Trwa ładowanie...
Zabawna opowieść o kumplach 9-10 lat Czytanie 10 min.

Kamizelka, która mruga

Tomek i jego przyjaciele odkrywają tajemniczą kamizelkę, która prowadzi ich w ekscytującą przygodę w poszukiwaniu skarbu ukrytego w starym dębie, ucząc ich, że prawdziwe skarby można znaleźć w przyjaźni i wspólnym śmiechu.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Chłopiec w wieku 10 lat, z rozczochranymi brązowymi włosami i okrągłymi okularami, ma na sobie dużą fluorescencyjną różową kamizelkę z plastikowymi oczami i małą świecącą dzwoneczkiem. Ma promienny uśmiech i różowe policzki, co pokazuje jego ekscytację. Obok niego dziewczynka w wieku 9 lat, z warkoczami blond włosów i w koszulce w paski, trzyma mały kijek, gotowa użyć go do złapania skarbu. Chłopiec w wieku 10 lat, z czarnymi włosami i odwróconą czapką, obserwuje z ciekawością, trzymając małą papierową flagę. Scena rozgrywa się pod dużym dębem z gęstym liściem, z promieniami słońca filtrującymi przez gałęzie, oświetlającymi ziemię pokrytą złotymi liśćmi i dzikimi kwiatami. Świetliki tańczą wokół nich, dodając magicznego akcentu do atmosfery. Dzieci szukają ukrytego skarbu, śmiejąc się i nawzajem się motywując, podczas gdy chłopiec w kamizelce próbuje sięgnąć małego metalowego pudełka zawieszonego na gałęzi, tworząc atmosferę przyjaźni i przygody. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Kamizelka, która mruga

Tomek miał dziewięć lat i skakał jak sprężyna. Mieszkał w bloku z czerwonym dachem i ogromnym drzewem na podwórku. Właśnie tam zaczynały się wszystkie tajne sprawy. Jego najlepszymi przyjaciółmi byli Ola — która potrafiła zrobić z papieru samolot, który leciał dalej niż żaden inny — oraz Kuba, który zawsze wiedział, gdzie jest schowany każdy piasek z całego placu zabaw. Była też Hania, która życzyła sobie, żeby wszystko było po kolei, poza zabawą, tam była pierwsza.

Pewnego popołudnia tata Tomka przyniósł coś śmiesznego z garażu: odblaskową kamizelkę. Nie była zwyczajna. Była różowa z zielonymi paskami, miała nalepione dwa plastikowe oczka i małą dzwoniącą kokardkę z jednej strony. Kiedy się poruszała, kokardka dzwoniła jak mały dzwonek rowerowy. Tomek założył ją natychmiast. Kamizelka była za duża, zwisała mu niemal do kolan. Wyglądał jak pół-lampa uliczna. Przyjaciele jęknęli jednocześnie i wybuchnęli śmiechem. Kamizelka też jakby się ucieszyła — dzwoniła cichutko.

„Załóż to!” — zawołała Ola, bo miała plan. „Będziemy widoczni jak gwiazdy!” — dodał Kuba. Hania przypomniała o zasadach: „Najpierw umowa: pomagamy sobie. Kto się boi, bierze mnie za rękę.” Tomek, w swojej wielkiej kamizelce, poczuł się ważny i trochę głupi. To było jedno i drugie. Uśmiechnął się szeroko. Zadecydowali, że dziś poszukają „tajemniczego skarbu” o którym ktoś kiedyś szeptał na podwórku.

Rozdział 2: Stokrotki, cienie i pomysły

Skarb miał być ukryty w starym dębie przy placu zabaw. Dąb pamiętał wiele — burze, wakacje i setki porzuconych piłek. Dzieci dotarły tam, kiedy słońce zaczynało się chować. Cień dębu robił wielki parasol. Listki szeptały. To był moment, w którym małe strachy wypływają jak bąbelki. „A co jeśli to nocne stworzenia?” — zagadnął Kuba półpoważnie. „A co jeśli ktoś tam mieszka?” — dodała Ola i udawała, że trzęsie się z przerażenia, choć jej kolana się nie trzęsły.

Tomek poczuł, jak mu bije serce szybciej. Zawsze było tak, kiedy trzeba było zrobić coś trochę niepewnego. Ale kamizelka miała moc — albo przynajmniej tak im się wydawało. Była jasna. Migotała, kiedy kokardka zadzwoniła. Ola zaproponowała, by kamizelką świecić jak latarka i odstraszać „niedobre myśli”. Hania zapisała na kartce: „Plan: 1. Pójść do dębu. 2. Odnaleźć skarb. 3. Wspólnie wyjąć skarb. 4. Podzielić się śmiechem.” Brzmiało bardzo wojskowo i bardzo bezpiecznie.

Gdy zbliżyli się do dębu, kamizelka zaczęła przyciągać uwagę nie tylko dzieci. Małe świetliki zaczęły tańczyć wokół Tomka jak wokół maleńkiej latarni. Pies z pobliskiego podwórka pomyślał, że to nowa zabawka. Przyszł do nich i merdnął ogonem. „Uwaga na psa!” — krzyknął Kuba, ale pies tylko powąchał kamizelkę i pokasłał. Krótkie komiczne zamieszanie: kamizelka zadzwoniła, pies kichnął, świetliki odleciały jak konfetti. Wszystko stało się bardzo śmieszne, więc lęk zrobił krok w tył.

Pod dębem zobaczyli maleńkie drzwiczki zrobione z kory. Były półotwarte. A obok — puszka wgnieciona, przypięta gałęzią sznurkiem. Puszka miała na sobie napis prawie wymazany: „Dla przyjaciela”. Hania stwierdziła to z ważnym tonem, jakby odkryła skarb narodowy. „To jest ten!” — szeptem krzyknął Tomek. Wszyscy spojrzeli na siebie. Serce Tomka przyspieszyło znowu, ale tym razem radośnie.

Rozdział 3: Puszka, błoto i suszona marchewka

Puszka była przywiązana wysoko, poza ręką. Trzeba było wymyślić sposób. Kuba przyniósł ze sobą patyk. Ola zaczęła robić hak z drutu, który zawsze nosiła w kieszeni (bo miała zwyczaj nosić rzeczy „na wszelki wypadek”). Hania nadzorowała. Tomek, w swojej olbrzymiej kamizelce, miał być „napędem”. Był pod drzewem, podciągał się, kucnął, podniósł się, a kamizelka trzepotała jak żagiel. Dźwięk kokardki co chwila przypominał: działajmy razem.

Plan brzmiał prosto, jak wszystkie dobre plany: Ola zahaczy hakiem, Kuba podsuwa patyk, Hania trzyma rope, Tomek łapie puszkę. Wykonanie było komiczne. Ola zahaczyła, ale hak się rozkręcił i zahaczył o kapelusz muchy — okazało się, że ktoś zostawił tam kapelusz do zabaw. Patyk zgubił się w krzakach. Tomek poślizgnął się na liściu i wylądował z błotną plamą na kolanach. Głowa kamizelki była cała w pyle. Chichot przeszedł przez gromadę przyjaciół jak mała fala.

„Trzymaj się!” — krzyknął Kuba, bo puszka nagle spadła niżej. Tomek wyciągnął rękę i prawie sięgnął jej krawędzi. Puszka zrobiła jeszcze jeden salto i... wpadła prosto do kaluży. Plask! Woda plusnęła jak mały wodospad. Dzieci zamarły. Potem zaczęły się śmiać, głośno i długo, bo to było śmieszne i trochę głupie i na szczęście. Woda chlapała, błoto pryskało, a kamizelka nadal dzwoniła.

Wyciągnęli puszkę wspólnymi siłami. Użyli kamizelki jak rękawa do wyciśnięcia błota. To był pomysł Hani — nie była to elegancka metoda, ale działała. Puszka była ciężka i ciepła. W środku nie było złota. Nie było też cukierków, choć Tomek liczył na co najmniej trzy. Była tam książeczka z drobnymi liścikami, suszona marchewka (ktoś musiał być wegetarianinem), a do tego harmonijka z dwoma ząbkami brakującymi.

Na pierwszym liściku ktoś napisał: „Dla tego, kto się nie boi współdzielić śmiechu.” Na drugim: „Kiedy przyjdzie chmura, zaśpiewajcie razem.” Dzieci spojrzały na siebie. Wewnątrz Tomka zrobiło się ciepło, jakby ktoś włączył małe słoneczko. To nie był skarb materialny, ale skarb, który rosło, kiedy go dzielono. I co było najważniejsze — pisane pismem, które wyglądało, jakby każdy dzień robił małe zawijasy.

Rozdział 4: Pieśń przy dębie i cisza, która tuli

Wieczór stawał się miękki. Niebo miało kolor mlecznej kołderki. Dzieci usiadły wokół dębu, każda z błotną plamą i uśmiechem. Tomek znowu założył kamizelkę, a ona wyglądała inaczej — jakby znała całe towarzystwo. Hania wzięła harmonijkę i spróbowała zagrać. Wyszło kilka nieśmiałych dźwięków, które brzmiały jak kichnięcie małego smoka. Potem Ola zaczęła nucić coś cicho. Kuba dołączył. Tomek obok nich oddychał głęboko.

„Pamiętacie list?” — zapytała Ola. „Kiedy przyjdzie chmura, zaśpiewajcie razem.” I tak zrobili. Nie było w nich wielkiej odwagi w sensie rycerza, nie ścigali smoków. To były małe odwagi: przyznanie, że boli kolano, że strach jest gościem, który czasem siada przy stole. Każde słowo było proste. Każda nuta łagodna.

Zaśpiewali piosenkę, którą sami sobie wymyślili. Słowa były proste, powtarzalne i kojące. Najpierw cicho, potem trochę głośniej, potem znowu cicho, tak jak oddycha się po długim dniu. Ich głosy złączyły się i stworzyły coś, co wyglądało jak kołyska zrobiona z powietrza. Tomek prowadził refren, bo kamizelka mu się wydawała jak mały dyrygent.

„Światło małe, światło nasze,

trzymaj dłonie, trzymaj blask.

Gdy się boję, trzymaj za rękę,

śmiech rozproszy każdy strach.

Razem cicho, razem głośno,

razem krok i oddech dwa.

Gdy się boję, mam przyjaciół,

więc mi łatwiej iść już da.”

Powtarzali refren kilka razy, aż słowa wpasowały się w ciszę jak płatki w śpiącą zupę. Każde powtórzenie było jak plasterek miodu. Kiedy śpiewali, kamizelka migotała delikatnie. Świetliki wróciły i zatańczyły nad ich głowami. Pies znowu obok nich zasnął, jakby muzyka była kołyską.

Gdy piosenka zamilkła, zrobiło się spokojnie. Dzieci spojrzały na siebie i uśmiechnęły. Puszka została otwarta ponownie i liściki przeglądane powoli, z szacunkiem. Każdy wybrał jedno zdanie, które najbardziej mu wpadło w serce. Tomek wybrał zdanie: „Przyjaciel trzyma cicho, kiedy trzeba, i śmieje się głośno, kiedy czas.” Schowali puszkę z powrotem, przywiązali ją jeszcze raz, trochę niżej, tak żeby następne maluchy też miały radość.

Szli powoli do domu, krok za krokiem, tak jakby każdy krok był ostatnim cukierkiem w paczce. Kamizelka dzwoniła cichutko przy każdym ruchu. Ulica stawała się miękka od lamp. Rodzice czekali w oknach i machali małymi rękami. W domu Tomek wziął oddech, umył kolana i pomyślał, że strach to nie wróg, tylko mały gość, który czasem przychodzi. Można go zaprosić do herbaty i poprosić, żeby nie siadał na środkowym fotelu.

Zanim pomasował oczy, usiedli wszyscy razem jeszcze raz, w myślach i w głosie. Zaśpiewali jeszcze delikatniej, jedną ostatnią kołysankę. Tym razem wszyscy razem, cicho, jak gdyby śpiewali pod poduszką. Głos Tomka był niewielki, ale pewny.

„Śpimy już blisko, śpimy już cicho,

kamizelka mruga, noc nas tuli.

Trzymaj dłoń przy dłoni, nie bój się niczego,

przyjaciele tu są, czuwają z nami.”

I tak zasnęli prawie na stojąco — nie dosłownie, oczywiście — z uśmiechami na twarzach i z drobną melodią w głosach. Kamizelka zawisła na kołku przy drzwiach, jakby wzięła udział w tej przygodzie na zawsze. Była tam, żeby przypominać, że można się bać i można się śmiać, czasem w tym samym momencie. That was the end — but also the promise of the next day, kiedy znów mogliby pójść pod dąb, zaśpiewać i znaleźć następny skarb.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Odblaskową
Coś, co odbija światło, jak na przykład kamizelka, która jest jasna i widoczna.
Harmonijka
Mały instrument muzyczny, który gra dźwięki, gdy się na niego dmucha.
Sznurkiem
Długi cienki kawałek materiału, który używa się do związania czegoś razem.
Kory
Zewnętrzna warstwa drzewa, która chroni je.
Złota
Cenny metal, który jest bardzo drogi i używany do robienia biżuterii.
Kiedy
Słowo, które mówi o czasie, kiedy coś się dzieje.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści zabawne o kumplach dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.