Trwa ładowanie...
Heroiczna Fantasy 9-10 lat Czytanie 15 min.

Zaklinacz Iwo i smocze echo mądrości

Młody zaklinacz Iwo znajduje tajemniczy medalion i wyrusza do Pustelnika w Górach Siedmiu Echa, by nauczyć się mądrości; po drodze spotyka rannego smoka i staje wobec groźby łowców, co wystawia go na próbę.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Iwo, około 16 lat, kucający i zdecydowany, wyciąga starą drewnianą strzałę wrośniętą w skrzydło młodego, solidnego smoka Rdzawca o miedzianych, zardzewiałych łuskach i bursztynowych oczach; jego dłonie emanują ciepłym, złotym blaskiem, smok leży na ziemi jaskini, z ulgą i ostrożnością, łapa przy Iwo, z nozdrzy unosi się lekki dym; w tle polana jaskini ze stalaktytami o niebieskawym odcieniu i kryształami odbijającymi światło, stopiony śnieg i wypolerowane kamienie; klimat heroiczno-życzliwy, kontraścik ciepłych (złoto, miedź) i zimnych (niebieski, szary) tonów, kompozycja centralna, lekko diagonalna sugerująca ruch i bliskość; widoczne tekstury łusek, przeszycia ubrania Iwo, słojowatość drewna strzały i miękkie refleksy w oczach smoka; styl 3D cartoon cel-shading, wyraźne sylwetki, graficzne cienie, pastelowa, kontrastowa paleta przyjazna dzieciom, orientacja pozioma, szeroka klatka na jaskinię, smugę dymu i magiczną poświatę. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział I: Szept wśród trzcin

W dolinie, gdzie mgły nocą siadały na łąkach jak mleko, stała mała osada z dachami z gontu i studnią, która pamiętała więcej życzeń niż niejeden król. Mieszkał tam Iwo – młody zaklinacz, o którym mało kto mówił głośno, bo Iwo nie lubił chwalić się sztuczkami. Kiedy ktoś prosił o pomoc, potrafił sprawić, że popękane wiadro samo się uszczelni, a zmarznięte dłonie ogrzeje ciepłym podmuchem, jakby ktoś przyniósł niewidzialny koc.

Tego ranka powietrze było ciężkie. Nad lasem, na północ od wioski, krążyły czarne ptaki, a trzcinowisko przy rzece szeptało, choć wiatru prawie nie było. Iwo, idąc po wodę, usłyszał to wyraźnie: „Kamień… płomień… mądrość…”

Zadrżał, nie ze strachu, lecz z tego dziwnego uczucia, gdy świat próbuje coś powiedzieć. Nabrał wody, ale zamiast wracać, poszedł wzdłuż rzeki. W trzcinach tkwił grot strzały, stary, z rudą krwią na piórach. Obok leżał medalion z wyrytym znakiem: spiralą wokół małej gwiazdy.

Iwo znał ten znak z opowieści wędrownych bardów. Nosił go pustelnik zwany Mądrym Dębem – ten, o którym mówiono, że potrafi usłyszeć, jak rośnie trawa, i zrozumieć, czemu smoki śnią. Żył daleko, w Górach Siedmiu Echa, tam, gdzie ścieżki wchodzą w chmury.

Iwo schował medalion pod koszulę. Wrócił do wioski i spojrzał na swój skromny kufer. Nie miał miecza jak rycerze z pieśni, miał tylko krótki kij z leszczyny, torbę z suszonym chlebem i garść zaklęć, które wolały szept niż krzyk.

Wieczorem odwiedził go kowal, pan Darg, cały w sadzy i trosce.

– W lesie widziano smocze ślady – powiedział, ściszając głos, jakby smok mógł podsłuchać przez ścianę. – A wczoraj zniknęła koza Małgorzaty. Koza! Jeśli smoki zaczynają od kóz, co będzie następne?

Iwo uśmiechnął się lekko.

– Może smok po prostu ma słabość do mleka.

Kowal parsknął, ale w oczach miał wdzięczność za żart. Iwo zaś wiedział swoje: jeśli w dolinie pojawiają się znaki, a trzcinowisko przemawia, to nie jest czas na siedzenie przy studni. Tej nocy, gdy gwiazdy błyszczały jak rozsypane gwoździe, Iwo ruszył w drogę, by znaleźć pustelnika i nauczyć się mądrości, której brakowało nawet jego zaklęciom.

Rozdział II: Most z kości i śmiechu

Droga ku Górom Siedmiu Echa wiodła przez Stary Bór, gdzie drzewa miały korę jak pomarszczone dłonie i lubiły łapać za płaszcz tych, co szli zbyt pewnie. Iwo szedł ostrożnie, ale nie jak tchórz – jak ktoś, kto szanuje las.

Po dwóch dniach marszu dotarł do wąwozu. Nad czarną szczeliną wisiał most zbudowany z kości wielkich zwierząt, związanych rzemieniami. Wyglądał, jakby ktoś wziął pomysł „to powinno się trzymać” i natychmiast o nim zapomniał.

Na środku mostu stał troll, szeroki jak stół w karczmie i uśmiechnięty, jakby most należał do niego.

– Opłata! – zagrzmiał. – Kto przechodzi, płaci!

Iwo podszedł powoli.

– A ile kosztuje przejście przez… hmm… kościany most?

Troll zmrużył oczy.

– Co masz?

Iwo wyciągnął z torby kawałek suszonego chleba.

– Mam chleb. Nie jest zaczarowany. Ale chrupie.

Troll skrzywił się, jakby właśnie usłyszał, że chleb nie umie śpiewać.

– Nie chcę chleba. Chcę złota!

Iwo westchnął teatralnie, jak bard na scenie.

– Złota nie mam. Ale mogę zapłacić inaczej. Opowiem ci zaklęcie.

Troll wyprostował się z ciekawością.

– Zaklęcie? Takie, co robi „BUM”?

– Nie. Takie, co robi „HA”.

Iwo uniósł kij z leszczyny i szepnął słowa, które brzmiały jak bąbelki w garnku. W powietrzu pojawiła się mała, świetlista kulka. Zaczęła krążyć wokół trolla i za każdym okrążeniem wydawała dźwięk: „hihihik!” – coraz głośniejszy, coraz bardziej zaraźliwy.

Troll próbował zachować groźną minę. Próbował bardzo. Ale jego nos zadrżał, potem usta drgnęły, a w końcu wybuchnął śmiechem tak potężnym, że most z kości zadudnił jak bęben.

– Przestań! – ryknął, śmiejąc się jeszcze bardziej. – To… to łaskocze w uszach!

– To zaklęcie na złe humory – powiedział Iwo. – Możesz je zatrzymać, jeśli mnie przepuścisz i obiecasz, że nie będziesz łupił podróżnych. W zamian będziesz… strażnikiem śmiechu.

Troll otarł oczy wielką dłonią.

– Strażnik śmiechu… brzmi lepiej niż strażnik mostu. Dobra! Idź! Ale zostaw mi tę kulkę!

Iwo skinął głową. Kulka usiadła trollowi na ramieniu jak świetlik. Most przestał wydawać się aż tak straszny, a Iwo przeszedł na drugą stronę. Za sobą usłyszał jeszcze jedno gromkie „HA!”, które odbiło się echem w wąwozie.

Nocą, przy ognisku, Iwo dotknął medalionu pod koszulą. Spiralna gwiazda była chłodna, lecz jakby biła cichym pulsem. Przed nim czekały góry i odpowiedzi, które nie zawsze są wygodne.

Rozdział III: Smocze ślady na śniegu

Góry Siedmiu Echa przywitały go śniegiem, choć w dolinach wciąż panowała jesień. Ścieżka wiła się między skałami jak wstążka, którą ktoś porwał. Iwo owijał płaszcz ciaśniej, a oddech zamieniał się w białe obłoczki.

Trzeciego dnia w górach zobaczył ślady. Wielkie, pazurzaste odciski w śniegu, jakby ktoś przycisnął ziemię rozgrzanymi żelazami. W powietrzu unosił się zapach dymu i… mokrego kamienia. Iwo znał tę woń z legend: smok.

Zamiast zawrócić, poszedł za śladami, bo coś w jego sercu mówiło mu, że od tego spotkania zależy lekcja, której szuka. Znalazł smoczą jaskinię w zboczu, zasłoniętą soplami jak kłami.

Wszedł ostrożnie i zobaczył go: młodego smoka, jeszcze nie ogromnego, ale już potężnego, o łuskach w kolorze ciemnej miedzi. Smok nie siedział na skarbie. Leżał zwinięty, a przy jego skrzydle tkwiła strzała.

Smok podniósł łeb. Jego oczy były jak dwa bursztyny z zatopioną burzą.

– Człowiek… – warknął. – Przyszedłeś mnie dobić?

Iwo uniósł dłonie, pokazując, że nie ma broni.

– Przyszedłem zapytać, czy boli. I czy pozwolisz mi pomóc.

Smok prychnął, a z nozdrzy poleciały iskry.

– Ludzie nie pomagają smokom. Ludzie rzucają strzały.

Iwo podszedł bliżej, powoli, krok po kroku.

– Nie wszyscy. A poza tym… strzała, którą masz w skrzydle, ma taki sam znak jak medalion, który znalazłem.

Wyciągnął medalion. Spiralna gwiazda zamigotała w półmroku. Smok zmrużył oczy.

– To znak Pustelnika. Mądry Dąb. On… on kiedyś uratował moją matkę przed siecią łowców.

Iwo poczuł, jak w nim rośnie odwaga, nie głośna, tylko stabilna jak skała.

– Właśnie do niego idę. Chcę się uczyć mądrości. Ale jeśli do niego należysz… to znaczy, że ktoś strzelał do smoka znającego Pustelnika. To nie przypadek.

Smok zasyczał.

– Łowcy z żelaznymi maskami. Wędrują po górach. Chcą łuski, kły i chwałę. A ja… ja nie mogę latać.

Iwo uklęknął przy skrzydle.

– Jeśli pozwolisz, wyciągnę strzałę. Będzie bolało. Ale mniej niż zostawienie jej w środku.

Smok zawahał się, potem skinął łbem.

– Zrób to szybko, mały zaklinaczu.

Iwo szeptał zaklęcie uspokojenia, proste jak kołysanka. Światło z jego dłoni rozlało się po łuskach jak ciepły miód. Jednym, pewnym ruchem wyciągnął strzałę. Smok ryknął, a echo poniosło ten dźwięk po górach, aż siedem razy wrócił jak bumerang.

Potem smok ciężko oddychał, ale w oczach miał mniej gniewu.

– Dlaczego to zrobiłeś?

Iwo wzruszył ramionami.

– Bo ktoś musiał. I bo… mądrość chyba zaczyna się od tego, że widzi się ból nawet u kogoś wielkiego i strasznego.

Smok przez chwilę milczał, a potem pochylił łeb.

– Nazywam się Rdzawiec. Zaniosę cię do Pustelnika, jeśli obiecasz, że nie zdradzisz mojej kryjówki.

– Obiecuję – powiedział Iwo.

Rdzawiec podsunął grzbiet. Iwo wspiął się ostrożnie, czując pod palcami ciepło łusek. Smok rozpostarł skrzydła, jeszcze niepewnie, ale wystarczająco. Z trzepotem, który brzmiał jak potężna chorągiew na wietrze, wzbił się w noc.

Rozdział IV: Chata Mądrego Dębu

Lot był jak sen, w którym człowiek pamięta każdy szczegół: światła dolin jak rozsypane lampki, lodowe grzbiety gór jak zęby olbrzyma, księżyc wiszący blisko jak srebrna tarcza. Rdzawiec wylądował na płaskiej półce skalnej, gdzie stała chata z drewna i kamienia. Nad drzwiami wisiał wieniec z suchych ziół, a wokół panowała cisza tak głęboka, że aż słyszało się własne myśli.

Drzwi otworzyły się, zanim Iwo zdążył zapukać. W progu stanął starzec o brodzie białej jak pierwszy śnieg. Jego oczy były spokojne i uważne, jakby widział nie tylko twarz, ale i wszystko, co człowiek niesie w środku.

– Witaj, Iwo – powiedział, jakby znali się od lat. – I witaj, Rdzawcu.

Iwo otworzył usta.

– Skąd… skąd wiesz?

Pustelnik uśmiechnął się.

– Góry mówią. A ty nie umiesz chodzić bez zostawiania pytań na ścieżce.

W chacie pachniało ziołami i drewnem. Na stole stała miska z gorącą zupą, jakby czekała właśnie na niego. Iwo usiadł, a Mądry Dąb naprzeciw.

– Przyszedłem po mądrość – powiedział Iwo. – Wiem zaklęcia. Potrafię pomagać. Ale kiedy robi się naprawdę trudno… nie zawsze wiem, co jest słuszne.

Pustelnik skinął głową.

– Mądrość nie jest księgą, którą się połyka. To droga, którą się idzie. A dziś twoja droga prowadzi przez próbę.

Wtedy z zewnątrz dobiegł dźwięk: metaliczne szczęknięcie, tupot, krótki gwizd. Rdzawiec, czuwający przy skale, zawarczał nisko.

– Łowcy – wyszeptał Iwo.

Pustelnik wstał, sięgnął po laskę, prostą i starą.

– Żelazne maski. Od tygodni krążą. Chcą mnie zmusić, żebym zdradził smocze gniazda. A teraz znaleźli ciebie i twojego przyjaciela.

Iwo poczuł, jak serce bije mu szybciej, ale nie uciekł. Spojrzał na Pustelnika.

– Co mam robić?

Mądry Dąb spojrzał na niego tak, jak patrzy się na wschód słońca: z pewnością, że warto czekać.

– Najpierw wybierz, kim jesteś. Zaklinaczem od sztuczek… czy kimś, kto potrafi być tarczą?

Na zewnątrz rozległ się krzyk:

– Pustelniku! Oddaj nam smoka, a oszczędzimy chatę!

Iwo wstał. Wziął kij z leszczyny. Zaklęcia cisnęły mu się na język, ale przypomniał sobie most i trolla, przypomniał sobie ból smoka. Mądrość zaczyna się od serca, nie od błysków.

– Jestem gotów – powiedział cicho.

Rozdział V: Bitwa o echo i ogień

Wyszli na półkę skalną. Noc była chłodna, a niebo napięte gwiazdami. U stóp skały stało pięciu łowców w żelaznych maskach. Trzymali kusze i haki. Ich płaszcze powiewały jak czarne skrzydła.

– Oto i on – zadrwił jeden. – Stary Dąb i jego młody patyczek.

Iwo poczuł, że gniew chce mu podskoczyć do gardła, ale połknął go jak gorzką jagodę. Uniósł kij.

– Nie dostaniecie smoka. I nie dostaniecie Pustelnika.

Łowcy ruszyli. Pierwsza bełt śmignął w powietrzu. Iwo szepnął zaklęcie i przed nimi rozkwitła tarcza z powietrza, jak przezroczysta bańka. Bełt odbił się z trzaskiem.

– Zaklinacz! – krzyknął ktoś.

Mądry Dąb stuknął laską o kamień. Echo w górach odpowiedziało, ale nie zwykłym powtórzeniem – jakby same skały wzięły oddech. Z wąskich szczelin wysunęły się korzenie, twarde i szybkie, oplatając nogi dwóch łowców. Upadli z brzękiem, klnąc w maskach.

Trzeci łowca rzucił hak. Hak przeleciał nad głową Iwa i zaczepił o skraj skały, ciągnąc linę. Dwóch zaczęło się wspinać.

– Rdzawcu! – zawołał Iwo.

Smok, choć osłabiony, uniósł się z cienia. Nie buchnął wielkim płomieniem, tylko krótkim, gorącym podmuchem, jak piec rozpalony na chwilę. Lina zapaliła się i pękła. Wspinacze spadli w śnieg, jęcząc.

Został przywódca, wysoki, w masce z długim noskiem jak u kruka.

– Myślicie, że wygraliście? – syknął. – Ja mam coś lepszego niż haki.

Wyciągnął małą fiolkę i rozbił ją o skałę. Z środka wyleciał czarny dym, który zaczął układać się w kształt wilka z cienia. Wilk zawył, a jego głos był zimny jak woda w studni zimą.

Iwo poczuł strach, prawdziwy, śliski. Ale wtedy Pustelnik położył mu dłoń na ramieniu.

– Pamiętaj – szepnął. – Mądrość to nie brak strachu. To decyzja, że strach nie rządzi.

Iwo zamknął oczy na ułamek sekundy i pomyślał o wiosce, o studni, o kozie Małgorzaty. O tym, że świat jest wart obrony nawet wtedy, gdy drżą kolana.

Otworzył oczy i nie rzucił zaklęcia ognia. Zamiast tego szepnął zaklęcie światła – jasnego i ciepłego jak śmiech. Przypomniał sobie kulkę „HA” z mostu, ten prosty cud.

W jego dłoniach zapłonęła kula blasku, która nie parzyła, tylko rozświetlała. Cienisty wilk zawahał się, bo cienie nie lubią, gdy ktoś je widzi. Iwo posłał światło prosto w jego pysk. Wilk skulił się, rozpadł na kłęby dymu i zniknął, jakby nigdy go nie było.

Przywódca łowców cofnął się.

– To… to niemożliwe…

Rdzawiec zawarczał i postąpił krok naprzód, a Mądry Dąb uniósł laskę.

– Odejdźcie – powiedział spokojnie. – I powiedzcie innym: góry nie są do sprzedania, a smoki nie są trofeami.

Łowcy, związani korzeniami i przestraszeni, zaczęli się wycofywać. Ich maski błyszczały w świetle Iwa jak puste garnki. Zniknęli w ciemności, a echo ich kroków długo błąkało się po zboczach.

Iwo opuścił kij. Ręce mu drżały, ale w piersi miał coś nowego: cichą pewność.

Pustelnik spojrzał na niego.

– Dziś nauczyłeś się pierwszej lekcji. Mądrość to wybór światła, nawet gdy łatwiej byłoby spalić wszystko dookoła.

Rdzawiec pochylił łeb i dotknął nosem ramienia Iwa, ostrożnie, jakby bał się go zgnieść.

– Dziękuję, mały zaklinaczu.

Iwo uśmiechnął się, zmęczony, ale szczęśliwy.

– Nie jestem aż taki mały. Po prostu nie krzyczę.

Następnego ranka niebo było czyste, a śnieg iskrzył się jak cukier. Mądry Dąb wręczył Iwowi mały woreczek z nasionami.

– Zasadzisz je tam, skąd jesteś – powiedział. – To nasiona drzew, które pamiętają obietnice. Niech przypominają ludziom, że siła może być łagodna.

Iwo schował woreczek, a medalion na jego piersi stał się jakby cieplejszy. Gdy schodził z gór, wiedział, że nie wraca taki sam. Wróci zaklinacz dyskretny, owszem – ale już nie tylko od naprawiania wiader. Wróci ktoś, kto poznał smak odwagi i zaczął uczyć się mądrości, krok po kroku, jak opowieść, którą warto czytać do końca.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Trzcinowisko
Miejsce, gdzie rosną gęsto trzciny nad wodą, jak mały krzewisty las.
Grot strzały
Ostra, metalowa część strzały, która wbija się w cel.
Medalion
Mały, ozdobny przedmiot do noszenia na szyi, często z obrazkiem.
Spiralą wokół małej gwiazdy
Opis wyrytego wzoru, kręcący się wokół małego znaku gwiazdy.
Zaklinacz
Osoba, która zna proste czary lub specjalne słowa pomagające innym.
Leszczyny
Gałązki z drzewa leszczyny, używane czasem jako lekki kij lub narzędzie.
Most z kości
Most zbudowany z dużych kości zwierząt, wygląda dziwnie i stary.
żelazne maski
Metalowe nakrycia twarzy noszone przez złych lub tajemniczych ludzi.
łuski
Twarde, małe płytki na ciele smoka lub ryby, jak pancerz.
Soplami
Długie, wiszące kawałki lodu, które tworzą się na krawędziach dachów i skał.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Fantastyka bohaterska (Heroic Fantasy) dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.