Trwa ładowanie...
Heroiczna Fantasy 9-10 lat Czytanie 13 min. (1)

Kaplica odwagi w podziemiach ognia

Irena, łuczniczka, wraz z jaszczurkiem Pykiem i tajemniczym strażnikiem wyrusza, by odnaleźć i otworzyć zamkniętą kaplicę w podziemiu, stawiając czoła lękom, łańcuchom i burzącym się rzekom lawy.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Łuczniczka o zdeterminowanej, łagodnej twarzy, orzechowych oczach i brązowych warkoczach w ciemnym skórzanym stroju z srebrnymi akcentami kręci wielkim srebrnym kluczem w starej kłódce na drzwiach kaplicy; za nią stoi zdumiony mężczyzna w przytłumionej zbroi trzymający hełm pod ramieniem, z boku na wiszącym moście uśmiechnięty, brodaty górnik, a na kamieniu przy stopach łuczniczki figlarny, złoty jaszczurek Pyk; akcja dzieje się w ogromnej podziemnej sali z czarnego polerowanego bazaltu, ścianami wysadzanymi kryształami, wiszącym drewnianym mostem nad wrzącą rzeką skondensowanej lawy i masywną kaplicą z kolczastymi łańcuchami — klucz kręci się, łańcuchy spadają z metalicznym brzękiem, drzwi kaplicy otwierają się, zalewa je miodowo-ciepłe światło kontrastujące z rubinowym blaskiem lawy. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Łuczniczka nad rzeką ognia

W Podziemiu nie było słońca, a jednak wszystko świeciło. Nie od gwiazd — od rzek lawy, które płynęły jak rozgrzane wstęgi, mrucząc i strzelając iskrami. Nad jedną z takich rzek stała Irena, łuczniczka o pewnym spojrzeniu. Jej oczy umiały wypatrzyć ruch nietoperza w mroku i drobną szczelinę w skale z odległości, z której inni widzieli tylko czerń.

Miała łuk z jesionu, ciemny jak noc, i kołczan pełen strzał z białymi lotkami. Przy pasie nosiła mały mieszek z kredą i klucz, którego nie dało się pomylić z żadnym innym: był ciężki, srebrzysty, a na jego zębach wyryto drobne znaki jak płatki śniegu.

„Znów myślisz o tej kaplicy?” — odezwał się głos spod kamienia. Z pęknięcia w skale wypełzł mały jaszczur o złotych oczach. Nazywał się Pyk, bo gdy się śmiał, brzmiało to jak „pyk!” i od razu człowiekowi robiło się lżej.

Irena skinęła głową. „Jest zamknięta od lat. Ludzie przechodzą obok, spuszczają wzrok. A w środku… czuję, że coś czeka. Może światło. Może czyjeś słowa.”

„Albo kurz i stary kubeł,” parsknął Pyk, po czym dodał łagodniej: „Ale jeśli chcesz ją otworzyć, pójdę z tobą. Kto inny będzie pilnował, żebyś nie pomyliła kaplicy z piekarnią?”

„W Podziemiu nie ma piekarni,” uśmiechnęła się Irena.

„Właśnie dlatego trzeba uważać,” odparł Pyk całkiem poważnie.

Za ich plecami w tunelach słychać było stłumione kroki. Niosły się echem jak bębny w dalekiej sali. Irena założyła strzałę na cięciwę. Nie po to, by strzelać od razu — raczej po to, by świat wiedział, że widzi.

Z mroku wyszła gromadka górników, zmęczonych i osmalonych. Na ich twarzach błyszczały krople potu, jakby mieli na policzkach małe, srebrne łzy.

„Pani Ireno,” powiedział najstarszy, Brodaty Szym. „Widzieliśmy, jak lawowa rzeka dziś przyspieszyła. Coś się budzi w głębi. A kaplica… ona stoi na drodze. Zamknięta jak zaciśnięta pięść.”

Irena ścisnęła klucz. „To znak. Otworzę ją. Niech będzie otwarta jak dłoń, nie jak pięść.”

Rozdział 2: Brama z czarnego bazaltu

Droga do kaplicy prowadziła przez Most Zawieszony, cienki jak nitka. Pod nim lawowa rzeka wiła się i bulgotała. Gorąco drżało w powietrzu, jakby niewidzialny smok oddychał głęboko.

Irena szła pierwsza. Jej kroki były spokojne, choć deski mostu skrzypiały nieufnie.

„Jeśli spadnę, to proszę, powiedz wszystkim, że zrobiłem to bardzo elegancko,” szepnął Pyk, przyklejając się do jej buta.

„Powiem, że spadłeś z wdziękiem jak worek ziemniaków,” odparła, a Pyk udawał obrażonego, ale jego ogon śmiał się za niego.

Za mostem tunel rozszerzył się w wielką salę. Sklepienie ginęło w cieniu, a ściany błyszczały od kryształów, które wyglądały jak uwięzione krople tęczy. Pośrodku stała kaplica: z czarnego bazaltu, prosta i surowa, z drzwiami tak gładkimi, jakby wykuto je z jednej kropli nocy.

Na drzwiach wisiały łańcuchy. Nie zwykłe — ich ogniwa miały kształt skręconych cierni. A na środku tkwiła kłódka jak czarne serce.

Irena podeszła. Dotknęła bazaltu. Kamień był zimny, aż dziwne w świecie ognia.

„Dlaczego ktoś ją zamknął?” spytał Pyk, nagle ciszej.

„Może się bał,” odpowiedziała Irena. „A czasem ludzie zamykają rzeczy dobre, bo wydają im się zbyt wielkie.”

Wtedy z cienia od strony kaplicy oderwała się postać. Rycerz w pancerzu, lecz pancerz nie błyszczał — był matowy, jakby wypił całe światło. W hełmie zamiast przyłbicy miał szczelinę, z której sączył się chłód.

„Nie wolno,” powiedział rycerz. Jego głos brzmiał jak kamienie ocierające się o siebie. „Kaplica ma pozostać zamknięta. Tak przysięgałem.”

Irena uniosła łuk, lecz nie naciągnęła cięciwy. „A ja przysięgam pomagać. Jeśli w środku jest coś, co leczy serca, to nie może stać za łańcuchem.”

Rycerz postąpił krok. Ziemia pod nim lekko zadrżała. „To nie jest miejsce dla ciekawskich.”

„Nie jestem ciekawska,” odparła spokojnie. „Jestem potrzebna.”

Rozdział 3: Strzała, która nie rani

Rycerz uniósł miecz. Ostrze było długie, a na nim pełzał cień jak dym. Pyk schował się za kamieniem, ale wychylił pyszczek.

„Może powiedz mu, że w środku jest darmowa herbata?” mruknął.

Irena wzięła głęboki oddech. Wiedziała, że w Podziemiu walka bywa konieczna, ale czasem zwycięża się inaczej. Naciągnęła łuk. Zamiast żelaznej strzały sięgnęła po jedną z białymi lotkami i posypała jej grot odrobiną kredy.

„To co, będziesz we mnie strzelać?” warknął rycerz.

„Nie,” powiedziała Irena. „Będę do ciebie mówić.”

Puściła cięciwę. Strzała świsnęła, ale nie uderzyła w zbroję. Przeleciała tuż obok hełmu i trafiła w ścianę kaplicy, zostawiając na bazalcie biały znak — prostą, jasną linię.

Rycerz zamarł. Jakby ten znak go zabolał bardziej niż ostrze.

„Widzisz?” Irena wskazała na linię. „To ślad. Dowód, że można zostawić coś jasnego nawet w ciemności. Nie chcę cię pokonać. Chcę, żebyś nie musiał już stać tu sam.”

Rycerz drgnął. Z jego hełmu wydobył się cichy dźwięk, niemal westchnienie.

„Jestem Strażnikiem Przysięgi,” powiedział wolniej. „Kiedyś, dawno, ludzie wchodzili do kaplicy po odwagę. A potem przyszła panika. Ktoś krzyknął, że odwaga jest niebezpieczna. Zamknęli drzwi, a mnie zostawili. Przysięgałem, że nie wpuszczę nikogo.”

Pyk wysunął się zza kamienia. „To bardzo długa praca. Masz przerwy na obiad?”

Rycerz nie odpowiedział, ale jego ramiona opadły odrobinę.

Irena podeszła o krok, ostrożnie. „Przysięga może chronić. Ale może też więzić. Jeśli kaplica miała dawać odwagę, to świat nadal jej potrzebuje. Nawet ty.”

Strażnik spojrzał na białą linię na ścianie. „A jeśli w środku jest moc, której nie da się utrzymać?”

„To nie zamknięcie ją utrzyma,” odparła Irena. „Tylko mądre serca.”

Rozdział 4: Łańcuchy z cienia i ognia

Strażnik odsunął miecz. „Nie mogę złamać przysięgi,” wyszeptał. „Ale mogę… stanąć z boku, jeśli ktoś udowodni, że nie przychodzi tu dla chwały.”

Irena uśmiechnęła się lekko. „Chwała mi niepotrzebna. Wystarczy, że ludzie przestaną się bać.”

Podeszła do drzwi. Łańcuchy wyglądały jak ciernie, ale Irena zauważyła coś jeszcze: na każdym ogniwie była mała rysa, jakby łańcuch sam próbował kiedyś pęknąć.

„To nie są tylko łańcuchy,” mruknęła. „To strach.”

Wyjęła z kieszeni kredę i narysowała na ziemi krąg. Potem postawiła w nim swój kołczan, jakby robiła miejsce dla czegoś ważnego.

„Pyk, podaj mi ten mały bukłak,” poprosiła.

„Ten z wodą? W świecie lawy woda jest jak żart,” powiedział, ale podał.

Irena skropiła łańcuchy kroplami wody. Zasyczały, lecz nie zniknęły. Wtedy przyłożyła do nich dłoń. Nie siłą — cierpliwie, jakby głaskała przestraszone zwierzę.

„Posłuchajcie,” szepnęła do łańcuchów, a Pyk wytrzeszczył oczy, bo jeszcze nie słyszał, żeby ktoś rozmawiał ze strachem tak spokojnie. „Nie chcę was spalić. Chcę was odwiązać.”

Strażnik zrobił krok bliżej, jakby coś w nim pękało, ale nie metal. „Jak?”

Irena podniosła klucz. Srebrzysty, zimny, a jednak w jej dłoni zrobił się ciepły. Wsunęła go w kłódkę. Kłódka drgnęła, jakby miała własny puls.

„Jeśli się boisz, to idź ze mną,” powiedziała do Strażnika. „Nie przeciw mnie. Razem.”

Strażnik milczał. A potem położył rękę na łańcuchu. Jego dłoń nie była już taka ciężka. Cień na pancerzu jakby się cofnął o jeden krok.

Irena przekręciła klucz.

Rozległo się „klik”, czyste i proste, jak dźwięk pierwszej kropli deszczu po suszy. Łańcuchy opadły na ziemię z miękkim brzękiem, jakby wreszcie mogły odpocząć.

Drzwi kaplicy uchyliły się, a z wnętrza wypłynęło światło. Nie oślepiające — ciepłe, miodowe, takie, które przypomina dom.

„Ojej,” szepnął Pyk. „To nie jest kubeł.”

Rozdział 5: Kaplica, która oddycha odwagą

W środku kaplicy było cicho, ale nie martwo. Cisza brzmiała jak spokojny oddech. Na ścianach płonęły niewielkie ogniki, które nie parzyły. Na ołtarzu stała misa z jasnym pyłem, jakby ktoś zebrał w niej okruszki porannego światła.

Irena weszła pierwsza. Strzała z kredowym znakiem wciąż tkwiła w ścianie na zewnątrz, jak wskazówka: tu jest droga.

Strażnik zatrzymał się w progu. „Nie wchodziłem… odkąd zamknęli.”

„To wejdź teraz,” powiedziała Irena. „Nie jako strażnik drzwi. Jako człowiek.”

Rycerz zrobił krok. A gdy światło dotknęło jego pancerza, matowość zniknęła jak brud zmyty wodą. Pod hełmem nie było już zimnej szczeliny, tylko twarz — zmęczona, ale ludzka. Mężczyzna miał siwe brwi i spojrzenie kogoś, kto długo patrzył w ciemność.

„Mam na imię Jaromir,” wyszeptał, jakby przypominał sobie własne imię. „Zapomniałem.”

Pyk przysiadł na posadzce i prychnął. „Ja bym nigdy nie zapomniał swojego imienia. Jest krótkie i robi ‘pyk'.”

Irena podeszła do misy z jasnym pyłem. „Co to jest?”

Jaromir spojrzał. „To Popiół Odwagi. Nie jest z ognia. Jest z chwil, kiedy ktoś zrobił coś dobrego, mimo że się bał.”

Irena zanurzyła palec w pyle. Był miękki jak mąka. Dotknęła nim czoła Jaromira, rysując mały znak, i tak samo czoła Pyka, który pisnął:

„Hej! Teraz świecę? To legalne?”

„Bardzo legalne,” odparła Irena i sama też musnęła swoje czoło.

Wtedy kaplica zadrżała lekko. Nie ze strachu — raczej jak serce, które przypomina sobie, po co bije. Z głębi tuneli doleciał huk, jakby rzeka lawy próbowała się przebić nową drogą.

„To to, o czym mówili górnicy,” powiedziała Irena. „Coś się budzi.”

Jaromir wziął swój miecz, ale tym razem nie wyglądał jak cień. „Jeśli rzeka zmieni bieg, zaleje ich korytarze. Musimy ją poprowadzić.”

„Łukiem rzeki nie zatrzymam,” powiedziała Irena. „Ale mogę wskazać drogę.”

Pyk stanął dumnie. „A ja mogę… piszczeć w odpowiednich momentach.”

Wybiegli z kaplicy. Światło zostało za nimi, ale jakby przyczepiło się do ich pleców jak peleryna.

W wielkiej sali lawa rzeczywiście wzbierała, szukając pęknięć. Irena wbiegła na skalny podest i spojrzała. Jej pewne oczy od razu znalazły w ścianie starą szczelinę, zamurowaną kiedyś kamieniami.

„Tam!” krzyknęła. „Jeśli otworzymy ten kanał, rzeka popłynie bezpiecznie pod Doliną Kryształów, z dala od domów.”

Jaromir podniósł miecz, ale nie uderzał wściekle. Ciął dokładnie, jakby rysował linię w kamieniu. Irena strzelała strzałami z liną, przywiązując kamienie, by górnicy mogli je odciągnąć. Pyk biegał między nogami, wrzeszcząc: „Lewo! Prawo! Uwaga na ogon!” — choć nikt nie wiedział, czy mówi do innych, czy do własnego.

Wreszcie ostatni głaz wypadł z kanału. Lawa zaryczała, ale posłuchała nowej drogi. Popłynęła w bok, w dół, jak rozgrzana rzeka, która wreszcie znalazła koryto.

Górnicy wybuchli okrzykami. Brodaty Szym otarł czoło. „Uratowaliście nasze tunele!”

Irena spojrzała na kaplicę. Jej drzwi stały otwarte, a z wnętrza wylewało się ciepłe światło, które nie bało się ciemności.

Jaromir ukląkł przy progu. „Myślałem, że chronię świat, zamykając odwagę. A ja tylko zamknąłem ją przed tymi, którzy jej potrzebowali.”

Irena położyła mu dłoń na ramieniu. „Teraz wiesz więcej. To też jest odwaga.”

Pyk wspiął się na kamienny stopień i oznajmił: „W takim razie ja też jestem odważny, bo wciąż tu stoję, mimo że nikt nie zrobił piekarni.”

Wszyscy się roześmiali, nawet Jaromir.

Wieczorem, gdy lawa znów płynęła spokojnie, ludzie zaczęli przychodzić do kaplicy. Nie po skarby. Po ciepło, po słowo, po chwilę ciszy. Irena stała z boku, łuk oparty o ramię, patrząc, jak światło dotyka twarzy.

„Udało się,” szepnął Pyk.

Irena skinęła głową. „Kaplica jest otwarta. A wraz z nią… coś w ludziach.”

A w Podziemiu, gdzie rzeki lawy śpiewały swoją ognistą pieśń, narodziła się nowa melodia: spokojna, jasna, odważna — taka, którą można słuchać przed snem i obudzić się silniejszym.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Aktualna ocena: 5 na 5 (1 opinii)

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Lawy
Rozgrzana, płynna skała, która wypływa z wnętrza ziemi i świeci.
Jesionu
Drewno z drzewa zwanego jesion, używane do robienia mocnych łuków.
Kołczan
Tuba, w której trzyma się strzały, noszona na plecach lub przy pasie.
Cięciwę
Naprężona linka łuku, od której odbija się strzała podczas strzału.
Kłódka
Mały zamek, który zamyka drzwi lub skrzynię i trzyma je zamknięte.
Bazaltu
Twarda, ciemna skała pochodząca z lawy, używana do budowy.
Sklepienie
Górna część dużej sali lub tunelu, tworząca zakrzywiony sufit.
Kryształów
Przezroczyste lub kolorowe kamienie, które błyszczą jak szkło.
łańcuchy
Połączone metalowe ogniwa, używane do zamykania lub wiązania czegoś.
Cierni
Ostre, wygięte zakończenia przypominające kolce, raniące przy dotyku.
Ołtarzu
Podwyższone miejsce w kaplicy, na którym kładzie się ważne przedmioty.
Popiół Odwagi
Specjalny pył symbolizujący odwagę, robiony z odważnych czynów.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Fantastyka bohaterska (Heroic Fantasy) dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.