Rozdział 1: Kosmiczny rower Jasia
Jasio mieszkał na planecie Zwieńczuś. Zwieńczuś był bardzo dziwną planetą, pełną kolorowych grzybów, gadających mrówek i śpiewających drzew. Ale najdziwniejsze na tej planecie były miasta, które unosiły się w powietrzu. Miasta latały, bo każdy dom miał pod spodem magiczne silniki parowe. Ludzie na Zwieńczusiu nie używali komputerów. Ich komputery to były gadające żaby, które pokazywały hologramy na swoich językach.
Jasio miał rower. Ale nie był to zwykły rower! Był to kosmiczny rower, który potrafił latać i zmieniać kolory na różowe, zielone, niebieskie, a czasami nawet w kratkę. Rower potrafił też mówić, chociaż najczęściej mruczał: „Brrrum, brrrum, lecimy!” Jasio bardzo lubił swój rower. Każdego ranka jeździł nim pomiędzy latającymi miastami, ścigając się z chmurkami i spadającymi cukierkami, które wypadały z magicznych drzew.
Jasio miał wielu przyjaciół. Najlepszą przyjaciółką była śmieszna wróżka Zula. Zula była malutka jak ziarnko grochu, ale umiała czarować wszystko, co ją otaczało. Raz zamieniła własne uszy w baloniki, tylko po to, żeby usłyszeć jak śpiewa księżyc. Obok mieszkał też Pufek, mały robot-owca, który mówił tylko „beeeep” i nosił na sobie wianek z kwiatów.
Jednego dnia, kiedy wszystko na planecie wyglądało szczególnie kolorowo, a latające żaby plotkowały o nowym smaku galaktycznych lizaków, wydarzyło się coś bardzo, bardzo dziwnego...
Rozdział 2: Wielka kłótnia – magia kontra technologia
Na Zwieńczusiu istniały dwa rodzaje mieszkańców. Jedni kochali magię. Uwielbiali wróżyć, czarować, zmieniać liście w lody i żonglować własnym cieniem. Drudzy kochali technologię. Lubiły wszystko, co miało śrubki, guziki, migające lampki i wywoływało dziwne dźwięki.
Ci, którzy kochali magię, mieszkali w lesie czarodziejskim. Tam nawet gąsienice śpiewały opery i gotowały zupy z tęczy. Ci, którzy kochali technologię, mieszkali w latających miastach. Ich domy były zbudowane z błyszczących kryształów i miały drzwi na zamek świergoczący jak ptak.
Pewnego dnia, tuż nad czarodziejski las przyleciało wielkie miasto. Z głośników poleciał komunikat: „Technologia jest lepsza od magii!” W tym samym czasie na szczycie drzewa pojawiła się wróżka Zula i rozwinęła transparent: „Magia jest najlepsza na świecie!” Wszyscy zaczęli się kłócić. Magiczni byli pewni, że ich czary są najważniejsze, a technologiczni byli przekonani, że bez robotów i lasero-wróżek nie da się żyć.
Zrobiło się głośno, zabawnie i trochę śmiesznie. Gadające grzyby zaczęły podskakiwać, mrówki machały flagami, a żaby komputerowe się zawiesiły i pokazywały na językach tylko napisy: „Błąd! Błąd!”
Jasio obserwował wszystko ze swojego latającego roweru. Widział, jak wszyscy kłócą się, krzyczą i... zaczynają się smucić. Nikt już nie śpiewał. Drzewa przycichły, a cukierkowe chmurki poszarzały.
Jasio poczuł, że musi coś zrobić. On przecież lubił i magię, i technologię. Lubił, gdy Zula czarowała rower, by mógł jeździć po chmurach, ale uwielbiał też, gdy Pufek programował mu nowe migające światła. Postanowił, że spróbuje pogodzić wszystkich.
Rozdział 3: Plan Jasia i magiczno-technologiczny festyn
Jasio wpadł na pomysł: zorganizuje wielki festyn! Festyn, na którym każdy, i czarodziej, i technik, będzie mógł pokazać, co potrafi najlepsze. Festyn, na którym magia i technologia będą razem, a nie przeciw sobie!
Najpierw poleciał do lasu czarodziejów. Znalazł Zulę wśród tańczących motyli. „Zula, zrobimy festyn! Ty pokażesz swoje czary, a potem zaprosimy wszystkich z miasta!” – powiedział z entuzjazmem.
Potem poleciał na swoim rowerze do latającego miasta. Spotkał tam Pufka oraz całą drużynę robotów-pingwinów. „Pufku, potrzebuję pomocy! Zorganizujemy festyn. Wymyśl coś super-technologicznego!” – zachęcał Jasio.
Każdy się zgodził. Wszyscy byli bardzo ciekawi, co się stanie, gdy połączy się magię z technologią. Cała planeta Zwieńczuś zaczęła przygotowania. Grzyby robiły zaproszenia drukowane na liściach, drzewa śpiewały piosenki festynowe, a żaby komputerowe robiły hologramy z napisami: „Przyjdź na festyn! Magia + Technologia = Super!”
W końcu nastał dzień festynu. Na wielkiej polanie pod latającymi miastami stanęły kolorowe namioty. Jeden namiot był zrobiony z waty cukrowej i świecił na różowo. Obok drugi namiot wyprodukował robot-pingwin i cały czas mrugał światełkami. Każdy namiot był magiczno-technologiczny, trochę śmieszny, trochę absurdalny.
W pierwszym namiocie Zula zaczarowała piłki, żeby śpiewały, kiedy ktoś je kopnie. Obok Pufek zmontował maszynę, która zamieniała ciasteczka w latające motyle-roboty. W trzecim namiocie grzyby pokazywały, jak zrobić kolorową zupę z hologramami, która śmieje się, gdy ją się zamiesza. Wszędzie było gwarno, wesoło i kolorowo.
Jasio śmiał się radośnie, widząc jak czarodzieje uczą roboty tańczyć, a roboty uczą czarodziejów naprawiać magiczne różdżki. Wszyscy zaczęli się bawić razem. Magia i technologia tańczyły do jednej melodii, a cała planeta Zwieńczuś śmiała się i śpiewała.
Rozdział 4: Nowa przyjaźń na Zwieńczusiu
Po festynie wszyscy czuli się szczęśliwi i pełni energii. Nikt już nie chciał się kłócić. Każdy zrozumiał, że magia jest fajna, bo daje dużo śmiechu i niespodzianek, a technologia jest super, bo można dzięki niej robić niesamowite rzeczy.
Zula nauczyła się naprawiać magiczne lampki od Pufka, a Pufek zaczął robić technomagiczne kwiatki, które rosły na ziemi i świeciły w nocy. Grzyby i żaby komputerowe zaczęły razem organizować całonocne bale, na których królowała muzyka nagrywana na magicznych kryształach.
Jasio był bardzo dumny z siebie. Wiedział, że zrobił coś ważnego. Pokazał wszystkim, że magia i technologia mogą być przyjaciółmi. Czasem magia potrzebuje technologii, a czasem technologia potrzebuje magii. Razem są jak galaktyczne lody z posypką z księżyca – najlepsze na świecie!
Gdy nastał wieczór, Jasio położył się spać na swoim rowerze, który bujał się w powietrzu pod zaczarowaną chmurką. Pufek leżał obok, śniąc o nowych robotach-czarodziejach, a Zula usiadła na nosie grzyba i nuciła kołysankę dla całej planety. Wszystko wróciło do spokoju, a na Zwieńczusiu nastała radosna cisza.
Każdy na planecie wiedział już, że nie trzeba wybierać tylko jednego, bo magia i technologia razem to coś naprawdę wyjątkowego. Wszyscy byli szczęśliwi i od tej pory codziennie wymyślali nowe zabawy, śmiejąc się z własnych pomysłów.
A Jasio? On po prostu dalej jeździł swoim kosmicznym rowerem, wołając: „Brrrum, brrrum, lecimy! Magia i technologia, hura!”