Rozdział 1: Tajemniczy Sextant Kapitan Wioli
Na pokładzie statku „Słoneczny Wiatr” od rana panował radosny harmider. Wiatr szumiał w żaglach, a słońce odbijało się w wielkiej, błyszczącej lunecie. Kapitan Wiola, młoda piratka o rudych włosach i oczach jak kawałki zielonego szkła, stała przy sterze. Miała na sobie kolorową chustę i nieodłączną kamizelkę z mnóstwem kieszonek.
– Załogo, zbiórka! – zawołała, stając na beczce po lemoniadzie. – Dziś dzień wielkiego testu! Mój stary sextant znów działa! Czas sprawdzić, czy poprowadzi nas do skarbu... albo przynajmniej do wyspy z najlepszymi bananami na tej części oceanu!
Załoga, czyli pięciu przyjaciół i gadająca papuga Lusia, natychmiast się zebrała. Każdy miał ważne zadanie: Ada naprawiała liny, Franek pilnował kotwicy, a bliźniaki Borys i Benek obierali ziemniaki na obiad. Lusia paplała bez przerwy, co zwykle wszystkich rozbawiało.
– Oby ten sextant działał lepiej niż twój kompas, Wiolo! – zażartowała Ada, mrugając do kapitan.
Wiola się roześmiała. – Kompas zawsze prowadził nas do przygód, a sextant... kto wie, może do czegoś jeszcze ciekawszego!
Gdy Wiola wyciągnęła starannie wypolerowany sextant, wszyscy zamilkli. Był piękny: mosiężny, z malutkimi, kolorowymi gwiazdkami wyrytymi na uchwycie. Wiola spojrzała przez lunetkę i wycelowała w słońce.
– No dobrze, moi piraci, przygotujcie się! – powiedziała, marszcząc czoło i śledząc linie na skali. – Sextant wskazuje na południowy zachód, tam gdzie zawsze pojawiają się delfiny!
– Delfiny! – krzyknął Benek. – To znak szczęścia!
Załoga ruszyła do pracy z zapałem. Wiola prowadziła ich pewnie, choć w sercu czuła lekką tremę. Czy naprawdę sextant działa, czy to tylko stary kawałek złomu? A może czeka na nich coś wyjątkowego?
Rozdział 2: Burza i Bananowa Wyspa
Słońce zniknęło za chmurami, a morze zaczęło się marszczyć. Przez chwilę było cicho, aż nagle zagrzmiało. Papuga Lusia aż podskoczyła.
– Burza, burza! – krzyczała, trzepocząc skrzydłami.
Wiola zachowała spokój. – Spokojnie, Lusia. Burze na morzu bywają szybkie, ale my jesteśmy szybsi! Każdy wie, co robić!
Ada i Franek pozbierali żagle, bliźniaki schowały ziemniaki do skrzyni, a Lusia schowała się pod kapelusz Wioli. Kapitan wzięła sextant i spojrzała przez niego jeszcze raz, mocno trzymając się masztu.
– Widzisz coś, Wiolo? – spytał Franek.
– Widzę... coś dużego! Wyspa! – zawołała Wiola. – I chyba palmy!
Morze szumiało coraz głośniej, a fale tańczyły wokół statku. Wiola czuła, że musi być odważna, nie tylko dla siebie, ale dla całej załogi. Uśmiechnęła się do wszystkich, choć serce biło jej szybciej.
– Jeszcze chwila i będziemy bezpieczni – powiedziała z przekonaniem.
Gdy burza minęła, a słońce znów wyjrzało zza chmur, oczom załogi ukazała się przepiękna, zielona wyspa. Na plaży rosły palmy, a na nich – kiście żółtych bananów.
– Hura! – wszyscy krzyknęli na raz. – Bananowa wyspa!
Wiola spojrzała na sextant. – No proszę, nie zawiódł nas!
Rozdział 3: Zagubiony Delfin
Po zejściu na ląd załoga rozbiegła się po plaży. Ada od razu zaczęła zbierać kokosy, Borys i Benek ścigali się na czworakach, a Franek próbował złapać jaszczurkę. Lusia zaś podśpiewywała z gałęzi.
Wiola usiadła pod palmą i wyciągnęła sextant. Badała go dokładnie, kiedy nagle usłyszała cichy plusk. Spojrzała w stronę wody. Między falami pływał mały delfin, który wyglądał na bardzo zagubionego.
– O nie, delfinek się zgubił! – westchnęła Wiola.
Podeszła do brzegu i zawołała załogę. – Mamy nową misję! Musimy pomóc delfinkowi wrócić do rodziny!
Bliźniaki od razu pobiegły po wiadro wody, by polać delfina, Ada przyniosła liście do przykrycia, żeby nie zmarzł, a Franek zanurkował, żeby sprawdzić, czy w pobliżu nie widać innych delfinów.
Wiola uklękła przy delfinku. – Spokojnie, mały przyjacielu, pomożemy ci – powiedziała miękko.
– Dziękuję, Wiolo – powiedział delfin w myślach (przynajmniej Wiola tak to poczuła).
Załoga pracowała razem, każdy pomagał jak umiał. Wkrótce Franek wrócił.
– Widziałem stado delfinów za rafą! – zawołał.
– Musimy tam popłynąć – zdecydowała Wiola. – Na pokład, załogo! Akcja: ratunek delfina!
Rozdział 4: Wspólny Rejs i Mała Przygoda
Załoga szybko wróciła na „Słoneczny Wiatr”, a delfinek płynął obok statku. Lusia pilnowała, by nikt nie zgubił się z oczu, a Ada kierowała wszystkich do pracy.
– Wiolo, czy sextant pokaże nam drogę do stada? – zapytał Benek, marszcząc brwi.
– Sextant pokazuje, gdzie jest słońce i gwiazdy, ale serce pokazuje, gdzie są przyjaciele – uśmiechnęła się Wiola. – Ale sprawdzę też sextantem, dla pewności.
Wiola spojrzała przez sextant, a potem na mapę. – Płyniemy w stronę zachodzącego słońca!
Morze było już spokojniejsze, a wiatr znowu im sprzyjał. Franek bębnił w beczkę, udając, że to bęben, Lusia śpiewała pirackie piosenki, a Wiola prowadziła statek, raz po raz zerkając na delfinka.
Nagle zza fal wyłoniły się inne delfiny. Mały delfinek zapiszczał z radości i popłynął do swojej rodziny. Załoga wiwatowała i machała na pożegnanie.
– Jesteśmy prawdziwą piracką drużyną! – zawołała Ada.
Wiola była dumna z przyjaciół. – Razem możemy wszystko – przyznała, przytulając Lusię.
Rozdział 5: Spokojne Morze i Nowe Marzenia
Kiedy delfinki odpłynęły, na morzu zapanował spokój. Fale łagodnie kołysały „Słoneczny Wiatr”, a niebo było czyste i błękitne. Załoga odpoczywała na pokładzie, zajadając banany i popijając lemoniadę.
– Wiola, a co z sextantem? – spytał Borys, przeżuwając banana.
Wiola uśmiechnęła się, wyciągając sextant wysoko do słońca. – Sextant działa doskonale, ale najważniejsze, że działa nasza załoga.
– Gdyby nie twoja odwaga, Wiolo, i twoje pomysły, delfinek nie wróciłby do rodziny – powiedziała Ada.
– Ale przecież wszyscy pomagaliście! – Wiola spojrzała na każdego po kolei. – Najlepsze przygody to te, które przeżywamy razem!
Papuga Lusia zaczęła śpiewać nową piosenkę: „Piraci, piraci, razem przez świat, nawet burza nas nie zatrzyma, hej ho, hej ho!”
Słońce powoli zachodziło, a morze błyszczało spokojnie jak lustro. „Słoneczny Wiatr” płynął dalej, a załoga już marzyła o kolejnej przygodzie.
Wiola patrzyła na swój sextant i czuła, że cokolwiek się wydarzy, razem z przyjaciółmi zawsze znajdzie drogę – i zawsze będzie ktoś, komu można pomóc.
A morze? Morze znów było spokojne. I właśnie tak miało być.