Trwa ładowanie...
Opowieść o rycerzu 11-12 lat Czytanie 20 min.

Korona zgody i rycerka bez herbu

Rycerka bez herbu wraz z Jasiem wyrusza, by odnaleźć zaginioną Koronę Zgody; śledztwo prowadzi ich przez kaplicę, wieżę i podziemne przejścia, odsłaniając intrygi, kłamstwa i pytania o prawdę.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Kobieta‑rycerz o zdecydowanej twarzy i czujnym spojrzeniu w prostej szarej zbroi i ciemnym pelerynie, trzyma opuszczony lecz gotowy miecz i ciągnie wilgotną starą skrzynię na brzeg; obok po lewej chłopiec ok. 13 lat z potarganymi włosami i plamą mąki na policzku w skromnym ubraniu i przemoczonych butach pomaga kijem, z zachwytem i wysiłkiem; w tle po prawej kucający ksiądz ok. 50 lat w poplamionej prostiej szacie, zmęczony i skruszony, przy kamiennej kolumnie pod mostem; po lewej w tle chciwy poborca Borys ok. 40 lat w ciemnym stroju, podstępny i mokry, walczy przy reszcie mostu z rękami chwytającymi złamaną deskę, częściowo zanurzony; miejsce pod starym, omszałym mostem drewniano-kamiennym, mokre trzcinie na pierwszym planie, czarna rzeka odbijająca pełnię księżyca z lekką mgłą przy wodzie; główna scena — nocna konfrontacja o odzyskanie korony ukrytej w skrzyni, widoczne napięcie, pluski wody, pęknięta deska, błyski metalu na mieczu i chłodne księżycowe refleksy na zbroi; paleta zimne błękity i szarości z ciepłymi żółto‑pomarańczowymi akcentami na twarzach i mokrym drewnie, wyraźne faktury gnijącego drewna, szczotkowanej zbroi i kropel wody. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział I — Rycerka bez herbu

W miasteczku Podgrodzie dzwony biły jak oszalałe, choć nikt nie widział ani pożaru, ani najeźdźców. Ludzie wybiegali z domów, przekrzykując się na rynku, a w powietrzu mieszał się zapach mokrej słomy i niepokoju.

Na skraju tłumu stała ona — rycerka w płaszczu koloru nocnego atramentu. Zbroję miała skromną, bez złotych ozdób, za to czystą i zadbaną. Na tarczy nie widniał żaden herb, tylko gładka stal, w której odbijały się twarze mieszkańców jak w krzywym zwierciadle. Hełm trzymała pod pachą, a spod kaptura wymykały się ciemne warkocze.

— Kto bije na alarm? — zapytała spokojnie, jakby dzwony były zwykłą melodią.

— Panie… pani rycerzu! — poprawił się piekarz, czerwony na twarzy od biegu. — Zniknęła Korona Zgody! Z kaplicy w zamku! A bez niej… bez niej baron przestanie słuchać rady, a każdy będzie się kłócił!

— I co gorsza — wtrąciła zielarka Róża — wokół kaplicy pojawiły się ślady błota, jak po kopytach. Ale w nocy padało tylko od strony lasu, nie od drogi.

Rycerka uniosła brwi. — Skoro padało od strony lasu, to ktoś przyszedł z lasu. Albo chciał, żebyśmy tak myśleli.

Z tłumu wyskoczył chłopak mniej więcej w jej wieku? Nie — młodszy, ale już prawie dorosły, z bystrymi oczami i plamą mąki na policzku. — Nazywam się Jaś. Przynoszę do zamku pieczywo. Widziałem strażnika, który drzemał przy bramie, choć przysięgał, że nie pił.

— Drzemał? — rycerka zamyśliła się. — To ciekawe.

W tej chwili rozsunęli się ludzie, a na rynek wszedł kapelan zamkowy, sapiąc jak miech kowalski.

— Pani rycerko, jeśli jesteś tą, o której mówią drogi… — spojrzał na jej gładką tarczę. —…tą bez imienia, to proszę. Baron oferuje nocleg i zapłatę, byleś odnalazła Koronę Zgody.

Rycerka skinęła głową. — Zapłata mnie nie prowadzi. Prowadzi mnie prawda. A prawda zwykle lubi się chować.

Jaś aż podskoczył. — Mogę iść z tobą? Znam przejścia, korytarze, nawet gdzie kucharka chowa pierniki, kiedy mówi, że “już nie ma”.

Rycerka spojrzała na niego uważnie. — Odwaga to nie bieganie za przygodą. Odwaga to wrócić, kiedy się boisz. Potrafisz?

— Potrafię — odpowiedział, choć przełknął ślinę.

— Dobrze. Ale będziesz słuchał. I będziesz patrzył, nie tylko na to, co chcesz zobaczyć.

Z dzwonów opadł ostatni jęk. Nad Podgrodziem zawisła cisza, jak płachta na wietrze, czekająca, aż ktoś ją porwie.

Rozdział II — Kaplica, która milczy

Zamek barona stał na wzgórzu jak stary lew. Mury miał szare, ale pewne siebie. W środku pachniało wapnem, dymem z kominków i czymś jeszcze — chłodem kamienia, który pamięta sekrety.

Kaplica była niewielka, lecz jasna. Na ołtarzu pozostało miejsce po Koronie Zgody: aksamitna poduszka z wgnieceniem, jakby ktoś przed chwilą podniósł ją delikatnie, bez pośpiechu.

— Nie wybito drzwi — mruknęła rycerka, przesuwając palcami po zamku. — Nie ma śladów łomu.

Jaś klęknął, udając pobożność, a w rzeczywistości wpatrywał się w posadzkę. — Tu! Ślad buta. Tylko jeden.

Rycerka przykucnęła. Odcisk był wyraźny, ale… dziwnie miękki, jakby podeszwa była z filcu. — Kto zakłada filc do kradzieży? Ktoś, kto nie chce hałasu.

Kapelan ściszył głos. — Strażnik przysięga, że nie słyszał nic. Rano znalazł przy drzwiach… to. — Podał mały woreczek z suszonymi ziołami.

Rycerka powąchała i skrzywiła się. — To nie zioła na gardło. To mieszanka na sen. Ktoś uśpił straż.

Jaś otworzył szeroko oczy. — Czyli jednak pił?

— Można zasnąć bez kielicha — odparła rycerka. — I można obudzić się ze wstydem, choć człowiek nie zawinił.

Przeszła wzrokiem po ławach. Jedna z nich stała odrobinę krzywo. Podniosła ją z łatwością i odsłoniła cienką szczelinę w kamieniu.

— Sekretne przejście? — Jaś aż pisnął szeptem.

Rycerka przesunęła palce po szczelinie. — Raczej stara skrytka. — Nacisnęła ukryty kamień. Coś kliknęło, a fragment posadzki uniósł się jak wieko.

W środku nie było korony. Była kartka, złożona na cztery, przyciśnięta niewielkim kamykiem. Rycerka rozwinęła ją ostrożnie. Litery były staranne.

“Nie szukaj w świetle. Szukaj tam, gdzie śmiech brzmi metalem.”

Jaś zmarszczył czoło. — Śmiech metalem? To jak… śmiać się w garnku?

Rycerka parsknęła krótkim, życzliwym śmiechem. — Dobra próba. Ale “metalowy śmiech” to często… brzęk monet.

Kapelan pobladł. — Skarbiec?

— Albo mennica. Albo miejsce, gdzie ludzie liczą cudze pieniądze i śmieją się zbyt głośno — powiedziała rycerka. — Baron ma poborcę podatków. Gdzie przebywa?

Kapelan zawahał się ułamek sekundy za długo. Rycerka to zauważyła.

— W wieży południowej — odpowiedział w końcu. — Ale to człowiek prawy.

— Prawy człowiek nie boi się pytań — odrzekła rycerka. — Chodź, Jasiu. Prawda nie lubi stać w miejscu.

Rozdział III — Wieża południowa i brzęk monet

Korytarze prowadzące do wieży były wąskie, a pochodnie syczały, jakby coś je drażniło. Pod stopami skrzypiały deski, mimo że zamek udawał, iż jest cały z kamienia.

U drzwi wieży stało dwóch strażników. Jeden z nich miał oczy jak dwa guziki i minę, jakby cały świat winien mu był obiad.

— Nikt nie wchodzi — burknął.

Rycerka podniosła dłoń. — Szukam Korony Zgody. Jeśli tu jej nie ma, stracisz tylko chwilę. Jeśli jest, stracisz coś więcej: honor.

Słowo “honor” działało na strażników jak sól na ślimaki — nie lubili, ale wiedzieli, że trzeba się cofnąć. Otworzyli drzwi.

W środku siedział poborca podatków, Mistrz Borys, w kubraku tak sztywnym, że mógłby za niego robić tarczę. Na stole leżały worki monet, pieczęcie i księgi.

— Cóż za zaszczyt — powiedział, uśmiechając się tak, jak uśmiecha się lis do kurnika. — Rycerka bez herbu w mojej skromnej wieży.

— Skromnej jak twoje rachunki? — wtrącił Jaś, zanim zdążył ugryźć się w język.

Borys zmrużył oczy. — Dziecko powinno milczeć.

Rycerka oparła dłoń na rękojeści miecza, ale nie dobyła go. — Dziecko czasem widzi więcej, bo nie nauczyło się jeszcze odwracać wzroku. Pokaż mi swoje księgi z ostatnich dni.

— Nie mam takiego obowiązku.

— Masz obowiązek wobec prawdy — odparła. — A ja mam obowiązek wobec sprawiedliwości.

Borys roześmiał się. Śmiech brzmiał metalem, jakby w gardle miał drobne monety.

Rycerka nie drgnęła. Zamiast tego spojrzała na podłogę. Obok stołu, pod dywanem, był niewielki ślad błota, ciemniejszy niż reszta. Ktoś wszedł tu niedawno w mokrych butach. Filcowych butach.

— Ładny dywan — powiedziała rycerka i nagle, jednym ruchem, odsunęła go stopą.

Pod nim był pierścień w podłodze. Uchwyt do klapy.

Borys wstał gwałtownie. — To prywatne!

— Prywatne rzeczy rzadko potrzebują ukrytej klapy w zamku barona — zauważyła rycerka.

Strażnicy przy drzwiach zawahali się. Jaś szepnął: — Pani rycerko, on ma pióro za uchem, jakby miał nim kogoś zadźgać.

— Pióro rani tylko tych, którzy boją się słów — odparła cicho.

Rycerka uklękła i pociągnęła za pierścień. Klapa ustąpiła, odsłaniając schody w dół. Z dołu wionęło zimnem i zapachem wilgotnego kamienia.

— Tam nie ma nic, co was interesuje — syknął Borys.

— Właśnie dlatego zejdziemy — odpowiedziała rycerka.

Schody prowadziły do małej komnaty. Na środku stała skrzynia. Rycerka otworzyła ją… i zobaczyła nie koronę, lecz puste miejsce i kilka czarnych piór.

Jaś podniósł jedno. — Krucze.

— Albo wronie — mruknęła rycerka. — Ktoś chce, byśmy myśleli o posłańcach nieszczęścia.

W kącie leżał kawałek pergaminu, jakby ktoś go rozerwał w pośpiechu. Rycerka dopasowała go do pamięci: brakowało połowy. Na tej, którą znaleźli, widniało tylko: “…przy Starym Moście, gdy księżyc będzie jak…”

— Jak co? — Jaś aż podskoczył, bo z góry rozległ się trzask.

Borys zaryglował drzwi wieży. Zrobiło się ciemniej, a w powietrzu zadrżał śmiech metalem, już nie taki pewny.

— Uwięził nas! — Jaś zacisnął pięści.

Rycerka odetchnęła powoli. — Uwięził nas w miejscu, w którym jest wyjście. Inaczej nie chowałby tu klapy.

Zbadała ściany. Jeden kamień miał świeższy kolor. Nacisnęła. Kamień zapadł się, a w ścianie otworzyła się wąska szczelina — tunel.

— Idziemy — powiedziała. — A kiedy wyjdziemy, nie będziemy już gonić cienia. Zaczniemy gonić człowieka.

Rozdział IV — Tunel, który pamięta kroki

Tunel był tak niski, że Jaś musiał iść zgięty, a rycerka schowała hełm, by nie zahaczyć o sufit. Wilgoć kapała z góry jak cierpliwe zegary.

— Skąd wiesz, że ten tunel prowadzi na zewnątrz? — sapnął Jaś.

— Bo Borys nie zamyka lisa w kurniku, jeśli nie ma wyjścia dla lisa — odparła. — I bo czuję przeciąg.

Po chwili tunel rozszedł się na dwa. Na ziemi leżały dwie linie odcisków: jedne głębsze, drugie lżejsze, jakby ktoś biegł na palcach.

Rycerka przyłożyła dłoń do ziemi. — Te głębsze to buty z twardą podeszwą. Strażnicy. Te lżejsze — filc. Ten sam, co w kaplicy.

— Czyli Borys ma wspólnika w filcu — podsumował Jaś.

— Albo sam zakłada filc, kiedy chce być cichy — odparła. — Ale jest coś jeszcze.

Na ścianie pojawił się znak: wydrapana korona, przekreślona kreską.

— Ktoś nienawidzi Korony Zgody — wyszeptał Jaś.

Rycerka spojrzała na znak długo. — Albo boi się zgody. Bo zgoda oznacza, że ludzie zaczynają myśleć razem. A wtedy trudniej nimi kręcić jak wiatrakiem.

Wybrali tunel z lżejszymi śladami. Po kilkunastu minutach dotarli do kratki prowadzącej na zewnątrz, tuż przy fosie. Rycerka podważyła ją kamieniem. Wyskoczyli w trzcinę, mokrą i zimną.

Nad zamkiem wisiały chmury, a wiatr ścinał trawy jak kosą.

— Stary Most! — przypomniał sobie Jaś. — Jest za lasem, tam gdzie droga robi zakręt.

— A księżyc? — rycerka spojrzała w niebo. — Dziś będzie w pełni. Jak tarcza.

Jaś uśmiechnął się mimo strachu. — Jak tarcza… bez herbu?

Rycerka zerknęła na niego spod kaptura. — Moja tarcza nie ma herbu, bo nie służę rodowi. Służę przysiędze.

— Jakiej?

— Że tam, gdzie kłamstwo rośnie, ja je przytnę — odpowiedziała.

Przebiegli przez mokre łąki, omijając strażników. W lesie było ciemno, ale rycerka szła pewnie, jakby znała każde drzewo po imieniu. Jaś musiał przyznać w duchu, że jej tajemnica była jak ogień: nie trzeba go rozumieć, by poczuć ciepło i siłę.

Gdy dotarli do Starego Mostu, księżyc naprawdę wisiał jak tarcza — wielka, jasna i bezlitosna.

Pod mostem płynęła rzeka, czarna jak atrament. Na brzegu stała postać w kapturze. A obok — skrzynia, o kształcie zbyt znajomym, by pomylić ją z czymś innym.

Rozdział V — Spotkanie pod tarczą księżyca

Rycerka podniosła rękę, zatrzymując Jasia.

— Jeśli się przestraszysz, oddychaj. Strach to nie wstyd. Wstyd to pozwolić, by strach rządził — szepnęła.

Zbliżyli się powoli. Postać pod mostem odwróciła się. To nie był Borys. To był kapelan zamkowy.

— Ty? — Jaś aż zacharczał. — Przecież… przecież modliłeś się przy ołtarzu!

Kapelan zacisnął wargi. — Modlitwa nie zawsze oznacza czyste ręce.

Rycerka stanęła między nim a Jasiem. — Dlaczego?

Kapelan wskazał na skrzynię. — Korona Zgody była symbolem. A symbole czasem muszą zniknąć, by ludzie się obudzili.

— Obudzili? — rycerka uniosła głos. — Ty ich uśpiłeś. Dosłownie. Dałeś mieszankę na sen.

Kapelan zadrżał. — Borys… Borys powiedział, że to jedyny sposób, by uniknąć krwi. Baron jest słaby. Korona go trzymała przy radzie, a rada… rada powstrzymywała zmianę. Myślałem, że jeśli zniknie, ludzie wybiorą nowego pana. Lepszego.

— Mądrość bez cierpliwości staje się głupotą w zbroi — powiedziała rycerka twardo. — A dobro, które rodzi się z kradzieży, pachnie kradzieżą.

Jaś zrobił krok do przodu. — A moja mama płakała na rynku! Ludzie bali się, że wybuchnie wojna o koronę!

Kapelan opuścił głowę. — Nie przewidziałem… Borys miał plan. Miał sprzedać koronę dalej, do sąsiedniego księstwa. Ja chciałem tylko ją ukryć, by zmusić barona do rozmów… a on mnie wykorzystał.

Rycerka podeszła do skrzyni. Nie otworzyła jej od razu. — Gdzie jest Borys?

W tej samej chwili zza mostu wyszedł poborca. Miał przy sobie dwóch zbrojnych najemników, nie strażników zamkowych. Ich hełmy były czarne, a oczy — puste jak studnie.

— Tu jest — powiedział Borys. — I widzę, że moja ucieczka z wieży nie była wystarczająco szybka. Szkoda.

Najemnik roześmiał się krótko. Śmiech też brzmiał metalem, ale inaczej: jak ostrze uderzające o ostrze.

Rycerka uniosła miecz. — Nie chcę walki. Chcę prawdy i korony na jej miejscu.

— Prawda? — Borys splunął. — Prawda to to, co zapiszę w księgach. A korona… korona to złoto. I wpływ.

Jaś złapał kamień i ścisnął go tak mocno, że aż pobielały mu knykcie.

Rycerka szepnęła: — Nie rzucaj. Myśl.

Rozejrzała się. Most był stary, z drewnianymi belkami, spróchniałymi od lat. Rzeka pod nim nurtowała szybko, bo deszcze napompowały ją jak miech.

— Borysie — powiedziała głośno — jeśli tak lubisz wpływ, to stań bliżej wody. Zobaczysz, jak wpływa.

Jaś prawie parsknął śmiechem, ale ugryzł się w język.

Borys zrobił krok… nie ku wodzie, lecz ku skrzyni, chcąc ją porwać.

Rycerka ruszyła. Nie wprost na niego, tylko na belkę mostu, obok której stał jeden z najemników. Uderzyła mieczem nie w człowieka, lecz w klin podtrzymujący balustradę. Drewno jęknęło. Najemnik zachwiał się.

— Hej! — wrzasnął.

Rycerka wykorzystała moment. Kopnęła w deskę, która już była nadwyrężona. Deska pękła. Najemnik wpadł do wody z okrzykiem, który przerwał się chlupnięciem.

Drugi najemnik rzucił się na nią, ale rycerka cofnęła się o pół kroku i zatrzasnęła jego miecz między dwiema belkami, jak w pułapce. Metal zaskrzeczał.

— Teraz, Jasiu! — zawołała.

Jaś zrozumiał. Chwycił garść mokrego piasku i rzucił w oczy najemnika. To nie było rycerskie, ale było mądre. Najemnik zaklął, mrugając.

Rycerka nie zraniła go. Uderzyła płazem miecza w jego nadgarstek. Broń wypadła.

Borys już ciągnął skrzynię. Kapelan, drżący jak liść, wybiegł mu naprzeciw.

— Nie! — krzyknął. — To miało być inaczej!

Borys odepchnął go brutalnie. Kapelan upadł, uderzając w kamień.

Rycerka poczuła, jak gniew próbuje przejąć ster. Zacisnęła zęby. Gniew to koń bez wodzy.

Skoczyła, chwyciła skrzynię za uchwyt i pociągnęła w przeciwną stronę. Borys szarpnął. Przez chwilę skrzynia była między nimi jak spór, który waży więcej niż ludzie.

Deski mostu zaskrzypiały. Zbyt duży ciężar w jednym miejscu.

— Puść! — ryknął Borys.

— Puść ty — odpowiedziała rycerka. — Albo most zdecyduje za nas.

Most zdecydował. Spróchniała belka pękła. Skrzynia osunęła się, a Borys stracił równowagę. Rycerka puściła w ostatniej chwili, odskakując na brzeg. Borys runął do rzeki, chwytając powietrze jak ryba na lądzie.

Skrzynia uderzyła o wodę i… nie zatonęła od razu. Unosiła się chwilę, kołysząc.

Jaś wskoczył na kamień i, ryzykując mokre buty na zawsze, zahaczył skrzynię kijem. Raz, drugi — aż przyciągnął ją do brzegu.

Rycerka uklękła i otworzyła wieko.

W środku spoczywała Korona Zgody. Nie była ogromna ani ociekająca klejnotami. Była prosta, z grawerunkiem gałązek oliwnych i małym napisem: “Słuchaj, zanim osądzisz.”

Jaś odetchnął tak, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o powietrzu.

Rozdział VI — Prawda wraca do zamku

O świcie wrócili do Podgrodzia. Kapelan, z opatrzoną głową, szedł z nimi, milczący i blady. Najemnik, którego nie porwała rzeka, został związany własnym pasem i mamrotał, że “piasek w oczy to zbrodnia przeciw honorowi”. Jaś odpowiedział mu: — Honor ma też oczy. I powinien patrzeć.

W zamku baron przyjął ich w sali, gdzie wisiały arrasy przedstawiające dawne bitwy. Baron wyglądał na zmęczonego, ale gdy zobaczył koronę, jego ramiona opadły, jakby ktoś zdjął z nich niewidzialny ciężar.

— Uratowaliście mój symbol — powiedział. — Ale czy uratowaliście pokój?

Rycerka podeszła i postawiła koronę na poduszce w kaplicy. — Symbol jest tylko przypomnieniem. Pokój uratuje rozmowa. I sprawiedliwość.

Baron spojrzał na kapelana. — Ty to zrobiłeś?

Kapelan uklęknął. — Ja zacząłem, panie. Borys skończył. Chciałem dobra, a wyszło… jak zawsze, kiedy człowiek myli pośpiech z mądrością.

Rycerka odezwała się spokojnie: — Wina nie znika, bo była “z dobrych zamiarów”. Ale człowiek może naprawić to, co zepsuł. Kapelan niech służy ludziom, nie intrygom. A Borysa… rzeka pewnie doprowadzi do brzegu. Niech stanie przed sądem.

Baron skinął głową, a potem spojrzał na rycerkę. — Nie znam twojego imienia.

— Imię nie jest nagrodą — odpowiedziała. — Jest zobowiązaniem. Dziś wystarczy, że nazywają mnie Rycerką Zmierzchu.

Jaś uśmiechnął się szeroko. — A ja? Mogę być… Giermkiem Świtu?

Rycerka uniosła kącik ust. — Możesz być Jasiem, który myśli. To lepsze.

W rynku ludzie przestali szeptać, zaczęli mówić normalnie. Dzwony zabiły tym razem spokojnie, jakby opowiadały, że strach przegrał z rozsądkiem.

Rozdział VII — Zasłużony odpoczynek

Tego wieczoru wiatr ucichł. Nad Podgrodziem zawisło czyste niebo, a gwiazdy wyglądały jak gwoździe wbijane w aksamit.

Rycerka usiadła na ławce pod lipą, w gospodzie “Pod Białym Jeleniem”. Zbroję zdjęła i oparła obok. Wreszcie była tylko kobietą o zmęczonych dłoniach i uważnych oczach.

Jaś przyniósł dwa kubki ciepłego miodu z przyprawami. — Gospodarz mówi, że to “napój dla bohaterów i tych, co udają, że nimi nie są”.

— W takim razie pasuje — odparła rycerka.

Usiedli. Przez chwilę słuchali trzasku ognia w palenisku i śmiechu ludzi, tym razem nie metalowego, tylko miękkiego, jak chleb wyjęty z pieca.

— Pani… Rycerko Zmierzchu — zaczął Jaś niepewnie. — Dlaczego naprawdę szukasz prawdy? Przecież mogłabyś brać zapłatę i jechać dalej.

Rycerka podniosła kubek, jakby oglądała w nim odbicie płomieni. — Bo tajemnice są jak ciernie w stopie. Można iść z nimi dalej, ale każdy krok boli bardziej. A kiedy ból rośnie, człowiek robi głupie rzeczy. Wojny zaczynają się często od małego ciernia.

Jaś pokiwał głową, jakby zapamiętywał to do kieszeni.

— I pamiętaj — dodała — mądrość to nie tylko wiedzieć. To jeszcze umieć poczekać, posłuchać i nie dać się kupić własnym emocjom.

Jaś parsknął cicho. — To trudniejsze niż walka z najemnikiem.

— O wiele — przyznała rycerka.

Wypili miód. Cisza nie była niezręczna; była zasłużona. Na zewnątrz koń rycerki chrupał owies, a w izbie gospodarz śpiewał balladę o tym, że zgoda jest jak most: trzeba o niego dbać, bo inaczej spadnie się do wody.

Rycerka oparła głowę o ścianę, przymknęła oczy i pozwoliła sobie na luksus, który rzadko spotyka wędrowców: odpoczynek bez czujności.

A Jaś, Giermek Świtu tylko w marzeniach, pomyślał, że prawdziwa odwaga nie zawsze błyszczy jak miecz. Czasem świeci cicho, jak ogień, przy którym można wreszcie ogrzać dłonie.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Kaplica
Małe, święte pomieszczenie w zamku lub kościele, gdzie modlą się ludzie.
Aksamitna poduszka
Miękka, gładka poduszka z materiału aksamitnego, często używana do trzymania cennych rzeczy.
Zbroję
Ochronne ubranie z metalu, które noszą rycerze, by chronić ciało w walce.
Przysiędze
Obietnica złożona bardzo poważnie, którą ktoś musi dotrzymać.
Skrytka
Małe, ukryte miejsce do chowania rzeczy, trudne do znalezienia.
Klapa
Ruchoma część, która zasłania otwór; można ją podnieść lub zamknąć.
Poborcę podatków
Osoba, która zbiera pieniądze od mieszkańców na rzecz pana lub państwa.
Mennica
Miejsce, gdzie produkuje się monety z metalu.
Pieczęcie
Znaki lub stemple używane do zamykania dokumentów i potwierdzania ich prawdziwości.
Arrasy
Grube, ozdobne tkaniny wiszące na ścianach, często z obrazami lub wzorami.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o rycerzach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.