Rozdział 1: Pod szmaragdową zorzę
Wskazówka zegara na ogromnym dębowym zegarze zawisła dokładnie na siódmej godzinie, gdy Jagoda wyjrzała przez okno swojej wieży. Niebo rozświetlało się nieustannie wspaniałą zorzę, która nigdy tu nie znikała. Miasto pod szklanym dachem było jak witraż – całe mieniło się odcieniami różu, turkusu i złota. Jagoda była uczennicą czarownicy, a do tego miała zaledwie dziewięć lat. W szkole magii nigdy nie było nudno – szczególnie, kiedy twoim zadaniem było… uciszenie wiatru.
Ten wiatr był znany w całym Dometum, mieście pod szkłem. Ilekroć rozrabiał, sypał mieszkańcom perły z piasku do butów, plątał włosy i rozwiewał strony ksiąg. Nikt nie wiedział, skąd się wziął – mówiło się, że to stary, kapryśny duch, którego niełatwo było przekonać do spokoju. A zadanie przypadło właśnie Jagodzie, bo, jak powiedziała jej nauczycielka, tylko ktoś z cierpliwym sercem i wytrwałością mógł spróbować tego dokonać – a Jagoda, choć czasem się gubiła w myślach, nigdy się nie poddawała.
Rozdział 2: Biblioteka Zakamarków i Czarów
Następnego dnia, uzbrojona w różdżkę i szal z pomponami (na wszelki wypadek), Jagoda ruszyła do najbardziej niezwykłego miejsca w mieście – biblioteki zaklęć. Drzwi były wysokie, okute żelazem, a na klamce siedział łaciaty kruk, który przekrzywiał głowę, śledząc Jagodę wzrokiem.
W środku powietrze pachniało kurzem, starym pergaminem i czymś, co można by określić jako „zapach tajemnicy”. Regały wiły się niczym smoki, a książki szumiały szeptem, kiedy ktoś przechodził obok. Za ogromnym pulpitowym biurkiem siedziała postać w zielonym swetrze z przyszytymi gwiazdkami – była to słynna bibliotekarka zaklęć, pani Roztropka.
– Hej, czy mogę… – zaczęła Jagoda nieśmiało.
Pani Roztropka uniosła brew i poprawiła okulary.
– Wiem, po co przyszłaś. Chcesz uciszyć Wiatr Psotnik! – zawołała z hukiem, od którego pióra kruka zafalowały. – Takich śmiałków nie brakuje, ale książki o wietrznych zaklęciach nie oddam byle komu.
Jagoda poczuła się jakby ktoś zdmuchnął jej odwagę. Ale wzięła głęboki oddech, podeszła bliżej i powiedziała:
– Proszę pani, wiem, że nie zawsze wszystko wychodzi mi od razu, ale obiecuję, że nie spocznę, póki nie pomogę wszystkim w Dometum.
Pani Roztropka patrzyła długo, aż w końcu, z cichym mruczeniem, wysunęła spod sterty podręczników niepozorną księgę oprawioną w niebieski aksamit.
– Spróbuj, dziecko – westchnęła. – Ale pamiętaj. Magiczne wiatry bywają przekorne.
Rozdział 3: Tajemne nuty i psotne podmuchy
Jagoda przez całą noc studiowała księgę w swoim maleńkim pokoju. Wskazówki były niełatwe: wiatr nie słuchał rozkazów, jedynie melodii i… obietnic złożonych z serca. Okazało się, że najsilniejsze zaklęcie wymagało rodzaj pieśni, którą trzeba było ułożyć samemu, z własnych słów i uczuć.
Rankiem, kiedy dzwony wybijały początek lekcji, wiatr zaczął swój ulubiony taniec – przewracając garnki w kuchni i zamieniając śniadaniowe bułeczki w samoloty. Jagoda wybiegła na plac pod szklanym dachem. Spróbowała najpierw klasycznego „Ucichnij!” – ale wiatr tylko roześmiał się donośnie i zawinął jej szalik wokół szyi.
Zdesperowana, Jagoda zamknęła oczy i zaczęła nucić cicho własną melodię. Słowa, które przyszły same, były o marzeniach ukrytych pod szklanym niebem, o cierpliwości i o tym, jak bardzo chciałaby, by wszyscy mogli poczuć spokój.
Wiatr nagle ucichł. Na placu zapadła cisza. Ale zanim Jagoda zdołała odetchnąć z ulgą, z zakątka wyskoczył wiatr… tym razem zupełnie inny – zamienił się w wirującego chłopca z niebieskimi włosami i oczami pełnymi śmiechu.
– Niezła piosenka! Ale jeśli chcesz, żebym został cicho na zawsze, musisz mi coś obiecać – szepnął głos Wiatru.
– Co takiego? – zapytała, czując jak serce uderza jej mocno.
– Że wrócisz tu co tydzień z nową melodią, bo nie chcę się nudzić.
Rozdział 4: Przysięga wśród świateł zorzy
Jagoda wiedziała, że prawdziwa przyjaźń z magiczną istotą wymaga czegoś więcej niż zaklęcie. Musiała dotrzymać słowa, choć nikt nie uwierzyłby, że można zaprzyjaźnić się z duchem psotnego wiatru.
– Obiecuję! – powiedziała z całą mocą. – Wrócę co tydzień i przyniosę nową piosenkę, jeśli tylko pozwolisz wszystkim odpocząć od twoich figli.
Wiatr skinął głową, rozmył się w błękitnej mgiełce i… ucichł. Od tej chwili w Dometum zapanował spokój – nie taki, który bywa nudny, ale taki, w którym każdy spał spokojnie i nikt nie bał się, że zgubi kapelusz. Bibliotekarka zaklęć, która wszystko widziała przez półprzezroczyste mury swojej biblioteki, uśmiechała się pod nosem.
Rozdział 5: Nowa melodia, nowa odwaga
Tydzień później Jagoda przyszła na plac, dzierżąc nową melodię. Tym razem była lekka jak puch – o przygodach, o śmiechu ze szklanych schodów, o małych radościach codziennego życia pod zorzę. Wiatr pojawił się, zatańczył i posłuchał w ciszy, nie robiąc nikomu psikusów.
Wieści rozeszły się po Dometum, że tylko prawdziwa odwaga – ta, która każe dotrzymać słowa mimo niepewności – potrafi odmienić nawet najbardziej niesforną magię. Jagoda nie była już zwykłą uczennicą – wszyscy wiedzieli, że ma siłę, która nie bierze się z czarów, lecz z serca. Nawet pani Roztropka przyznała jej tajemny dyplom „Przyjaciela Wiatru”.
Od tej pory każdy tydzień pod szklaną kopułą zaczynał się muzyką, śmiechem i – choć wiatr czasem zawiał trochę mocniej dla żartu – wszyscy wiedzieli, że z Jagodą nie straszna była żadna magia.