Rozdział 1: Dyniowy kłopot Kuby
Kuba, mały rudy lisek, miał w swoim norze całkiem wygodne życie. Uwielbiał biegać po lesie, zbierać kolorowe liście i węszyć za smakołykami. Ale tego październikowego wieczoru nie chodziło mu o żadne liście ani żołędzie. Kuba był podekscytowany – dzisiaj w lesie odbywało się pierwsze Zwierzęce Halloween!
Las był już udekorowany: na gałęziach świeciły lampiony z dyni, wśród mchu leżały pajęczyny z waty cukrowej, a nietoperze rozrzucały konfetti z liści. Kuba szykował swój kostium – chciał przebrać się za ducha. Uciął sobie prześcieradło i wyciął dwie dziury na oczy, ale gdy je założył, wpadł prosto na największą dynię w norze.
„Ała!” – zawołał lisek, a dynia potoczyła się po ziemi, zatrzymując się pod łapami sroki Helenki. Helka aż podskoczyła ze strachu, widząc „białego ducha”.
– Uważaj, bo przestraszysz nie tylko mnie, ale i całą polanę! – zaśmiała się.
Kuba podniósł dynię i spojrzał na nią z uwagą. Dynia była naprawdę ogromna, prawie wielkości jeża Antka! „Może zrobimy z niej najbardziej przerażający lampion w historii lasu?” – pomyślał, już zupełnie zapominając o guzie na głowie.
Rozdział 2: Tajemnicza mgła i plan liska
Wieczór zapadał szybko, a nad lasem zaczęła unosić się mgła. Wszystkie zwierzęta czuły w powietrzu coś niezwykłego – dreszczyk emocji i odrobinę strachu. Kuba postanowił, że jego dyniowy lampion stanie się główną atrakcją imprezy.
Zebrał wokół siebie kilku przyjaciół: jeża Antka, srokę Helenkę, borsuka Grześka i żabę Matyldę. Razem zasiedli przed dynią.
– Musimy wyciąć jej przerażającą buzię – powiedział Kuba, wyciągając swój ulubiony scyzoryk. – Ale nie taką zwykłą! Niech zjeży futro nawet najodważniejszemu królikowi!
Zwierzęta zaczęły naradzać się, jakie oczy powinna mieć dynia i czy lepiej, żeby miała kły, czy może jęzor do pasa. W końcu uzgodnili, że będzie miała szeroki uśmiech z zębami jak marchewki i oczy, które patrzą w bok.
W czasie wycinania z dyni zaczęły lecieć pestki i miąższ, które lądowały na futerkach i piórach. Żaba Matylda była cała w pomarańczowych kropkach i śmiała się tak głośno, że podskakiwała na dyni jak na trampolinie.
– Kto by pomyślał, że Halloween to taka pomarańczowa zabawa! – rechotała.
Rozdział 3: Straszna niespodzianka
Kiedy lampion był już gotowy, zwierzęta postawiły go na środku polany. Włożyły do środka świeczkę, a dynia zaczęła świecić ciepłym, pomarańczowym światłem. W tym samym momencie z głębi lasu rozległ się złowieszczy dźwięk: „Uuuuuu...!”
Wszystkie zwierzęta zamarły. Nawet Helka, która zwykle była bardzo odważna, wsunęła głowę pod skrzydło. Nagle zza krzaków wyłoniła się dziwna, biała postać z płachtą na głowie i dwoma czarnymi oczami.
Kuba poczuł dreszcz na ogonie, ale zaraz przypomniał sobie, że przecież sam szykował taki kostium. „To pewnie ktoś z naszych!” – pomyślał.
Tajemniczy duch zbliżył się do lampionu i... potknął się o korzeń. Płachta spadła, a spod niej wypadł... jeż Antek!
– Ojej, ja tylko chciałem was przestraszyć! – pisnął jeżyk, cały czerwony na pyszczku.
Wszyscy wybuchli śmiechem. Nawet borsuk Grzesiek, który zwykle był poważny jak nauczyciel, musiał się uśmiechnąć.
Rozdział 4: Uroczysta parada strachów
Po tej małej przygodzie Kuba wpadł na pomysł, żeby urządzić paradę strojów. Każdy mógł się przebrać za co chciał. Sroka Helka wystąpiła jako czarownica z miotłą z sosnowych igieł, żaba Matylda przebrała się za małą mumię, a borsuk Grzesiek zakręcił sobie wąsa i udawał wampira.
Zwierzęta chodziły w kółko wokół polany, pokazując swoje stroje i śmiejąc się do rozpuku. Dyniowy lampion Kuby świecił jasno, oświetlając każdą łapkę i ogonek. Nawet nietoperze, które zwykle spały o tej porze, przyleciały obejrzeć paradę i szeptały między sobą, kto ma najstraszniejszy kostium.
Kuba czuł się bardzo dumny – z dyni, z przyjaciół i z tego, że nikt się już nie bał. Tylko czasem, gdy wiatr zawiał mocniej, ktoś łapał się za ogon lub uszy... tak na wszelki wypadek!
Rozdział 5: Słodki finał i tajemnicza wiadomość
Na zakończenie imprezy zwierzęta urządziły poszukiwania cukierków. Słodycze były pochowane w dziuplach, pod liśćmi i za korą drzew. Matylda znalazła cukierkowego robaka, Helka – lizaka w kształcie dyni, a Grzesiek – paczkę orzechowych cukierków.
Kuba szukał i szukał, aż pod największym kamieniem znalazł maleńką dynię z dziwną karteczką. Rozwinął ją i przeczytał: „Strachy są tylko tam, gdzie ich szukasz. Halloween to czas na zabawę!”
Lisek uśmiechnął się pod nosem. Wziął dynię i zaniósł ją do środka polany. Postawił obok wielkiego lampionu, żeby wszyscy widzieli wiadomość. Zwierzęta zebrały się wokół i przeczytały ją na głos. Zapadła cisza, a potem wszyscy zaczęli się śmiać, tupiąc łapkami i bijąc skrzydłami.
Wieczór zakończył się wspólnym tańcem przy dyniowym świetle, a Kuba pomyślał, że nawet jeśli czasem w lesie pojawia się mgła i dziwne odgłosy, to z takimi przyjaciółmi nie trzeba obawiać się żadnych duchów – ani tych prawdziwych, ani tych z prześcieradła.