Trwa ładowanie...
Czarująca i zabawna opowieść 7-8 lat Czytanie 12 min.

Gwizdek z gwiezdnego pyłu i lekcja równowagi w sowiej wolierze

Czarodziej Miodomir tworzy zaczarowany gwizdek dla sów, który dzięki gwiezdnym psikusom zaczyna płatać figle, a mieszkańcy woliery uczą się, jak odnaleźć równowagę między magią a porządkiem.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Mężczyzna-czarodziej Miodomir, uśmiechnięty i figlarny, około 60 lat, w długiej granatowej szacie wyszytej srebrnymi gwiazdami, z zadbaną siwo-czarną brodą i przekrzywioną czapką, trzyma błyszczący trzcinowy gwizdek i delikatnie w niego dmucha; ciekawska puchata sówka Piórka, kremowa z rdzawymi plamkami, krąży przy jego twarzy machając skrzydłami, z zachwyconym i psotnym wyrazem; duża sowa Bąk, starsza i poważna, o popielatym upierzeniu i żółtych oczach, siedzi na gałęzi po lewej, spokojna i uważna. Miejsce: duża okrągła woliera z jasnego drewna i przeszklonym dachem, z kręconymi grzędkami, poduchami z mchu, parującymi filiżankami kakao i miękką słomą na podłodze. Główny motyw: Miodomir dmucha w zaczarowany gwizdek, z którego pada drobny deszcz gwiezdnych iskier sprawiający, że pióra wirują w powietrzu i migoczą, tworząc radosną, ciepłą i fantazyjną atmosferę; paleta: głębokie błękity, łagodne ochry, akcenty srebra i złota; akwarelowa faktura ze świadomie kontrolowanymi rozbryzgami przy iskrach. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Spokojna woliera i czarodziej z dobrym humorem

W samym środku miękkiego, pachnącego lasu stała woliera tak spokojna, że nawet kurz ziewał z grzeczności. Była duża, okrągła i miała dach z przeźroczystych płytek, przez które nocą zaglądały gwiazdy, jakby przyszły na przedstawienie.

W tej wolierze mieszkał czarodziej o imieniu Miodomir. Nie był groźny ani ponury. Przeciwnie: zawsze wyglądał, jakby właśnie usłyszał najlepszy dowcip świata i jeszcze nie zdążył go opowiedzieć.

Sowy go uwielbiały, bo nie robił hałasu bez potrzeby, mówił do nich ciepło i nigdy nie kazał im „siedzieć prosto jak w szkole”. W wolierze panował porządek, ale taki przyjazny: piórka mogły leżeć, gdzie chciały, o ile nie wchodziły komuś do herbaty.

Tego ranka Miodomir włożył czapkę przekrzywioną na bok i oznajmił:

„Dzisiaj wynalazek!”

Sowa Piórka, najmniejsza i najbardziej ciekawska, przekręciła głowę tak mocno, że aż jej puch zatańczył.

„Jaki wynalazek? Czy będzie jadalny?”

„Nie wszystko musi być jadalne,” roześmiał się Miodomir. „Chociaż… gdyby było, to pewnie smakowałoby jak chrupiące ciastko.”

Miodomir rozłożył na stole różne rzeczy: cienką trzcinę, mały srebrny dzwoneczek, korek od soku z malin, kilka piórek i… gwiezdny pył. Ten pył nie brudził. On łaskotał światło.

„To będzie gwizdek sowy!” oznajmił.

Sowy spojrzały na siebie.

„Przecież my mamy własne głosy,” mruknęła sowa Bąk, duża i poważna.

„Huu-huu.”

„Owszem,” przyznał Miodomir, „ale ten gwizdek będzie umiał naśladować wasze ‘huu-huu' tak dobrze, że nawet echo się pomyli. I będzie pomocny, gdy trzeba zawołać kogoś bez krzyczenia.”

„I bez biegania?” dopytała Piórka z nadzieją.

„Bez biegania,” potwierdził czarodziej z miną osoby, która właśnie uratowała świat przed zmęczeniem.

Miodomir zaczął majstrować. Trzcina stała się korpusem, dzwoneczek sercem, a korek czubkiem. Piórka zostały przyklejone na bok, żeby gwizdek wyglądał „bardziej sówkowato”. Na koniec czarodziej dmuchnął delikatnie gwiezdnym pyłem.

„Gotowe!”

„To już?” zdziwiła się sowa Bąk. „Tak szybko?”

„Wynalazki lubią być robione w dobrym humorze,” odparł Miodomir. „Wtedy nie marudzą.”

Czarodziej przyłożył gwizdek do ust i zagwizdał.

Zamiast zwykłego „fiuu” rozległo się miękkie, śmiesznie dostojne „Huuu-huu… hup!” jakby ktoś na końcu kichnął z elegancją.

Sowy zamarły. Potem wszystkie naraz wybuchły śmiechem, a śmiech sów brzmi jak setka małych bębenków w puchu.

„Hup!” chichotała Piórka. „To brzmi jak sowa, która znalazła piórko w nosie!”

Miodomir ukłonił się teatralnie.

„Dziękuję. Tak właśnie planowałem.”

Rozdział 2: Gwizdek, który gwiżdże… trochę za bardzo

Po południu woliera była jeszcze spokojniejsza. Sowy drzemały, Miodomir mieszał w kubku kakao, a gwizdek leżał na stole i wyglądał niewinnie.

„Przetestujemy go delikatnie,” powiedział czarodziej. „Równowaga to podstawa. Nie za głośno, nie za cicho.”

„A nie da się ‘idealnie'?” zapytała Piórka.

„Da się,” odparł Miodomir. „Ale ‘idealnie' jest jak naleśnik: zawsze ktoś chce jeszcze jeden.”

Zanim zdążył dmuchnąć, na dachu woliery przysiadła gwiazda. Tak, prawdziwa gwiazda. Malutka, jasna, z miną psotnika. Zajrzała przez przeźroczystą płytkę i mrugnęła.

Miodomir spojrzał w górę.

„O, witaj. Tylko nie rób mi tu z nieba kuchni.”

Gwiazda wyraźnie była w dobrym nastroju. Przysunęła się bliżej, jakby chciała zobaczyć wynalazek z pierwszego rzędu. A potem… kichnęła. Gwiazdy też kichają, ale ich kichnięcie wygląda jak błysk.

Błysk spadł prosto na gwizdek.

„Ups,” powiedziała gwiazda bezgłośnie, bo gwiazdy nie mówią słowami. One mówią migotaniem.

Miodomir uniósł brwi.

„To było… dodatkowe zaczarowanie.”

„Czy to źle?” zapytała sowa Bąk, która udawała, że nie podsłuchuje, ale podsłuchiwała bardzo porządnie.

„Nie musi być źle,” odpowiedział czarodziej. „Byle z umiarem.”

Dmuchnął w gwizdek.

Rozległo się „HUUU-HUUU!” tak piękne, że aż piórka na skrzydłach same ułożyły się w równe rządki. A potem stało się coś dziwnego: gwizdek dodał jeszcze dźwięk „ding!”, jakby był dzwonkiem do roweru.

Sowy otworzyły oczy szeroko.

„Czy ktoś tu wprowadził rowery?” zapytała Piórka.

„Nie,” mruknął Miodomir. „To gwiezdny dodatek.”

I wtedy wszystkie gwiazdy, które zaglądały do środka, zaczęły odpowiadać. Z dachu posypały się ciche migotki, jak śmiech świetlików. Gwiazdy zrobiły się… współwinne. Jedna mrugnęła dwa razy, druga trzy, trzecia ułożyła na niebie mały znak zapytania.

Woliera napełniła się świetlnymi iskierkami. Nie były groźne, tylko łaskotały powietrze. Piórka spróbowała złapać jedną dziobem.

„Smakuje jak… nic. Ale zabawnie.”

Miodomir, chcąc zachować równowagę, zagwizdał ciszej.

A gwizdek, jakby miał własny pomysł na żart, zagwizdał głośniej.

„Oho,” westchnął czarodziej. „To jest ta część, w której wszystko może się wymknąć… gent-yl-nie.”

Gwizdek zawibrował i zaczął naśladować nie tylko sowy, ale i… Miodomira.

„Huuu-huu… kakao!” zapiszczał gwizdek.

Sowa Bąk przechyliła głowę.

„Czy ty właśnie powiedziałeś ‘kakao' sówką?”

„Nie,” odparł Miodomir. „To gwizdek robi ze mnie… muzyczny napój.”

Gwiazdy na dachu migotały coraz szybciej. Wyglądało to tak, jakby kibicowały gwizdkowi w jego głupawkach.

„Spokojnie,” powiedział Miodomir do woliery, do sów i trochę do samego siebie. „Równowaga. Oddychamy. Myślimy.”

„Myślimy!” powtórzyła Piórka, choć nie była pewna, gdzie się włącza myślenie.

Rozdział 3: Lekcja równowagi, czyli jak nie dać się rozgwizdać

Miodomir postawił gwizdek na środku stołu jak niesfornego ucznia.

„Słuchaj mnie, gwizdku. Nie jesteś kapitanem. Jesteś pomocnikiem.”

Gwizdek odpowiedział cichutkim „ding…”, jakby udawał niewiniątko.

„Ha!” prychnęła Piórka. „On udaje! Ja też tak umiem.” I zrobiła minę, która miała mówić „wcale nie zjadłam robaczka”, choć wszyscy wiedzieli, że zjadła.

Miodomir wyjął z kieszeni małą, okrągłą wagę kuchenną. W czarodziejskim domu nawet waga była trochę magiczna: zamiast liczb miała słowa: „za mało”, „w sam raz”, „za dużo”.

„Jeśli chcemy równowagi,” powiedział czarodziej, „to musimy sprawdzić, ile gwiezdnego psiku jest w środku.”

Położył gwizdek na wadze. Wskazówka drgnęła i stanęła na „za dużo”.

Sowa Bąk chrząknęła.

„A mówiłam.”

„Nikt nie pytał, ale doceniam,” odparł Miodomir z uśmiechem. „Teraz odejmiemy odrobinę.”

„Jak się odejmuje gwiezdny psiku?” zainteresowała się Piórka.

„Tak jak cukier w herbacie,” wyjaśnił Miodomir. „Trochę tu, trochę tam i nagle jest akurat.”

Zrobił coś bardzo czarodziejskiego, ale prostego: otworzył małe okienko w dachu woliery i powiedział do gwiazd:

„Drogie gwiazdy, dziękujemy za żart. Był błyszczący. Teraz proszę o odrobinkę spokoju.”

Gwiazdy zamigotały, jakby szeptały: „Jeszcze chwileczkę?” Ale gdy Miodomir uniósł brew w sposób „proszę, bez wygłupów”, zrozumiały.

Jedna gwiazda spuściła maleńką, świetlną nitkę, jakby wyciągała z gwizdka nadmiar figlarności. Nitka zwinęła się w kulkę i poleciała na dach, gdzie zamieniła się w mały błysk śmiechu.

Wskazówka wagi przesunęła się na „w sam raz”.

„O!” ucieszyła się Piórka. „W sam raz to mój ulubiony smak!”

„To nie smak,” mruknęła Bąk, ale brzmiała już mniej surowo.

Miodomir wziął gwizdek.

„Teraz test. Delikatnie.”

Zagwizdał.

„Huu-huu,” zabrzmiało ciepło, miękko, dokładnie jak sowa, która mówi: „wszystko będzie dobrze”. Bez „ding”. Bez „kakao”. Bez kichnięć.

Sowy pokiwały głowami z uznaniem.

Nagle z kąta woliery dobiegł cichutki szelest. To była stara miotła, która stała tam tylko po to, żeby wyglądać czarodziejsko. Teraz jednak… podniosła się o milimetr, jakby chciała zatańczyć.

„Nie,” powiedział Miodomir stanowczo do miotły. „Równowaga. Stoisz.”

Miotła opadła posłusznie, jakby zawstydzona.

„To gwizdek ją poruszył?” spytała Piórka.

„Może troszeczkę,” przyznał czarodziej. „Ale już jest dobrze. Widzicie? Żarty mogą być, tylko trzeba je trzymać w kieszeni, a nie na głowie.”

„Ja trzymam żarty w brzuchu,” oznajmiła Piórka. „Czasem burczą.”

Gwiazdy na dachu zamigotały łagodnie, jakby przepraszały i obiecywały, że będą współwinne tylko w miarę.

Rozdział 4: Wielkie użycie małego gwizdka i dowcip na później

Wieczorem w wolierze zapanował miły półmrok. Sowy siedziały na żerdziach, Miodomir zapalił lampkę o zapachu wanilii, a gwizdek leżał już grzecznie obok kubka kakao, jakby był zwykłą łyżeczką.

„Czas na prawdziwe zastosowanie,” szepnął czarodziej. „Niech to będzie mądre i spokojne.”

„I śmieszne?” dodała Piórka.

„Odrobinkę,” zgodził się Miodomir. „Odrobinka to przyjaciel równowagi.”

W tej chwili sowa Bąk zorientowała się, że jej ulubione piórko do czyszczenia dzioba gdzieś zniknęło.

„Zgubiłam je,” powiedziała z lekkim dramatem, ale bez paniki. „Bez niego czuję się… nie do końca wypolerowana.”

„Pomożemy,” obiecał Miodomir. „Nie będziemy biegać. Użyjemy gwizdka.”

Zagwizdał cichutko: „huu-huu”.

I stało się coś uroczo dziwnego: piórka w całej wolierze, te leżące na ziemi, te w kątach, te zaplątane w gałązki, zaczęły unosić się i krążyć powoli jak płatki śniegu, tylko że cieplej.

„Ojej,” zachichotała Piórka. „Pada puch!”

Miodomir szybko dodał:

„Spokojnie, piórka, równiutko, po kolei. Bez szaleństw.”

Piórka wirujące w powietrzu usłuchały. Ustawiły się w zgrabny, śmieszny sznurek, jak gąsienica z poduszek. Na końcu sznurka leciało jedno piórko szczególnie dumne, błyszczące i czyste.

Sowa Bąk aż westchnęła.

„To moje!”

Piórko wylądowało jej prosto na dziobie jak prezent. Bąk przez chwilę wyglądała, jakby chciała się uśmiechnąć, ale nie była pewna, czy wypada. W końcu uśmiechnęła się minimalnie. To był wielki uśmiech jak na Bąka.

„Dziękuję,” powiedziała. „To… było w sam raz.”

Gwiazdy na dachu zamigotały ciepło. Jedna nawet ułożyła maleńkie światełko w kształcie serduszka, ale tak dyskretnie, że mogło udawać zwykły błysk.

Miodomir odłożył gwizdek.

„Widzicie? Magia jest najlepsza, gdy pomaga, a nie przeszkadza. I gdy nie robi z miotły tancerki.”

Miotła w kącie udawała, że nie słyszy, ale była wyraźnie wdzięczna.

Sowy ziewnęły. Piórka podeszła do Miodomira.

„A powiesz nam ten najlepszy dowcip świata, który masz na twarzy od rana?”

Miodomir przyłożył palec do ust.

„To dowcip na później.”

„Ale dlaczego później?” jęknęła Piórka.

Czarodziej spojrzał na gwizdek, potem na gwiazdy, a potem na wszystkie sowy, które już prawie spały.

„Bo to dowcip, który trzeba opowiedzieć idealnie w równowadze. Nie za wcześnie, nie za późno.”

Sowa Bąk mruknęła sennie:

„Czyli kiedy?”

Miodomir uśmiechnął się szeroko i szepnął:

„Opowiem go jutro… jeśli nikt nie zaśnie w połowie.”

Piórka otworzyła oczy jak spodki.

„Ja nie zasnę!”

W tej samej chwili… zasnęła. Tak po prostu. Jej głowa opadła miękko, jakby ktoś zgasił światełko.

Miodomir spojrzał na gwiazdy.

„Widzicie? Dowcip już działa, choć jeszcze go nie powiedziałem.”

Gwiazdy zamigotały, jakby chichotały bezgłośnie.

A gwizdek, całkiem cicho, tylko dla siebie, wydał jedno maleńkie:

„Huu-huu… hup.”

Miodomir przygryzł wargę, żeby nie parsknąć śmiechem, i zgasił lampkę.

Dowcip został schowany na później, a w spokojnej wolierze panowała idealna równowaga: trochę magii, trochę śmiechu i dużo, dużo puchu.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Woliera
Duże, zamknięte miejsce z siatką lub kratą, gdzie mieszkają ptaki.
Przeźroczystych płytek
Cienkie kawałki materiału, przez które można widzieć światło i obraz.
Gwiezdny pył
Błyszczący, drobny proszek, który w opowieści ma magiczne właściwości.
Puch
Miękkie, lekkie piórka, które okrywają ptaki lub poduszki.
Majstrować
Poprawiać lub tworzyć coś drobnego, często rękami i narzędziami.
Korpusem
Główna część czegoś, tu: środek lub ciało przedmiotu.
Gwizdek sowy!
Mały instrument, który naśladuje dźwięk sowy (w tekście z wykrzyknikiem).
Migotki
Małe, świetliste iskierki, które pojawiają się i migoczą.
Nitkę
Cienka, długa część czegoś, jak sznurek; tu: świetlista i delikatna.
„w sam raz”
Wyrażenie oznaczające, że coś jest dobrze dopasowane, ani za dużo, ani za mało.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści zaczarowane i zabawne dla 7-8 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.