Trwa ładowanie...
Opowieść Bożonarodzeniowa 9-10 lat Czytanie 9 min.

Dzwoneczek w śnieżnym lesie i ścieżka z dobrych uczynków

Hania wyrusza w śnieżną przygodę, aby dostarczyć pierniki do pani Zosi, lecz po drodze gubi ścieżkę i spotyka chłopca o imieniu Olek, z którym razem próbują odnaleźć drogę, kierując się dźwiękiem dzwoneczków i drobnymi dobrymi uczynkami.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dziewczynka, Hania, ma 10 lat i wyraz determinacji oraz ciekawości na twarzy. Nosi ciepły czerwony szalik i grubą zimową kurtkę. Trzyma koszyk pełen ciasteczek w kształcie gwiazdek. Obok niej stoi chłopiec w tym samym wieku, Olek, z nieśmiałym uśmiechem, ubrany w zieloną czapkę i pasujący szalik. Stoją na ośnieżonej ścieżce w magicznym lesie, otoczeni wysokimi jodłami pokrytymi lśniącym śniegiem. Wokół nich unoszą się małe, bajkowe światełka, tworząc zaczarowaną atmosferę. Główna scena ukazuje Hanię i Olka odkrywających ślady w śniegu, z małym zamarzniętym strumykiem w pobliżu, odbijającym delikatne światło zimowego poranka. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Zgubiona ścieżka z piernika

W wigilijny poranek śnieg skrzypiał jak cukier pod butami, a na niebie wisiała jasna, zimowa cisza. Dziesięcioletnia Hania wyszła z domu w czerwonej czapce z pomponem, który skakał jej nad czołem jak wesoły królik. Mama poprosiła ją tylko o jedno: zanieść koszyk pierników do pani Zosi, która mieszkała na skraju lasu, w małym domku pachnącym herbatą z maliną.

Hania znała drogę. Znała ją tak dobrze, że potrafiła iść z zamkniętymi oczami… prawie. Ale dziś świat wyglądał inaczej. Nocny wiatr zasypał ścieżkę świeżym puchem, a choinki pochyliły gałęzie tak nisko, jakby chciały opowiedzieć sekret i zasłaniały znane znaki.

„To tylko śnieg” — pomyślała Hania i ruszyła pewnie, bo była uparta w dobry sposób: kiedy coś zaczynała, chciała doprowadzić to do końca.

Po kilku minutach zauważyła, że cisza zrobiła się gęstsza. Nie było widać płotu pana Leona ani kamienia w kształcie serca, przy którym zawsze się zatrzymywała. Zamiast tego przed nią ciągnęły się trzy podobne przejścia między drzewami, jak trzy białe wstążki.

Hania zatrzymała się, przytuliła koszyk do kurtki i wzięła głęboki oddech. Serce zabiło jej szybciej, ale nie ze strachu. Raczej z tego dziwnego uczucia, że świat właśnie zaczyna przygodę.

„Dobrze, Haniu. Odnajdziemy ścieżkę” — szepnęła do siebie.

Śnieg sypnął drobno, jakby kiwał głową. A gdzieś daleko zadzwonił dzwoneczek, krótko i ciepło, jak mała obietnica.

Rozdział 2: Ślady i małe uprzejmości

Hania przypomniała sobie, co mówił dziadek: kiedy nie wiesz, którędy iść, rób małe, dobre rzeczy — one często prowadzą jak latarenki. Postanowiła zacząć od prostego gestu: zostawić znak.

Wyjęła z koszyka jeden piernik w kształcie gwiazdki i położyła go na gałęzi wystającej nad rozstajem, tak by był widoczny. „Jeśli będę wracać, zobaczę go” — pomyślała. Potem wzięła patyk i delikatnie narysowała w śniegu strzałkę, nie za wielką, żeby nie wyglądała jak rozkaz, tylko jak uprzejma wskazówka.

Wybrała środkową ścieżkę. Szła powoli, uważnie, patrząc na ślady. Zauważyła odciśnięte małe łapki — ptasie, skaczące. Zobaczyła też większe ślady, jakby ktoś niósł coś ciężkiego i co chwilę przystawał. Wtedy usłyszała ciche sapnięcie i zobaczyła przy pniu sarnę. Była młoda, z brązowymi oczami, a na jej sierści przykleiły się płatki śniegu jak konfetti.

Sarna próbowała wyciągnąć nogę spod splątanej gałązki. Hania uklękła, ostrożnie, żeby nie przestraszyć zwierzęcia. Bez gwałtownych ruchów uniosła gałąź i odsunęła ją na bok. Sarna drgnęła, zrobiła krok, potem drugi, a na koniec spojrzała na Hanię tak, jakby mówiła: „Dziękuję, człowieku w czerwonej czapce”.

„No już, uciekaj” — szepnęła Hania.

Sarna skoczyła i zniknęła między drzewami, zostawiając za sobą cienką, wyraźną linię tropów. Hania uśmiechnęła się. Tropów było dużo, ale te sarnie wyglądały jak delikatna nitka, która mogła prowadzić.

I wtedy znów usłyszała dzwoneczek, tym razem bliżej. Nie widziała nikogo, ale w powietrzu jakby zrobiło się jaśniej.

Rozdział 3: Latarenka z rękawiczki

Ścieżka zakręciła, a las nagle otworzył się w małą polanę. Na środku stała drewniana ławka, zasypana śniegiem jak lukrem. Na ławce leżała pojedyncza rękawiczka — granatowa, dziecięca, z wyszytym małym księżycem.

„Ktoś ją zgubił” — pomyślała Hania. Zimno w jedną dłoń to smutna sprawa, szczególnie w Wigilię.

Wzięła rękawiczkę i rozejrzała się. W oddali, między drzewami, mignęła jej mała postać — chłopiec mniej więcej w jej wieku, w zielonym szaliku. Biegał niespokojnie, jakby czegoś szukał, i co chwilę patrzył na swoje dłonie.

Hania podniosła rękawiczkę wysoko. „Halo! Zgubiłeś coś?”

Chłopiec zatrzymał się, a oczy mu błysnęły. Podbiegł bliżej, ślizgając się na śniegu jak pingwin, który udaje łyżwiarza. „Tak! To moja! Myślałem, że już po niej.”

Hania podała mu rękawiczkę. „Trzymaj. W zimie ręce lubią być w parach.”

Chłopiec wcisnął rękawiczkę na dłoń i odetchnął z ulgą. „Jestem Olek. Szukałem skrótu do domu babci, ale wyszedłem na tę polanę i… chyba nie jestem mistrzem skrótów.”

„Ja też nie jestem mistrzynią śnieżnych map” — przyznała Hania. — „Muszę znaleźć drogę do pani Zosi. Znasz może tę okolicę?”

Olek podrapał się po czapce. „Babcia mówi, że jeśli w lesie zgubisz drogę, szukaj światła albo dźwięku. Dziś rano słyszałem dzwoneczki… jak sanie, tylko dużo cichsze. I widziałem małe lampki przy strumyku.”

Hania poczuła, że to brzmi jak wskazówka z bajki, ale bajki w Wigilię lubią być prawdziwe. „To idźmy razem. Jak się idzie we dwójkę, strach nie ma miejsca, bo jest zajęte rozmową.”

Ruszyli obok siebie. Hania co jakiś czas robiła małe gesty: strzepywała śnieg z młodych choinek, żeby nie łamały gałązek, i podnosiła z drogi patyki, by nikt się nie potknął. Olek śmiał się cicho. „Ty naprawdę sprzątasz las?”

„Tylko troszeczkę. Dla zimy, żeby jej było lżej” — odpowiedziała Hania, a słowa zabrzmiały miękko jak wełna.

Rozdział 4: Strumyk, dzwonek i ciepłe prowadzenie

Wkrótce usłyszeli szmer wody. Strumyk nie zamarzł całkiem; płynął pod lodem i śpiewał cienkim głosem, jakby nucił kolędę. A przy brzegu, na gałązkach, migotały malutkie światełka. Nie były elektryczne. Wyglądały raczej jak iskierki, które ktoś zawiesił na igłach sosny.

Olek nachylił się. „Patrz, tam!” Na śniegu widniały ślady sań — dwie równoległe linie, a obok odciski butów.

Hania poczuła ulgę. Ślady to najlepsza opowieść o tym, gdzie ktoś poszedł. Ruszyli wzdłuż strumyka, idąc ostrożnie po ubitym śniegu. Co jakiś czas słyszeli dzwoneczek, jakby ktoś im mówił: „Dobrze, dobrze, jeszcze kawałek”.

Nagle na drodze stanęła przewrócona, cienka brzoza. Leżała jak biała barierka. Po drugiej stronie ślady sań znikały.

„Co teraz?” — zapytał Olek.

Hania spojrzała na drzewko. Nie było grube, tylko uparcie leżało, jakby też miało swoje plany na Wigilię. Hania podeszła i dotknęła kory. „Zrobimy prosty gest. Zrobimy przejście.”

Razem z Olkiem odgarnęli śnieg i przesunęli brzózkę tak, by powstała szczelina. Nie było to wielkie bohaterstwo, raczej wspólna praca, oddech za oddechem. A gdy skończyli, iskierki na gałązkach zamigotały jaśniej, jakby ktoś klaskał bezgłośnie.

Po drugiej stronie, w śniegu, Hania zauważyła znajomy znak: kamień w kształcie serca! A dalej — cienką linię płotu pana Leona. Ścieżka wróciła na swoje miejsce, jak zagubiony guzik odnaleziony w kieszeni.

„Udało się!” — szepnął Olek, a jego głos był taki, jakby też się uśmiechał.

Hania skinęła głową i poczuła, jak ciepło rozlewa jej się w brzuchu, choć mróz nadal szczypał policzki.

Rozdział 5: Domek pani Zosi i szczęśliwy oddech

Gdy wyszli z lasu, zobaczyli domek pani Zosi. Okna świeciły złotem, a w kominie tańczył dym, który wyglądał jak szary wąż w wełnianym swetrze. Z podwórka dobiegał zapach cynamonu i czegoś, co zawsze mówi: „Tu jest bezpiecznie”.

Pani Zosia otworzyła drzwi, zanim Hania zdążyła zapukać, jakby słyszała ich kroki od samego strumyka. Miała fartuch w czerwone kratki i policzki rumiane jak jabłka. „O, moje dzieci! Wejdźcie, bo mróz próbuje was połaskotać na śmierć!”

Hania podała koszyk. „Pierniki. I… trochę śniegu przy okazji.”

Pani Zosia roześmiała się. „Śnieg to w Wigilię gość honorowy.” Potem spojrzała na Olka. „A ty pewnie od babci Marysi? Znam ten zielony szalik, on zawsze przychodzi pierwszy.”

Olek zaczerwienił się z dumy. „Zgubiłem rękawiczkę, ale Hania ją znalazła. I znaleźliśmy drogę dzięki… no, różnym małym rzeczom.”

Hania poczuła, że jej policzki robią się cieplejsze. Pomyślała o sarnie, o rękawiczce, o brzózce przesuniętej wspólnie, o strzałce w śniegu i pierniku-gwieździe na gałęzi. Same drobiazgi, a jednak ułożyły się w ścieżkę, jak koraliki na nitce.

Pani Zosia postawiła przed nimi kubki z herbatą malinową, a na talerzyku położyła dwa świeże pierniki w kształcie serc. „Za waszą wytrwałość i za waszą miękkość. Bo czasem najtrudniej jest być delikatnym, kiedy zimno.”

Za oknem płatki śniegu wirowały jak małe listy z nieba. Dzwoneczek zabrzmiał jeszcze raz, cichutko, jakby ktoś mówił: „Wesołych”.

Hania popatrzyła na ciepłe światło, na parę unoszącą się z kubka, na Olka, który wreszcie przestał się wiercić, i na panią Zosię, która wyglądała jak chodząca kołdra.

Wtedy Hania wypuściła powietrze długo i spokojnie — szczęśliwym westchnieniem.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Cisza
Kiedy jest bardzo cicho, nie słychać dźwięków.
Wigilijny
Dotyczący Wigilii, czyli dnia przed Bożym Narodzeniem.
Uparta
Kiedy ktoś bardzo chce coś zrobić i nie rezygnuje.
Zaskoczyć
Nagle coś się dzieje i jesteśmy zdziwieni.
Opowieść
Historia, którą się opowiada lub pisze.
ślad
Znak zostawiony na ziemi, np. przez buty.
Trop
Ślady, które coś lub ktoś zostawił, np. zwierzę.
Zniknąć
Przestać być widocznym, nagle się schować.
Przygoda
Ciekawe i niezwykłe wydarzenie, które przeżywamy.
Iskierki
Małe błyszczące punkty, jak małe światełka.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści bożonarodzeniowe dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.