Rozdział 1: Przygoda wśród śrubek
W środkowej części gwarnego miasta znajduje się podwórko otoczone blokami, gdzie dzieci lubią bawić się w ciepłe popołudnia. To właśnie tam mieszka Franek, chłopak obdarzony wyjątkowym talentem do majsterkowania i... pewnym bardzo nietypowym supermocą. Franek nie potrafi latać, nie strzela laserami z oczu, ale potrafi naprawić wszystko, co tylko się zepsuje – i to w naprawdę osobliwy sposób.
Zamiast peleryny nosi kolorową kamizelkę z mnóstwem kieszonek. Z kieszonek wystają śrubokręty, młotek w miniaturze, kawałek sznurka i... plastikowa łyżeczka. Każdy z tych przedmiotów potrafi zamienić się w coś zaskakującego, jeśli tylko Franek spróbuje.
Tego dnia na podwórku panowała ożywiona atmosfera. Dzieci budowały z kartonów kosmiczną rakietę. Franek właśnie testował swój nowy wynalazek: skarpetkowy miotacz śmiechu. „Ciekawe, czy to zadziała?” mruknął, celując wystrzałową skarpetką w pusty karton. Skarpetka poleciała, odbiła się od ściany i zaczęła wibrować, wydając dźwięk jakby śmiejącego się kota. Dzieci pokładały się ze śmiechu. „Franek, masz najlepsze pomysły!” wołała Ola, najgłośniej śmiejąca się dziewczynka na podwórku.
Nagle rozległ się trzask. „O nie, znowu huśtawka się zacięła!” zawołał Kuba. Huśtawka, która i tak była już lekko wykrzywiona, teraz zatrzymała się w połowie drogi z Kubą zawieszonym jak banan.
Franek, nie zwlekając, wziął swój plecak i podbiegł do huśtawki. „Spokojnie, wypróbuję super-narzędzie!” zapowiedział, wyciągając... łyżeczkę. Dzieci popatrzyły na niego z niedowierzaniem.
Ale u Franka zawsze chodziło o próbowanie – nawet, jeśli rozwiązanie wydaje się najdziwniejsze na świecie.
Rozdział 2: Narzędzia nie z tej ziemi
Franek podszedł do huśtawki i delikatnie stuknął łyżeczką w zawias. Nagle zawias zaskrzypiał weselej, a huśtawka zaczęła się kołysać – jednak tym razem... bardzo powoli, jakby była na księżycu! „Wow! Ale numer!” wykrzyknął Kuba, zjeżdżając miękko na ziemię. Dzieci przybiegły bliżej, żeby zobaczyć, co się stało.
„To łyżeczka do wolnego bujania – modyfikacja kosmiczna, test numer jeden!” oświadczył Franek z dumą. Dzieci piszczały ze śmiechu, bo kiedy ktoś siadał na huśtawce, podskakiwał jak astronauta w skafandrze, lewitując na podwórku.
Nagle Agata pisnęła: „Moja hulajnoga ma złamaną rączkę!” Franek już był w gotowości – wyciągnął sznurek i ołówek. „Spróbujemy misji naprawczej – wersja sznurowana!” zawołał. Zawiązał sznurek, podłożył ołówek, zakręcił wszystko jak ogromną kokardę. Agata ruszyła, a hulajnoga zaczęła wydawać śmieszne dźwięki: „Pi-pi-pi, puf-puf!” przy każdym skręcie.
„Wygląda, jakby hulajnoga była rozśmieszona!” śmiał się ktoś z boku. Franek wzruszył ramionami: „To nowy model – hulajnogopiszczałka! Wersja testowa, zero strachu przed nudą.”
W tym momencie, zza rogu podwórka, wyjrzał pan Henryk, dozorca. Przecierał okulary i patrzył z niedowierzaniem na wesołą gromadę. Franek przywołał go gestem. „Panie Henryku, ma pan coś do naprawienia? Dzisiaj dzień prób i testów – wszystko naprawiamy śmiechem!” zaproponował z szelmowskim uśmiechem.
Pan Henryk podrapał się po głowie. „Może te stare drzwi od piwnicy, co się nie domykają?” zaproponował.
Rozdział 3: Drużyna Testujących
Franek wiedział, że to nie lada wyzwanie. Postanowił jednak nie działać sam. „Kto chce mi pomóc przy najważniejszym teście dnia?” zapytał głośno. Dzieci podniosły ręce w górę, wołając: „Ja! Ja!”
Wszyscy pomaszerowali razem z panem Henrykiem do piwnicy. Franek rozdawał narzędzia: śrubokręt trafił do Kuby, kawałek gumki do Agaty, a Ola dostała... gwizdek, „na wszelki wypadek”.
Podwórkowa ekipa zabrała się do roboty. Franek pokazywał, jak odkręcić śrubkę, jak docisnąć drzwi, a Ola gwizdała radośnie, jak tylko udało się coś poprawić. Guziki, sznurki i śrubki fruwały jak confetti, a drzwi zaczęły działać coraz lepiej. Za którymś razem, kiedy wszyscy pchnęli je naraz, drzwi otworzyły się z dźwiękiem „tra-ta-ta!”, jakby były bębnem koncertowym.
Dzieci zaczęły tańczyć, a nawet pan Henryk potupał nogą. „Chyba nigdy nie miałem tak wesołej ekipy remontowej!” śmiał się, a jego okulary podskakiwały na nosie.
Franek był dumny. „Widzicie? Wspólnie potrafimy naprawić wszystko – nawet smutne drzwi!”
Rozdział 4: Mistrzowie wspólnej zabawy
Po akcji w piwnicy dzieci wróciły na podwórko, rozgadane i roześmiane. Franek wyjął z plecaka karton i nożyczki. „Czas na najważniejszy eksperyment dnia!” ogłosił uroczyście.
Przy pomocy Agaty narysował na kartonie wesołą buźkę oraz narzędzia. Kuba wyciął kółka, Ola wycięła literki, a reszta dzieci ozdobiła całość wstążkami i kolorowymi kropkami.
Potem Franek przypiął gotowy kartonik do swojej kamizelki. Na środku widniał napis: „Drużynowy Mistrz Prób!” Każde dziecko dostało swój własny kartonowy badge: „Super Tester”, „Kreatywny Pomocnik” lub „Główny Naprawiacz”. Nawet pan Henryk dostał „Honorowego Naprawiacza”.
Wszyscy stanęli w kółku i robili sobie zdjęcia z kartonowymi odznakami, śmiejąc się, że teraz są oficjalną superdrużyną. A Franek poważnie powiedział: „Najlepsze pomysły rodzą się, kiedy próbujemy razem. Czasem coś nie wychodzi, ale zawsze możemy się z tego pośmiać i spróbować jeszcze raz.”
Dzieci przytaknęły, a potem pognały na nową rundę testów: kto zrobi najbardziej śmieszną minę do kartonowej odznaki, wygrywa tytuł „Króla Śmiechu”.
Rozdział 5: Superdrużyna zawsze razem
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a podwórko tętniło jeszcze ostatnimi okrzykami i śmiechem. Franek spojrzał na swoją kartonową odznakę i przez chwilę poczuł się jak prawdziwy superbohater – nie taki, co walczy z potworami, ale taki, który potrafi sprawić, że każdy dzień jest przygodą.
Dzieci jeszcze długo wspominały dzień, w którym nawet huśtawka była kosmiczna, hulajnoga piszczała jak rozbawiony delfin, a drzwi od piwnicy grały jak orkiestra. Każdy wiedział, że jeśli coś się zepsuje – albo jeśli trzeba się po prostu pośmiać – Franek i jego ekipa są gotowi do działania.
A odznaki z kartonu? Stały się najcenniejszą pamiątką i przypominały każdemu, że warto próbować, nawet jeśli czasem wychodzi śmiesznie albo dziwnie. Najważniejsze, żeby robić to razem.
I tak na tym niezwykłym podwórku superbohaterowie nie nosili peleryn, ale za to mieli najlepszą broń świata: wyobraźnię, odwagę do prób i głośny, zaraźliwy śmiech.