Trwa ładowanie...
Opowieść o sylwestrze 11-12 lat Czytanie 16 min.

Słoik dobrych rzeczy i noworoczne odliczanie

Trzy przyjaciółki odkrywają, że zwykły „słoik dobrych rzeczy” ma magiczną moc odliczania i pomaga im przeżyć niezwykły wieczór noworoczny, podczas którego uczą się szacunku i życzliwości wobec innych.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są trzy postacie: Oliwka (12 lat) z jasnobrązowymi związanymi włosami, żywym spojrzeniem, prostym niebieskim swetrem, stoi w centrum za stołem z uniesioną ręką jak dyrygentka, patrzy na świetlisty słoik na stole; Hania (12 lat) z brązowymi włosami w kucyku, figlarna, w czerwonym swetrze po lewej, pochylona, uśmiechnięta, trzyma wygasłe zimne ognie; Maja (10 lat) mała, krótkie blond włosy, zielona kurtka po prawej, ręka na stole, zachwycona patrzy na trzy małe złote iskierki jak świetliki na ich ramionach. Wnętrze: przytulny salon nocą, jasny drewniany stół z szklanym słoikiem pełnym kolorowych karteczek, girlandy i czapki imprezowe, duże okno ukazujące kolorowe fajerwerki na ciemnym niebie, ciepłe lampy i drewniana podłoga; główny moment: odliczanie do północy, trzy złote iskierki wydobywają się ze słoika i siadają na ramionach dziewcząt, wyraz zachwytu i przyjaźni, ciepłe światło kontrastuje z nocnym błękitem, nastrój świąteczny i intymny, styl gwaszu z widocznymi pociągnięciami pędzla i nasyconymi kolorami. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Odliczanie zaczyna się wcześniej

W bloku przy ulicy Jarzębinowej klatka pachniała mandarynkami i czymś smażonym, co zawsze próbowało udawać kotleta. Na trzecim piętrze, w mieszkaniu numer 12, trzy dziewczyny kręciły się jak bączki.

Oliwka miała dwanaście lat i talent do odliczania wszystkiego: do przerwy na lekcji, do końca reklamy, do zagotowania wody. Twierdziła, że gdyby ktoś kazał jej policzyć do końca świata, to poprosiłaby tylko o kartkę i długopis.

— Zostało sześć godzin i czterdzieści dwie minuty! — oznajmiła, zerkając na zegarek, jakby był tajnym urządzeniem szpiegowskim.

Hania, rówieśniczka o włosach związanych w wysoki kucyk, przyjrzała się jej z udawaną powagą.

— A sekundy? Przecież bez sekund nie ma napięcia.

— Sekundy policzę w odpowiednim momencie — odparła Oliwka. — Jak zaczniemy teraz, to o północy będę mówić „czterdzieści osiem tysięcy… coś tam” i wszyscy zasną.

Maja, najmniejsza z nich, ale najbardziej stanowcza, niosła pudełko z zimnymi ogniami jak skarb.

— Mam plan. Robimy rytuały noworoczne. Takie… nasze. Ale z szacunkiem. Dla sąsiadów, rodziców i dla tej kanapy, która już tyle przeżyła.

Na stole leżały: papierowe czapeczki, taśma klejąca, trzy flamastry i miska z winogronami. Obok stał słoik z karteczkami.

— To jest „Słoik dobrych rzeczy” — wyjaśniła Maja. — Każda wrzuca trzy karteczki: coś, co było fajne w tym roku. Żadnych docinków. Nawet jeśli dotyczyły… — spojrzała na Hanię — …czyjegoś wpadnięcia do kałuży.

— To było jezioro miejskie w miniaturze — obruszyła się Hania. — I wcale nie wpadłam, tylko przeprowadziłam test głębokości.

Oliwka pokiwała głową.

— Dobra. Rytuały. Odliczanie. I żadnych testów głębokości w mieszkaniu.

Z salonu dobiegł głos mamy Oliwki:

— Dziewczyny, pamiętajcie, że o dwudziestej drugiej przychodzą państwo Krawczykowie na chwilę. Bądźcie miłe.

— Szacunek włączony! — zawołała Hania i zasalutowała tak energicznie, że czapeczka spadła jej na nos.

Maja roześmiała się.

— Okej. Rozgrzewka: składamy życzenia na kartce, chowamy do kopert i otwieramy za rok.

Oliwka podniosła flamaster.

— Ja napiszę: „Żeby odliczanie było zawsze na czas”. I żeby mój brat przestał podkradać winogrona.

— To drugie jest nierealne — westchnęła Hania, bo brat Oliwki, Franek, miał opinię człowieka, który potrafił zniknąć z talerzem w cieniu.

Z kuchni właśnie wysunęła się ręka Franka i bezczelnie zabrała trzy winogrona.

— To ja tylko… sprawdzam, czy nie są zepsute!

— Zostało sześć godzin trzydzieści osiem minut! — krzyknęła Oliwka. — Franek, to nie jest konkurs w znikaniu owoców!

— A szkoda — odparł Franek i zniknął równie szybko jak pojawił się jego łokieć.

Rozdział 2: Słoik, który mruga

Kiedy dziewczyny pisały swoje karteczki, coś dziwnego stało się ze słoikiem. Najpierw nic. Potem wieczko cichutko brzęknęło, jakby słoik kaszlnął. A potem… szkło jakby na moment zamigotało, jak ekran telefonu, gdy ktoś wysyła wiadomość.

— Widziałyście? — Maja zamarła z długopisem w powietrzu.

— Może to odbicie lampek choinkowych — stwierdziła Hania, ale jej głos stracił pewność, jakby właśnie zgubił portfel.

Oliwka nachyliła się bliżej.

— Odbicie nie robi „brzęk”. I nie mruga w rytmie: raz, dwa, trzy.

Słoik znowu zamrugał. Raz. Dwa. Trzy.

— To jest… odliczanie? — Hania uniosła brwi.

Oliwka wyprostowała się, podekscytowana.

— Jeśli to słoik odlicza, to ja go adoptuję.

Maja ostrożnie dotknęła szkła. Było chłodne, zwyczajne, a jednak pod palcami poczuła delikatne wibrowanie, jak mruczenie kota, który udaje, że nie chce się przytulać.

— Może to działa na karteczki — szepnęła. — Jak wrzucimy coś miłego, to… robi się trochę bardziej magicznie?

Hania przewróciła oczami, ale uśmiechnęła się pod nosem.

— Magicznie? To w takim razie wrzucam: „Oliwka pożyczyła mi swój zeszyt z matmy, mimo że pisałam w nim jak kura pazurem”. O, i jeszcze: „Maja oddała mi swoją ulubioną gumkę, kiedy zgubiłam moją”. I… — zawahała się. — „Nauczyłam się nie śmiać, gdy ktoś mówi inaczej niż ja”. Na przykład, kiedy babcia mówi „szczypiorek” jak „szczypiorekrr”.

Maja prychnęła.

— To było wybitne „rr”.

Oliwka wrzuciła swoje karteczki, a słoik zamrugał jeszcze jaśniej, jakby podziękował. W środku, między papierkami, coś zaszeleściło inaczej niż papier. Jakby… małe, cieniutkie skrzydełka?

— Dobra, brzmię jak bohaterka z książki, ale… — Maja ściszyła głos. — Słyszycie to?

Wtedy z słoika wyskoczyła maleńka iskierka. Nie jak z zapalniczki, raczej jak punkt światła z latarki, tylko że latał sam. Zrobił kółko nad stołem i zawisł w powietrzu.

— Okej — powiedziała Hania bardzo spokojnie. — To nie jest odbicie lampek. To jest… latające coś.

Iskierka zadrżała, po czym ułożyła się w kształt miniaturowej cyfry „3”. Potem „2”. Potem „1”. I zgasła, zostawiając po sobie zapach świeżej skórki pomarańczy.

Oliwka była zachwycona.

— Słoik zna się na rzeczy.

— A my musimy się znać na szacunku — dodała Maja szybko. — Żadnych żartów kosztem tego… czegoś. Jeśli to jest gość, to jest gość.

Hania skinęła głową.

— Witaj, gościu-słoiku. Nie ruszamy cię bez pytania.

Słoik zamrugał raz. Jakby: „ok”.

Rozdział 3: Próbne „trzy, dwa, jeden”

O dwudziestej drugiej do mieszkania przyszli państwo Krawczykowie: pani Krawczyk w swetrze z reniferem, który wyglądał, jakby właśnie zobaczył cenę masła, i pan Krawczyk z talerzem ciasta.

— Dobry wieczór! — zawołali.

Dziewczyny wstały jednocześnie.

— Dobry wieczór! — odpowiedziały zgodnie.

Hania szepnęła do Oliwki:

— Patrz, renifer jest w szoku. Może też odlicza do północy.

Oliwka parsknęła, ale zaraz się opanowała.

— Szacunek, pamiętasz?

— Pamiętam, pamiętam. Renifer jest dostojny.

W salonie zrobiło się gwarnie. Telewizor w tle pokazywał koncert, a na stole pojawiły się talerzyki, serwetki i dzbanek z kompotem. Franek krążył w pobliżu winogron jak satelita.

Maja spojrzała na słoik. Stał spokojnie, jak zwykły słoik. Jakby mówił: „Teraz jest czas na ludzi”.

— Wiecie co? — szepnęła. — Zróbmy próbę generalną. Na balkonie. Z zimnymi ogniami. Ale cicho, żeby nie wystraszyć kota sąsiadów.

Hania uniosła palec.

— I bez testów głębokości na śniegu.

Na balkonie było zimno, powietrze szczypało policzki, a miasto mrugało oknami jak gigantyczna choinka. Z dołu dobiegały śmiechy i odległe „ooo!”, jakby ktoś już ćwiczył zachwyt.

Oliwka wyjęła stoper.

— Próba: odliczanie od dziesięciu. Każda mówi po kolei, żeby było rytmicznie. Ja zaczynam. Dziesięć!

— Dziewięć! — podchwyciła Hania.

— Osiem! — Maja, z zimnym ogniem w dłoni, wyglądała jak dowódczyni małej wyprawy.

— Siedem! — Oliwka.

— Sześć! — Hania.

— Pięć! — Maja.

— Cztery! — Oliwka.

— Trzy! — Hania.

— Dwa! — Maja.

— Jeden! — Oliwka.

Maja odpaliła zimne ognie. Zasyczały i rozbłysły, sypiąc złotymi iskierkami, które znikały w ciemności jak szybkie życzenia.

— Widzicie? — szepnęła Hania. — To jest takie… poważnie-fajne.

Oliwka skinęła głową, a jej oczy odbijały światło.

— Odliczanie to jak most. Przechodzisz z jednego roku do drugiego, krok po kroku.

— A my idziemy razem — dodała Maja.

Wróciły do środka, rozgrzane śmiechem i tym uczuciem, że coś ważnego jest tuż za rogiem, tylko jeszcze udaje zwykły wieczór.

W salonie pan Krawczyk opowiadał dowcip o tym, jak pomylił sól z cukrem. Franek w tym czasie próbował wynegocjować kawałek sernika „w imię pokoju na świecie”.

— Pokoju tak — powiedziała mama Oliwki. — Ale sernika po kolacji.

Franek westchnął dramatycznie, jak aktor w teatrze.

— Dobrze. Będę cierpiał z godnością.

Słoik na stole zamrugał tylko raz, jakby parsknął śmiechem, ale nikt poza dziewczynami tego nie zauważył.

Rozdział 4: Niespodzianka z szacunkiem

Kiedy goście poszli, a rodzice zajęli się kuchnią, dziewczyny wróciły do swojego „centrum dowodzenia” przy stole. Słoik stał pośrodku, jak kapitan, który nie potrzebuje czapki.

— Zostały dwie godziny i dwanaście minut — oznajmiła Oliwka i tym razem dodała szeptem: — I czterdzieści sekund.

Hania pochyliła się nad słoikiem.

— Ej, gościu-słoiku. Masz dla nas jakieś wskazówki?

Słoik nie mrugał. Za to karteczki w środku poruszyły się, jakby ktoś przewracał strony.

Maja wzięła jedną kopertę z życzeniami na przyszły rok.

— Może słoik chce, żebyśmy zrobili coś miłego dla kogoś jeszcze? To jest Nowy Rok. Dzieją się takie rzeczy.

— Jakie? — Hania.

— Na przykład… — Maja rozejrzała się. — Dla pani Zosi z czwartego piętra. Zawsze mówi „dzień dobry”, nawet jak jej siatka pęka.

Oliwka przytaknęła.

— I dla pana Mietka z parteru, co denerwuje się na hałas, ale jak mu się powie „przepraszam”, to mięknie jak masło na grzance.

Hania uśmiechnęła się krzywo.

— Czyli: respekt, dyplomacja i grzanki.

— Zrobimy „Noworoczny Pakiet Życzliwości” — zdecydowała Maja. — Krótki liścik z życzeniami dla kilku sąsiadów. I dołączymy po jednym winogronie. Symbolicznie.

Oliwka spojrzała na miskę.

— Franek już zjadł symbolicznie pół symbolu.

Jak na zawołanie Franek pojawił się w drzwiach.

— Czy ktoś mówił moje imię?

— Tak — odparła Hania. — W kontekście: przestań.

Franek uniósł ręce w geście niewinności.

— Ja tylko pilnuję, żeby winogrona nie uciekły.

Maja podała mu kartkę.

— To pilnuj też tego: napisz życzenia dla pana Mietka. Ale grzecznie.

Franek spojrzał na kartkę, potem na nie.

— Mogę dodać rysunek?

— Jak będzie uprzejmy — powiedziała Oliwka.

Franek usiadł i zaczął rysować coś, co wyglądało jak fajerwerki, tylko bardziej jak jeże w kosmosie. Pod spodem napisał: „Szczęśliwego Nowego Roku! Postaramy się być ciszej, a jak nie wyjdzie, to przepraszamy z wyprzedzeniem”.

— To jest… zaskakująco dobre — przyznała Hania.

— Jestem artystą pokoju — odparł Franek z powagą, po czym ukradkiem sięgnął po winogrono.

— Pakiet życzliwości bez kradzieży! — syknęła Oliwka.

W tym momencie słoik zamrugał mocno, a iskierka znów wyskoczyła i zawisła nad listami. Zrobiła kółko, jakby zatwierdzała plan, po czym spłynęła na karteczkę Franka, zostawiając na rogu mały, złoty ślad.

— Okej — wyszeptała Maja. — Mamy pieczątkę od… magicznego działu jakości.

Hania wzięła głęboki oddech.

— To jest najmniej dziwny dziwny wieczór, jaki miałam.

Rozniosły liściki pod drzwi kilku sąsiadów, bardzo cicho, jak tajne elfy na misji. Przy każdych drzwiach Maja kładła po jednym winogronie.

— To wygląda śmiesznie — szepnęła Hania. — Winogrono jak mały strażnik.

— Cicho, bo się obrazi — odpowiedziała Oliwka.

Wróciły do mieszkania rozgrzane nie tylko ruchem, ale też czymś przyjemnym w środku, jakby ktoś zapalił dodatkową lampkę.

Rozdział 5: Północ w wersji chóralnej

Tuż przed północą rodzice zawołali:

— Dziewczyny, chodźcie! Zaraz odliczanie!

Oliwka aż podskoczyła.

— Moja chwila!

Wszyscy zebrali się w salonie. Na stole stały szklanki z napojem, talerzyk z ciastem i miska winogron, która wyglądała na podejrzanie lżejszą. Telewizor pokazywał tłum ludzi, którzy już szykowali się do krzyku.

Maja wzięła słoik i postawiła go obok zegara.

— Niech ma najlepszy widok — szepnęła.

Hania poprawiła czapeczkę.

— Jeśli słoik znowu zrobi numer, to udajemy, że to dekoracja, jasne?

— Jasne — powiedziała Oliwka. — Ale ja i tak będę szczęśliwa.

Zegar pokazał, że zostało trzydzieści sekund. Oliwka stanęła jak dyrygentka.

— Uwaga. Odliczamy wszyscy. Równo, bez przepychania się słowami — zarządziła. — To jest chwila, w której szanujemy nawet ciszę między liczbami.

Franek sapnął.

— Ale patetycznie.

— Cicho, artysto pokoju — odparła Hania.

Dwadzieścia sekund. Dziesięć. W telewizorze ktoś już krzyczał.

Oliwka zaczęła:

— Dziesięć!

— Dziewięć! — podchwycili wszyscy.

Słoik zamrugał, iskierka wyskoczyła i zawisła nad ich głowami, jak mały świetlny balonik.

— Osiem!

— Siedem!

— Sześć!

— Pięć!

W tym momencie iskierka rozdzieliła się na trzy drobne punkciki i każdy poleciał do jednej z dziewczyn, siadając na ich ramionach jak świetliki, które pomyliły lato z zimą.

— Cztery!

— Trzy!

— Dwa!

Oliwka poczuła ciepło na karku i nagle zrobiło jej się tak radośnie, że aż ścisnęło w gardle, ale w dobry sposób.

— Jeden!

— Zero! Szczęśliwego Nowego Roku!

Wybuchły okrzyki, śmiech, ktoś kogoś przytulił. Za oknem rozkwitły fajerwerki: czerwone pąki, złote gwiazdy, srebrne deszcze. Miasto na chwilę wyglądało jak szkatułka z konfetti.

— Wow — szepnęła Maja. — Jakby niebo robiło nam pokaz.

Hania patrzyła w okno.

— I jakby mówiło: „Dobra robota, ludzie”.

Oliwka nie mogła się powstrzymać.

— Zaczynam odliczać do… dobra, żartuję! Daję wam pięć minut przerwy.

— Wielkodusznie — zaśmiała się Hania i stuknęła się z nią szklanką.

Słoik na stole stał spokojnie. Iskierki z ramion dziewczyn wzbiły się w górę, zatoczyły kółko i wpadły z powrotem do środka przez uchylone wieczko, którego nikt wcześniej nie uchylił. Szkło zamigotało, a potem znów stało się zwyczajnym szkłem.

Jakby magia powiedziała: „Teraz wasza kolej”.

Rozdział 6: Wiadomość, która leci dalej

Po północy zrobiło się ciszej. Rodzice rozmawiali w kuchni, Franek oglądał fajerwerki i udawał, że to jego zasługa, a dziewczyny usiadły z powrotem przy stole.

Maja otworzyła notatnik.

— Skoro mamy Nowy Rok, to trzeba wysłać wiadomość. Taką prawdziwą. Do kogoś, komu się przyda.

Hania uniosła brwi.

— Do kogo? Do pani Zosi? Ona nie ma smartfona.

— Może do naszej wychowawczyni? — zaproponowała Oliwka. — Czasem wygląda, jakby marzyła o ciszy na planecie.

— Albo do… — Maja zawahała się. — Do Julki z naszej klasy. Wiecie. Ona często siedzi sama, a ludzie czasem mówią o niej rzeczy, których nie powinni.

Hania spuściła wzrok.

— Wiem. I to nie jest fajne.

Oliwka kiwnęła głową, poważniejsza niż zwykle.

— Szacunek działa też wtedy, gdy kogoś nie ma obok. A szczególnie wtedy.

Maja wzięła telefon (za zgodą mamy, która tylko machnęła ręką: „Byle krótko i kulturalnie”).

— Napiszmy coś razem. Nie musi być wielkie. Ma być szczere.

Hania podsunęła pomysł:

„Hej, Julka, wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Jak chcesz, jutro możemy pogadać”.

Oliwka dodała:

— I „Jeśli masz ochotę, możesz z nami zrobić słoik dobrych rzeczy. Serio działa”. Dobra, tego o słoiku może nie, bo zabrzmi jak reklama ogórków.

Maja uśmiechnęła się.

— Napiszę prosto.

Stukała kciukami, a słowa układały się jak małe płatki śniegu, każdy inny, ale wszystkie potrzebne:

„Hej, Julka. Szczęśliwego Nowego Roku! Chciałyśmy Ci powiedzieć, że fajnie by było spędzić razem trochę czasu po przerwie. Jeśli będziesz miała ochotę, możemy jutro wyjść na spacer albo pogadać. Trzymaj się ciepło.”

— Wyślij — powiedziała Oliwka, a potem dodała szeptem: — Trzy… dwa… jeden.

Maja nacisnęła „Wyślij”.

W tej samej chwili słoik zamrugał raz, spokojnie, jak ktoś, kto kiwa głową z uznaniem. W środku karteczki zaszeleściły, a zapach pomarańczy znów na chwilę wypełnił pokój.

Hania oparła się o krzesło.

— To było dobre odliczanie.

Oliwka uśmiechnęła się szeroko.

— Najlepsze, bo kończy się czymś, co idzie dalej.

Maja spojrzała na słoik, potem na przyjaciółki.

— Nowy Rok jest jak wiadomość. Możesz ją wysłać byle jak… albo tak, żeby komuś zrobiło się lżej.

Za oknem fajerwerki powoli ucichły, ale w mieszkaniu nadal było jasno od lampek, śmiechu i tej niewidzialnej iskierki, która nie potrzebowała już słoika, żeby świecić.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Klatka
Część budynku z wejściami do mieszkań i schodami, gdzie chodzą mieszkańcy.
Bączki
Ruchy szybkie i kręcące się, jak zabawka, która się obraca długo.
Udawaną powagą
Sposób zachowania, gdy ktoś udaje, że jest bardzo poważny.
Odliczanie
Liczenie kolejnych liczb w określonym porządku, zwykle przed jakimś wydarzeniem.
Rytuały
Specjalne czynności robione regularnie, często mają dla nas znaczenie.
Zamrugał
Zamknął i otworzył szybko oko albo coś zrobiło podobny, krótkotrwały ruch.
Zawisł
Zatrzymał się w powietrzu i nie spadał, jak coś unoszące się nieruchomo.
Symbolicznie
Robić coś w sposób mający pokazać znaczenie, a nie koniecznie praktyczny skutek.
Dyplomacja
Sposób rozmawiania i załatwiania spraw, żeby nikogo nie urazić.
Mruczenie
Cichy, przyjemny dźwięk wydawany przez kota, gdy jest zadowolony.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o sylwestrze dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.