Rozdział 1
Amina siedziała przy niskim stoliku i ciąła papier na małe prostokąty. Obok niej były Lena, Noor i Zosia — wszystkie prawie siedmioletnie, z włosami w warkocze i z uśmiechami gotowymi do śmiechu. Noor, która jeździła na wózku, rozkładała kolorowe flamastry na kolanach. Amina zawsze była bardzo grzeczna, mówiła „proszę” i „dziękuję”, i dziś zrobiła coś wyjątkowego.
„Zrobimy girlandę z miłych słów” — powiedziała Amina i przyklejała kawałki papieru na nitkę. Na każdym prostokącie napisała jedno słowo: „dziękuję”, „przyjaciel”, „przepraszam”, „uśmiech”. Słowa falowały jak małe chorągiewki. Dziewczynki pomagały śpiewając cicho piosenkę o księżycu i cieple domu. W powietrzu pachniały cukierki, bo mama Amina piekła ciasteczka na wieczór ramadanowy.
„To będzie nasza girlanda dobrych słów” — szepnęła Lena. „Będziemy ją rozwieszać co wieczór, kiedy nastanie wieczór i pojawi się księżyc.”
Amina skinęła głową. Czuła, że słowa naprawdę mają moc. Kiedy ktoś je mówił, robiło się cieplej na sercu.
Rozdział 2
W południe cztery przyjaciółki bujały się przy oknie i robiły plany na popołudnie. Nagle Lena chwyciła kubek z sokiem i zahaczyła o stół. Sok wylał się na bluzkę Noor i na fragment girlandy leżący na krześle. Papier zrobił się miękki i zaczęły odrywać się słowa.
„Och nie!” — zawołała Noor. Jej oczy były mokre, ale nie od płaczu, tylko od soku. Zosia natychmiast podała chusteczki, a Amina poczuła, jak serce jej bije szybciej. Czuła też, że musi być pomocna.
Lena poczuła się głupio. „Przepraszam, Noor — powiedziała cicho. — Nie chciałam.”
Noor spojrzała na nią i zobaczyła szczerość w oczach. „To w porządku” — powiedziała. „Ale nasza girlanda…” Jej głos się załamał.
Amina wzięła uszkodzone kawałki papieru i zaczęła je suszyć przy słońcu na parapecie. „Zrobimy ją znowu” — obiecała. Dziewczynki zebrały kawałki, napisały nowe słowa i śmiały się, kiedy flamastry zrobiły małe, wesołe plamy. To było jak naprawianie małego mostu, który się zerwał — każdy przyszedł z deseczką i gwoździem. Lena przeprosiła raz jeszcze, tym razem z uśmiechem i kwiatkiem, który znalazła na balkonie.
Rozdział 3
Wieczór zbliżał się powoli. W domu Amina pachniało pieczonym chlebem i przyprawami. Dziewczynki pomagały nakrywać stół. Mama Amina wyjąła pudełko z naklejkami — w środku były małe księżyce w różnych kolorach. „Na koniec nocy damy każdej po jednej naklejce księżyca” — powiedziała. „To taki mały znak, że dziękujemy za dzień i że jutro też będzie nowy.”
Podczas przygotowań Lena siedziała z boku i cicho powiedziała: „Cieszę się, że przeprosiłam. Myślałam, że wszyscy się zezłościmy na mnie.” Noor uśmiechnęła się i wzięła ją za rękę. „Przeprosiny pomagają” — rzekła. „I naprawianie też.”
Amina poczuła falę wdzięczności. Pomyślała o słowie „dziękuję”, które napisała na girlandzie. Było takie małe, ale bardzo ważne. Kiedy wszyscy razem siadali do stołu, trzymali się za ręce i powiedzieli cicho: „Dziękujemy.” I chociaż nie był to żaden długi rytuał, ich głosy brzmiały jak melodia.
„Lubisz Ramadan?” — zapytała Zosia, która zawsze miała w oczach pytania jak gwiazdy.
„Lubię” — odpowiedziała Noor. „Lubię wspólne posiłki i to, że jesteśmy blisko.” Lena dodała: „I lubię, jak każdy stara się być milszy.” Amina spojrzała na swoją girlandę — teraz była pełna nowych słów i małych rysunków. Najważniejsze, że miały tam „przepraszam” i „dziękuję” obok siebie.
Rozdział 4
Po kolacji dziewczynki wyszły na balkon, gdzie powiesiły girlandę nad lampką. Słowa tańczyły na wietrze. Noc była cicha i miękka, jak kocyk. Nagle mama Amina wyjąła małe, złote naklejki w kształcie półksiężyca. „Dla każdej z was” — powiedziała, uśmiechając się. „Na pamiątkę dzisiejszego dnia — za przeprosiny, za pomoc i za wdzięczność.”
Amina otrzymała jedną naklejkę. Trzymała ją w palcach i poczuła, jakby to był mały kamyk pełen słońca. „Dziękuję” — szepnęła do mamy i przyjaciół. Przyjęła też uścisk Leny.
Noor przykleiła swoją naklejkę na zeszycie z rysunkami. Zosia przyczepiła księżyc na pudełku z kredkami. Lena delikatnie przykleiła swój na wewnętrznej stronie książeczki, tak by przypominał jej, że warto przepraszać.
Amina przykleiła swój księżyc na pierwszym prostokącie girlandy, obok słowa „dziękuję”. Dziewczynki usiadły razem i patrzyły na migoczące światło latarni. Czuły się spokojne, jakby noc tuliła je do snu.
„Jutro zrobimy kolejną girlandę” — powiedziała Amina. „I będziemy pamiętać, żeby mówić miłe słowa.”
„I naprawiać, kiedy coś się popsuje” — dodała Noor.
Wszystkie zgodziły się jednym cichym szeptem. Potem wypowiedziały razem: „Dziękujemy za dzisiaj.” I kiedy księżyc na niebie zerknął na nie złotym uśmiechem, każde z nich miało małą naklejkę-lunę, mały znak wdzięczności i obietnicę, że będą przepraszać i naprawiać — i że będą razem.