Trwa ładowanie...
Opowieść o Walentynkach 11-12 lat Czytanie 14 min.

Dwa serca na zapas: walentynkowa misja dla Olka

Grupa szkolnych przyjaciół przygotowuje walentynkową kartkę dla chorego nowego kolegi Olka, żeby pokazać mu, że należy do klasy; podczas tworzenia ujawniają się ciepło, troska i zabawne drobiazgi.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Jest pięcioro dzieci: Lena (ok. 11 lat), brązowe gładkie włosy za uszami, stoi przy łóżku, delikatnie trzyma kremową kopertę z dużym czerwonym sercem, lekko pochylona nad Olkiem; Bartek (ok. 11 lat), jasnobrązowe rozczochrane włosy, złośliwo‑serdeczny wyraz twarzy, stoi po lewej, w teatralnej pozie z ręką na biodrze; Maja (ok. 11 lat), blond w kucykach, w kolorowym swetrze z cekinami, po prawej, trzyma mały tubkę złotego kleju i patrzy dumnie na kartkę; Kuba (ok. 12 lat), wysoki, nieco powściągliwy, krótkie czarne włosy, z plecakiem, stoi nieco z tyłu przy drzwiach, w postawie ochronnej; Olek (ok. 11 lat), brązowe lekko potargane włosy, leży w łóżku pod miękkim kocem, zaskoczony wzruszeniem, karta trzymana przed nim, na stoliku herbata i stos komiksów. Miejsce: przytulny mały pokój w mieszkaniu, ciepłe światło przez cienką zasłonę w gwiazdki, kremowe ściany z plakatami, jasna drewniana półka z książkami i figurkami, łóżko w kratę, lekko zniszczona podłoga, małe okno z odbiciem czerwonych szkolnych dekoracji. Sytuacja: czworo dzieci przynosi Olkowi ręcznie zrobioną kartkę walentynkową; scena pełna czułości i troski — otwarta kartka z dwoma odbitymi sercami, czerwone plamki tuszu i cienkie złote obramowanie, pastelowa, ciepła paleta z żywą czerwienią na kartce, akwarelowe faktury i delikatne rozbryski podkreślające wzruszający moment. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Dzień, w którym serca wyskoczyły z tornistrów

W szkole pachniało klejem w sztyfcie i mandarynkami. Na korytarzu wisiały girlandy z papierowych serc, a pod salą plastyczną stało pudło z napisem: „POCZTA WALENTYNKOWA”. Kto przechodził obok, ten automatycznie poprawiał grzywkę albo udawał, że wcale nie patrzy.

W klasie 6B pani Zosia postawiła na biurku wielki słoik z czerwonymi stempelkami.

— Dzisiaj świętujemy nie tylko miłość — oznajmiła. — Świętujemy przyjaźń, życzliwość i te wszystkie małe gesty, które robią dzień lepszym.

Lena siedziała przy oknie i kręciła w palcach ołówek. Była spokojna, taka, co najpierw myśli, potem mówi. Obok niej siedział Bartek, który potrafił zrobić żart nawet z tabliczki „Wyjście ewakuacyjne”. Z przodu wierciła się Maja, mistrzyni kolorów i brokatu. A Kuba, wysoki i trochę cichy, rysował w zeszycie małe mapy i strzałki, jakby zawsze planował tajną wyprawę.

— Robimy kartki — powiedziała Maja i wyciągnęła piórnik, z którego wypadły trzy cekiny, gumka w kształcie sushi i coś, co wyglądało jak miniaturowa łopata. — Kto chce brokat, ten żyje!

— Brokat jest jak wirus — mruknął Bartek. — Raz dotkniesz i masz go potem w nosie do wakacji.

Lena uśmiechnęła się pod nosem, ale nie sięgnęła po brokat. Ona miała w głowie inny pomysł. Myślała o kimś, kto dzisiaj nie siedział w klasie.

Na pustym krześle w drugim rzędzie leżał tylko zapomniany długopis.

Rozdział 2: Puste krzesło i ktoś „nie do pary”

— Olek nadal chory? — zapytała Lena cicho.

Kuba przestał rysować strzałki.

— Mama mówiła, że ma zapalenie płuc. I że mu się strasznie nudzi.

— A my tu… serduszka, poczta, śmieszne karteczki — Maja spoważniała. — Trochę słabo, że go nie ma.

Bartek spojrzał na pudło „POCZTA WALENTYNKOWA”.

— To wyślijmy mu coś. Tylko… jak? Przecież poczta szkolna nie jeździ do mieszkań. Chyba że ma tajne sanie.

Kuba uniósł brwi.

— Mogę mu zanieść po lekcjach. Mieszkamy w tej samej klatce.

Lena poczuła, jak w środku robi jej się cieplej, ale też trochę nerwowo. Olek był w klasie nowy od września. Mówił z lekkim akcentem, czasem mylił końcówki i przez to kilku chłopaków z innych klas robiło głupie miny. Olek udawał, że go to nie rusza, ale Lena widziała, jak wtedy zaciska szczękę.

— Zróbmy kartkę dla Olka — powiedziała w końcu, prosto, spokojnie. — Taką, żeby wiedział, że jest częścią naszej paczki. Nawet jeśli dziś go nie ma.

Maja klasnęła w dłonie.

— Tak! I niech będzie taka, że mu koc z łóżka spadnie ze wzruszenia.

— Albo z powodu brokatu w oczach — dodał Bartek.

Kuba uśmiechnął się lekko.

— Dobra. To plan. Lena, ty wymyślasz, co napisać. Maja, ty… no, ty wiadomo. Bartek, ty zrobisz, żeby było śmiesznie, ale nie głupio. A ja… ja to potem dostarczę jak listonosz z misją.

Lena kiwnęła głową. W jej głowie układały się już zdania. Krótkie, ciepłe. Takie, które brzmią dobrze na głos.

Rozdział 3: Tajna narada przy stole od farb

Po przerwie cała klasa dostała kartki z bloku, kolorowe papiery i nożyczki. W sali zrobiło się głośno jak w ulu, który właśnie odkrył nowy zapas miodu.

Lena, Bartek, Maja i Kuba usiedli przy stole od farb. Blat miał plamy w kształcie kontynentów.

— Tu jest Europa — stwierdził Bartek, wskazując zieloną plamę. — A tu to chyba plama po zupie, czyli Antarktyda.

— Skup się — syknęła Maja, ale śmiała się.

Lena rozłożyła przed sobą czystą kartkę.

— Chcę, żeby to było o przyjaźni. I żeby Olek poczuł, że… no… że pasuje.

— Nikt nie musi „pasować” jak skarpetka do pary — powiedział Kuba cicho. — Wystarczy, że jest. I już.

Lena popatrzyła na niego z uznaniem.

— Właśnie. Napiszemy: „Jesteś z nami, nawet jeśli dziś jesteś w domu”.

Maja zaczęła wycinać duże serce z czerwonego papieru, tak równo, jakby miała w nożyczkach linijkę.

— A w środku możemy zrobić miejsce na podpisy całej czwórki. I na coś od klasy? Może zbierzemy po jednym słowie od kilku osób. Tak, żeby było inkluzywnie, jak mówi pani Zosia.

„Inklu… co?” — Bartek zmrużył oczy.

— Inkluzywnie — powtórzyła Lena. — Żeby nikt nie był na marginesie. Żeby każdy miał miejsce przy stole. Nawet jak stół jest cały w farbie.

— Ja mogę dać słowo „chipsy” — zaproponował Bartek.

— Bartek! — Maja stuknęła go w łokieć. — Ma być miło.

— Dobra, dobra… „odwaga” — poprawił się. — Bo Olek jest odważny. Nowa szkoła, nowy język, a on i tak przyszedł na boisko i strzelił gola. Bez gadania.

Kuba skinął głową.

— Ja dam „mapa”. Bo on lubi pytać, jak coś działa. Jakby zbierał mapy do wszystkiego.

Maja uniosła brokatowy pisak.

— A ja dam „kolor”. Bo jak on się śmieje, to aż jaśniej w klasie.

Lena dopisała w myślach swoje słowo: „spokój”. Olek był spokojny. Taki, co nie krzyczy, tylko patrzy. I dlatego warto było do niego mówić.

Zanim zaczęli pisać, Lena rozejrzała się po klasie.

— Zbierzemy jeszcze słowa od innych. Niech to będzie od nas wszystkich.

Bartek złapał kartkę i pobiegł jak reporter.

— Ankieta! Jedno miłe słowo dla Olka! Bez „chipsów”, obiecuję!

Maja prychnęła.

— Jak on obiecuje, to zwykle coś knuje.

— Ale dziś knuje w dobrej sprawie — odpowiedziała Lena i poczuła, że to jest właśnie ten dzień.

Rozdział 4: Nocny atak brokatu i ratunek w postaci gumki

Kiedy Bartek wrócił, miał na kartce listę słów: „uśmiech”, „drużyna”, „fajny”, „pomoc”, „spoko”, „siła”, „kolega”, „szacunek”. Jedno było napisane krzywo: „naleśnik”.

— To od Kacpra — wyjaśnił Bartek. — On wszystko kocha jak naleśniki. Ale chyba to dobrze, nie?

— Jest dobrze — stwierdziła Lena. — To nawet zabawne. Ale ciepłe.

Zaczęli układać kartkę. Maja przykleiła wielkie czerwone serce na środek. Kuba narysował na brzegu małą mapę: szkoła, strzałka, domek, serduszko. Bartek dopisał dymek komiksowy do serduszka: „Nie uciekaj, to tylko kartka!”. A Lena pisała w środku starannie, żeby litery wyglądały jak równy marsz.

„Hej, Olku!

Dzisiaj w szkole jest walentynkowo, ale bez Ciebie jest ciszej. Wysyłamy Ci trochę naszej klasy w kopercie. Jesteś z nami, nawet kiedy leżysz pod kocem. Wracaj do zdrowia. Miejsce obok nas czeka.

Twoja ekipa: Lena, Maja, Bartek i Kuba.”

Na dole zostawili miejsce na słowa od innych. Maja wypełniła je kolorowymi chmurkami.

— Teraz pieczęć! — szepnęła z powagą, jakby ogłaszała koronację.

Pani Zosia podeszła ze słoikiem stempelków.

— Możecie użyć serduszka. Tylko ostrożnie, bo tusz jest świeży.

Bartek wziął stempel i już miał przyłożyć go w samym środku.

— Bam! Prosto na tekst!

— Nie! — Lena złapała go za rękaw w ostatniej chwili. — Na końcu, jako znak. Jak kropka w sercu.

— Kropka w sercu, brzmi jak tytuł piosenki — mruknął Bartek i oddał stempel.

Lena wzięła go ostrożnie. Drewno było gładkie, a guma miała kształt idealnego serca. Zanurzyła stempel w tuszu, ale… w tej samej chwili Maja kichnęła.

— Apsik!

Stempel drgnął. Na kartce pojawił się nie jeden, a półtora serca, trochę jak serce, które wpadło na zakręt.

Maja zamarła.

— O nie. Zepsułam.

Kuba spojrzał, potem uśmiechnął się pod nosem.

— To wygląda jak serce w ruchu. Jakby biegło do Olka.

Bartek parsknął.

— Albo jak serce po WF-ie.

Lena przygryzła wargę, po czym się roześmiała cicho.

— Nie jest zepsute. Jest nasze. I prawdziwe.

Wyciągnęła gumkę i delikatnie poprawiła kontur ołówkiem, zamieniając „zakręt” w małe serduszko obok.

— Zrobimy z tego dwa serca. Jedno od nas, drugie na zapas, gdyby potrzebował więcej.

Maja odetchnęła.

— Dobrze. To ja dodam cienką złotą ramkę. Bez ataku brokatu na cały wszechświat. Słowo harcerza.

— Ty nie jesteś w harcerstwie — przypomniał Bartek.

— Ale dziś mogę być w „brokaterstwie” — odparła i wszyscy znowu się zaśmiali.

Rozdział 5: Misja „Koperta” i schody pełne tajemnic

Kartka wyschła na parapecie. Lena co chwilę sprawdzała, czy tusz nie rozmazuje się jak dżem na palcu. W końcu włożyli ją do kremowej koperty. Maja narysowała na niej małą chmurkę z napisem: „Dla Olka — pilne: dawka przyjaźni”.

Po ostatniej lekcji Kuba wsunął kopertę do plecaka, jakby chował skarb.

— Idziemy razem? — zapytał.

Lena zawahała się.

— Mogę. Ale… nie chcę, żeby wyglądało, że robimy z tego wielką akcję. On może nie lubić, gdy się go „wyróżnia”.

Bartek wzruszył ramionami.

— To zrobimy małą akcję. Mikroakcję.

Maja założyła czapkę i dodała:

— I bez orkiestry dętej. Obiecuję.

Szli po mokrym chodniku. Śnieg topniał i robił kałuże, w których odbijały się czerwone dekoracje z okien szkoły. Powietrze było rześkie, aż szczypało w nos. Lena czuła w kieszeni ciepło od dłoni, jakby trzymała tam mały kamyk szczęścia.

Pod klatką Olka Kuba zatrzymał się.

— Dobra. Teraz serio. On może być zmęczony.

— Nie będziemy hałasować — zapewniła Lena.

Bartek od razu zrobił minę niewiniątka.

— Ja? Hałasować? Ja jestem jak kot na skarpetach.

— Kot na skarpetach to brzmi podejrzanie — mruknęła Maja.

Weszli po schodach. Pachniało kapustą i płynem do podłóg. Na trzecim piętrze Kuba zapukał cicho.

Otworzyła mama Olka, w miękkim swetrze.

— Dzień dobry?

— Dzień dobry, my z klasy — powiedziała Lena, zanim Bartek zdąży powiedzieć „poczta specjalna”. — Przynieśliśmy kartkę na walentynki. Dla Olka.

Twarz mamy rozjaśniła się.

— Och… to bardzo miłe. On jest w pokoju. Ale ma słabszy dzień. Wejdziecie na chwilkę?

Weszli. W przedpokoju stały buty w różnych rozmiarach, jakby ktoś ułożył małą wystawę. Z pokoju dobiegał cichy kaszel.

Olek leżał w łóżku, w bluzie, z włosami trochę na wszystkie strony. Na stoliku stała herbata i sterta komiksów. Kiedy ich zobaczył, uniósł brwi.

— Co wy… tu?

— Porwanie walentynkowe — oznajmił Bartek szeptem i ukłonił się teatralnie. — Spokojnie, okupem jest uśmiech.

Olek parsknął, choć zaraz zakaszlał.

— Jesteście głupi.

— Trochę — zgodziła się Maja. — Ale w dobrym sensie.

Kuba wyjął kopertę.

— To dla ciebie. Od nas. I trochę od klasy.

Lena podała ją ostrożnie, jakby była z porcelany.

— Nie musisz nic odpowiadać. Po prostu… chcieliśmy, żebyś wiedział.

Olek spojrzał na kopertę, potem na nich. Jego oczy zrobiły się miękkie, jakby ktoś zdjął z nich ciężar.

— Dzięki — powiedział cicho. — Naprawdę.

Rozdział 6: Serce, które zostaje na papierze

Olek otworzył kopertę powoli. Kartka zaszeleściła jak liść. Kiedy zobaczył dwa serca na dole, jedno większe i jedno małe, uśmiechnął się szerzej.

— Czemu są dwa? — zapytał.

Bartek odchrząknął, jakby był narratorem filmu.

— To jest serce po WF-ie i serce przed WF-em. Wersja limitowana.

Maja przewróciła oczami.

— Prawda jest taka, że kichnęłam. I prawie wyszło krzywo.

Olek dotknął palcem odbitego tuszu.

— Fajnie, że nie jest idealne. Ja też czasem mówię krzywo.

Lena poczuła, jak coś w niej się rozluźnia.

— Krzywo nie znaczy źle. Czasem znaczy… własne.

Olek przeczytał na głos kilka słów z chmurek:

„Drużyna”„Szacunek”„Naleśnik”… — Uniósł wzrok. — To najlepsze.

— Wiedziałem! — Bartek szepnął triumfalnie.

Kuba wskazał mapkę na brzegu.

— Zobacz, tu masz trasę powrotu do szkoły. Jak wyzdrowiejesz, to idziesz strzałkami.

— A jak pomylę drogę? — zapytał Olek.

— To zawrócisz — powiedziała Lena. — My będziemy w klasie. Nie znikniemy.

Olek skinął głową. Chwilę milczeli, słuchając, jak w czajniku w kuchni coś cicho bulgocze. Za oknem przejechał autobus, a światło odbiło się od szyby.

— Wiecie co? — odezwał się Olek po chwili. — Ja… bałem się, że jak mnie nie ma, to nikt nie zauważy.

Maja usiadła na krześle przy łóżku.

— Zauważamy. Nawet Bartek zauważa, a on czasem nie zauważa własnego piórnika.

— Bo mój piórnik jest mistrzem kamuflażu — oburzył się Bartek szeptem.

Lena nachyliła się lekko.

— Jesteś częścią klasy. I tyle.

Olek jeszcze raz spojrzał na dół kartki, na wyraźny, czerwony ślad. Serce było tam jak pieczęć: „Jesteś ważny”.

— Mogę ją postawić obok łóżka? — zapytał.

— Jasne — odpowiedział Kuba. — Tylko uważaj, bo to mocny tusz. To serce się nie poddaje.

Olek ustawił kartkę tak, żeby było ją widać od razu, kiedy otworzy oczy. Na dole błyszczał delikatny złoty kontur Mai, a pośrodku, spokojnie i pewnie, trwał czerwony, wytłoczony ślad.

Kiedy wychodzili, Lena obejrzała się jeszcze raz. Olek machnął im ręką, a jego uśmiech wyglądał jak dodatkowa lampka w pokoju.

Na klatce schodowej Bartek westchnął przesadnie.

— Dobra, przyznaję. To była fajna misja. I nikt nie zginął od brokatu.

— Jeszcze — poprawiła Maja.

Lena zaśmiała się cicho. W kieszeni miała odrobinę tuszu na palcu. Czerwony ślad w kształcie serca.

I pomyślała, że czasem wystarczy mała kartka, kilka słów i jeden stempel, żeby ktoś przestał czuć się nieobecny.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Klejem w sztyfcie
Rodzaj kleju w sztyfcie, który wygląda jak sztyft i używa się go do papieru.
Girlandy
Długie ozdoby z papieru lub tkaniny, wiszą na ścianie lub suficie.
POCZTA WALENTYNKOWA
Specjalne miejsce w szkole do zostawiania kartek walentynkowych.
Tornistrów
Stare słowo na plecaki szkolne; tornister to plecak na książki.
Inkluzywnie
Tak, żeby nikt nie był wykluczony; wszyscy mieli miejsce razem.
Stempel
Przyrząd z gumą i wzorem, który macza się w tuszu i odbija kształt.
Tusz
Płyn używany do stemplowania lub pisania piórem, zostawia trwały ślad.
Półtora
Oznacza jedną całość plus połowę; np. półtora serca to jedno i pół.
Mistrzyni
Kobieta bardzo dobra w czymś, na przykład w ozdabianiu i rysowaniu.
Wytłoczony
Kiedy coś jest lekko uniesione na powierzchni, tworzy wypukły wzór.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o Walentynkach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.