Rozdział 1: Poranek na prerii
Na rozległej prerii, gdzie wiatr tańczył między wysokimi trawami, a słońce budziło się powoli, Jessie wstała wcześnie. Była młodą kowbojką – odważną, ciekawą świata i zawsze uśmiechniętą. Każdego ranka sprawdzała, czy wszystko na ranczu jest w porządku. Dziś jednak coś było inaczej.
Gdy Jessie włożyła swój kapelusz i chwyciła lasso, podbiegł do niej Billy – jej wierny koń z białą łatką na czole.
– „Gotowy na przygodę, Billy?” – zapytała z uśmiechem.
Billy rżał cicho, jakby mówił: „No jasne!”
Jessie już miała ruszać, gdy usłyszała wołanie ze strony stacji telegraficznej.
– „Jessie! Chodź szybko!” – krzyknął pan Parker, starszy telegrafista.
Jessie pobiegła, a Billy kroczył tuż za nią.
– „Co się stało?” – zapytała.
– „Jeden z naszych słupów telegraficznych się przewrócił! Bez niego nie możemy wysłać wiadomości do miasta!” – powiedział pan Parker zmartwiony. – „Czy możesz go naprawić?”
Jessie spojrzała w dal. Przez prerię prowadziła linia telegraficzna, a jeden z drewnianych słupów leżał przewrócony, jakby zmęczony długą podróżą.
– „Zrobię wszystko, co w mojej mocy!” – odpowiedziała z zapałem.
– „Jesteś naszą bohaterką, Jessie!” – dodał pan Parker, a w jego oczach pojawił się cień nadziei.
Jessie poczuła w sercu ciepło. Była wdzięczna, że wszyscy jej ufają. Wiedziała, że to zadanie nie będzie łatwe, ale przecież przygoda to jej drugie imię!
Rozdział 2: Przez rzekę i kurz
Jessie przygotowała się do drogi. Do sakwy włożyła młotek, kilka gwoździ, sznurek i swój ulubiony scyzoryk. Przypięła także manierkę z wodą i trochę suszonego mięsa – nigdy nie wiadomo, kiedy zgłodnieje.
– „Billy, ruszamy!” – powiedziała, wskakując na koński grzbiet.
Preria tętniła życiem. Na niebie krążył jastrząb, a w oddali pasły się mustangi. Jessie i Billy gnali przez trawę, aż dotarli do szerokiej rzeki.
– „Musimy ją przekroczyć, Billy. Tylko spokojnie!” – powiedziała.
Koń zarżał niepewnie, ale Jessie pogłaskała go po szyi.
– „Wiem, że się boisz, Billy. Ja też trochę się boję. Ale razem damy radę!”
Powoli weszli do wody. Rzeka była zimna, a prąd dość silny, lecz Jessie trzymała się mocno. W pewnym momencie nurt porwał jeden z jej butów!
– „O nie! Mój but!” – zawołała, ale zaraz się roześmiała. – „Trudno, będę kowbojką na bosaka!”
Billy wytrwale przepłynął na drugi brzeg, a Jessie uściskała go mocno.
– „Świetna robota, przyjacielu! Jestem ci bardzo wdzięczna!” – powiedziała, a Billy radośnie rżał.
Przed nimi rozciągała się sucha, zakurzona ścieżka. Słońce paliło coraz mocniej, ale Jessie się nie poddawała. Szli wytrwale, aż w końcu zobaczyli złamany słup telegraficzny.
Rozdział 3: Dziwny gość na prerii
Jessie zeskoczyła z konia i podeszła do słupa.
– „Wygląda na to, że będzie trzeba się napracować” – mruknęła.
Nagle z krzaków wyskoczył mały kojot. Zatrzymał się i spojrzał na Jessie uważnie.
– „Cześć, koleżko! Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy” – powiedziała spokojnie.
Kojot obwąchał jej stopę bez buta i polizał ją delikatnie.
– „No proszę, znalazł się nowy przyjaciel” – zaśmiała się Jessie.
Billy przyglądał się temu z zainteresowaniem. Kojot podskoczył, jakby chciał powiedzieć: „Pokaż, co potrafisz!”
Jessie zabrała się do pracy. Najpierw podniosła słup – był ciężki, ale dziewczyna była silna. Rozglądnęła się i zobaczyła kilka dużych kamieni.
– „Billy, pomożesz mi?” – zapytała.
Koń podszedł, a Jessie położyła słup na jego grzbiecie. Razem przesunęli go na miejsce.
– „Dziękuję, Billy! Jesteś naprawdę dzielny” – pochwaliła przyjaciela.
Wtedy znowu pojawił się kojot i zaczął kopać pod słupem.
– „Chyba chce zrobić nam dziurę na słup!” – roześmiała się Jessie.
Wspólnymi siłami wykopali dół, wstawili słup i przybili przewody.
Jessie była zmęczona, ale szczęśliwa.
– „Udało się! Zrobiliśmy to!” – krzyknęła.
Kojot szczeknął wesoło, a Billy zarżał.
– „Dziękuję wam, przyjaciele. Jestem wam bardzo wdzięczna!” – powiedziała Jessie i pogłaskała obu towarzyszy.
Rozdział 4: Niespodziewany pożar
Jessie związała przewody i już miała wracać, gdy poczuła zapach dymu.
– „Billy, czujesz to?” – zapytała z niepokojem.
W oddali unosił się szary dymek. Jessie pobiegła w tamtą stronę i zobaczyła, że kawałek trawy się pali!
– „O nie, pożar!” – krzyknęła.
Wiedziała, że musi działać szybko. Wzięła manierkę z wodą i zaczęła polewać płomień, ale wody było za mało.
– „Musimy znaleźć więcej wody!” – zawołała do Billy'ego.
Koń pobiegł do rzeki, a Jessie biegła za nim. Napełniła pustą manierkę i wróciła na miejsce pożaru. Razem z Billym i kojotem biegali tam i z powrotem, gasząc ogień.
Kojot przynosił gałązki i tupał łapkami, żeby rozgarnąć żar. Jessie śmiała się przez łzy ze wzruszenia.
– „Ale jesteś pomocnikiem! Dziękuję ci!” – pochwaliła kojota.
Po kilku minutach pożar został ugaszony. Jessie usiadła na trawie i odetchnęła z ulgą.
– „Udało się, Billy! Dzięki tobie, kojocie i twojej odwadze!” – powiedziała.
Billy szturchnął ją łagodnie nosem, jakby mówił: „Razem możemy wszystko!”
Jessie poczuła wielką wdzięczność do swoich przyjaciół i do całej prerii, która nauczyła ją nie poddawać się nawet wtedy, gdy coś idzie nie po myśli.
Rozdział 5: Powrót do domu
Słońce zaczynało zachodzić, a Jessie spojrzała na naprawiony słup telegraficzny. Przypomniała sobie, jak ważna jest pomoc innych i jak wiele można osiągnąć dzięki odwadze i przyjaźni.
– „Chodźcie, wracamy do domu!” – powiedziała.
Billy, Jessie i kojot ruszyli w stronę rancza. Wiatr szeptał w trawie, a niebo mieniło się tysiącem kolorów. Po drodze Jessie opowiadała Billy'emu i kojotowi o swoich marzeniach.
– „Wiecie, marzę, żeby każdy dzień był tak pełen przygód jak dzisiejszy. Ale najważniejsze, że mam was!” – powiedziała cicho.
Kojot szczeknął, a Billy uniósł głowę wysoko. Wszyscy czuli się szczęśliwi i wdzięczni za wszystko, co ich spotkało.
Gdy dotarli do stacji telegraficznej, pan Parker czekał na nich.
– „Jessie, naprawiłaś słup!” – ucieszył się. – „Jesteśmy ci bardzo wdzięczni!”
– „Nie zrobiłabym tego bez Billy'ego i naszego nowego przyjaciela kojota!” – uśmiechnęła się Jessie.
Pan Parker pogłaskał Billy'ego i podziękował kojotowi.
Wieczorem wszyscy usiedli przy ognisku. Jessie wrzuciła ostatni kawałek drewna do płomienia.
– „To był dobry dzień. Jestem wdzięczna za was wszystkich!” – powiedziała, patrząc na swoich przyjaciół.
Wkrótce ogień przygasł i zgasł zupełnie, a nad prerią zapadła spokojna, cicha noc. Jessie wiedziała, że cokolwiek się wydarzy, razem z przyjaciółmi zawsze sobie poradzą.
I tak zakończyła się kolejna przygoda młodej kowbojki, która umiała znaleźć wdzięczność nawet w najtrudniejszych chwilach.