Śnieg za oknem
Pięcioletnia Hania była bardzo rozmowną dziewczynką. Mówiła prawie cały czas. Rano gadała do poduszki, w południe do zabawek, a wieczorem do księżyca za oknem.
Tego dnia obudziła się i od razu zaczęła mówić:
– Mamo, mamo, coś szumi! Czy to wiatr? Czy to chmura? Czy to śnieg? Czy to mróz? – zasypywała pytaniami, zanim jeszcze dobrze otworzyła oczy.
Mama podeszła do okna i delikatnie odsłoniła zasłonę.
– Zobacz, Haniu – powiedziała cicho. – Przyszła zima.
Za oknem wszystko było białe. Drzewa miały na gałązkach puszyste czapki. Samochody wyglądały jak wielkie śniegowe klocki. Nawet ławka pod blokiem miała grubą, białą kołdrę.
– Ojej, ile śniegu! – zawołała Hania. – Chcę iść na dwór! Chcę robić aniołki! Chcę budować fort! I lepić sto, nie, tysiąc bałwanów!
Mówiła tak szybko, że aż się zakrztusiła powietrzem. Mama się uśmiechnęła.
– Najpierw śniadanie, potem zobaczymy – powiedziała spokojnie.
Podczas śniadania Hania nadal mówiła bez przerwy:
– A czy ptaszki lubią śnieg? A czy drzewa nie marzną? A co robi biedronka w zimie? A czy słońce też zakłada czapkę? A czy...
– Haniu, spokojnie, jedno pytanie naraz – zaśmiała się mama. – Zima jest piękna, ale też bardzo zimna. Trzeba się dobrze ubrać. I trzeba uważać, żeby nikomu nie zrobić krzywdy. Ani ludziom, ani przyrodzie.
Hania pokiwała głową, ale zaraz znowu zaczęła mówić:
– Ja będę uważać! Ja będę grzeczna! Ja będę cicho jak... jak... jak śnieg! No, może prawie cicho.
Po śniadaniu założyła grubą kurtkę, szalik, czapkę z pomponem i rękawiczki. Kiedy wyszły z mamą na dwór, zimne powietrze uszczypnęło ją lekko w policzki.
– O! Zima gryzie! – zawołała Hania, ale zaraz się roześmiała. – Lubię, jak mnie troszkę gryzie.
Chciała od razu rzucać się w śnieg, ale mama złapała ją za rękę.
– Najpierw nauczymy się chodzić ostrożnie, bo jest ślisko – przypomniała.
Hania robiła małe kroczki. Śnieg skrzypiał pod butami. Dziewczynka nasłuchiwała.
– Słyszysz, mamo? Śnieg gada! – szepnęła. – On mówi: skrzyp, skrzyp, skrzyp!
Mama skinęła głową.
– Zima też ma swój język – powiedziała. – Trzeba tylko uważnie słuchać.
Zabawa w ciepłym korytarzu
Po chwili Hani zrobiło się bardzo zimno w nos. Nawet szalik do połowy go nie zasłonił.
– Brrr... Marzną mi myśli w głowie – marudziła. – Chcę się bawić, ale już mi zimno. Mamo, co możemy zrobić? Ja chcę jeszcze być z moimi koleżankami!
W tym momencie Hania zobaczyła przed blokiem Olgę i Jasia, swoje sąsiadki z góry. Oni też tupali z zimna.
– Mamo, mamo, mamo! – Hania mówiła tak szybko, że prawie skakała. – Mogę się bawić z Olgą i Jasiem? Ale nie chcę już na śniegu, bo zamarznie mi język i nie będę mogła mówić!
Mama spojrzała na ich czerwone nosy i zaproponowała:
– A może pobawicie się w naszym ciepłym korytarzu na dole? W holu jest ogrzewanie. Każdy może przynieść po jednej zabawce. Tylko trzeba uważać, żeby nie przeszkadzać sąsiadom.
– O tak! – zawołała Hania. – Będziemy mieć Zimowe Królestwo Korytarzowe!
Pobiegła do Olgi i Jasia i szybko wyjaśniła plan, mieszając słowa z podskokami. Dzieci chętnie się zgodziły.
Po chwili siedzieli już wszyscy troje na miękkim dywaniku w ciepłym holu. Ściany były żółte jak słońce, a z okna widać było padający śnieg. Na kaloryferze leżały kolorowe rękawiczki, suszyły się po zabawach na dworze.
– Tutaj jest jak w zimowym domku – powiedziała Olga. – Na dworze zima, a w środku cieplutko.
– Możemy udawać, że to stacja dla zmarzniętych zwierzątek! – zaproponowała Hania. – Tu się ogrzewają i odpoczywają.
Dzieci ustawiły swoje zabawki wzdłuż ściany. Hania miała misia polarnego, Olga – pluszową wiewiórkę, a Jaś – małego plastikowego pingwinka.
– Pingwinek lubi zimno – zauważył Jaś.
– Ale czasem też może chcieć się ogrzać – szybko odpowiedziała Hania. – Nawet odważni czasem potrzebują ciepła.
Bawili się w to, że zwierzątka wchodzą do holu, żeby odpocząć od mrozu. Hania opowiadała długie historyjki:
– Mój miś szedł przez śnieg, szedł, szedł, bardzo długo, aż myślał, że nigdy nie dotrze. I wtedy zobaczył nasz blok. I powiedział: „Dzień dobry, czy tu jest ciepłe miejsce dla zmęczonych misiów?”. A my mówimy: „Tak! Witamy w Zimowym Domku Miłości i Ciepła!”...
Mówiła i mówiła, wymyślała coraz to nowe przygody. Olga i Jaś już trochę się zmęczyli słuchaniem.
– Haniu, teraz ja chcę coś powiedzieć – przerwał delikatnie Jaś.
Hania nagle zamilkła. To było trudne. Bardzo lubiła mówić.
Przez chwilę siedziała cicho. Słyszała tylko ciche buczenie kaloryfera i szum wiatru za oknem. Poczuła, jak w środku robi jej się odrobinę nieswojo.
– To jest chyba mój mały odważny moment – pomyślała. – Będę odważna i dam innym też mówić.
– Dobrze – powiedziała na głos, biorąc głęboki wdech. – Teraz wy opowiedzcie. Ja będę słuchać. Obiecuję.
Było to dla niej trochę jak skok do zimnego śniegu. Ale jednocześnie poczuła dumę.
Olga zaczęła opowiadać, jak jej wiewiórka chowa orzeszki na zimę. Jaś opowiadał o wyprawie pingwinka. Hania naprawdę słuchała. Zadawała pytania, ale starała się nie przerywać za często.
– To też jest odwaga – pomyślała mama, która obserwowała ich z ławki w holu. – Odwaga, żeby czasem być cicho.
Małe odważne postanowienie
Kiedy wrócili do mieszkania, było już późne popołudnie. Za oknem niebo zrobiło się szare, a dzień szybko się kończył. Zima miała krótkie dni.
Hania usiadła na parapecie i patrzyła na drzewa przed blokiem. Gałęzie lekko się kołysały. Na jednym drzewie wisiał karmnik.
– Mamo, zobacz! – zawołała. – Ptaszki przyleciały na kolację!
Dwa wróbelki i sikorka skakały po karmniku i dziobały ziarna. Śnieg dookoła był prawie nietknięty.
– One też muszą być odważne – zamyśliła się Hania. – Lecą w zimnie, wietrze i ciemności.
Mama usiadła obok niej.
– Zima jest trudna dla wielu zwierząt – powiedziała cicho. – Dlatego ważne jest, żebyśmy je szanowali. I całą naturę. Nie wolno śmiecić w śniegu, straszyć ptaków, łamać gałązek. Zima jest delikatna, choć wydaje się silna.
Hania długo patrzyła na śnieg. Przypomniała sobie, jak wcześnie rano chciała biegać wszędzie i skakać po każdym zaspie. Przypomniała sobie też, jak w holu bawili się w stację dla zwierzątek, a ona uczyła się słuchać innych.
Nagle serce zrobiło jej się ciepłe i mocne.
– Mamo – powiedziała poważnie, jak na pięciolatkę. – Ja chcę być odważna nie tylko w zabawie. Chcę też być odważna dla natury.
Mama spojrzała na nią z ciekawością.
– Co to znaczy dla ciebie, Haniu?
Dziewczynka mówiła powoli, bo chciała dobrze dobrać słowa:
– To znaczy, że... będę ostrożnie chodzić po śniegu, żeby nie niszczyć śladów zwierzątek. Nie będę rzucać śniegiem w drzewa ani w ptaszki. Jak zobaczę papierek w śniegu, to go podniosę. I będę pamiętać, że śnieg też trzeba szanować, nawet jak jest do zabawy.
Zastanowiła się chwilę, po czym dodała:
– To trochę jak w naszym korytarzu. Tam wszyscy muszą uważać, żeby było miło dla innych. Na dworze też musimy uważać, żeby było dobrze dla przyrody.
Mama przytuliła Hanię.
– To bardzo mądre i odważne postanowienie – powiedziała. – Jesteś jeszcze mała, ale już możesz robić dla natury ważne rzeczy. Małe odważne kroki.
Hania spojrzała jeszcze raz na karmnik.
– A jutro możemy dosypać więcej ziarenek? – zapytała.
– Oczywiście – odpowiedziała mama. – To będzie nasz zimowy zwyczaj.
Wieczorem, gdy na dworze zrobiło się całkiem ciemno, a w oknach zapaliły się żółte światełka, Hania leżała już w łóżku. Kołdra była miękka jak puchaty śnieg.
– Mamo – szepnęła – dzisiaj zima już mnie tak nie straszy. Jest zimna, ale też przytulna. W korytarzu było ciepło. W domu jest ciepło. W sercu też.
Mama pogłaskała ją po włosach.
– Bo znalazłaś swoje miejsce w zimie – powiedziała cicho. – I swój mały, codzienny odważny sposób, żeby być w niej dobrą i ważną.
– I jeszcze nauczyłam się trochę mniej gadać – dodała sennie Hania. – Tylko troszeczkę mniej. Bo ja bardzo lubię mówić. Ale umiem już też słuchać. I śniegu, i ludzi, i ptaszków...
Jej głos zrobił się coraz cichszy. Za oknem powoli padał śnieg. Płatki tańczyły w świetle latarni, spadały lekko na drzewa, na ziemię i na mały karmnik.
Zima otulała świat białym kocem. A w środku bloku, w ciepłym mieszkaniu, mała Hania spała spokojnie. W śnie dalej była odważna, troskliwa i bardzo, bardzo rozmowna.