Rozdział 1: Noc pełna światełek
W samym środku kolorowego lasu mieszkał jeżyk o imieniu Feliks. Feliks słynął wśród zwierząt z radosnego usposobienia i z tego, że zawsze miał pomysł na każdą okazję. Tego wieczoru był szczególnie podekscytowany – zbliżało się jego ulubione święto, Halloween! Feliks już od rana myślał tylko o jednym: czy uda mu się wymienić baterię w swojej ukochanej halloweenowej girlandzie zanim zapadnie zmrok? Bez świecących dyniek nie wyobrażał sobie prawdziwego Halloween.
Już od śniadania wybierał strój. Przymierzał pelerynę w nietoperze, potem zakładał kapelusz czarownicy, ale w końcu zdecydował się na przebranie ducha. Biała chustka z dwoma czarnymi oczkami wyglądała zabawnie, zwłaszcza gdy zawadzała mu o kolce. Feliks cichutko chichotał przed lustrem, a jego łapki aż drżały z emocji.
Kiedy spojrzał na girlandę, mrugnęła do niego tylko jedna lampka. Reszta była ciemna. – Oj, nie tak miało być! – jęknął Feliks. Wiedział, że jeśli nie wymieni baterii, wieczorne światełka nie rozświetlą mu ścieżki, a przecież miał zaprosić przyjaciół na halloweenową zabawę.
Rozdział 2: Wyprawa przez straszny zagajnik
Feliks postanowił działać od razu. Bateria, którą potrzebował, leżała w skrzynce na narzędzia w domku wiewiórki Miry. Wiewiórka była znana z tego, że gromadziła różne przydatne rzeczy, ale jej domek znajdował się tuż za Straszliwym Zagajnikiem.
Straszliwy Zagajnik wcale nie był taki straszny, jak wskazywała nazwa, ale w Halloween wszystko wydawało się bardziej tajemnicze. Gałęzie drzew szeleściły niczym szepty duchów, a kruki wydawały się śmiać z każdego, kto przechodził obok. Feliks postanowił być odważny i ruszył przed siebie, trzymając girlandę pod pachą.
Nagle zza krzaka wyskoczył jego przyjaciel, królik Gustaw, przebrany za dynię. – Bu! – zawołał, ale Feliks tylko się roześmiał. – Gustaw, prawie spadła mi chustka! – zaśmiał się i obaj pobiegli razem w stronę domku Miry, rozświetlając sobie drogę jedyną świecącą lampką.
Rozdział 3: Tajemniczy cień pod drzewem
Kiedy dotarli do zagajnika, nagle nad ich głowami zamigotał cień. Feliks przystanął, a Gustaw przywarł do niego. – Słyszałeś? – szepnął królik. Wśród liści coś zaszeleściło.
– Może to duchy Halloween? – zażartował Feliks, próbując rozładować napięcie. Wtedy zza drzewa wysunęła się smukła sylwetka – to była sowa Matylda, ubrana w pelerynę czarodzieja. – Witajcie, mali poszukiwacze przygód! – zawołała z uśmiechem. – Szukacie może czegoś do świętowania?
– Potrzebuję baterii do girlandy – powiedział Feliks, pokazując swój skarb. Sowa skinęła głową. – Chodźcie, Mira na was czeka. Ale uważajcie, bo w zagajniku dziś wszystko może się wydarzyć...
Sowa poleciała przodem, a Feliks i Gustaw podążali za nią, czując przyjemne dreszcze na grzbietach. Tajemnicza atmosfera Halloween sprawiała, że nawet zwykłe szeleszczenie liści stawało się przygodą.
Rozdział 4: Bateria w skrzynce pełnej skarbów
Dotarli w końcu do domku Miry. Drzwi były otwarte, a ze środka dobiegał zapach orzechowych ciastek. Wiewiórka Mira, przebrana za czarownicę z wielkim fioletowym kapeluszem, już na nich czekała.
– Szukacie czegoś wyjątkowego? – zapytała z figlarnym uśmiechem i podsunęła Feliksowi swoją słynną skrzynkę na narzędzia. Skrzynka była pełna różności: korkociągi, kolorowe nitki, stare guziki, a nawet malutkie latarki.
Feliks grzebał w skrzynce, aż w końcu znalazł okrągłą, srebrną baterię. – Mam ją! – zawołał. Przyjaciele zaczęli tańczyć w kółko, śmiejąc się i podskakując. Mira poczęstowała ich ciasteczkami i zaprosiła, żeby zostali chwilę dłużej. Pogadali o przebraniach, planach na wieczór i podzielili się słodkościami.
– Halloween jest najlepsze, gdy można się dzielić! – powiedziała Mira i poczęstowała sowę Matyldę dodatkowym orzeszkiem.
Rozdział 5: Wielki finał pod kocem
Kiedy słońce zaczęło zachodzić, Feliks z przyjaciółmi wrócił do swojego domku. Wymienił baterię w girlandzie i wszystkie lampki rozbłysły ciepłym, pomarańczowym światłem. Cały domek wyglądał magicznie – na ścianach tańczyły cienie duchów, kotów i nietoperzy.
Zwierzęta zebrały się razem, dzieląc się cukierkami i opowiadając sobie śmieszne historie. Feliks, choć trochę zmęczony po przygodach, czuł się szczęśliwy. Wiedział, że to nie światełka są najważniejsze, ale to, że może dzielić ten wyjątkowy wieczór z przyjaciółmi.
Na koniec wieczoru, przyjaciele otulili się jednym wielkim, mięciutkim kocem. Feliks wtulił się między Gustawa i Mirę, a Matylda przycupnęła na ramieniu fotela. – To było najlepsze Halloween w życiu! – szepnął Feliks z uśmiechem, a wszyscy przytulili się jeszcze mocniej, czując, że razem nie straszne im żadne ciemności.
Za oknem świeciły lampki girlandy, a w środku było ciepło, wesoło i bezpiecznie.