Rozdział 1: Zagubiony wśród lewitujących marchewek
Gdzieś bardzo daleko, na planecie pełnej niespodzianek, mieszkał królik o imieniu Lutek. Lutek był puchaty, miał różowe uszy i zielone okulary, które świeciły w ciemności. Na tej niezwykłej planecie wszystko było inne. Drzewa rosły do góry nogami, chmury miały kształt balonów, a marchewki… marchewki lewitowały w powietrzu!
Pewnego dnia Lutek obudził się i zobaczył, że jego łóżko unosi się nad podłogą. – Ojejku! – zawołał. – Moje łóżko fruwa! A może to podłoga uciekła?
Lutek zerknął przez okno i zobaczył, jak marchewki tańczą w powietrzu, wirując jak kolorowe bąbelki. – Dzień dobry, marchewki! – zawołał i pomachał łapką.
Marchewki odpowiedziały wesołym „plum, plum!” i zrobiły dla Lutka miejsce do przejścia. Lutek wyskoczył z łóżka, chwycił swój plecak w kształcie cukierka i podreptał po latającej ścieżce z kamieni. Kamienie mruczały cichutko, kiedy stąpał po nich: – Mru, mru, Lutek! Mru, mru!
Rozdział 2: Magiczny Klucz i Roboty-Jeże
Lutek dotarł do tajemniczego miejsca, gdzie stał stary automat do soków. Automat był bardzo zabawny, bo zamiast wypluwać sok, wypuszczał z siebie bańki mydlane. Nad automatem wisiał złoty klucz. Klucz obracał się powoli i mienił wszystkimi kolorami tęczy.
– Cześć, kluczu! – powiedział Lutek. – Skąd się tu wziąłeś?
Klucz zaśpiewał cieniutkim głosikiem: – Jestem Klucz od Wszystkiego! Otworzę każdą bramę, każdą szafkę i każdą tajemnicę! Lutek uśmiechnął się szeroko i chwycił klucz. W tej samej chwili obok pojawiły się dwa roboty-jeże. Miały śmieszne śrubki zamiast kolców i świecące noski.
– Dzień dobry, króliczku! – powiedział jeden jeż-robot. – Czego tu szukasz?
– Szukam przygód! – odpowiedział Lutek. – I może odrobinkę marchewki…
Roboty-jeże zachichotały. – Marchewki są wszędzie! Ale czy znasz drogę do Wieży Czarów? Tylko tam możesz poznać największą tajemnicę naszej planety!
Lutek już wiedział, że musi spróbować. – Proszę, poprowadźcie mnie – poprosił grzecznie.
Rozdział 3: Wieża Czarów i Pudełko Śmiechu
Droga do Wieży Czarów była bardzo śmieszna. Raz Lutek musiał przeskoczyć przez rzekę pełną galaretki, raz przejść przez las drzew-helikopterów, które kręciły gałęziami i śpiewały „Wrrr, wrrr!”. Roboty-jeże prowadziły go, a klucz w plecaku śpiewał radośnie.
W końcu dotarli do wielkiej Wieży Czarów. Wieża była zbudowana z klocków, które tańczyły i układały się same. Miała drzwi w kształcie pączka i okna, które mrugały oczkami.
– Drzwi się nie otworzą bez śmiechu! – ostrzegły roboty-jeże.
Lutek zasmyrał jeża w brzuch, a ten zaśmiał się tak głośno, że drzwi się otworzyły. W środku czekało Pudełko Śmiechu. Było różowe, miało wielką kokardę i śmiejące się oczy.
– Witaj, Lutku! – zawołało Pudełko. – Chcesz poznać największą tajemnicę? Musisz powtórzyć za mną: „Ha ha ha, hi hi hi, świat jest magiczny, bo marzę Ty i Ty!”
Lutek powtórzył: – Ha ha ha, hi hi hi, świat jest magiczny, bo marzę Ty i Ty!
Pudełko otworzyło się i wyleciały z niego setki kolorowych światełek. Każde światełko zamieniało się w nową marchewkę, nowy śmieszny przedmiot, albo cudacznego robota.
Rozdział 4: Powrót do domu i Magiczne Zakończenie
Lutek poczuł się szczęśliwy. Wrócił do domu, a wszystko wokół było jeszcze bardziej kolorowe. Łóżko znów się unosiło, a marchewki wirowały. Roboty-jeże pomachały mu na pożegnanie, a klucz cicho zasnął w plecaku.
Mama królica uśmiechnęła się, gdy Lutek opowiedział jej o swojej przygodzie. – Nasz świat jest dziwny, ale piękny! – powiedziała. – Zawsze możesz marzyć i śmiać się, bo to najważniejsza magia.
Lutek zasnął, tuląc się do poduszki w kształcie marchewki. Usłyszał jeszcze cichy szept klucza:
– Pamiętaj, Lutek, śmiech otwiera wszystkie drzwi!
I tak, w świecie, gdzie wszystko było możliwe, Lutek marzył dalej, śniąc o latających marchewkach, jeżach-robotach i nieskończonej zabawie. Świat Lutka był niezwykły, ale to była przecież całkiem normalna codzienność – pełna śmiechu, magii i serdeczności.