Trwa ładowanie...
Opowieść o policjancie 11-12 lat Czytanie 14 min.

Dzień z aspirant Leną, czyli supermoc cierpliwości i zasady, które pomagają żyć

Aspirant Lena zabiera młodego Kubę na dzień pracy policji, pokazując, że służba to przede wszystkim rozmowy, pomoc i edukacja przy codziennych problemach miasta.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Uśmiechnięta spokojna policjantka ok. 30–40 lat, brązowe włosy w koku, granatowy mundur z fluorescencyjną kamizelką, w rękawiczce podaje piórnik siedmioletniej dziewczynce; chłopiec Kuba, 11 lat, krótkie jasnobrązowe włosy, granatowa bluza, trzyma notes i ołówek, stoi nieco z lewej z zachwyconym spojrzeniem; dziewczynka ok. 7 lat w różowej kurtce i kitce, lekko klęczy, odbiera piórnik, widocznie z ulgą i nieśmiałością; nastoletni rowerzysta ok. 15 lat, czerwony kask, słuchawka w uchu, rower z tyłu po prawej, podnosi rękę na znak przeprosin; scena przed szkołą rano: szerokie pasy, znak zatrzymania szkolnego, latarnia, ławka i plecak na ziemi, zaparkowane samochody, sylwetki dzieci w tle; styl graficzny: płaskie kontrastowe kolory (głęboki błękit, żółć fluorescencyjna, róż, biel), minimalne cienie, grube linie, czytelna pedagogiczna kompozycja skupiona na spokojnej wymianie między policjantką a dziećmi. zgłoś problem z tym obrazem

1. Poranna odprawa i kieszeń pełna cierpliwości

W drzwiach komisariatu pachniało kawą i mokrym asfaltem. Asp. sztab. Lena Wróbel strzepała z czapki kilka kropli deszczu i poprawiła odblaskową kamizelkę. Lubiła ten moment: zanim miasto naprawdę się rozpędzi, zanim ktoś zgubi klucze, zanim pies uzna, że latarnia jest wrogiem.

— Dzień dobry, pani aspirant! — zawołał dyżurny, starszy sierżant Nowak, stukając w klawiaturę. — Spokojny plan na dziś. Patrol pieszy przy szkole, potem objazd parku. No i… — zawiesił głos.

— No i? — Lena uniosła brwi.

— Będzie z tobą obserwator. Młodzieżowa rada miasta wysłała ucznia. Taki „dzień w pracy”.

— Super — powiedziała Lena, szczerze. — Im więcej ludzi rozumie, po co są zasady, tym mniej mamy nerwów.

W tym momencie do holu wszedł chłopak w granatowej bluzie, trochę zbyt poważny jak na poranek. Pod pachą trzymał notatnik.

— To Kuba — przedstawił go Nowak. — Jedenasta klasa… znaczy, szósta? U was teraz te numerki…

— Siódma — burknął Kuba. — Mam jedenaście. Prawie dwanaście.

Lena uśmiechnęła się tak, jak uśmiecha się ktoś, kto widział już tysiąc „prawie dorosłych”.

— Cześć, Kuba. Ja jestem Lena. Dzisiaj zobaczysz, że policjantka to nie tylko syreny. Często to rozmowy, przypominanie, tłumaczenie. I czasem… sprzątanie po czyichś pomysłach.

Kuba spojrzał na jej pas z wyposażeniem.

— A to… wszystko jest potrzebne?

— Nie wszystko naraz — odpowiedziała. — Ale musimy być przygotowani. Tu mam radio, żeby się kontaktować z dyżurnym. Tu latarkę. Tu rękawiczki jednorazowe — przydają się, gdy trzeba podnieść coś brudnego. A najważniejsze… — stuknęła palcem w skroń — cierpliwość. Tego nie da się przypiąć do pasa.

— A jak się w ogóle zaczyna dzień? — zapytał Kuba, zapisując.

— Odprawą. Dostajemy informacje: gdzie są remonty, gdzie były zgłoszenia, na co uważać. Dzięki temu działamy mądrze, nie na oślep. No to chodź. Pokażę ci miasto od strony zasad.

2. Przejście dla pieszych i sztuka bycia widocznym

Przed szkołą było głośno jak w ulu: plecaki, śmiechy, tupanie, a do tego samochody, które zawsze nagle „muszą” znaleźć miejsce do zatrzymania.

Lena stanęła przy przejściu dla pieszych. Nie machała rękami jak wiatrak. Po prostu była: w mundurze, spokojna, uważna. To często wystarczało.

— Dlaczego tu stoi policja, skoro są światła? — Kuba zmrużył oczy.

— Bo światła nie widzą wszystkiego — odpowiedziała Lena. — A my tak. Czasem ktoś jedzie i patrzy w telefon. Albo dziecko biegnie, bo „zdąży”. My przypominamy, że zasady są po to, żeby wracać do domu całym.

Podjechał rowerzysta, chłopak w kasku, ale z jednym słuchawkiem w uchu. Zatrzymał się, udając niewinność.

Lena podeszła, nie groźnie, tylko jak nauczycielka, która zna odpowiedź.

— Hej. Fajny kask. A słuchawka?

— To tylko… muzyka. Cicho.

— Wiem, że muzyka potrafi kusić. Ale na ulicy potrzebujesz obu uszu. Dźwięk sygnału, hamowania, czyjeś „uwaga!”. — Lena mówiła spokojnie. — Zasada jest prosta: słyszysz = masz czas zareagować.

Chłopak wyjął słuchawkę.

— Okej.

— Dzięki. I szerokiej drogi — powiedziała Lena. Nie robiła wykładu na pół godziny, bo czasem jedno zdanie wystarczy, jeśli jest w punkt.

Kuba popatrzył na nią zaskoczony.

— Myślałem, że od razu mandat.

— Mandat jest jak plaster z ostrą krawędzią — odparła. — Czasem potrzebny, gdy ktoś ciągle łamie zasady i naraża innych. Ale najpierw próbujemy inaczej: rozmową, ostrzeżeniem, edukacją. Policja ma też dbać o relacje. Ludzie muszą nam ufać, żeby powiedzieli, co się dzieje.

Nagle mała dziewczynka upuściła piórnik. Długopisy rozsypały się jak kolorowe mrówki na jezdni.

— Stop! — Lena podniosła rękę w stronę aut, a Kuba odruchowo zrobił krok do tyłu.

Lena weszła tylko na tyle, ile trzeba, szybko zebrała piórnik i podała dziewczynce.

— Następnym razem zatrzymaj się na chodniku, dobrze? — powiedziała łagodnie.

— Dobrze… dziękuję — szepnęła dziewczynka.

Kuba zanotował coś bardzo szybko.

— Co piszesz? — zapytała Lena.

— Że policjantka… ogarnia chaos bez krzyku.

— To brzmi jak supermoc — zaśmiała się Lena. — Ale to po prostu trening i zasady.

3. Zgubiona torebka i pytania, które ratują czas

Kiedy ruszyli w stronę rynku, radio w pasie Leny zatrzeszczało.

— Patrol pieszy, zgłoszenie: kobieta zgubiła torebkę w okolicach przystanku „Lipowa”. Jest zdenerwowana. Proszę podejść.

— Przyjęłam — odpowiedziała Lena i spojrzała na Kubę. — Zobaczysz teraz część pracy, o której mało się mówi. Zguby, nie przestępstwa. Ale dla kogoś to wielki problem.

Na przystanku stała pani w płaszczu, z oczami jak dwa rozbiegane guziki.

— To moja torebka, czarna, z czerwonym breloczkiem! — wyrzuciła z siebie. — Dokumenty, karta, klucze… Ja… ja muszę odebrać wnuczkę!

Lena najpierw zrobiła coś, co zaskoczyło Kubę: nie zaczęła szukać torebki. Najpierw uspokoiła człowieka.

— Proszę oddychać. Jest pani bezpieczna. Zaraz ułożymy plan. — Lena mówiła wolno, jakby układała klocki. — Pamięta pani, kiedy ostatni raz ją widziała?

— W autobusie. Albo… przy kiosku. Nie wiem!

— Dobrze. A numer linii?

— Siedemnaście.

— Kierunek?

— Do centrum.

Lena spojrzała na Kubę.

— Widzisz? Pytania muszą być konkretne. Nie „gdzie?”, tylko „kiedy, jak, z kim, którędy”. To oszczędza czas.

W radiu podała dyżurnemu informacje, poprosiła o kontakt z zajezdnią i sprawdzenie autobusu na pętli. Potem poprosiła panią, by spróbowała zadzwonić na własny numer, jeśli miała telefon w kieszeni.

— Mam! — pani wyciągnęła komórkę drżącą ręką. Zadzwoniła. Wszyscy zamilkli.

Po dwóch sygnałach ktoś odebrał.

— Halo?

— Ojej, to mój numer… — pani prawie usiadła na ławce. — Czy… czy ma pan moją torebkę?

Z głośnika popłynął męski głos, trochę zdyszany.

— Tak! Znalazłem na siedzeniu. Jestem kierowcą autobusu. Na pętli. Nie chciałem, żeby ktoś zabrał.

Lena skinęła głową, jakby właśnie ktoś domknął okno przed deszczem.

— Świetnie. Proszę zostać na pętli. My dojedziemy albo poprosimy, by zajezdnia ją zabezpieczyła. Pani, proszę się nie martwić — Lena zwróciła się do właścicielki torebki. — W takich sytuacjach ważne jest, żeby nie blokować kart w panice, tylko najpierw sprawdzić, czy to nie uczciwy znalazca. Ale jeśli nie byłoby kontaktu — wtedy od razu dzwonimy do banku i zgłaszamy.

Kuba wtrącił nieśmiało:

— A jak ktoś oddaje rzecz, to dostaje nagrodę?

Kobieta parsknęła, już spokojniejsza.

— Nagrodą jest, że nie ma się cudzego pecha na sumieniu.

Lena uśmiechnęła się.

— Dokładnie. A my dziękujemy i zapisujemy, żeby wszystko było formalnie. Rzeczy znalezione to też odpowiedzialność. Policja działa na papierach tak samo jak w terenie.

Gdy sprawa była załatwiona, pani odetchnęła.

— Pani aspirant, ja myślałam, że policja to tylko pościgi…

— A to tylko w filmach — mrugnęła Lena. — W prawdziwym życiu najczęściej pomagamy, żeby dzień mógł toczyć się normalnie.

4. Park, pies bez smyczy i rozmowa zamiast wojny

Po południu deszcz odpuścił. Park pachniał ziemią i mokrymi liśćmi. Na ławce siedział pan z kijem do nordic walking, a obok biegał biały pies, szczęśliwy jak bąbel w oranżadzie.

Problem był taki, że obok była tabliczka: „Psy na smyczy”.

— Oho — szepnął Kuba. — Teraz będzie akcja?

— Akcja to będzie rozmowa — powiedziała Lena.

Pies przebiegł obok nich, otrzepał się i ochlapał Kubie spodnie. Kuba odskoczył, a pies spojrzał na niego z miną: „Przecież to tylko woda!”.

— Ej! — Kuba zawołał.

Właściciel uniósł rękę.

— Spokojnie, on jest łagodny!

Lena podeszła do pana.

— Dzień dobry. Widzę, że pies jest przyjazny. Ale tu obowiązuje smycz. To dla bezpieczeństwa: ludzi, dzieci i samego psa. — Pokazała tabliczkę. — Nie każdy czuje się dobrze, gdy obcy pies podbiega.

Pan przewrócił oczami.

— Zawsze tu puszczam. Nic się nie dzieje.

Lena nie podniosła głosu. Zamiast tego zadała pytanie:

— A gdyby dziś akurat szło małe dziecko z kanapką w ręku i pies by skoczył? Albo ktoś z alergią? Albo rowerzysta się przestraszył i się wywrócił? Wtedy „nic się nie dzieje” robi się bardzo szybko „ktoś płacze”.

Pan spojrzał na psa, który właśnie zainteresował się koszem na śmieci, jakby to był skarbiec.

— No… może.

— Jest też druga sprawa — dodała Lena. — Jeśli pies coś zje z ziemi, może się zatruć. Smycz to nie kara. To narzędzie opieki.

Właściciel westchnął i przypiął smycz.

— Dobra, już. Nie pomyślałem.

— I super, że pan zmienił decyzję — powiedziała Lena. — Zasady nie są po to, żeby komuś popsuć humor. Są po to, żeby wszyscy mogli mieć dobry dzień.

Kuba szepnął, gdy odeszli:

— Pani go nie „przycisnęła”, a i tak posłuchał.

— Bo ludzie częściej słuchają, gdy czują szacunek — odparła Lena. — Policjantka nie wygrywa głosem, tylko spokojem i argumentem.

Pies, teraz na smyczy, minął ich i machnął ogonem, jakby podpisywał ugodę.

5. Tajemnica papierków po lodach i mała lekcja dowodów

Przy fontannie zebrała się grupka dzieci. Ktoś kupił lody i… zostawił po nich papierki na ławce, a jeden nawet wylądował w krzakach.

Kuba skrzywił się.

— Fuj. Ludzie są… no, wie pani.

— Czasem są zmęczeni albo rozkojarzeni — powiedziała Lena. — A czasem myślą, że „ktoś posprząta”. Tylko że „ktoś” to zwykle pracownik miasta albo… natura, która nie ma rąk.

Podeszli do ławki. Obok stała dziewczynka w różowej kurtce i chłopak z hulajnogą.

— To my nie… — zaczęła dziewczynka, widząc mundur.

Lena przykucnęła, żeby być na ich wysokości.

— Nie przyszłam robić afery. Chcę tylko zrozumieć. Czy wiecie, skąd są te papierki?

Chłopak popatrzył na hulajnogę, jakby tam była podpowiedź.

— No… my jedliśmy, ale to wiatr…

Lena uniosła jeden papierek w rękawiczce.

— Wiatr potrafi porwać. Ale wiecie, co jest sprytne? Można temu zapobiec. — Wskazała kosz dwa kroki dalej. — Zasada „zostaw miejsce lepsze, niż je zastałeś”. To działa w parku, w klasie, nawet w domu.

Kuba dodał, trochę zadziornie:

— Jak zostawicie śmieci, to potem ptaki to zjedzą, a to nie jest ich dieta.

Dziewczynka spuściła głowę.

— Przepraszamy.

— Przeprosiny są ważne — powiedziała Lena. — A jeszcze ważniejsze są czyny. Pomożecie posprzątać?

Dzieci skinęły głowami. Lena dała im po parze jednorazowych rękawiczek z małej paczki w kieszeni kamizelki.

— W policji też używamy rękawiczek — wyjaśniła Kubie. — Nie tylko przy trudnych sprawach. To higiena i bezpieczeństwo.

W kilka minut ławka i krzaki były czyste. Chłopak wrzucił ostatni papierek do kosza z takim rozmachem, jakby trafiał do kosza w koszykówce.

— Jest! — zawołał.

— Widzisz? — Lena spojrzała na Kubę. — Czasem porządek to najlepszy finał interwencji.

Kuba uśmiechnął się, a potem zapytał:

— A to jest… „sprawa”?

— W pewnym sensie tak. Bo policja dba o wspólną przestrzeń. Uczymy, przypominamy. Czasem spisujemy notatkę, jeśli ktoś uparcie niszczy albo zaśmieca. Ale dziś wystarczyła rozmowa i działanie.

Dziewczynka podniosła wzrok.

— To pani jest taka… uparta?

— Mówią na to „wytrwała” — odparła Lena z udawanym namysłem. — Uparcie wierzę, że ludzie potrafią robić dobre rzeczy, jeśli im się jasno pokaże, dlaczego to ważne.

6. Wieczorne podsumowanie i czysta kropka na końcu

Słońce wyszło na chwilę, jakby chciało sprawdzić, czy miasto zasłużyło na złoty filtr. Wracali powoli w stronę komisariatu. Kuba szedł inaczej niż rano: mniej spięty, bardziej uważny. Co jakiś czas zerkał na przejścia dla pieszych, na znaki, na kosze na śmieci.

— Pani Leno — odezwał się w końcu — a pani się nie nudzi? No bo… nie było pościgu, żadnego „łapać go!”.

— Nudzę się tylko wtedy, gdy ktoś nie słucha i robi to samo dziesiąty raz — przyznała. — Ale dziś wszystko poszło dobrze. Były małe problemy, ale każdy dało się rozwiązać spokojnie. To jest najlepszy rodzaj dnia w policji.

W komisariacie Nowak podniósł wzrok znad papierów.

— I jak „dzień w pracy”? — zapytał Kubę.

Kuba odpowiedział bez wahania:

— Policja to… dbanie, żeby ludzie mogli normalnie żyć. I dużo gadania, ale takiego mądrego. No i rękawiczki.

Lena roześmiała się.

— Rękawiczki też są częścią porządku.

Usiedli na chwilę przy biurku. Lena uzupełniła krótką notatkę: zguba odnaleziona, rozmowa w parku, interwencja edukacyjna przy fontannie. Wszystko spokojnie, bez nerwów.

— To już koniec? — Kuba zapytał, choć brzmiał, jakby mógłby jeszcze chwilę zostać.

— Prawie — odpowiedziała Lena. — Została mi moja ulubiona czynność na finał.

Wyszli przed komisariat. Przy wejściu leżał mały liść i papierek po cukierku, pewnie przywędrowały z wiatrem. Lena schyliła się, podniosła papierek w rękawiczce i wrzuciła do kosza. Liść odsunęła na bok, pod krzak.

— Serio? — Kuba parsknął.

— Serio — Lena skinęła głową. — Jeśli chcemy, żeby inni szanowali zasady, sami też je szanujemy. Porządek zaczyna się od drobiazgów.

Kuba spojrzał na czysty chodnik, na kosz, na spokojną ulicę.

— To jest takie… uspokajające.

— Bo jest — powiedziała Lena. — Czysto, bezpiecznie, jasno. Dobre zakończenie dnia.

I faktycznie: przed komisariatem został tylko równy, czysty sol, a w powietrzu wisiała cicha myśl, że zasady nie są straszne — są jak poręcz przy schodach. Pomagają iść pewnie, nawet kiedy robi się ciemno.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Asp. sztab.
Skrót od stopnia policyjnego; osoba z wyższym stopniem w policji.
Odblaskową kamizelkę
Jasna kamizelka, która odbija światło, by kierowcy lepiej widzieli osobę.
Dyżurny
Osoba w komisariacie, która przyjmuje zgłoszenia i kieruje patrolem.
Patrol pieszy
Policjanci chodzący po mieście, obserwują i pomagają ludziom.
Objazd parku
Jazda patrolowa wokół parku, by sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.
Zajezdnia
Miejsce, gdzie stoją autobusy i gdzie kierowcy parkują pojazdy.
Pętli
Miejsce, gdzie autobus kończy trasę i zawraca.
Interwencja edukacyjna
Działanie policji, które ma nauczyć ludzi dobrych zasad, nie karać.
Mandat
Pisarna kara pieniężna za złamanie przepisów drogowych lub porządkowych.
Rękawiczki jednorazowe
Gumowe lub plastikowe rękawiczki do jednorazowego użycia, dla higieny.
Radio
Urządzenie do rozmów w służbie; policjanci rozmawiają przez nie z dyżurnym.
Zgłoszenie
Informacja od kogoś, kto prosi policję o pomoc lub informuje o problemie.
Notatkę
Krótki zapis wydarzenia, który policjant robi dla pamięci i dowodów.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o policjantach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.