Trwa ładowanie...
Opowieść o sylwestrze 11-12 lat Czytanie 13 min.

Kapitan Zosia i dwanaście owocowych miesięcy

Zosia pomaga swojej babci w przygotowaniach do Nowego Roku, krojąc owoce i tworząc specjalne życzenia dla każdego miesiąca. W miarę jak zbliża się północ, cała rodzina łączy siły, aby uczcić ten wyjątkowy moment.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dwunastoletnia dziewczynka, Zosia, z długimi brązowymi włosami i błyszczącymi oczami, stoi w centrum kuchni z szerokim uśmiechem na twarzy. Ma na sobie jaskrawoczerwoną bluzkę ozdobioną płatkami śniegu i trzyma niebieski nóż, gotowa do pokrojenia granatu. Obok niej stoi jej babcia, starsza kobieta o łagodnej, pomarszczonej twarzy, w okrągłych okularach i kwiecistym fartuchu, z dumą ją obserwując. W rogu mały kuzyn Szymek, o rozczochranych blond włosach, ciekawie się przygląda, trzymając małą papierową gwiazdkę, którą sam wykonał. Kuchnia jest ozdobiona migoczącymi girlandami świetlnymi i kolorowymi owocami na stole, tworząc świąteczną atmosferę. Ściany pomalowane są na pastelowy żółty kolor, a z sufitu zwisają papierowe płatki śniegu. Scena przedstawia Zosię krojącą owoce na powitanie Nowego Roku, otoczoną rodziną, wszyscy z niecierpliwością czekają na dzielenie się życzeniami i cieszenie się wspólnym, ciepłym momentem. zgłoś problem z tym obrazem

Plan na północ

Zapach mandarynek i cynamonu unosił się w mieszkaniu babci tak gęsto, że Zosia czuła go nawet, kiedy stała przy oknie i dmuchała na szybę, rysując palcem serduszko. Za szkłem mrugały lampki na balkonie sąsiadów, a w kuchni stukały talerze.

— Zosiu — zawołała babcia Hanką, a głos miała zawsze trochę jak kołysanka — podejdziesz na chwilkę?

— Już! — odkrzyknęła, wciągając niebieskie kapcie w gwiazdki.

W kuchni czekało na nią nie byle jakie zadanie. Na blacie stała misa z owocami. Jabłka i gruszki błyszczały jak polakierowane listki, pomiędzy nimi spoglądały na świat zielone kiwi, pomarańcze, a na samym środku leżał granat, czerwony jak światełko sygnalizacji.

— W tym roku ty kroisz Owoce Północy — oznajmiła babcia z uśmiechem, jakby obwieszczała najważniejszą rzecz świata.

— Ja? — Zosia spojrzała na mamę.

— Ty — potwierdziła mama, ocierając ręce o kuchenny ręcznik. — Pamiętasz? Dwanaście kawałków, jeden na każdy miesiąc. Każdy bierze swój kawałek o północy i myśli dobre życzenia. Tylko pamiętaj o bezpiecznym trzymaniu noża, dobrze?

— Dobrze — Zosia skinęła poważnie. Czuła, jak w środku rozlewa się ciepło ważności.

Do kuchni zajrzał pan Leon z mieszkania obok, w eleganckim swetrze i z krawatem w drobne kotwice.

— Czy gotowi na morski Nowy Rok? — zażartował. — Jak kapitan pozwoli, przyniosłem świecę w kształcie latarni.

— Kapitan jest gotowy — babcia zasalutowała drewnianą łyżką.

Z salonu dobiegł śmiech. Tata kończył wieszać girlandę z papierowych gwiazdek, a młodszy kuzyn Szymek gonił rudego kota Dieselka, który uparcie uważał, że bombki to piłki do polowania.

Zosia przestąpiła z nogi na nogę, po czym położyła dłoń na granacie.

— Owoce Północy... — szepnęła. — Dam radę.

Słoik życzeń i łódeczki

Po kolacji wszyscy zasiedli przy stole. Na środku stał duży szklany słoik z niebieską kokardą.

— Słoik życzeń — wyjaśniła babcia. — Każdy zapisuje coś dobrego: nie tylko życzenie dla siebie, ale i dla kogoś.

— Mogę zacząć? — zapytał Szymek, podnosząc rękę, jakby był w klasie.

— Jasne — powiedziała Zosia i podsunęła mu pióro. — Tylko drukowanymi, żeby było czytelne.

Zosia napisała: „Chcę uczyć się cierpliwości przy krojeniu i mieć szacunek do każdego miesiąca — nawet deszczowego.” Uśmiechnęła się sama do siebie. Lubiała słowa, które brzmiały jak obietnice.

Pan Leon, składając maleńką papierową łódeczkę, mrugnął do Zosi.

— Tu, kapitanie, mamy flotę — zameldował babci. — Każda łódka to dobry uczynek na nowy rok. Będą pływać w misce z wodą i światłem.

— O! — Zosia pochyliła się nad misą, w której już czekały pływające świeczki. — Moja łódka popłynie do lipca — zdecydowała. — Będę wtedy komuś codziennie mówiła coś miłego.

— To ładnie — pochwaliła ją mama. — Pamiętaj, szacunek to też słowa. Mogą być miękkie jak kocyk albo kłuć jak ości.

— A ja, a ja! — Szymek wystrzelił rękę. — Będę ścielić łóżko! Przynajmniej... spróbuję.

— To brzmi jak poważna wyprawa — skomentował tata.

Dieselek wskoczył na krzesło, jakby chciał też składać łódeczkę, ale dostał tylko pieszczotę za uchem.

— Koty mają swoje rytuały — westchnęła babcia. — I umowę na urok osobisty.

Zegar na ścianie tykał miarowo, jak metronom, który pilnuje, żeby wieczór nie grał za szybko.

Niebieski nóż i czerwony granat

Kiedy w radiu zaczęły lecieć piosenki o odliczaniu, Zosia stanęła przy blacie, jak przy stanowisku pilota.

— Nóż z niebieską rączką? — podała mama.

— Nóż z niebieską rączką — powtórzyła Zosia, a palce miała suche, bo babcia przypomniała, że tak bezpieczniej.

— Pamiętaj, spokój to też szacunek dla tego, co robisz — powiedział pan Leon, opierając się łokciem o framugę. — Mój ojciec mówił: „Nie kroisz tylko owoców, kroisz czas na kawałeczki.”

— Mądrze — przyznała babcia. — Zaczniemy od jabłka. Co widzisz, kiedy przekroisz je przez środek?

— Gwiazdkę! — Zosia rozpromieniła się. — Gwiazdkę ukrytą w środku.

— Właśnie — uśmiechnęła się mama. — I pamiętaj o dwunastu — dodała, wskazując na zegar.

Zosia wzięła głęboki oddech. Cięcia były równe, miękkie jak kroki po dywanie. Jabłko rozłożyło się w wachlarz gwiazdek. Potem gruszka, kiwi — zielone krążki pachniały wakacjami. Pomarańcze oddały tyle soku, że palce zrobiły się lepkie od słońca.

Granat czekał najdłużej, jak król w czerwonym płaszczu.

— To trudny owoc — ostrzegła babcia. — Ale podzielić go sprawiedliwie to piękna rzecz.

— Spróbuję — Zosia pochyliła się, najpierw delikatnie nacięła skórkę, jak mapę kontynentów. W środku pojawiły się rubiny pestek.

— Ojej — szepnęła, zachwycona. — Jak czerwone szkło.

— Dwanaście części, kapitanie — przypomniał pan Leon, a Zosia skinęła głową.

Tata włączył muzykę ciszej. W radiu ktoś opowiadał o zwyczajach rozsianych po świecie: o winogronach jedzonych o północy, o skokach z krzesła, o czerwonych wstążkach.

— My mamy swoje — stwierdziła babcia. — I niech są nasze, bo są z serca.

Kocie zamieszanie i światło świec

Czas płynął. W misie przybywało porcji „miesięcy”: jabłkowe gwiazdki, pomarańczowe półksiężyce, zielone krążki, rubinowe cząstki. Zosia układała je w kręgu, jakby to był kolorowy zegar.

— A ja będę styczniem! — krzyknął Szymek i sięgnął po ukradkową cząstkę.

— Ej! — Zosia stuknęła go lekko w palec. — Jeszcze nie teraz. Szacunek dla reguł, pamiętasz?

— No dobra... — Szymek spuścił wzrok, ale zaraz się uśmiechnął, bo nikt się nie gniewał. Zosia mrugnęła do niego łagodnie. W tej chwili Diesel skoczył na stół, bo w blasku lampek pomylił pomarańczę z małą piłką. Misa zatrzęsła się, jeden kawałek kiwi stoczył się na obrus.

— O nie! — pisnęła Zosia, łapiąc szybko tarczę talerza.

— Spokojnie — mama złapała kota i posadziła go na podłodze. — To tylko koty i grawitacja.

— Dieselku, ty piracie! — roześmiał się pan Leon, stawiając łódeczkę z powrotem na wodzie. — Oddać kompas!

I wtedy nagle zgasło światło.

W całym mieszkaniu zrobiło się ciemno, jakby ktoś przykrył noc czapką. Na sekundę wszyscy zamilkli. Zegar na ścianie zastygł między tyknięciami.

— Ojej — powiedziała cicho Zosia. — Przestał tykać.

— Spokojnie — babcia już zapalała latarnię pana Leona. Płomień rozkwitł jak mała gwiazda. — Zdarza się, prąd pewnie zaraz wróci.

— A jak nie wróci? — wyszeptał Szymek.

— To my świecimy — odparł tata i w sekundę rozstawił po pokoju świeczki. Płomyki odbijały się w szybach, w oczach ludzi i w pestkach granatu, które lśniły tak, jak w historii o skarbach.

— W dawnych czasach — zaczął pan Leon, bo zawsze miał opowieść w zanadrzu — kapitanowie prowadził statki po gwiazdach. Nie było latarni, nie było GPS-u, a jednak znajdowali drogę. Wystarczyło patrzeć uważnie. A uważność to też rodzaj szacunku.

Zosia skinęła głową. Poczuła, jak w środku robi się jej ciepło od odwagi. Wzięła nóż. Światło świec sprawiało, że owoce miały złote obręcze. Kroiła spokojnie, równo. Oddech liczył sekundy zamiast zegara.

— Pięknie ci idzie — szepnęła mama. — Ufasz sobie. To ważne.

O północy krojone gwiazdy

Kiedy znów rozszumiało się radio, a zza okien doleciało pierwsze ciche pukanie fajerwerków, czas się także podniósł, jakby wstał z krzesła na ostatnie minuty starego roku.

— Uwaga, uwaga, moi drodzy! — babcia stanęła przy stole. — Zbliżamy się do północy. Zosiu, jak nasz krąg miesięcy?

— Gotowy — Zosia wsunęła ostatni kawałek granatu na miejsce. Dwanaście części upiększało białą porcelanę jak tęczowa tarcza: styczeń po jabłkowej lewej, luty kiwi, marzec pomarańcza... Całość wyglądała jak słonecznik, który nauczył się kalendarza.

— Każdy bierze swój miesiąc — przypomniał tata. — I mówi coś miłego. Tak robiliśmy u waszych pradziadków i tak jest u nas.

Podali sobie ręce. Szymek wybrał lipiec, bo „lipiec brzmi jak lizak”. Pan Leon wziął listopad, bo „mgliste miesiące też zasługują na najlepsze herbaty”. Mama sięgnęła po kwiecień, bo lubiła deszcz, który pachnie nowym zeszytem. Zosia spojrzała na sierpień. Pomyślała o rozgrzanym chodniku, o lodach z solonym karmelem, o nocach, kiedy gwiazdy są głośniejsze.

— Sierpień chcę mieć odważny, ale uprzejmy — powiedziała. — Taki, co pamięta o słowach „proszę” i „dziękuję”, nawet kiedy się wspina na drzewa.

— Mądry sierpień — przyznała babcia. — Ja wybiorę grudzień i poproszę go, żeby pamiętał, że każdy ma inaczej. I że to jest piękne.

Pod skórką jednej z pomarańczy ktoś wcześniej schował małą migdałową niespodziankę — to było coś jak gra w „szczęśliwy migdał”. Trafiła się panu Leonowi, który zrobił oczy jak talerze.

— W tym roku będę miał szczęście do parasoli — obiecał. — Zawsze o nich zapominam.

Po kolei mówili życzenia. Krótkie, ciepłe, jak dotknięcia czółkami świetlików. W salonie zrobiło się miękko.

— Trzydzieści sekund! — zawołał tata, patrząc na telefon, bo zegar wciąż nie tykał.

— To policzmy oddechami — zaproponowała Zosia. — Raz... dwa...

Liczyli, w tempie własnych klatek piersiowych. Z zewnątrz rozbłysły pierwsze fajerwerki, ale były dalekie jak gwiazdy.

— Trzy, dwa, jeden! — Szymek aż podskoczył.

— Szczęśliwego! — wszyscy naraz.

Przytulili się. Szampan dla dorosłych czekał, a dla dzieci musującą rolę zagrał sok z czarnej porzeczki. Papierowe łódeczki krążyły w misie z wodą, a płomyki świeczek kiwały się jak głowy słuchające piosenki. Zosia wzięła kawałek granatu. Pestki pękały drobniutko, jak śmiech.

— Dziękuję — powiedziała cicho do babci, bo czuła, że to ważne słowo.

— Ja też dziękuję — przytuliła ją babcia. — Wyrosłaś mi na dobrą kapitan.

Cichy zegar

Kiedy opadła pierwsza fala śmiechu i życzeń, Zosia spojrzała na ścianę. Zegar stał na granicy starego i nowego, wskazówki zamarły między minutami. Tykanie nie wróciło. Było cicho, tak cicho, że słychać było chrobot kota jedzącego chrupki.

— Zegar się obraził? — Szymek wsadził nos w górę.

— Może po prostu słucha — zaproponowała Zosia. — Słucha naszych życzeń, żeby je zapamiętać.

— Podoba mi się — powiedziała mama. — Czasem milczenie jest jak miękki koc. Przykrywa hałas, żeby się nie wystraszył.

— Zanim go nakręcimy albo wymienimy baterie, dajmy mu jeszcze chwilę w ciszy — postanowiła babcia. — Dla nas też to chwila. Żeby pomyśleć. Żeby tu być.

Usiedli na dywanie. Każdy trzymał w dłoni swoją łódeczkę, jak małą obietnicę. Pan Leon opowiadał o latarniach morskich, które migają w różnym rytmie, żeby statki wiedziały, gdzie są. Tata patrzył na Zosię, a w jego oczach była duma. Mama otuliła Szymka kocem w niedźwiedzie łapy. Dieselek zasnął zwinięty w kulkę, łapy miał przy pysku, jakby zasłaniał sobie sny.

Zosia zamknęła oczy. Usłyszała tylko własny oddech i odległe fajerwerki, które nie były głośne, raczej przypominały szept: „jesteście, jesteście”. Pomyślała o wszystkich miesiącach, które czekały, o zadaniach i przerwach śródlekcyjnych, o chorągiewkach z amadyn, które kiedyś zrobi w plastyce, o tym, jak będzie pamiętać „proszę” i „dziękuję” nawet wtedy, kiedy będzie się spieszyć.

— Zosiu — szepnęła babcia, dotykając jej ramienia. — Pięknie poprowadziłaś nasz wieczór.

— To dlatego, że wszyscy słuchali — odpowiedziała Zosia. — Słuchanie to też rodzaj szacunku.

Podniosła wzrok. Na stole wciąż stała tarcza owocowych miesięcy, trochę już przetrzebiona, ale wciąż kolorowa. Łódeczki krążyły powoli, byle nie rozlać morza z misy. Świece przymykały oczy, jakby ziewały.

Zegar na ścianie, okrągły jak księżyc, nie tykał. I w tej ciszy było coś dobrego, jak przerwa między dwoma nutami, bez której melodia nie potrafi oddychać. Zosia uśmiechnęła się do tego milczenia. Pomyślała, że czasem najważniejsze rzeczy dzieją się wtedy, kiedy nic nie mówi metal, tylko biją serca.

A zegar na ścianie milczał.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Mandarynki
Słodkie, cytrusowe owoce o pomarańczowej skórce i soczystym miąższu.
Cynamon
Przyprawa o charakterystycznym zapachu, pozyskiwana z kory drzewa cynamonowego.
Rubinowe
Kolor czerwony, przypominający kamienie szlachetne zwane rubinami.
Morski
Dotyczący morza, związany z życiem w wodzie.
Przekroić
Podzielić coś na dwie części za pomocą noża.
Szacunek
Uważanie kogoś lub czegoś za ważnego, traktowanie z uprzedzeniem i godnością.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o sylwestrze dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.