko sygnał.

Maja słuchała, jakby ktoś rozwijał przed nią mapę z wyrysowanymi drogami. Nie rozwiązywało to wszystkiego, ale dawało coś, czego bardzo potrzebowała: porządek.

— Mogę… mogę im to powiedzieć? — zapytała cicho.

— Nie tylko możesz — odpowiedziała Lena. — Powinnaś. To jest twoje życie, nie paczka przesyłek.

Maja wsunęła dłoń do kieszeni bluzy. Kartka była tam, jak zawsze. Ciepła od jej palców.

Rozdział 3: Pakowanie bez wojny

W środę po obiedzie mama postawiła na stole dwie torby: jedną sportową, drugą mniejszą.

— Spakujemy się razem? — zapytała. — Żebyś nie musiała o niczym pamiętać sama.

Maja poczuła ukłucie. „Razem” brzmiało dobrze i smutno jednocześnie.

— Mogę zrobić listę? — zapytała, przypominając sobie plan dziewczyn.

Mama podała jej zeszyt.

— Świetny pomysł.

Maja pisała: piżama, ładowarka, książka, szczoteczka. Potem dopisała: „coś miłego”. Zawahała się i dodała w nawiasie: „kartka”.

Mama obserwowała.

— Coś miłego to…? — spytała delikatnie.

Maja odetchnęła.

— Ta notatka, co mi dałaś. Noszę ją. W kieszeni.

Mama przysiadła obok.

— Naprawdę?

— Tak. Bo jak mi się robi… jakby za ciasno w środku, to czytam.

Mama dotknęła jej ramienia.

— Dziękuję, że mi mówisz. I Maju… możesz się dobrze bawić u taty. To nie jest zdrada. To jest normalne.

Maja przełknęła ślinę.

— A jak ty… jak ty wtedy się czujesz?

Mama zastanowiła się chwilę, jakby układała słowa jak klocki.

— Czasem czuję ukłucie, bo tęsknię. Ale bardziej chcę, żebyś była bezpieczna i spokojna. I chcę, żeby tata też potrafił ci to dać. To jest nasza wspólna praca, nawet jeśli nie jesteśmy razem.

Maja skinęła głową. „Wspólna praca” brzmiało jak coś konkretnego: jak sprzątanie po burzy, a nie jak koniec świata.

— Mam pomysł — powiedziała Maja, wyciągając kartkę i pokazując ją mamie. — Chcę ustalić z wami… takie rzeczy. Mapę tygodnia. I hasło, jak mi będzie trudno. Na przykład: „Potrzebuję chwili ciszy”.

Mama uśmiechnęła się.

— To bardzo mądre. Zrobimy to.

Wieczorem, zanim Maja poszła spać, mama przysiadła na brzegu łóżka.

— Jeszcze jedno — powiedziała. — Jeśli kiedykolwiek usłyszysz w głowie myśl, że to twoja wina… powiedz mi. Od razu.

Maja poczuła, że oczy jej się szklą.

— Dobrze.

Tego wieczoru cicho w mieszkaniu było trochę mniej straszne. Jakby między dźwiękami pojawiło się miejsce na oddech.

Rozdział 4: Oliwki kontra kakao

W piątek tata czekał pod szkołą. Miał na sobie kurtkę, która pachniała jak zimne powietrze i trochę jak jego woda po goleniu. Uśmiechnął się szeroko, ale w oczach miał zmęczenie.

— Hej, Majka. Gotowa na weekend?

W samochodzie rozmowa najpierw była jak jazda po nierównej drodze: trochę podskoków, trochę ciszy.

— Jak szkoła? — zapytał tata.

— Normalnie.

— A dziewczyny? Nadal ta wasza banda?

— Tak. I… mamy plan — wyrwało się Mai.

Tata spojrzał na nią szybko, ale uważnie.

— Plan brzmi poważnie. Opowiadaj.

W mieszkaniu taty wszystko było nowe: nowe zasłony, nowy dywan, nawet kubki wyglądały, jakby nikt jeszcze nie wiedział, z której strony się je trzyma. Maja poczuła się jak gość, choć to miał być też jej dom.

— Tata… — zaczęła, stojąc w progu pokoju, który miał być jej. — Możemy ustalić mapę tygodnia? I… hasło. Jak powiem: „Potrzebuję chwili ciszy”, to znaczy, że nie daję rady.

Tata odłożył klucze.

— Jasne. Dziękuję, że mi to mówisz. Chcę się nauczyć, co ci pomaga.

Maja poczuła ulgę, ale też złość, że to w ogóle musi być „nauka”.

— I jeszcze… — dodała, przypominając sobie piątkowy punkt programu. — U nas z dziewczynami jest tradycja: gorąca czekolada w piątek.

Tata zmarszczył brwi.

— Mam oliwki.

— Wiem — powiedziała Maja i prawie się uśmiechnęła.

Tata roześmiał się krótko, zaskoczony.

— Dobra. To dziś oliwki mają wolne. Jedziemy po kakao. Tylko nie śmiej się, jak wybiorę złe.

W sklepie tata stał przed półką jak przed zagadką matematyczną.

„Kakao rozpuszczalne”, „kakao ciemne”, „napój kakaowy”… Kto to wymyślił? — mamrotał.

Maja parsknęła.

— Weź to, co ma narysowaną krowę. Krowy się nie mylą.

W domu tata mieszał w garnku z przesadną powagą.

— Uwaga, rozpoczynamy operację „Piątek” — ogłosił.

Usiedli z kubkami na kanapie. Maja poczuła, że gardło przestaje ją boleć od niewypowiedzianych słów.

Po chwili wyjęła z kieszeni złożoną kartkę. Nie wiedziała czemu, ale chciała, żeby tata też ją zobaczył.

— Mama mi to dała wtedy… — powiedziała. — Ja to czytam, jak mi jest trudno.

Tata wziął kartkę ostrożnie, jakby była krucha.

Czytał powoli. Potem oddał.

— To piękne — powiedział. — I prawdziwe. Maju, ja też chcę ci powiedzieć: to nie twoja wina. Nigdy.

Maja spojrzała na niego.

— A czemu… czemu wy…?

Tata westchnął.

— Bo dorośli czasem nie umieją być razem tak, żeby było bezpiecznie i dobrze. A ja nie chciałem, żebyśmy w domu ciągle byli smutni i spięci. Teraz uczymy się robić to inaczej. I to jest trudne. Ale ty nie musisz tego naprawiać.

Maja przycisnęła kartkę do piersi, jakby była ciepłym kompresem.

— Dobra — szepnęła. — Tylko… nie znikaj.

— Nie zniknę — obiecał. — Nawet jak będę w drugim mieszkaniu.

Rozdział 5: Hasło i burza

W sobotę poszli do parku. Tata chciał pokazać Majce ścieżkę rowerową i plac zabaw, „żebyś wiedziała, że tu też są twoje miejsca”. Maja próbowała się w to wpasować jak w nowe buty: trochę uciskało, ale dało się chodzić.

Po południu zadzwoniła mama. Maja usłyszała jej głos z kuchni i poczuła nagle, że serce robi fikołek.

— Hej, kochanie — mówiła mama. — Jak weekend?

Maja odpowiedziała wesoło, nawet za wesoło. A potem, gdy tata oddał jej telefon, zobaczyła jego minę: niby spokojną, ale jakby ktoś go ukłuł.

Po rozmowie tata zajął się zmywarką, wkładając talerze trochę za głośno.

Maja poczuła, że w brzuchu znów siedzi chmura. I że ta chmura chce się zamienić w burzę.

— Tata? — odezwała się, ale głos jej zadrżał.

— Słucham? — odpowiedział, nie odwracając się.

Maja przypomniała sobie słowa Zosi: sygnał, nie kaprys.

Wzięła oddech.

— Potrzebuję chwili ciszy.

Tata zastygł. Odwrócił się i spojrzał na nią tak, jak patrzy się na ważny znak drogowy.

— Okej — powiedział spokojnie. — Chcesz usiąść w swoim pokoju? A ja dokończę tu. Potem pogadamy albo nie, jak wolisz.

Maja poszła do pokoju, zamknęła drzwi i usiadła na dywanie. Wzięła kartkę i przeczytała ją jeszcze raz. Słowa „masz prawo” działały jak latarka.

Po kilku minutach tata zapukał.

— Mogę? — zapytał.

— Możesz.

Usiadł na krześle, nie za blisko.

— Dziękuję, że użyłaś hasła — powiedział. — Ja… chyba zrobiłem się głośny z tymi talerzami. Przepraszam.

Maja wzruszyła ramionami, ale w oczach miała łzy.

— Jak rozmawiam z mamą, to ty wyglądasz, jakby ci było przykro. A ja się wtedy boję, że nie wolno mi… że mam udawać, że jej nie ma.

Tata pokręcił głową.

— Nie. Absolutnie nie. To, że mi czasem trudno, nie znaczy, że ty masz się zmieniać. To ja muszę ogarnąć swoje uczucia. Ty możesz kochać mamę i mnie. I możesz do niej dzwonić, kiedy chcesz.

Maja wciągnęła powietrze.

— A jak ci trudno, to co robisz?

Tata uśmiechnął się smutno.

— Uczę się. Czasem idę na spacer. Czasem rozmawiam z wujkiem. A czasem po prostu mówię sobie: „Maja ma prawo być dzieckiem”. I to mi pomaga.

Maja poczuła, jak coś w niej mięknie. Burza nie zniknęła całkiem, ale przestała walić piorunami.

Rozdział 6: Wiadomość na dobranoc

W niedzielę wieczorem Maja wróciła do mamy. W domu pachniało zupą i płynem do podłóg. Normalność miała tu swój zapach.

Lena, Iga i Zosia napisały na czacie:

„Jak mapy? Jak kakao? Czy krowa pomogła?”

Maja odpisała:

„Pomogła. Tata przeżył. Ustaliłam hasło i zadziałało.”

Po kąpieli Maja położyła się w łóżku. Kartka od mamy leżała teraz na stoliku nocnym, nie w kieszeni. Jakby wreszcie miała swoje miejsce.

Mama zajrzała do pokoju.

— Wszystko okej? — zapytała.

— Prawie — odpowiedziała Maja. — Mamo… u taty było dobrze. I trochę źle. Ale dobrze też. I… nie chcę wybierać.

Mama usiadła obok i pogładziła ją po włosach.

— Nie musisz. Nigdy cię o to nie poproszę.

Kiedy mama wyszła, Maja usłyszała ciche „ping” telefonu. Nowa wiadomość. To był tata.

„Hej, Majka. Dzięki za ten weekend. Uczę się być lepszym tatą w dwóch domach. Jesteś dla mnie najważniejsza. W piątek robimy kakao z piankami (już kupiłem, nie śmiej się). Dobranoc.”

Maja patrzyła na ekran, aż litery przestały drżeć. Potem odłożyła telefon, wzięła kartkę od mamy i przeczytała ją raz jeszcze. Dwie różne wiadomości, a obie mówiły to samo: że jest kochana i że nie jest odpowiedzialna za decyzje dorosłych.

Zamknęła oczy. W jej głowie tydzień ułożył się jak mapa: poniedziałkowy telefon, piątkowe kakao, hasło „chwila ciszy”, torba pakowana z listą. Małe rzeczy, które trzymają w całości.

A gdy zasypiała, pomyślała, że organizacja to nie tylko porządek w szufladzie. To też porządek w sercu: miejsce na smutek, miejsce na śmiech i miejsce na miłość, która nie musi się dzielić na pół.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Sejf
Szczelne miejsce do trzymania ważnych rzeczy, jak skrzynka zamykana na klucz.
Zaklęcie
Specjalne słowa lub myśl, które mają zmienić nastrój albo dodać odwagi.
Ukłucie
Nagłe, ostre uczucie bólu lub smutku, które szybko się pojawia.
Przemówienie
Dłuższe mówienie przed innymi, zwykle z ważnym tematem do przekazania.
Porządek
Stan rzeczy poukładanych, gdy wszystko ma swoje miejsce i jest jasne.
Tradycja
Coś, co ludzie robią od dawna, powtarzane w rodzinie lub grupie.
Hasło bezpieczeństwa
Ustalone zdanie mówiące dorosłym, że potrzebujesz pomocy lub przerwy.
Mapa tygodnia
Plan, który pokazuje, co dzieje się w poszczególne dni tygodnia.
Przeprowadzka
Przenoszenie się z jednego domu do innego i pakowanie swoich rzeczy.
Zastygł
Zatrzymał się nagle w bezruchu, bo coś go zaskoczyło lub zmartwiło.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

przyjaźń empatia dom szkoła rodzic

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o separacji i rozwodzie dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.