Trwa ładowanie...
Mali poszukiwacze przygód 7-8 lat Czytanie 10 min.

Gwizdek Kuby i zaginiona lista zakupów

Kuba, siedmioletni chłopiec z gwizdkiem w plecaku, wyrusza po bułki i jabłka, gubiąc listę i przeżywając małą przygodę, podczas której uczy się odwagi i pomagania innym.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Ośmioletni chłopiec o okrągłej twarzy i nieładnych brązowych włosach dmucha w mały biały gwizdek stojąc na chodniku, lekko podniesioną ręką jakby wołając o pomoc, za nim zwisa za duży zielony plecak; obok przygarbiona Lena (8–9 lat) z warkoczem, figlarna, wskazuje na rozsypane ziemniaki, ma plecak w dinozaury; pani Zosia (60–70 lat) ze spiętymi siwymi włosami pochyla się, zbiera ziemniaki z podartej torby trzymając dużą beżową tkaninę; na murku siedzi bure-białe kocisko Kropka z owiniętym ogonem i obserwuje; miejsce: miejski chodnik przy małym skwerze z niebieską drewnianą altanką, krzewami bzu i witryną piekarni; scena dynamiczna — chłopiec dmucha trzy krótkie gwizdy, żółte ziemniaki turlają się, sąsiedzi podnoszą się i biegną, ciepła atmosfera, akwarelowe pastelowe tony i miękkie światło późnego popołudnia. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Plecak, który brzęczy

Kuba miał siedem lat i mówił raczej cicho. Wolał słuchać niż przerywać. Ale kiedy trzeba było działać, w jego brzuchu zapalała się mała, dzielna iskierka.

Tego popołudnia mama zawołała z kuchni:

„Kuba, skoczysz do sklepu po bułki i jabłka? Tylko uważaj na listę”.

„Jasne” — odpowiedział Kuba i wsunął do kieszeni kartkę.

Założył swój zielony plecak. Był trochę za duży, bo wcześniej nosił go starszy kuzyn. W środku Kuba miał skarb: mały gwizdek na sznurku. Dostał go od taty po wycieczce w góry.

Tata zawsze mówił:

„Gdybyś kiedyś potrzebował alarmu, dasz sygnał. Trzy krótkie gwizdy. Nie po to, by się bać, tylko po to, by się odnaleźć”.

Kuba nie planował żadnych alarmów. On planował bułki.

Na klatce schodowej spotkał sąsiadkę, panią Zosię, która niosła torbę z ziemniakami.

„O, Kuba, jaki elegancki plecak! A co w nim trzymasz? Kamienie?” — zażartowała.

Kuba uśmiechnął się.

„Tylko gwizdek i… powietrze. Plecak lubi oddychać”.

Pani Zosia parsknęła śmiechem.

„To pilnuj, żeby ci nie uciekło!”.

Na dworze było jasno. Chmury wyglądały jak puchate naleśniki. Kuba szedł chodnikiem do sklepu. Po drodze mijał znajome rzeczy: ławkę, kosz na śmieci, krzak bzu. Wszystko zwyczajne. A jednak Kuba czuł, jakby był odkrywcą.

Bo dziś miał misję.

Nie tylko bułki.

Miał też sprawdzić swój alarm.

Zatrzymał się przy małym skwerku. Tam stała stara altanka, w której czasem zbierały się dzieci. Kuba przyłożył gwizdek do ust i dmuchnął bardzo delikatnie.

„Fiu”.

Nic strasznego. Nawet wróbel się nie obraził. Kuba spróbował jeszcze raz, trochę pewniej.

„Fiu! Fiu!”

Z altanki wyszła kotka sąsiadów, Kropka, i spojrzała na niego, jakby pytała:

„To ja mam się alarmować?”.

„Spokojnie, Kropka” — szepnął Kuba. — „To tylko trening”.

Kropka mruknęła, jakby mówiła „no dobrze” i poszła dalej.

Kuba był zadowolony. Alarm działał. A teraz czas na sklep.

Rozdział 2: Znikająca lista i mapa z okruszków

W sklepie pachniało pieczywem. Kuba wziął koszyk, stanął przy bułkach i wyciągnął listę.

Tylko że… w kieszeni było coś innego.

Stara paragonowa karteczka i jeden kabelek od słuchawek.

Listy nie było.

Kuba zamrugał. Jeszcze raz wsadził rękę do kieszeni. Potem do drugiej. Potem do plecaka. Gwizdek, piórnik, gumka do mazania. Listy brak.

„Ojej” — powiedział do siebie cicho. — „Lista zrobiła ucieczkę”.

Obok stała pani ekspedientka i układała bułki.

„Coś się zgubiło?” — zapytała miło.

Kuba przyznał:

„Lista zakupów. A miałem kupić bułki i… coś jeszcze”.

Pani ekspedientka uśmiechnęła się.

„To bułki już masz. A to ‘coś jeszcze'… może jabłka? Dzieci często mają jabłka na liście”.

Kuba rozjaśnił się.

„Tak! Jabłka!”.

Wziął cztery bułki i pięć jabłek. Na wszelki wypadek. Potem stanął przy kasie i policzył pieniądze. Miał odliczone. To było miłe uczucie, jakby w kieszeni mieszkała porządek-elfka.

W drodze powrotnej Kuba postanowił odnaleźć listę. Nie z powodu kary. Mama nie krzyczała o takie rzeczy. Ale Kuba chciał dokończyć misję.

Wyszedł ze sklepu i spojrzał na chodnik.

„Dobrze, mózgu” — powiedział do siebie. — „Wracamy śladami”.

Zaczął iść wolno i patrzeć pod nogi. Widział liść, patyk, kapsel. Żadnej listy.

Przy skwerku zatrzymał się przy koszu.

„Może wiatr?” — mruknął.

Nagle usłyszał znajomy głos.

„Kuba!”.

To była Lena z trzeciego piętra. Miała warkocze i plecak w dinozaury.

„Czemu idziesz jak ślimak na wycieczce?” — zapytała.

Kuba pokazał pustą kieszeń.

„Szukam listy. Zniknęła”.

Lena pochyliła się jak detektyw.

„To zrobimy dochodzenie. Gdzie byłeś?”.

Kuba wskazał palcem trasę.

„Klatka, skwerek, sklep”.

Lena klasnęła.

„To mamy mapę! A mapy są super. Tylko brakuje… znaków”.

Kuba zmarszczył brwi.

„Jakich znaków?”.

Lena wyciągnęła z kieszeni dwa okruszki z ciasteczka.

„Takich! Okruszki to małe strzałki. Możemy robić śmieszne znaczki: tu skręt, tu stop”.

Kuba roześmiał się cicho.

„Tylko nie jedz całej mapy”.

„Spokojnie” — Lena zrobiła poważną minę. — „Jestem zawodową niejadaczką map”.

Szli razem i oglądali miejsca. Przy altance Kuba przypomniał sobie gwizdek.

„Tu ćwiczyłem alarm” — powiedział.

Lena aż podskoczyła.

„Masz alarm? Jak w bazie?”.

Kuba kiwnął głową.

„Trzy krótkie gwizdy. Tylko to nie do straszenia”.

„To do odnajdywania!” — dopowiedziała Lena.

Kuba poczuł się odważniejszy. Bo gdy ktoś rozumie twoją misję, to jakby niósł kawałek plecaka za ciebie.

Rozdział 3: Sygnał wśród krzaków i tajemnicza kartka

Doszli do krzaków bzu. Kuba nagle zauważył coś białego, co wystawało spod gałązek.

„Patrz!” — szepnął.

W tej samej chwili Kropka, kotka, wyszła z krzaków z miną bardzo dumną. Jakby to ona była strażniczką sekretów.

Lena uklękła.

„Może to twoja lista! Tylko… uważaj, żeby nie podrapać się o gałązki”.

Kuba zrobił krok do przodu, ale kartka była trochę głęboko. Krzak miał cienkie patyczki, które łaskotały ręce. To nie bolało, tylko przeszkadzało.

Kuba wziął oddech.

„Dobra. Zrobimy to spokojnie”.

Wtedy wiatr dmuchnął i kartka wsunęła się jeszcze dalej.

Lena zmarszczyła nos.

„O nie. Kartka ma własne zdanie”.

Kuba pomyślał szybko. Nie chciał szarpać krzaka. Przypomniał sobie, że w plecaku ma piórnik. Wyciągnął z niego linijkę, długą i płaską.

„Mam narzędzie!” — powiedział, a Lena zrobiła minę jak w filmie przygodowym.

Kuba wsunął linijkę pod kartkę i delikatnie ją podważył. Kartka przesunęła się jak mała łódka po wodzie. Jeszcze centymetr. Jeszcze. Aż wreszcie Kuba złapał ją palcami.

„Jest!” — zawołała Lena.

Kuba odetchnął i uśmiechnął się do Kropki.

„Dziękuję za pilnowanie”.

Kotka miauknęła, jakby mówiła: „Nie ma sprawy, ale następnym razem płatność w smakołykach”.

Kuba rozłożył listę. Było tam: bułki, jabłka, i… „worek na śmieci”.

Kuba spojrzał na Lenę.

„Nie kupiłem worka”.

Lena pokręciła głową.

„To już nie sklep, to misja poboczna”.

Kuba zerknął na zegarek na ścianie klatki, taki wielki z cyframi. Nie było późno, ale Kuba wiedział, że mama czeka.

„Wrócę szybko i powiem mamie. Może jutro kupię worek” — powiedział.

Lena skinęła.

„A alarm? Użyłeś go?”.

Kuba dotknął gwizdka.

„Jeszcze nie. I dobrze. Bo wszystko jest pod kontrolą”.

Ale gdy ruszyli, nagle usłyszeli wołanie pani Zosi z daleka:

„Ojej, ojej! Torba mi się rozerwała!”.

Ziemniaki potoczyły się po chodniku jak żółte kulki.

Lena zaśmiała się:

„Ziemniaczana ucieczka!”.

Kuba od razu poczuł, że to moment na sygnał. Nie z paniki. Z pomocy.

Przyłożył gwizdek do ust i dał trzy krótkie gwizdy:

„Fiu! Fiu! Fiu!”.

Dźwięk był wesoły, jak ptasi znak.

Z pobliskiej ławki podniosło się dwóch chłopców, a z klatki wyszła pani z psem. Wszyscy spojrzeli.

„Tu!” — zawołała Lena i zaczęli zbierać ziemniaki do torby. Ktoś przyniósł dodatkową reklamówkę.

Pani Zosia westchnęła z ulgą.

„Jaki piękny alarm! Człowiek od razu wie, że to sygnał do pomocy, a nie do strachu”.

Kuba poczuł dumę. Cichą, ale mocną.

Rozdział 4: Lżejszy worek i odwaga w kieszeni

Kiedy ziemniaki wróciły do toreb, pani Zosia pogłaskała Kubę po ramieniu.

„Dzielny z ciebie chłopak. I mądry. Nie krzyczałeś, tylko dałeś znak”.

Kuba odpowiedział:

„Tata mówił, że alarm jest po to, żeby się odnaleźć”.

Lena dodała:

„I żeby ziemniaki nie robiły maratonu”.

Wszyscy się zaśmiali. Nawet pies machnął ogonem, jakby też rozumiał żart.

Kuba i Lena ruszyli dalej. Pod klatką Lena pomachała.

„To była fajna przygoda z listą. Następnym razem robimy mapę z… patyków”.

„Albo z kredy” — zaproponował Kuba.

W domu mama spojrzała na zakupy.

„Bułki są. Jabłka są. Super. A gdzie lista?”.

Kuba podał kartkę, trochę pogniecioną.

„Odkryłem ją w krzakach. I użyłem alarmu, bo pani Zosi uciekły ziemniaki. Ale już wszystkie wróciły”.

Mama spojrzała uważnie, a potem uśmiechnęła się ciepło.

„Jestem z ciebie dumna. Sam poradziłeś sobie z problemem. I pomogłeś komuś”.

Kuba poczuł, jak w środku robi mu się jasno.

Potem mama powiedziała:

„Worek na śmieci kupimy jutro. A teraz… może odciążymy ci plecak?”.

Kuba zdjął plecak. Nagle wydał się cięższy, niż był naprawdę. Może od wszystkich dzisiejszych myśli.

Mama wyjęła piórnik, starą butelkę po wodzie i kilka papierków.

„Tego nie musisz nosić codziennie”.

Kuba spojrzał do środka. Został tylko gwizdek i mała latarka, którą tata czasem wkładał „na wszelki wypadek”.

„Ale gwizdek zostaje” — powiedział Kuba stanowczo.

Mama przytaknęła.

„Oczywiście. To twój sygnał odwagi”.

Kuba założył plecak jeszcze raz. Był teraz wyraźnie lżejszy. Jakby mówił: „Dziękuję, że mnie posprzątałeś”.

Kuba poszedł do pokoju, usiadł na łóżku i pogładził gwizdek.

Nie czuł się głośny. Czuł się gotowy.

Bo czasem największa przygoda zaczyna się od bułek, jednej zgubionej listy i pomysłu, żeby działać spokojnie.

A kiedy plecak jest lżejszy, łatwiej rosnąć.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Brzęczy
Wydaje cichy, powtarzający się dźwięk, jak drobny dzwonek lub owad.
Iskierka
Mały, jasny płomyczek lub drobna odwaga w sercu.
Altanka
Mała, otwarta drewniana budka w parku do siedzenia i zabawy.
Skwerek
Mały, zielony plac z trawą i ławkami wśród domów.
Paragonowa
Coś związanego z paragonem, czyli dowodem zakupu w sklepie.
Linijkę
Proste, płaskie narzędzie z miarką do mierzenia i podważania.
Podważył
Delikatnie podniósł coś spod spodu, żeby to wyjąć lub przesunąć.
Mruknęła
Powiedziała coś cicho i niezbyt wyraźnie, jakby półsłówkiem.
Westchnęła
Wydychając powietrze, pokazała ulgę, zmęczenie lub radość.
Pogniecioną
Zmięta kartka lub materiał, która ma zagniecenia i fałdy.
Odciążymy
Zrobimy coś tak, by ktoś miał mniej ciężaru lub obowiązków.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Mali poszukiwacze dla 7-8 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.